Wszystko, co powinniście wiedzieć o Dziennikach Hejterskich

08/08/2010

Uda­ło się. Po kil­ku­ty­go­dnio­wym ślę­cze­niu nad Wor­dem, dłu­ba­niu przy skle­pie inter­ne­to­wym oraz prze­dzie­ra­niu przez zawi­ło­ści RODO, w koń­cu uro­dzi­łem. Oto dziś, w dru­gą rocz­ni­cę pre­mie­ry “Świ­nia ryje w sie­ci”, debiu­tu­je moje nowe dziec­ko — “Dzien­ni­ki hej­ter­skie” -> HOP DO SKLEPU. W związ­ku z pre­mie­rą, zada­li­ście mi na Insta­gra­mie kil­ka klu­czo­wych pytań, na któ­re teraz odpo­wiem. Jedzie­my.

1. Czy będzie wer­sja papie­ro­wa?

Nope. Tym razem posta­wi­łem na sel­fpu­bli­shing, bo z wydaw­nic­twem to jest taki biz­nes, że już lepiej sta­nąć na par­kin­gu pod Tesco i pro­sić ran­do­mo­wych prze­chod­niów o moż­li­wość odpro­wa­dze­nia ich wóz­ka na zaku­py. A nuż w środ­ku jest zło­tów­ka. Wie­cie, ile ksią­żek trze­ba opchnąć, żeby tyle ugrać na dilu z wydaw­nic­twem? W pip albo i wię­cej. Nie żebym był pazer­ny, ot mam dziec­ko, któ­re potra­fi zjeść tyle, co zastęp woj­ska i to bez pod­sy­py­wa­nia mu ape­ti­ze­ra. Zresz­tą Chur­chill też tak ma. Kur­ła nawet Madzia lubi jeść. Ja tak śred­nio, ale sam o suchym pysku sie­dzieć nie zamie­rzam.
Teo­re­tycz­nie mógł­bym same­mu zle­cić wydruk, ale osta­tecz­nie wolał­bym, żeby po cha­cie nie wala­ły mi się kar­to­ny peł­ne nie­sprze­da­nych egzem­pla­rzy. Ebo­ok jest zło­tym środ­kiem. Nie pocią­gnie mnie na dno, a przy oka­zji nie zro­bi kuku mat­ce natu­rze. Poza tym celem tej książ­ki nie jest zdo­by­cie Pasz­por­tu Poli­ty­ki, tyl­ko dostar­cze­nie Ci, Dro­gi Czy­tel­ni­ku, chwi­li chil­lo­utu pod­czas posia­dó­wek na tro­nie, prze­jaż­dżek komu­ni­ka­cją miej­ską i sma­żin­gu na pla­ży. Dzię­ki cyfro­we­mu wyda­niu będziesz mógł ją mieć zawsze przy sobie, co w kry­tycz­nych momen­tach ura­tu­je Cię od stu­dio­wa­nia mono­ton­nych ety­kiet Dome­sto­sa. A jeśli mimo to dadzą mi ten Pasz­port Poli­ty­ki, to już trud­no, przyj­mę.
BTW. “Dzien­ni­ki” nigdy nie tra­fią do dru­ku, aby oso­by, któ­re dzi­siaj kupią ebo­oka, w przy­szło­ści nie poczu­ły się oszu­ka­ne, bo nagle wysko­czę z papie­rem. Nie będzie ich rów­nież w Legi­mi (podob­ne przy­czy­ny jak przy wydaw­nic­twie). Jedy­nym miej­scem, gdzie da się je nabyć jest mój sklep inter­ne­to­wy.

2. Czy będzie for­mat na Kun­dla, czy tyl­ko PDF?

Dosta­niesz pli­ki w trzech for­ma­tach -> PDF, mobi oraz epub, czy­li zadzia­ła na wszyst­kim. Jest jesz­cze taki sma­czek, że do wybo­ru są dwie wer­sje okład­ko­we — różo­wa i czar­na (dzie­ło Paw­ła Jaskól­skie­go, pro­spu­ję).

