Dojrzewanie

Ocena Pigouta:

„Dojrzewanie” – recenzja serialu Netflixa

Skończyłem właśnie oglądać na Netflixie 4-odcinkowy serial „Dojrzewanie” i przyznam, że zdmuchnęło mnie z planszy. Uważam, że jest to rzecz minimum bardzo dobra, ale prawdopodobnie jest jeszcze lepsza. I mam tu na myśli zarówno aspekty fabularne, jak i realizacyjne.

Zaczyna się, tak, że policja robi nagle wjazd na chatę pewnej angielskiej rodziny i wywleka 13-letniego syna, mówiąc zszokowanym rodzicom, że jest zatrzymany pod zarzutem morderstwa i że jadą teraz na posterunek na ulicę XYZ i dobrze by było, gdyby też się tam za chwilę zjawili.

I to już jest taka zagrywka narracyjna, że jako ojciec, kompulsywnie wchodzę w rolę serialowego taty, czuję stres level milion i próbuję odnaleźć się w sytuacji z jego perspektywy. Jak gdyby nigdy nic jesz śniadanie, a tu nagle boom i masz wyważone drzwi, żona i córka leżą na glebie, jakiś zamaskowany glina celuje do ciebie z guna, syna wyprowadzają, a jeszcze ktoś inny wyrzuca wszystkie szuflady w sypialni i zaczyna grzebać w gaciach. Co robisz?

Jeszcze nie zdążyłeś połączyć kropek, a już jesteś na posterunku, a dokoła detektyw, pielęgniarka, prawnik i zasypują cię pytaniami, czy wyrażasz różne zgody. To się dzieje tak nagle, że chłop nie zdążył jeszcze przetworzyć skali zarzutów.

I to nie jest serial kryminalno-prawniczy, jak jeszcze na tym etapie przypuszczałem. Nope, to bardziej kronika z aresztowania + bekstejdż konsekwencji. Każdy odcinek kręcony jest na mastershocie… a przynajmniej takie sprawia wrażenie (osobiście nie zauważyłem cięć, ale pamiętam, że w Birdmanie mieli na to patnet). Kamera pokazuje nam ten wjazd na chatę, potem wchodzi do suki policyjnej i jedzie z aresztowanym bombelkiem, po czym jesteśmy na komisariacie i wygląda to, jak odcinek „Ostrego Dyżuru”, czyli przenosimy się od tej wejściowej recepcji, przez dołek, pokój do pobierania próbek aż po salę przesłuchań. Widzimy całe technikalia.

Kolejny epizod to policyjny wywiad środowiskowy w szkole podejrzanego i znowu kamera krąży po pomieszczaniach, pokazując nam, jak uczniowie i kadra pedagogiczna zareagowali na informację, że jeden uczeń zabił uczennicę. Kolejny odcinek to sesja psychologiczna z podejrzanym bombelkiem (mocne), a ostatni to dzień z życia rodziny aresztowanego, 13 miesięcy po aresztowaniu.

Nawet jelito grube nie jest tak grube, jak ten serial. On oddaje. Bardzo łatwo wejść w buty tej rodziny, poczuć ich stany emocjonalne, które zmieniają się, jak w kalejdoskopie + pokazuje naznaczenie społeczne i ostracyzm, z jakim się później spotykają, ale też jak to ich wypala w środku i sami sobie dokładają. I to jest totalnie rel, bo tak to właśnie działa w prawdziwym życiu.

No i na końcu jest ten aspekt techniczny, kiedy dochodzi do nas, jakiej pracy wymagał ten projekt. Aktorstwo na poziomie teatralnym, gdzie tekst i mowa ciała muszą się zgadzać. I to nie tylko u dorosłych, profesjonalnych aktorów, ale u tych młodocianych też. No i mastershoty wędrujące po pomieszczeniach i przeskakujące między postaciami, więc idealne synchro welcome to. Jak się scena wykłada w połowie, prawdopodobnie zaczynamy od początku. A po wszystkim zostajemy z pewnymi kwestiami do obrócenia w głowie, ale tu nie będę spoilerował.

Doskonała rzecz. W końcu przyszedł dzień, że mogę Netflixa poklepać po pleckach i powiedzieć „Good job, więcej takich plizz”.