„Ostatni Krzyk Mody” Beata i Eugeniusz Dębscy

Ocena Pigouta:

„Ostatni krzyk mody” Beaty i Eugeniusza Dębskich to piąty tom serii o Tomaszu Winklerze, ex-gliniarzu, który z różnych przyczyn postanowił zostać prywatnym detektywem. Ale nie spodziewajcie się rozwodnika pogrążonego w depresji i z problemem alkoholowym. Wręcz przeciwnie, Winkler to 40-latek, który nadal ma w sobie młodzieńczy wigor, apetyt na życie, a w kwestii uczuć wszystko u niego gra i buczy.

Gdzieś w tym cyklu przegapiłem tom czwarty, ale resztę, łącznie z najnowszym, przeczytałem i za każdym razem mam dokładnie tę samą refleksję → kurde, ale to jest błyskotliwe!

Te dialogi pomiędzy Winklerem a jego uroczo-upierdliwą babcią Romą to złoto w najczystszej próbie. Lokują w rozmowach tak wysoki poziom sarkazmu i ironii, że po każdej ich słownej wymianie mam ochotę wstać i bić brawo… tylko wtedy musiałbym klaskać kilka godzin, bo to nie są pojedyncze linie dialogowe. Nope, cała książka utrzymuje taki level. Są tu złośliwości, gierki słowne, żarty bazujące na różnych odniesieniach, wymagające od czytelnika czujności, żeby wyłapać ukryty sens. Satysfakcjonujące na maksa.

Absolutnie wspaniale się to czyta i tu przechodzimy do momentu, w którym pozwolę sobie rzucić teorią. Otóż seria o Tomaszu Winklerze spełnia wszystkie warunki dobrego kryminału — jest intryga, jest śledztwo, styl bardziej purystyczny niż hollywoodzko-efekciarski + Wrocław jako scenografia, potraktowany z dużym szacunkiem. ALE. Ale dla mnie największym wabikiem tej serii są postacie Winklera i babci Romy, ich relacja. Chce się do nich wracać, przycupnąć obok i posłuchać ich rozmów. Zobaczyć co się zmieniło od poprzedniego tomu. To jak z ulubionym serialem, do którego wracamy co sezon, bo lubimy przebywać w tym uniwersum i zżyliśmy się z bohaterami.

I choć seria formalnie jest kryminalna, od czasu do czasu komuś dzieje się krzywda, osobiście wrzucam ją do kategorii „feel good”, wszak przez większość lektury człowiek siedzi z bananem na pysiu (śmieszniutkie wymiany), dostaje ciepełko (ta relacja Winkler–babcia jest wspaniała) i ogólnie czuje się przytulony. A i jeszcze taka ciekawostka -> nie mam tutaj odruchu ustawiania poszczególnych części w rankingu od najlepszej do najsłabszej. Przez to, że dialogi i relacje wychodzą na pierwszy plan i zawsze są dopieszczone, uważam, że cała seria trzyma równy, bardzo wysoki poziom.

A co w najnowszym tomie? Tym razem Winkler dostaje zlecenie od emerytowanej modelki, którą ktoś szantażuje. Jeśli nie zapłaci konkretnej sumki, komuś stanie się krzywda. Tomasz ma ustalić, kto prześladuje staruszkę i dlaczego. To bardzo sprytny punkt wyjścia, aby wpleść w fabułę retrospekcje z polskiego światka kulturalnego lat 60. oraz starego Wrocławia. I przy okazji już na poziomie tytułu, widać ciągoty państwa Dębskich do gierek słownych. „Ostatni krzyk mody” ma tutaj podwójne dno.

BTW książka wypada tak samo dobrze w papierze, jak i w audiobooku. Wojciech Żołądkowicz czyta tę serię jakby był trzecim współautorem. Każda postać dostaje swój charakterystyczny głos, a intonacja perfekcyjnie oddaje aktualne stany emocjonalne. TL;DR → niesamowicie przyjemna książka… i cała seria.