3. Czym wła­ści­wie są “Dzien­ni­ki Hej­ter­skie”? To powieść, opo­wia­da­nia, czy ki dia­beł?

Dzien­ni­ki Hej­ter­skie” to zbiór felie­to­nów. Kon­kret­nie jest ich 56. Zaczy­na­ją się tam, gdzie koń­czy­ła się debiu­tac­ka “Świ­nia ryje w sie­ci”, czy­li w poło­wie 2017 roku i obej­mu­ją wyda­rze­nia do chwi­li obec­nej. Tak jak w poprzed­niej książ­ce, felie­to­ny roz­bi­łem tema­tycz­nie. Cześć I “Z inter­ne­tu” sta­no­wią tek­sty doty­czą­ce cele­bryc­kich dram oraz sebi­xo­wych przy­pa­łów. Czę­sto są to rekon­struk­cje zda­rzeń, któ­re zbu­do­wa­łem na pod­sta­wie absur­dal­nych nagłów­ków. Cześć II “Z życia” to histo­rie o mojej umiar­ko­wa­nie przy­ja­znej kar­mie oraz nie­zręcz­no­ściach, jakie mnie spo­ty­ka­ją. Część III “Z poro­dów­ki”, czy­li paren­ting na mięt­ko, któ­ry dedy­ku­ję szcze­gól­nie maD­ką i insta mamu­sią.

4. Ile stron mają “Dzien­ni­ki”?

Licze­nie obję­to­ści ksią­żek, a zwłasz­cza ebo­oków w stro­nach jest bar­dzo nie­pre­cy­zyj­ne. Jeśli ktoś jest kre­atyw­ny, to z 10 wer­sów zro­bi ency­klo­pe­dię Brit­ta­ni­cę. Posłuż­my się mia­rą zna­ków bez spa­cji, a tych jest 317 tysię­cy. Dla porów­na­nia, “Świ­nia ryje w sie­ci” mia­ła ich 240 tysię­cy, czy­li jak­by nie patrzeć “Dzien­ni­ki” są obszer­niej­sze.

5. Czy są to tyl­ko sta­re tek­sty, czy nowe też?

Są i nowe i sta­re, a raczej kla­sycz­ne. Dla­cze­go tak? Po pierw­sze, bo jak son­do­wa­łem temat na gru­pie fejs­bu­ko­wej i Insta­gra­mie, to więk­szość gło­sów była taka, żebym koniecz­nie wsta­wił hity typu Inby Sebi­xów na sta­cjach ben­zy­no­wych, czy choć­by felie­ton o Dark­ne­cie. Po dru­gie, bo nie­któ­re sta­re tek­sty były pereł­ka­mi (nie­skorm­nie mówiąc), ale żyły tyl­ko kil­ka godzin, pod­czas któ­rych widział je nie­wiel­ki pro­cent laj­ko­wi­czów fan­pej­dża. Po trze­cie, bo od 2017 fan­pejdż roz­rósł się pra­wie 4‑krotnie. Po czwar­te, bo te tek­sty są już nie­do­stęp­ne nigdzie indziej. Po pią­te, bo ludz­ka pamięć jest tym­cza­so­wa. Przy­kła­do­wo przez dwa lata nie tyka­łem “Świ­ni”, bo czu­łem się zaże­no­wa­ny (już tak mam). Teraz two­rząc “Dzien­ni­ki”, się­gna­łem do niej, żeby podej­rzeć jak roz­wią­za­łem pew­ne kwe­stie i jakoś tak wyszło, że siek­ną­łem cią­giem kil­ka­na­ście tek­stów, a każ­dy czy­ta­łem jak­bym pierw­szy raz widział go na oczy, a prze­cież sam je pisa­łem. I naj­lep­sze, że np. czy­ta­jąc tekst “Hajt­nął­bym się, ale szko­da mi sobo­ty”, w myślach sam sobie gra­tu­lo­wa­łem zaje­bi­stej puen­ty, któ­ra tak na mar­gi­ne­sie, nadal jest aktu­al­na. Pod­su­mo­wu­jąc, to ma sens.

