„Noc kłamstw” Izabela Janiszewska

Ocena Pigouta:

PigOut to fanatyk Izabeli Janiszewskiej. Pół mieszkania #!$%@? jej kryminałami #najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w „Ludzi z mgły” czy „Histerię” i trzeba wyciągać w szpitalu, bo mają plot twisty na końcu.

Izabela Janiszewska już kilka razy gościła na moim stole recenzenckim (to jest taki stół, jak u serialowego Dextera). Baaa jak kiedyś robiłem topkę polskich autorów kryminalnych, to tam też się załapała. Generalnie sprawdzona firma od wielu sezonów. Ot raz miałem jakieś większe „Ale” przy okazji „Apartamentu”, gdzie niestety dość szybko odgadłem, na czym będzie polegał fikołek fabularny. Co prawda nadal był sens progressować lekturę, bo wciąż nie znałem motywacji sprawcy, ale jednak te wszystkie zagrywki mające mnie zmylić już nie zadziałały, więc nie do końca siadło tak, jak mogłoby siąść. Bo do stylu uwag nie mam. Rozchodzi się wyłączenie o zagadki kryminalne.

Dlatego bardzo się cieszę, że w najnowszej książce poległem i nie poskładałem tego w całość przed czasem. Jakby co, to nie twierdzę, że Izabela nie pracowała sumiennie przy poprzednich tytułach. Co to to nie. Twierdzę za to, że przy „Nocy kłamstw” roboty musiała włożyć bardzo dużo, bo zaserwowała nam puzzle na tysiąc elementów i jeszcze srogo je wymieszała w pudełku.

Ale od początku. Głównymi bohaterami jest małżeństwo Anny i Mikołaja Tochmanów. On ma kawiarnię i raczej nie narzeka na brak klientów. Ona jest poczytną autorką książek dla bombelków. Zresztą sami też mają idealne bombelki, więc wszystko u nich gra i buczy. Do czasu.

Pewnej nocy ginie opiekunka ich dzieci, więc psiarscy przychodzą zadać kilka standardowych na taką sytuację pytań, wtem okazuje się, że ich alibi nie domaga. Tak jakby coś wiedzieli, ale nie chcieli powiedzieć, więc komisarz Mruk bierze ich pod lupę. I okazuje się, że ona ma jakieś sekreciki, on ma sekreciki, bombelki mają sekreciki, jej przyjaciółka ma sekreciki, jego pracownicy mają sekreciki. Sekreciki evryłer. A im więcej wychodzi ich na jaw, tym ciężej stwierdzić, kto tu jest najbardziej umoczony.

Jest dużo postaci, postaci są ze sobą połączone kilkoma wątkami, więc już jest wielowarstwowo, ale Izabela postanowiła utrudnić to o jeszcze jeden level i linię czasu traktuje, tak jak Adam Małysz skocznię w Garmisch-Partenkirchen. Narracyjnie wygląda to mniej więcej tak, że jeden rozdział to „Dzień po zabójstwie”, kolejny „Trzy dni przed zabójstwem”, a jeszcze kolejny „dzień zabójstwa”, itd.. Tak jak mówiłem, każdy rozdział to puzzel i robi +1 do naszego obrazka.

Historia jest taką typową nogą w drzwi, czyli jak już zaczniemy, to koniecznie chcemy wiedzieć, co się z tą nianią stało, ale też jakie brudy ukrywają jeszcze bohaterowie i jak to się na końca uda spiąć w logiczną klamrę. Postaci na moje oko wiarygodne, o czym niech świadczy fakt, że wkręcamy się w śledzenie losów i kolejnych decyzji. Oceniamy, czy są moralnie ok, czy odwalili coś grubego. Tempo też w porządku, strony szybko znikają. Ale do czegoś przypierniczyć się muszę i jest taka jedna zagrywka, która łapie się w kategorię „wygodnego zbiegu okoliczności”. Nie mogę rozwinąć myśli, bo byłby to spoiler, ale wygodność tego zbiegu okoliczności polega na tym, że gdyby się nie wydarzyły, nie dałoby rady tak długo utrzymać zagadki w grze.

No generalnie jest to przyczepienie się, które równie dobrze mogłoby zaorać połowę moich ulubionych seriali, wszak mają podobne grzechy na sumieniu, ale jak już odnotowałem to mówię.

Za to do plusów doliczamy audiobooczka czytanego przez Filipa Kosiora (podobnie jak książka sprzed tygodnia), ale tu ostrzegam, że na audiobooku trzeba się skupiać jeszcze bardziej, żeby nie przeoczyć info, w którym miejscu na linii czasowej jesteśmy przy okazji nowego rozdziału. Na papierze tego nie przegapisz, w audio wystarczy chwila rozprężenia i boom, gubisz się.

A jak nie znacie jeszcze Izy, to możecie sobie z niej ułożyć czytelniczą playlistę na całe wakacje. Polecam allegrowiczkę.