„Duch Jeziora” Mateusz Kwiatkowski

- Tytuł:Duch Jeziora
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
Zanim autor stanie się rozpoznawalnym nazwiskiem, musi gdzieś zadebiutować, następnie znaleźć drogę do czytelników, później obronić się tekstem, w miarę szybko dostarczyć kolejną książkę, udowadniając, że za pierwszym razem to nie był fart, a jako kropeczkę nad „i”, napisać trzecią, równie dobrą i wtedy już powinno pójść z górki.
Zmierzam do tego, że przeczytałem już kilka książek od Wydawnictwo Initium i zaczynam snuć teorię, że w świecie wydawniczym to taka instytucja jak Benfica Lizbona w piłce nożnej. Robią świetny skauting, wyłapują autorów z potencjałem, dają im szansę, wiarę i przestrzeń, po czym robią z nich rozpoznawalne nazwiska. Piotr Kościelny, Michał Śmielak, Grzegorz Wielgus, Krzysztof Jóźwik, Agata Kunderman, Krzysztof Piersa, Adam Dzierżek to już sprawdzeni zawodnicy i mogę wskakiwać w ich kolejne książki w ciemno, a zaczęło się od Initium. A teraz mają nowy transfer – Mateusza Kwiatkowskiego.
To był nasz pierwszy raz, więc jeszcze nie będę rzucał daleko idących ocen, ale wszystko wskazuje, że będą z niego ludzie. Jest biegły w narracji, wie, jak budować intrygę i podsycać zainteresowanie, zna zasady gry. „Duch jeziora” wrzuca nas do Wrzosnej, miejscówki sennej, jakby przedawkowała Relanium. Wprowadza się tam autorka bestsellera, o której niedawno było bardzo głośno, ale od pewnego czasu cierpi na brak weny, przez co zaczyna odczuwać syndrom oszusta. Wiecie, że sukces pierwszej książki to był ślepy traf i drugi raz tego nie powtórzy. I nagle boom, na jej dzielni dochodzi do zgonu, który równie dobrze może być mordem, samobójstwem i NNW. Cóż za szczęśliwy zbieg okoliczności, wszak w tym może czaić się materiał na kolejną książkę. Autorka zaczyna kręcić się przy sprawie. Z początku na własną rękę, ale z czasem łączy siły z miejscowym gliniarzem.
„Duch jeziora” to ten rodzaj kryminału, który zawieszony jest pomiędzy wiarą a logiką. Nad wsią unosi się urban… pardon village legend o tytułowym duchu i jak tylko coś złego się stanie, lokalesi zaczynają szeptać: „Oho, znowu się zaczęło, jezioro się wybudziło”. Okoliczności zgonu idealnie pasują do tej mitologii, ale są też sceptycy, którzy twierdzą, że z duchem to bullshit i że to na bank robota kogoś stąd, kogo kogo znamy, kto wodzi nas za nos. Jakby nie było, żeby ruszyć w ogóle śledztwo z miejsca, trzeba każdego mieszkańca wziąć pod lupę, a to zawsze kończy się wypadaniem trupów z szafy.
Bardzo sprawnie napisany kryminał. Taki bym powiedział z idealnie rozpisanym rytmem, żeby cały czas historia szła do przodu i intrygowała. Z ciekawostek mamy tu jeszcze chiński wątek. Coś tak nietypowego, a jednocześnie podanego w tak wiarygodny sposób, że zaczęło mnie męczyć pytanie – o co w tym chodzi, skąd taki pomysł w ogóle? W poszukiwaniu odpowiedzi odpaliłem risercz i okazało się, że Mateuszek Kwiatkowski to wykładowca polskiego na uniwersytecie w Chinach. No i fajnie, uważam, że jak ktoś nadpisuje historię czymś, na czym się zna, zawsze wychodzi na plus.
„Duch jeziora” jest też dostępny w wersji audio.