„Epoka martwych. Początek” Andrey Kruz

- Tytuł:"Epoka martwych. Początek"
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
Żeby później nie było, że tylko kryminały katuję. Nope, ostatnio był gęsty thrillerek z wątkami rasowo-społecznymi (Ostatnia przysługa), była książka o narkotykach (dokładnie taki ma tytuł -> Książka o narkotykach), w poczekalni czeka fantastyka (Psy z Essex), a teraz wjeżdża postapo.
I już na dzień dobry sytuacja jest dość skomplikowana, bo jest to postapo z kilkuletnim stażem. W sensie, że pierwszy tom wyszedł niemal 10 lat temu i odniósł całkiem spory sukces na świecie, baa, został wrzucony do worka, w którym znajdziemy m.in. „Bastion” Kinga, „Droga” McCarthy’ego, „Metro 2033” Głuchowskiego i „World War Z” Maxa Brooksa. Duże słowa.
Dlaczego zatem piszę o tej książce w 2024 roku? Ano dlatego, że w Polsce dostajemy „Epokę martwych” dopiero teraz. Wydawnictwo Efir uznało, że możne nam się spodobać i ze w 2024 nadal się broni. I tu się pojawia drugi problem, bo ja już zainwestowałem czas w przeczytanie tomu pierwszego, wkręciłem się, chcę drugi i trzeci, wszak wiadomo, że to trylogia, tymczasem muszę czekać, bo najpierw trzeba sprawdzić, jak rynek czytelniczy zareaguje na jedynkę #najgorzej
Kolejna komplikacja to autor, czyli Andrey Kruz, który urodził się w 1965 roku w ZSRR, co ni chu chu nie pomaga w przybliżeniu mnie do tomu 2, bo wiadomo, że aktualnie nie chcemy wspierać rosyjskiej kultury. Jest jednak kilka okoliczności łagodzących. Otóż Andrey miał przypał w Rosji i w 2005 roku musiał uciekać do Hiszpanii, gdzie już pozostał. Druga okoliczność łagodząca jest taka, że Andrey już nie żyje. Jup, zmarł w 2019 roku, więc tak jakby jest poza całą polityką.
No dobra, skoro już wiemy jaki jest backgroud, możemy przejść do książki. Plot „Epoki Martwych” jest w zasadzie klasyczny -> ot mamy naukowca, który w wypasionym laboratorium prowadzi zaawansowane badania różnych wirusów, a cel jest taki, żeby znaleźć lekarstwo na różne nieuleczalne choroby. I to się udaje… tzn. udaje się przez chwilę, bo choroby faktycznie znikają jak ręką odjął, aczkolwiek okazuje się, że są skutki uboczne. Mianowicie po jakimś czasie „pacjent” zalicza zgona, a później się odradza jako zombie (tu masuje się po sutkach, bo zombie to moja słabość).
Tak że mamy ruskie laboratorium i wirusa, który robi ze zwierzaczków krwiożercze zombie… hmmm co może się stać? No np. ktoś może sprowokować wybuch w tym laboratorium, doprowadzając do sytuacji, że zwierzątka uciekają na miasto i gryzą każdego, kto się napatoczy, a to już tylko jeden krok, aby sprowadzić na świat apokalipsę zombie.
Oczywiście tak się dzieje i oczywiście w takim momencie zaczynają tworzyć się grupki bardziej ogarniętych ludzi, którzy po pierwsze próbują przetrwać, bo drugie jakoś się zorganizować w nowych realiach, po trzecie rozkminić, jak się tych zombie pozbyć (może jakaś szczepionka, heloł?). Są klasyczne fazy paniki, anarchii, strachu, desperacji, trudnych decyzji, etc. oraz najemnicy koncernu famaceutycznego, którzy mają za zadanie wyeliminować świadków, co by nie wyszło na jaw, że to ich sprawka Generalnie można pomyśleć -> eee wszystko to już było, więc po co miałbym to czytać?
No i tutaj wchodzą „TE DETALE”, które dają coś nowego. Pierwszy to ewolucja zombiaków, które mutują i stają się bardziej ogarnięte niż te z „Walking dead”. Drugi to aspekt militarny. Andrey Kruz prawdopodobnie był dużym zajawkowiczem broni wszelakiej, gdyż bardzo dużo uwagi poświęca właśnie zbrojeniu, technikaliom broni, a także taktyce walki. Ja się nie znam, ale na moje oko wygląda to wiarygodnie i #sprawdzoneinfo, więc na wszelki wypadek przełożyłem tę książkę z półeczki „Saj-faj”, na półeczkę „Poradniki, jak przetrwać inwazję zombie”.
I co tu dużo mówić -> jak ktoś lubi zombie i postapo, to praktycznie jest w domu. Upadek społeczeństwa, decyzje, które bolą, ale ktoś musi je podjąć, drama goni dramę i dużo militariów. Napięcie niemal jak przy karnym Lewego z Francją, kiedy zatrzymywał się 100 razy, a chód miał tak niepewny, że w milionach domu wybrzmiało: „To je*nie”.
Przekład: Paweł Podmiotko