„20:32” Marcin Mortka

Ocena Pigouta:

Marcin Mortka robi „surprise, motherf…” i schodzi z wydeptanego szlaku. Zapewne kojarzycie go z heheszkowym fantasy i wikingami z ADHD z książek dla dzieci, tymczasem boom!, odpala sci-fi na poważnie. Takie, w którym nadchodzi koniec świata, więc piosenkę zespołu Lemon o tym, że w Tokio jest już jutro, można wrzucić do pojemnika na zmieszane.

„20:32”, czyli nowy tytuł od Marcina Mortki, zaczyna się niepozornie. Chłop i babeczka jadą samochodem i kłócą się o pierdoły typu: „Byłeś niemiły dla naszych znajomych i teraz przestaną nas lubić.” Od słowa do słowa mały kryzys przeradza się w litanię pretensji pt. „Zmarnowałeś mi 15 lat życia”, wtem gasną światła, znika zasięg… a na końcu coś zaczyna drapać w drzwi.

To nie jest apokalipsa, jaką znamy z hollywoodzkich filmów, czyli sztab kryzysowy w Białym Domu monitoruje, że coś zmierza w kierunku Ziemi, i decyduje, kogo ewakuować, a komu mówimy naura – aczkolwiek wciąż jest nadzieja, że Will Smith albo Bruce Willis, rzutem na taśmę, coś z tym zrobią i nas uratują. Nope. Tutaj „koniec świata” obserwujemy z poziomu zwykłych śmiertelników. Ludzi, którzy jeszcze przed chwilą układali sobie w głowie listę zakupową do odhaczenia w Biedrze, a tu nagle muszą odnaleźć się w nowej sytuacji. Na żywo analizować, co się dzieje i jakie podjąć kroki, żeby przetrwać. Niestety na TVN24 nie było żółtych pasków z ostrzeżeniami, więc są zdani wyłącznie na siebie. Kto mógł przewidzieć, że zacznie się w Polsce?

Nie będę zdradzał, z czym konkretnie muszą zmierzyć się bohaterowie, bo właśnie na tym polega myk tej książki. Coś zaczyna się dziać. Dziwnego. Groźnego. Niewytłumaczalnego. I chcesz wiedzieć, o co chodzi. Ale równie mocno zaczynasz się zastanawiać: „Co ja bym zrobił na ich miejscu?” Zachowałbym zimną krew i podejmował racjonalne decyzje, czy dołączył do panikarzy, którzy desperacko próbują wypłacić hajs z bankomatu i zatankować furę, chociaż to z góry przegrana sprawa, wszak już za późno, guano już wpadło w wentylator!

W małym obrazku mam kilka przytyków do tej historii – a to nie podobał mi się charakter jakiejś postaci, a to przebieg konkretnej sceny – ale całościowo szanuję ten projekt. Za to, że Marcin Mortka nie daje się zaszufladkować i serwuje coś świeżego,a wydawnictwo SQN za stałe rozbudowywanie swojej biblioteki gatunkowej.

Ale na koniec jedno „ale”!

Ale tutaj niewykorzystano potencjału na tytuł. „21:37” była na wyciągnięcie ręki. To byłby złoty strzał. Ludzie kupowaliby jak źli, nawet jeśli nie mają w planach czytać. A ile darmowej reklamy byłoby w artykułach i memach! Ależ stracona szansa… aj