„Ostrakon” Krzysztof P. Czyżewski

Ostrakon
Ocena Pigouta:

Ponoć im książka bardziej wymiętolona, tym większa radocha dla autora, bo to wymiętolenie to historia, która sama się opowiada. Od razu wiadomo, że książka przemieszczała się razem z właścicielem to tu to tam i była czytana w różnych okolicznościach przyrody, czyli zainteresowała.

I jak cuś, nie ja wymyśliłem taką teorię. Są to słowa Remka Mroza, które wypowiedział z podcaście u Natalii Szymańczyk.

Podpinając się pod tę myśl, chciałbym dać znać Krzysztof P. Czyżewski, że mój egzemplarz “Ostrakona” jest wymiętolony, jakby jutra miało nie być, ze środka wysypuje się piasek, a za zakładkę robi papierek po krówce opatowskiej. Czytałem w domu, czytałem na plaży na Helu i na rynku w Sandomierzu, licząc, że zaraz Ojciec Mateusz śmignie na rowerze. Trochę się razem powłóczyliśmy.

Jednak zanim powiem, czym ta książka jest, powiem czym nie jest. Otóż niedługo na rynku ukaże się reportaż opisujący wszystkie krzywe akcje, jakich dopuścili się ulubieni patoinfluerzy waszych bombelków (wiem, bo dawałem blurba). O niektórych aferach mogliście słyszeć, inne będą dla was nowością, a wszystkie zebrane do kupy wywołają reflekcję -> dzizas, w jakich czasach żyjemy? Idiokracja na pełnej.

I tu wchodzi “Ostrakon” Krzysztofa P. Czyżewskiego, który jest listem miłosnym do wielkich myślicieli, odkryć, wynalazków, przełomów naukowych, sztuki, historii i ludzkiej kreatywności. Czyli przeciwaga dla patoinfluencerki.

O czym jest? Tu muszę zacząć od wzmianki, że książka powstała z okazji 550-lecia urodzin Mikołaja Kopernika i 80. rocznicy założenia Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, więc z góry wiadomo, że będzie o Koperniku. Ale nie jest to biografia. W ogóle z biografią Mikiego jest taka sytuacja, że jego życiorys posiada kilka czarnych plam, na które nie ma dokumentacji, więc nie do końca wiadomo, co wtedy konkretnie robił, aczkolwiek historycy mają co do tego swoje teorie. Wśród nich jest też taka, że Mikołaj Kopernik podczas wypadu do Włoch spotkał się z Leonardo Da Vincim.

“Ostrakon” to książka, w której autor opisuje okoliczności tego spotkania. Jest to radosna twórczość, gdzie Krzysztof P. Czyżewski bawi się w symulację “jak to mogło wyglądać” i miesza fikcję z prawdziwymi wydarzeniami oraz wydarzeniami, które nie są potwierdzone, ale na podstawie różnych materiałów, można uznać, że są bardzo prawdopodobne. Co jest autentyczne, co wymyślone, dowiemy się z posłowia, aczkolwiek wyjściowo sugerowałbym podejść do tej książki na zasadzie rozrywkowym -> zabawa historią. Nie będę zdradzał innych wielkich person, które przewijają się w tej opowieści, ale przyznam, że jest to najbardziej rozpalający wyobraźnię crossover od czasu “Ocean Eleven”. IQ wychodzi bardziej poza skalę niż reaktor w Czarnobylu w ‘86.

Dla uatrakcyjnienia fabuły, Krzysztof Czyżewski zastosował dwie linie czasowe. Teraźniejszość, w której pewien znakomity historyk ginie w wypadku, w momencie kiedy był o krok od przełomowego odkrycia. Na szczęście to, co do tej pory udało mu się ustalić, zapisał na pendrive i jego żona postanawia dokończyć jego pracę, a my będziemy jej w tym towarzyszyć.

Druga linia narracyjna cofa nas do roku 1507, kiedy to Mikołaj Kopernik dostaje od króla Zygmunta tajną misję, aby dostarczyć do Rzymu tajemniczą przesyłkę.

Nie trzeba być Leosiem Da Vinci, ani Leosiem DiCaprio, ani nawet Young Leosią, żeby domyślić się, że te dwie historie w pewnym momencie się przetną. Niemniej, żeby dowiedzieć się co jest wspólnym mianownikiem i jak do tego doszło, trzeba przeczytać.

Dla kogo to? Gatunkowo mamy tu mix przygodówki i sensacji + lokowanie wątków historycznych, ale pod względem vibe’u jest to książka, z której bije zajawka historią, sztuką i nauką. Jest sporo smaczków o Toruniu, o postaciach historycznych, etc. To jest pozytywne i potrafi sprzedać incepcję, żeby wybrać się na turystkę muzealno-zamkową, albo żeby wyszukać w internecie prace Da Vinciego i obejrzeć je na dużym zbliżeniu, skupiając się na detalach. Być może nawet nie wiecie, że potrzebujecie takiej książki w swoim życiu