„Wilcza chata” Michał Śmielak

- Tytuł:"Wilcza chata"
- Autorzy:
- Wydawca:
- Gatunek:
Co łączy Michała Śmielaka z Remigiuszem Mrozem? Obaj w ostatnich książkach postanowili zniechęcić nas do wypadu w Bieszczady, sugerując, że łatwiej tam trafić na psajko killera niż na Żabkę.
A ta w ogóle nazwisko Śmielak jest wam znane? Bo mi – i tu zabawna anegdotka – już tak, aczkolwiek jak w zeszłym roku o tej porze, spotkałem Michała na Targach Książki, nie miałem bladego pojęcia kim jest, więc wyjechałem z pytaniem, jak ostatni dzban -> Na jakiego autora polujesz? Na co Michał -> Yyy ja jestem autorem. Na co ja -> Nie, no świruje, wiadomo, że znam.
Ni chu chu nie znałem, ale jakoś na koniec roku wpadła mi w ręce jego „Osada”, która okazała się tak zaskakująco dobra i przyjemna, że nazwisko wyryło mi się w głowie + czułem potrzebę, żeby powiedzieć o nim innym ludziom, wszak trochę tak widzę swoją rolę -> o znanych wszystkim autorach łatwo się pisze, bo to samograj, ale szukajmy też świeżych twarzy.
Mam wrażenie, że przez ten rok kariera Michała Śmialaka wystrzeliła na grubo, ot widzę go na listach bestsellerów, na tych promowanych stoliczkach w księgarniach i w nominacjach do różnych nagród. I super, bo jest dobry.
Niemniej przy nowej książce będę trochę kręcił nosem. Ale zacznijmy od pozytywów. „Wilcza chata”, bo taki nosi tytuł, to znowu (kejs Osady) lektura z kategorii „lep na oczy” -> przekartkowujesz sobie rozdział na rozgrzewkę, bo czytanie właściwe masz przewidziane na później, tymczasem wciąga tak, że musisz czytanie właściwe przełożyć na już.
Tym razem dostajemy historię o „warszawiance” (pani z korpo), która poszła biegać w bieszczadzkiej dziczy, ale jak to turystka w górach, nie przygotowała się do tego właściwie i jak następuje załamanie pogody oraz XXXX, to jest bezradna niczym Sebastian Fabijański w Fejm MMA. Ale fartownie udaje jej się przeżyć tę nawałnicę nieszczęśliwych wypadków i…. odzyskuje przytomność w chatce pośrodku niczego u jakiegoś typa.
Nie licząc, że Śmielak budując atmosferę klaustrofobicznego thrillera, popełnia jednego głupiego babola, który pozwala czytelnikowi dojść do pierwszego istotnego plot twista o kilkanaście stron szybciej niż bohaterce, rośnie to bardzo fajnie i angażująco. Baa dostajemy bardzo incepcyjne story i ciężko stwierdzić, kto w co gra oraz jakie ma zamiary.
Dalej jest jeszcze fajniej, bo wychodzą nowe fakty, które co rusz zmieniają nasze teorie odnośnie „gry”, trwającej na naszych oczach, a także zgrabne wymyki, kiedy wydaje się, że już wiemy, co i jak. Wszystko jest pięknie, ja już mam napisanego posta, że dla mnie thriller roku, wtem wydarza się ostatni akt… i zaczynam krzyczeć do książki „Michał why?”.
No ten ostatni akt mi się totalnie nie klei i nie mogę dźwignąć, że tak fajnie prowadzona historia, która kręci czytelnikiem, jak kołem fortuny, nagle traci powab i idzie w takie niezbyt satysfakcjonujące zakończenie. Okej, żeby nie było, niesatysfakcjonujące dla mnie i nawet nie mam na myśli, że ten pomysł był zły, tylko, że zakończenie nie dorównuje jakością wcześniejszej części książki. 3/4 super przemyślne, rozkminione, tymczasem końcówka, jakby kot przebiegł po klawiaturze. No dobra przesadzam, ale nie mogłem się powtrzymać, żeby nie dać tego szturchańca.
Ale, żeby nie było, że jest to książka zła. To jest jak z serialami, możesz coś obejrzeć, mieć uwagi do różnych segmentów, ale nadal uważać, że warto było oglądać. No to „Wilcza chata” jest takim kejsem. Zabrakło mi kropeczki nad 'i”, żeby nosić ją na rękach, ale jest wiele rzeczy, które mi się podobały. Styl Śmielaka jest świetny, pomysł na intrygę bardzo fajny i mimo iż kilka razy wydaje nam się, że już czytaliśmy/oglądaliśmy coś na podobnym motywie, udaje mu się skręcić tak, żeby było świeżo. Do tego w środku książki zaszyty jest meta komentarz do dyskusji na temat kryminałów. Wiecie, czy autorzy piszący brutalne kryminały to zwyrole gloryfikujący złoli, oraz czy my, czytelnicy, jarający się ich książkami, aby na pewno mamy równo pod sufitem? No i jeszcze Janusz Zadura na lektorce audiobooka, który moim zdaniem bardzo dobrze oddaje klimat (już przy Osadzie miałem taką refleksję).
Podsumowując, „Wilcza chata” ma dużo plusów i jeden minus, który mnie osobiście uwiera, ale podtrzymuję opinię, że Śmielak warty jest uwagi i prawdopodobnie niedługo wszyscy spotkamy się w kolejce po autograf na jego spotkaniu autorskim, bo chłop narracyjnie ma to coś. No i niezmiennie polecam „Osadę„.