Ostatni Wiking

- Tytuł:Ostatni Wiking
- Autorzy:
- Gatunek:
Jeśli gdzieś wam mignęło, że nowy film Madsa Mikkelsena nosi tytuł „Ostatni Wiking” i po pierwszej nutce zwizualizowaliście sobie fiordy, topory, czapeczki z rogami i łupienie zamorskich krajów, to wiedzcie, że jesteście w absolutnie złych rewirach.
„Ostatni Wiking” to historia współczesna… o pamięci, braterstwie i … pojadę Pezetem… próbie poskładania siebie z kawałków. W sumie mam problem, żeby ją jednoznacznie skategoryzować, bo ten film miejscami jest przezabawny i dociska czarny humor do podłogi, ale zdecydowanie nie nazwałbym go komedią, wszak koniec końców zmusza do refleksji o rodzinie, bliskości, samotności i egzystencjalnym smuteczku.
„Ostatni wiking” to siódma kooperacja Mikkelsena z Andersem Thomasem Jensenem (w Bękarcie Jensen był scenarzystą, resztę reżyserował) i jeśli chodzi o mnie, to jedna z najciekawszych współprac do śledzenia. Każdy ich film jest inny i wrzuca Madsa w kompletnie inne, skrajne rejestry aktorskie.
I niczego tu nie naginam, czego dowodem niech będzie, że w „Ostatnim Wikingu” Mads wciela się w Johna Lennona. Wróć… w Manfreda, który ma pewne problemy z własną tożsamością i wydaje mu się, że jest Johnem Lennonem. Jest to o tyle problematyczne, że Manfred jako jedyny wie, gdzie skitrany jest hajs z napadu dokonanego przez jego brata, Ankera. Anker poszedł za ten rozbój siedzieć, ale po wyjściu na wolność chciałby tę kasę odzyskać i zacząć z nią wszystko od nowa (być może w Bieszczadach), z tym że zamiast z bracholem musi ułożyć się z autorem kawałka „Imagine”.
Niesamowite, jak z tak absurdalnego pomysłu wyjściowego można zrobić opowieść, która na końcu trafia w miękkie i generuje masę rozminek. Jasne, można się przyczepić, że film mógłby być z 20 minut krótszy bez utraty esencji, że momentami gwałtownie przekskauje w skraje nastroje, ale w dużym obrazku to kolejny bardzo udany projekt wyżej wymienionych panów i przyznam, że z lekką zazdrością patrzę, jak fenomenalną robotę robią dla duńskiego kina. My oglądamy te filmy, gadamy o nich, baa kojarzymy już twarze aktorów z drugiego i trzeciego planu. Fajnie jakby to kiedyś zadziałało też w drugą stronę i Duńczycy zajarali się, bo polski film is coming.
„Ostatni Wiking” od dzisiaj w kinach, z pigoutowym patronatem na plakacie. Jako fan numer 1 Madsa, czuję z tego powodu dumę.