„Zła Wola” Keigo Higashino

Ocena Pigouta:

Kilka miesięcy temu na recenzenckim warsztacie miałem „Podejrzanego X”, autorstwa Keigo Higashino. Japoński thriller, wydany pierwotnie w 2005 roku, więc lekkie wątpliwości, czy nie odbije się od ściany kulturowej, wszak kto wie, czy przez 3/4 książki bohaterowie nie będą siorbać matchy, no i czy te dwie dekady od premiery nie trącą już myszką?

Okazało się, że wrzucanie sobie takich rozkmin na głowę było całkowicie niepotrzebne. „Podejrzany X” totalnie podbił moje serduszko. Byłem zachwycony tą książką na wielu poziomach. Po pierwsze intrygą, która opierała się na spektakularnej partii (umysłowych) szachów pomiędzy dwoma geniuszami. Jeden zaplanował zbrodnię idealną, drugi podejrzewał, kto jest winny, ale musiał znaleźć dowody, bo bez tego „to se może”. Ale to trzymało za mordkę. Napięcie 220V.

Po drugie japońska kultura okazała się X factorem – te powściągliwe maniery, chłodna elegancja i różne codzienne rytuały. Od dawna jestem tym zafascynowany i od jakiegoś czasu wrzucam każdą resztę z zakupów do świnki skarbonki z naklejką „bilet do Tokio”. Chcę to zobaczyć na własne oczy.

Po trzecie styl narracji. Znowu „elegancja” jest słowem, które mi tu najbardziej pasuje, ale też chodzi o sposób, w jaki przeplatały się perspektywy śledczego i złola. Nie dało się oderwać.

„Podejrzany X” siadł bardzo, ale myślałem, że to tylko jednorazowa akcja, tymczasem Wydawnictwo Relacja zrobiło suprajsa i przetłumaczyło kolejną książkę Higashino -> boom, „Zła wola”.

Bez zbędnego przedłużania powiem, że znowu jestem absolutnie kupiony i po dwóch takich strzałach, mogę na legalu powiedzieć, że tu już nie ma przypadku. Chłop ma coś, co idealnie trafia w mój czytelniczy punkt G. Mam tak raz na jakiś czas, że trafię na autora i od razu wiem: „Oho, to są na maksa moje rejestry. +1 do ulubionych”. Miałem tak z Donato Carrisim. Miałem z S.A. Cosbym, z Juanem Gomezem-Jurado i teraz mam z Keigo Higashino.

W „Złej woli” ginie bardzo znany pisarz, co od razu wzbudza medialne poruszenie. Problem polega na tym, że każdy, kto miał z nim kontakt w ostatnich godzinach życia, ma żelazne alibi. Zaczyna się jak klasyczna zagadka zamkniętego pokoju. Prowadzący śledztwo musi ostro drążyć, zatapiać się w szczegóły, wyłapywać każdą fałszywą nutkę w zeznaniach, czyli szukanie rys w logice i dedukcja level hard. Już na tym etapie książka daje ogrom satysfakcji, tymczasem historia wcale nie kończy się na odkryciu mordercy. Wręcz przeciwnie, ona wtedy zaczyna się od początku, bo detektywa nie zadowala samo przyznanie się do winy. Nope, on chce znać motyw, albo nie zazna spokoju psychicznego, z kolei my stracilibyśmy szansę na poznanie tej błyskotliwej, wielowarstwowej intrygi. Komplikacja jest taka, że winny ani trochę nie chce w tej kwestii współpracować. No to here we go again – kolejne drążenie, oglądanie wszystkiego pod mikroskopem, budowanie hipotez i szukanie w nich słabych punktów.

Uczta. Tyle powiem. Po skończeniu w głowie miałem tylko: „Oesu, ale to było dobre”, po czym postanowiłem zgooglować, czy Azjaci nie pokusili się przypadkiem o jakąś ekranizację na podstawie książek Higashino, wszak to jeden z najpopularniejszych pisarzy w Japonii. Okazało się, że zrobili ich nawet kilka, a jedna jest dostępna na polskim Netflixie (Jaane Jaan), więc plan na wieczór już mam.

Wszystkimi kończynami polecam „Złą wolę”, tak samo zresztą „Podejrzanego X” i mam nadzieję, że wydawnictwo Relacja będzie sukcesywnie wypuszczać kolejne tytuły Keigo, bo zapisałem się już do fandomu. Powtórzę -> uczta.

Przełożył: Andrzej Świrkowski