„Riese” Krzysztof Piersa

- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
Są takie miejsca, które rozpalają wyobraźnię nawet mocniej niż ogłoszenie, że Marek Kondrat dołącza do obsady „Lalki”. Dla mnie są to Góry Sowie. Konkretnie Kompleks Riese. Absolutna ekstraklasa polskich tajemnic -> podziemne tunele, niewyjaśnione konstrukcje, beton, wilgoć, III Rzesza, szaleni naukowcy prowadzący eksperymenty dla austriackiego akwarelisty i oczywiście plotka, że Złoty Pociąg parkuje tam od ’45. Niestety nigdy tam nie byłem… JESZCZE, ale czytam w temacie wszystko jak leci, oglądam programy na YouTube, słucham podcastów, chłonę wszelkie urban legends i odjechane teorie. Im bardziej foliarskie, tym lepiej.
O Riese pisali już Robert J. Szmidt, Remigiusz Mróz i Bogusław Wołoszański. Każdy osadzał tę lokalizację inaczej, budował własne hipotezy i bawił się tym mitem po swojemu. A teraz do tej bandy dołącza Krzysztof Piersa – i robi to w konwencji przygodowego sensacyjniaka.
Nie mogę zdradzać za dużo, bo to trochę jakby zaprosić kogoś do escape roomu, po czym pokazać mu, gdzie jest wyjście. Ustalmy, że trójka bohaterów (historyk, ex-policjantka i nerd ze skillem hakerskim) przyjeżdża do Wałbrzycha, żeby przyjrzeć się sprawie podejrzanego morderstwa – i dalej wiadomo. Jesteśmy w okolicy Riese, więc trup musi być jakoś powiązany + ej, chodźmy pozwiedzać tunele, ale ucieknijmy przewodnikowi i zróbmy to na własną rękę. W historii przewija się wiele teorii związanych z tym nieszablonowym miejscem… i wykorzystując fakt, że znam autora osobiście, wysłałem mu rano wiadomość: „Joł, Krzychu, jakie było twoje podejście do tej książki? Ile tu prawdy, ile dodałeś od siebie?”.
W odpowiedzi podesłał mi listę podzieloną na cztery kategorie: „Fakty”, „Półprawdy”, „Legendy bez potwierdzenia” i „Moje wstawki dla fabuły”. Okazało się, że faktów jest więcej niż urban legend, więc tym lepiej się to czyta. Zresztą Krzysiek zaczyna z takiego podejścia robić swój znak rozpoznawczy. Jego poprzednia książka „Gustloff” obracała się wokół prawdziwej katastrofy niemieckiego statku pasażerskiego z 1945 roku, który został zatopiony przez radziecki okręt i pochłonął więcej ofiar niż Titanic (serio). Teraz mamy Riese – największą betonową zagadkę w Polsce.
Jego trik jest widoczny gołym okiem -> skupia się na wydarzeniu/miejscu z bagażem historycznym, fakty miksuje z narosłymi wokół urban legends, coś tam dorzuci od siebie „dla fabuły” – i cyk, mamy przygodówkę, która według mnie jest współczesnym „Panem Samochodzikiem”. Przygoda, tajemnica, wartka akcja, zero dłużyzn, szybka absorpcja i forma, która trafia zarówno do młodzieży, jak i do starych pierdzieli, typu ja.
Czytasz, chłoniesz ciekawostki, wciągasz się w akcję, a co jakiś czas robisz pauzę, bo trzeba odpalić Wikipedię i sprawdzić, czy „to z tym szyfrem w szybie wentylacyjnym to serio?”. Jest fun i relaks, ale też coś jeszcze. Może nie walor stricte edukacyjny, ale na pewno zachęcający, żeby doczytać, dosłuchać, podrążyć.
Podsumowując – jeśli Maciej Siembieda, Dan Brown i Indiana Jones mieliby dziecko, byłby to Krzysztof Piersa.