„Krzywda” Paweł Rzewuski

- Tytuł:Krzywda
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
„Krzywda” – książka, która was zaskoczy… ale najpierw musi w ogóle do was trafić.
Wczoraj swoją premierę miała książka, o której powinno być głośno. Powinna stać na wystawie w księgarniach i być niesiona przez internetowe algorytmy. Ale nie będzie. I nie dlatego, że coś z nią nie tak. Wprost przeciwnie – to literacka perełka, ALE jest kilka ale.
Po pierwsze – wydawnictwo ArtRage.
Lubię, szanuję, kibicuję. Mają świetne oko w doborze lektur, trzymają poziom, a ich książki aż pachną jakością, ale nie oszukujmy się, to nie jest wydawnictwo, które znajdziecie na promowanych półeczkach w Empiku. Nie wykupują billboardów na warszawskich wieżowcach i raczej nie znajdziecie ich w kioskach na lotnisku. Co za tym idzie, są nikłe szanse, że trafią do czytelnika z przypadku, a przypadek to dziś potężny gracz.
Po drugie – autor, Paweł Rzewuski
Pisarz, historyk, publicysta, kiedyś nominowany do Wielkiego Kalibru. Dorobek ma, styl ma, kompetencje ma, ale… nie oszukujmy się po raz drugi, nie jest to nazwisko, które kojarzycie. Nie jest to również nazwisko, które przewija się w zdaniach typu -> “Oo Rzewuski wydał coś nowego, trzeba sprawdzić”.
A być może powinno.
Po trzecie – gatunek.
To nie jest kryminał, który sam się sprzeda. To nie jest modny thriller psychologiczny ani opowieść o kobiecie po przejściach i miasteczku pełnym sekretów. Nope, to jest książka osadzona w XVII-wiecznej Polsce, czyli typy jeżdżą na koniach, noszą szabelki i sumiaste wąsy + zapijają w karczmach.
Mamy ślepego szlachcica, który wraz z niemym towarzyszem przemierzają Rzeczpospolitą i snują opowieści napotkanym ludziom. A to historię o sejmiku zakończonym krwawą łaźnią, a to story o ślubnym swataniu takiej jednej babeczki, co zakończyło się niespodziewanym twistem. A to o spotkaniach z jakimiś demonami. Z pozoru randomowe historie, a jednak mają wspólny mianownik – każda opowieść to fragment z życia niejakiego Stanisława Wróblewskiego herbu Krzywda.
I tu się zaczynają smaczki. Otóż jak głosi zajawka na tylnej okładce, jest to powieść szkatułkowa, czyli historie w historii, miniaturki, które z czasem składają się w jedną większą opowieść. Na początku myślisz, że to zbiór luźnych gawęd, a potem – boom! – wjeżdża Nolan w wersji sarmackiej i czujesz się jak po obejrzeniu „Memento”. Wszystko się łączy. I to jak?! Nie trzeba sprzątać, Rzewuski pozamiatał.
A mówiłem już że to jest napisane w sienkiewiczowskim stylu? No to teraz mówię. Sami rozumiecie, że nie jest to coś łatwo uchwytnego do atrakcyjnego zajawienia i not sure, czy sam byłbym zainteresowany taką książką, gdyby nie znak jakości ArtRage. Ale to tylko świadczy, że robią dobrą robotę, że można im ufać w ciemno, bo biorą selekcję na siebie, a my wchodzimy na gotowe. I tutaj też trafili.
Oto co się stanie, jeśli dacie “Krzywdzie” szansę:
– Będziecie pod olbrzymim wrażeniem warstwy językowej i pełni podziwu dla Pawła Rzewuskiego, że tak swobodnie się w tej stylistyce porusza. Przy nowomowie, która opanowała internet (tak, ja też się do tego dokładam #sorka), przeczytać książkę w takim stylu, jest absolutnie wspaniałym doznaniem. Jestem zauroczony i uważam, że powinniśmy przywrócić do użytku “waszmości” i ”waćpanów” oraz wymusić na Ikei, żeby przemianowała dział “sypialnie” na “komnaty z łożami puchów pełnymi”.
– Fabuła wciągnie was niczym bagno. Każda opowieść ma haczyk. Coś się zbliża. Coś czeka za rogiem. Nie sposób się oderwać, bo te opowieścią żrą aż miło. A jak już wszystkie puzzle wskoczą na swoje miejsce, znowu stwierdzicie, że Paweł Rzewuski toć waćpan zaiste prima sortis, co to intrygę spuentować umie tak, iżby i sama mucha z wrażenia na skrzydłach przysiadła, a nie siadała.
– A kto wie, być może wrzuci was to w zupełnie nowe rewiry czytelnicze, bo skoro „Krzywda” tak dobrze siadła, to a nuż mają w tym ArtRage jeszcze coś fajnego.
I spoiler: Mają!
Jak mówiłem na wstępie, z książkami od ArtRage jest taka sytuacja, że to raczej czytelnik musi wykonać ruch i ich znaleźć, a nie na odwrót, ale jest jedno małe ułatwienie. Są na Legimi. Sprawdźcie „Krzywdę”, warto…. baa, nie powinniśmy dopuszczać, żeby takie książki przechodziły bez echa.