„Baśniobór” Brandon Mull

- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
Do moich rąk trafił „Baśniobór”, czyli seria książek dla dzieci w wieku od 7 do 107 lat. Takich naprawdę dzieci-dzieci, które właśnie skończyły pierwszą klasę, aczkolwiek ludzie, którzy pamiętają czasy, w których, aby połączyć się z internetem, trzeba było przyjąć rołsta od mamy, bo telefon stacjonarny przyblokowany, a ciotka miała dzwonić, też się odnajdą.
Książki są w sumie dość leciwe, bo zaczęło się w — sprawdziłem — 2006 roku, czyli wtedy, kiedy wyszedł romkom „Tylko mnie kochaj” z Zakościelnym, a przypominam, że ta urocza dziewczynka z filmu jest już dorosła i prawdopodobnie płaci podatki. #najgorzej Niemniej, jest to jedna z tych serii, która się nie starzeje. Lata lecą, świat przyspiesza, TikTok zmienia algorytmy, a „Baśniobór” dalej ma się świetnie i co chwilę odkrywa go nowe pokolenie bombelków… oraz ich rodziców — i tu wchodzę ja, cały na biało.
Dostałem komplet z okazji nowego, polskiego wydania. Wydawnictwo Wilga stwierdziło, że czas odświeżyć okładki, dać ilustracje w lepszej rozdziałce i podłączyć się pod trend barwionych brzegów, bo heloł, w 2025 bez barwionych brzegów się nie godzi. Być może w głębi serduszka uważam, że z tym barwieniem to już wszyscy przesadzają i to się robi nieznośne, podobnie jak dodawanie do wszystkiego pistacji, ale obiektywnie muszę przyznać, że seria na półeczce prezentuje się elegancko, przyciąga wzrok.
Ale zostawmy wizual. Zacząłem czytać i… poczułem się jak wtedy, gdy pierwszy raz miałem „Akademię Pana Kleksa” na warsztacie. Wyobraźnia, kreatywność, odklejka i szalone uniwersum. W tym przypadku świat pełen dziwnych stworzeń w stylu satyrów, trolli, chochlików, wróżek, wiedźm, strzygi i innych, na które Geralt z Rivii przyjmuje zlecenia. ALE! Ale mimo niskiego progu wejścia, nie jest to taka do końca bajeczka na dobranoc. Jest tu konkretne zagrożenie i konsekwencje, jeśli złamie się reguły.
No właśnie, reguły. „Baśniobór” to historia o dwójce dzieciaków, rodzeństwo Kendra i Seth trafia na wakacje do dziadka, czyli teoretycznie czekają ich nudy, krzyżówki panoramiczne i zapach formaliny, tymczasem odkrywają, że dziadzia trzyma na posesji rezerwat magicznych stworzeń. Dziadu początkowo leci w kulki i udaje, że wcale nie i bombelkom się przewidziało po przedawkowaniu cukru, ale jak go dobrze pressingują, przyznaje się, że owszem ma, i zaczyna wykładać zasady, które brzmią następująco: nie można tam chodzić, nie można podejmować interakcji z tubylcami i generalnie niczego nie można.
Oczywiście dzieci mają taki ficzer, że jak ktoś mówi NIE WOLNO, to one słyszą MUSICIE KONIECZNIE TEGO SPRÓBOWAĆ i jeszcze tego samego dnia łamią wszystkie zakazy, co kończy się srogą inbą, ale dla nas lepiej, bo dzięki temu Brandon Mull (autor) może szpanować swoją czujką do fantastyki.
Seria ma 5 tomów i każdy z nich był bestsellerem „New York Timesa”, więc nic dziwnego, że Mull na tym nie skończył. Rozbudował cykl o kolejną serię — „Smocza Straż” — ale tam jeszcze nie dotarłem, więc się nie wypowiem. Natomiast co do „Baśnioboru”, to na moje oko można go śmiało położyć na półce obok „Harry’ego Pottera”, „Opowieści z Narnii” i „Złotego kompasu” Philipa Pullmana. Bo to jest właśnie ten rodzaj opowieści, który chcecie podłożyć do czytania swoim dziedzicom tronu, ale stare konie też potrafią się na tym zawiesić i tutaj mogę dać hasztag #sprawdzoneinfo
Przełożył: Rafał Lisowski