Biały Lotos 3

- Tytuł:Biały Lotos 3
- Autorzy:
- Wydawca:
Jak wszyscy wiedzą najbardziej na świecie lubię hotelowe śniadania. Te wszystkie bufety, gdzie możesz bezkarnie mieszać omleta z naleśnikiem, pastą jajeczną i jogurtem z nasionami chia, a na wyjście skitrać 15 ciastek francuskich po kieszeniach, wszak w holu pomiędzy jadalnią a pokojem, może spaść nam cukier, więc nie ma co ryzykować. I chyba właśnie dlatego tak dobrze siedzi mi serial „White Lotus”. Jego akcja rozgrywa się głównie na terenie hotelu, więc mamy sporo scen lokujących hotelowe śniadania, czyli I’m in. Czuję się jakbym tam był. Z pełnym talerzem i pustym życiem.
Ale oprócz hotelowych śniadań lubię też obserwować, jak nieprzyzwoici bogole odczuwają dyskomfort – że to ich Ą Ę i „sofistikejted stajl”, to tylko maska pod którą skrywają się kompleksy, frustracje pasywno-agresywne uprzejmości, klasowe nietakty i zwyrolskie zapędy. Sorka, ale to jest klasyczna patola i tego nie przykryjesz nawet grubym ręcznikiem z logo pięciogwiazdkowego resortu.
Zgrzyt widelczyka deserowego smagającego porcelanę, fejkowe uśmiechy zza śnieżno białych licówek… nie licząc Chelsea, która ma totalnie fantastyczny Ronaldinho smile -> huge fan here. „White Lotos” rozumie moje potrzeby i dowozi mi taczkami.
A dziś mamy finał trzeciego sezonu, czyli wiadomo, że ktoś umrze. Nie spoilerujcie, jeśli już wiecie, dopiero wieczorem nadrobię, ale chce tu zostawić swój typ, żeby później móc napisać -> A nie mówiłem!
W grze mamy:
Timothy -> bogol, za którego zabrała się skarbówka i teraz ma przypał jak Budda z loteriami.
Victoria ->ssie Lorazepan jak Tic Tacki, twierdzi, że nie odnalazłaby się już na poziomie życia „średnia krajowa”, co jeszcze bardziej popycha Timothiego w otchłań, bo chłop ciągle nie możne znaleźć odpowiedniego momentu, żeby jej powiedzieć, że zbanowali im konta i po powrocie będą żreć gruz
Ich dzieciaki -> jeden syn pozer, który udaje kozaka, a w głębi serduszka chciałby wszystko rzucić i uciec z Chelsea w Bieszczdy, drugi syn ma taką wadę fabryczną, że chciałby wychędożyć rodzeństwo, a córce pojebawszy się od dobrobytu i stwierdziła, że zamknie się na rok w klasztorze szaolin i będzie medytować z mnichami, ale jeszcze nie do końca ogarnia, że pod głowę zamiast mięciutkiej poduszki z pamięcią kształtu, dadzą jej kamień z Zary.
Z kolei Chelsea ma dobre serduszko i faktycznie mogłaby z tym pozerem uciec w te Bieszczady, dogadaliby się, poza tym jakoś lepiej fitują wiekowo, ale nope, ona jest samarytanką, z potrzebą wybierania starych, straumatyzowanych bad boyów, którzy mają różne dziwne jazdy w głowie i generalnie ją zlewają, ale ona wierzy ze ich naprawi.
Są jeszcze trzy psiapiółki, które tylko czekają aż jedna pójdzie na siku i wtedy objeżdżają ją jakby jutra miało nie być -> powtórz w różnych konfiguracjach.
No i jest jeszcze Taj – hotelowy ochroniarz, który chciałby zdobyć taką jedną dziewczynę i rispekt w robocie, ale jest miękiszonem i słabo mu idzie. Reszta postaci to już siódma woda po kisielu, więc whatever.
Kochom ten serial i nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, kto dzisiaj zginie w finale. Wszyscy wiemy, że śmierć w Białym Lotosie to totalnie losowa sprawa i nie wynika z poprzednich epizodów, aczkolwiek na miejscu twórców zagrałbym tak, żeby ten zgon nas zabolał, żebyśmy go odczuli i memowali, więc osobiście obstawiam, że zginie Chelsea #najgorzej. Róbcie screena.
I bez spojlerowania plizz.