6. PigO­ut, bio­rąc pod uwa­gę two­ją odpo­wiedź na poprzed­nie pyta­nie, zapy­tam ina­czej. Czy jeśli mam zalaj­ko­wa­ny twój blo­ga­sek od 2017 roku i prze­czy­ta­łem wszyst­kie tek­sty, któ­re publi­ko­wa­łeś, to czy w “Dzien­ni­kach” znaj­dę coś nowe­go?

Oczy­wi­ście. W ebo­oku są rów­nież tek­sty pre­mie­ro­we. Ponad­to z tymi sta­ry­mi to też nie jest tak, że robi­łem kopiuj-wklej. Każ­dy tekst był reada­go­wa­ny od zera. Nie­któ­re roz­wi­ja­łem o nowe spo­strze­że­nia, z innych bra­łem tyl­ko myśl prze­wod­nią, po czym sze­dłem w innym kie­run­ku.

7. Ile to kosz­tu­je i dla­cze­go tak dro­go?

Dzien­ni­ki” będą kosz­to­wa­ły 34,90 zł. Dro­go? Według mnie jest to naj­tań­szy anty­de­pre­sant na ryn­ku. To tyle, co bur­ger z fry­ta­mi (a czę­sto bez) na mie­ście, więc bez sza­łu. Jak tak spoj­rza­łem, na ile się wyce­nia­ją inni blo­ge­rzy dzia­ła­ją­cy w sel­fpu­bli­shin­gu, jest to wręcz tanio­cha. Tym bar­dziej, że pierw­sze kil­ka­set sztuk (o ile Bozia da) idzie na pokry­cie kosz­tów skle­pu, praw­ni­ka, gra­fi­ka i magi­ka od kon­wer­sji.
Jeśli ktoś nie lubi ebo­oków, ale chciał­by potrak­to­wać zakup “Dzien­ni­ków” jako wspar­cie mojej prze­szłej, obec­nej i przy­szłej dzia­łal­no­ści fejs­bu­ko­wo-blo­go­wej, to prop­su­ję pomysł na mak­sa. Mam takie ciche marze­nie, żeby żyć z publi­cy­sty­ki i total­nie unie­za­leż­nić się od reklam. To jest takie uwła­cza­ją­ce.
BTW. W skle­pie mam pod­pię­te szyb­kie płat­no­ści “Przelewy24”, więc nie ma zna­cze­nia, czy kli­ka­cie teraz z Suwałk, czy z Lizbo­ny. Uda się.

Z innych pytań:

8. Czy jest śmiesz­nie?

Mam nadzie­ję, że choć tro­chę jest, wszak taki przy­świe­cał mi cel, żeby było lek­ko i relak­su­ją­co. Sam nie odwa­żę się oce­nić, ale pani, któ­ra prze­ra­bia­ła ebo­oka na cyfro­we for­ma­ty, napi­sa­ła tak:

9. Kogo obsma­ro­wa­łeś? (pyta Nie­wy­pa­rzo­na Puder­ni­ca)

Oesu, szyb­ciej będzie powie­dzieć, kogo nie obsma­ro­wa­łem. Moż­na powie­dziec, że lista osób, któ­re zała­pa­ły się szpil­kę jest cał­kiem pokaź­na. Nawet Artur Szpil­ka zała­pał się na szpil­kę.

