„Lato Tajemnic” Tess Gerritsen

- Tytuł:"Lato Tajemnic" Tess Gerritsen
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
W zeszłym roku, kiedy Tess Gerritsen wydała „Wybrzeże Szpiegów„, które dało początek nowej serii >>Klub Martini<<, od pierwszej nutki wiedziałem co jest grane. Że tematyka emerytów-detektywów to nie był nagły atak weny, a kwestie koniunkturalne.
Ot Tess na bank odnotowała, jak dużą popularnością cieszy się „Czwartkowy Klub Zbrodni” Richarda Osmana i postanowiła też wskoczyć na tę falę… po czym rozegrała to jak uczniowie spisujący zadanie domowe na przerwie, czyli zmieniła kilka kluczowych rzeczy, żeby facetka się nie skapnęła. Very clever, ale robić to my, nie nas.
Różnice są takie, że u Osmana śledztwa prowadzą emeryci-cywile, którym się nudzi i z natury są ciekawskimi jajcami, więc robią to hobbistycznie, a ich głównym narzędziem jest dedukcja. U Tess emeryci to byli szpiedzy, którzy również nie potrafią na starość zająć się pieleniem ogródka i szukają adrenaliny. Jednak z racji zawodu, który wykonywali, posiadają odpowiednie skille + nadal mają znajomości w różnych instytucjach, więc ich węszenie jest zdecydowanie bardziej profesjonalne. Inspiracje widać gołym okiem, ale koniec końców, Tess Gerritsen to stara wyjadaczka i zrobiła z tego całkiem fajną książkę.
A w drugim tomie jest jeszcze lepiej. W „Lecie tajemnic”, bo taki tytuł nosi druga część, już nie ogląda się na Osmana ani rynkowe trendy, tylko leci w swoim stylu i dostarcza intrygę, w której kilka razy sprytnie zwodzi czytelnika. Powiem więcej, jest w tym nawet pewien powiew świeżości #dobrytwist
Miejscem akcji jest nadmorskie miasteczko Purity, gdzie wielu bogoli ma swoje wakacyjne domki letniskowe. Generalnie za dużo się tam nie dzieje, od czasu czasu jakieś bójki w barze, ewentualnie drobne kradzieże w lokalnej Biedrze i w sumie tyle. Jednak w te wakacje tak spokojnie nie będzie, bo miasteczkiem wstrząsa informacja o zaginięciu pewnej 15-latki. Wyszła z domu i już nie wróciła.
Głównym podejrzanym jest sąsiad, który nie dość, że jest dziwakiem i miał już jakieś przypały w przeszłości, to jeszcze ma jakieś personalne zatargi z rodziną zaginionej. No i brakuje mu alibi. Jest społeczny pressing, żeby typa przymknąć i wybatożyć, a jednak chłop ma asa w rękawie -> przyjaźni się z emerytami z Klubu Martini, a oni są względem niego, jak David Duchovny względem ufoludków -> Chcą wierzyć. Więcej nie mówię.
Umówmy się, że Tess to na tyle uznana marka, że nikogo nie trzeba przekonywać, że zna reguły budowania dobrego thrillera. Bardziej skupiłbym się tutaj na pochwałach za wymyślenie krzepkiej fabuły, która działa, jak dobrze naoliowna maszyna – interesuje, wyciąga esencję z konwencji emeryci-szpiedzy i robi to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli wciąga w grę „Zgadnij kto”, podczas, której kilka razy zmienimy swój typ.
Jak już mówiłem, uważam, że pierwsza część jest spoko, ale wydawało mi się, że Tess nie uciągnie tego na dłuższą metę. Że takie pisanie pod trendy szybko ją wykolei… a jednak sobie to dopieściła, tu i tam wygładziła papierem ściernym i teraz to bangla aż miło. Jest potencjał na ciąg dalszy.
P.S. Wymyśliłem sobie, że chce mieć zdjęcie nawiązujące do okładki, jak wszyscy szanujący się recenzenci na IG… ale na wszelki wypadek wytłumaczę -> otóż robię tu Martini. Czaicie -> „Klub Martini”