„usuń_to!” Tomasz Żak

Ocena Pigouta:

Rynek wydawniczy nie jest sprawiedliwy. Poradnik od influencerki z Tik Toka prawdopodobnie sprzeda się 10 razy lepiej niż książka nominowana do Paszportu Polityki #żodynnieprzewidział. Tak było, jest i będzie, ot żyćko. Ale jakbym miał wskazać jedno nazwisko, które uważam za szczególnie poszkodowane w tej nierównej grze, byłby to Tomasz Żak .

Tomek Żak według mnie jest bardzo zdolną i przenikliwą bestią. Uważam za spory błąd Matrixa, fakt że Tomasz Żak nie jest jeszcze powszechnie znany, a zapowiedzi jego książek nie są wydarzeniem, na które się czeka i odlicza dnia.

I tu muszę od razu zaznaczyć, że ja nie czytam Tomka Żaka dla fabuły. Nope, fabuły są drugorzędne. Czytam Tomka dla stylu, dla mikroobserwacji, które nadzwyczaj celnie diagnozują naszą rzeczywistość. Tomasz te obserwacje wkłada w usta swoich bohaterów, ale ja wiem, że to są jego przekminki. Skąd wiem? Bo śledzę go na socialach. Dziwne, ale chłop wybrał sobie ultra niszowe Threads, jako ulubione medium i tam kilka razy dziennie pisze różne statusy, z których wiele jest właśnie z kategorii “sarkastyczno-demotywujące, ale wywołujące reakcję-> true story mordo, mam tak samo”. Uwielbiam te wrzuty.

Tomasz jest fatalistą i wie, że jak coś ma je*nąć to je*nie, więc nie ma sensu się szarpać. Tomasz lubi czarny humor i autodiss. Tomasz wie co w trawie piszczy, wyłapuje trendy z potencjałem memowym. Tomasz zna klasykę popkultury i potrafi ją przytoczyć w kontekście pasującym do bieżących wydarzeń. Tomasz ma kilka zajawek -> rapsy, sport, technologie, internety, etc., dzięki czemu potrafi o nich pisać esencjonalnie.

Do tego Tomasz ma dwie cechy, które sprawiają, że ile razy go czytam, tyle razy po głowie chodzi mi myśl – Kurde, drugi Żulczyk nam wyrasta. Cecha nr 1 -> Tomasz nie bierze jeńców w kwestii wulgarów. Nope, jego postaci klną jak szewcy. Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie. Uważam, że ⅔ tych wulgarów oddaje realia i jego postaci w prawdziwym życiu dokładnie tak by powiedziały. ⅓ to wulgary szpanerskie, co by konkretne kwestie wybrzmiały bardziej spektakularnie. I to działa.

2. Tomasz ma zdolność do ujęcia prawdy życiowej w precyzyjnym, ostrym jak papryczka piri piri zdaniu. To są zdania, przy których potwierdzająco macha się głową “ototo, dokładnie tak jest”, ale równocześnie są to zdania błyskotliwe, co z kolei wywołuje reakcję “lepiej bym tego nie ujął”. Ma to Żulczyk, ma to Żak, czyli wychodzi na to, że trzeba mieć nazwisko na Ż, aby okiełznać takiego skilla.

Podsumowując, jestem wielkim fanem Tomasz Żaka i o jego twórczości myślę podobnie, jak o twórczości Taco Hemingwaya -> wpada w ucho + niegłupi przekaz, który pokrywa się z tym, co sam widzę / aktualnie przechodzę, etc. Generalnie polecam wam tego allegrowicza w całości, aczkolwiek dzisiaj przyszedłem tu w kontekście jego nowej książki -> „Usuń to”.

“Usuń to” -> thriller, który bazuje na czarnej wizji “Co może nas spotkać przy obecnym rozwoju technologii”, czyli AI, deepfejki, pegasusy, hakowanie kont, kryzysy na social mediach, kult influencerów i cancel culture. Już na początku książki mamy trupa i to nie byle jakiego, bo największego polskiego artystę, Dawida Dybuka. I tu zacytuję fragment, żebyście wiedzieli o jaki kaliber gwiazdy się rozchodzi -> “Dybuk został najpopularniejszym artystą w Polsce. Nie tylko raperem, ale właśnie artystą. Ponoć jedynie Dawid Podsiadło miał realne szanse dogonić Dybuka, ale wąsaty chudzielec odstawił Marka Kondrata – pożegnał się z muzyczną drogą i skupił na graniu w reklamach. (…) Gość robił nieprawdopodobną karierę muzyczną i miał więcej zer na koncie niż Jensen kredytów, a tych miał całkiem sporo. Co z tego, że żoną Dybuka była jedna z najpiękniejszych Polek, nazwana “Polą Raksą ery Tik Tok”? (…).

No i ten cały Dybuk popełnia samobójstwo, ale wdowie po Dybuku coś śmierdzi i zatrudnia detektywa, żeby podrążył temat. Jakiś czas później coś niefajnego przytrafia się innemu internetowemu celebrycie. Zbieg okoliczności? Troszku podejrzane, co nie? Detektyw próbuje łączyć kropki i odkryć o co kaman, ale żeby to poskładać, będzie musiał przemierzyć pół świata, bo intryga rozciąga się od Śremu po Dominikanę.

Więcej nie mówię, bo bez spoilerów się nie da. Fakty są takie, że bardzo dobrze mi się chłonęło tę książkę (pozdro Filip Kosior , jak zawsze primasortowo przeczytane). Tomek znowu zaszył w treści te swoje obserwacje życiowe i esencjonalne opisy (rapsy, diagnozowanie karier na social mediach, smaczki technologiczne).

Fabularnie też mi się podobało, bo jest to nieoczywista historia, aczkolwiek na końcówkę musiałem już trochę przymknąć oko. Oczywiście nie jest to rzecz, która sprawia, że żałuję zainwestowanego czasu, ale 10/10 nie będzie. W ogóle ostatnio mam falę książek, które podobają mi się mniej więcej na ¾ długości, a później wchodzą zakończenia i zaczynam kręcić nosem. Być może wina jest we mnie i zbyt wygórowanych oczekiwaniach, aczkolwiek mam teorię, że autorzy bardzo chcą nas zaskoczyć w finale i zaserwować coś, czego jeszcze nie było, a że nie jesteśmy z pierwszej łapanki, muszą się mocno nakombinować i właśnie od tego kombinowania logika / prawdopodobieństwo zaczyna im się sypać. Z serialami mam podobnie -> fajnie, fajnie, aż w końcu przychodzi finał i jest mehh.

Wiadomo, że zawsze chciałoby się perfekcyjnego zakończenia, ale jest jak jest. Tak czy siak namawiam do przetestowania Żaka. Ten gość ma talent i styl, jest kreatywny, zaczepny i widzi rzeczy.