10. Jak niby pla­nu­jesz mi się pod­pi­sać na ebo­oku?

Nie widzę pro­ble­mu, żeby strze­lić auto­graf na ekra­nie Kin­dla. A tak serio, jeśli bar­dzo zale­ży Ci na odręczn­nym pod­pi­sie, w skle­pie dostęp­na jest rów­nież papie­ro­wa “Świ­nia”, na któ­rej bar­dzo chęt­nie doko­nam per­so­na­li­zo­wa­nej dedy­ka­cji. Jest nawet takie pole, gdzie wpi­su­jesz życze­nia odno­śnie inskryp­cji, albo piszesz “impro­wi­zuj”, ale wte­dy musisz zosta­wić mi kil­ka słów o sobie, żebym miał punkt zacze­pie­nia (np. jestem fan­boy­em Sar­sy i też noszę koki na gło­wie). Ewen­tu­al­nie moż­na mnie wycią­gnąć na burgerka/piwo i mach­nę się, gdzie kto chce (no chy­ba, że będzie cho­dzi­ło o pod­ży­ro­wa­nie kre­dy­tu). Kil­ka osób już testo­wa­ło tę opcję i jak dotąd się to spraw­dza.

11. Czy książ­ka powsta­ła przy współ­pra­cy z “Pudel­kiem”?

Powiedz­my, że Pude­lek jest moim infor­ma­to­rem oraz dupo­kryj­ką przy poten­cjal­nym pozwie (Wyso­ki sądzie, ja tyl­ko odno­szę się do arty­ku­łu z Pudla).

12. Dla­cze­go tytuł to “Dzien­ni­ki Hej­ter­skie”? Według mnie nigdy nie prze­kro­czy­łeś pro­gu hej­tu.

Bo ludzie odbie­ra­ją kry­ty­kę i hehesz­ki, jako hejt i mowę nie­na­wi­ści. Sta­ram się trzy­mać w gra­ni­cach dobre­go sma­ku, ale łat­kę już dosta­łem. Dla mnie spo­ko, jest poten­cjał mar­ke­tin­go­wy.

13. Czy pla­nu­jesz trze­cią książ­kę?

W tym momen­cie zaczy­na się zbie­ra­nie mate­ria­łu do kolej­nej czę­ści “Dzien­ni­ków”, ale one raczej będą wycho­dzi­ły w try­bie  mini­mum 12-mie­sięcz­nym. Poza tym mam w pla­nach ultra paź­dzie­rzo­wą powieść ero­tycz­ną, któ­ra wyzwo­li sek­su­al­ność Pola­ków. Ale nie takie bagno, jakie popeł­ni­ła Blan­ka Lipiń­ska, bo osa­dzić akcję w świe­cie mul­ti­mi­lio­ne­rów, to jak zabrać dziec­ku liza­ka. U mnie ma być życio­wo, czy­li koleś mimo iż ma cho­re bio­dro, to przez pół dnia popy­la w gumia­kach po polu, z kolei babecz­ka w tym cza­sie sku­bie kury na rosół, a i poję­cie cel­lu­lit, nie jest jej obce. Ponad­to miesz­ka­ją pod jed­nym dachem z teścia­mi, zale­ga­ją ze spła­tą chwi­lów­ki w “Pro­vi­den­cie”, ich naj­star­szy syn ma kura­to­ra, a mimo wszyst­ko uda­je im się cie­szyć sek­sem, tak jak ja się cie­szę, kie­dy Madzia robi mie­lo­ne na obiad.
Do tego docho­dzą trzy taj­ne pro­jek­ty, o któ­rych nie mogę jesz­cze mówić, bo ktoś mi ukrad­nie pomysł.

No i to tyle. Pole­cam bar­dzo, bo czy­tać te tek­sty cią­giem, to cał­kiem przyjm­ne dozna­nie. Remek Mróz też by pole­cił, gdy­by nie to, że mam moc­no ogra­ni­czo­ny budżet na mar­ke­ting. W zasa­dzie całość wyda­łem na Kim Kar­da­shian. No to Hop do skle­pu!

A to widziałeś?