Żarcie & Napitki

PigOut vs KrowaRzywa

18/11/2016

Dobra przy­znam się, bo i tak się wyda. W ponie­działki cho­dzę na korki z angiel­skiego (poziom ele­men­tary of course) i pro­blem jest taki, że mię­dzy robotą a zaję­ciami mam ponad dwu­go­dzinne okienko. Na początku pró­bo­wa­łem ten czas jakoś sen­sow­nie wypeł­nić, raz posze­dłem nawet na siłkę, ale nie podo­bało mi się. Puści­łem dużo soków i zmę­czy­łem jak przy lek­tu­rze “Nad Nie­mnem”, ale naj­więk­szą traumą i tak oka­zała się szat­nia. Grzecz­nie pakuję ciu­chy do torby i w tym momen­cie obok staje koleś, full walet, jedną nogę opiera o ławeczkę, tak że kro­cze ma na wyso­ko­ści mojej głowy (say hello to my lit­tle friend) i jak gdyby nigdy nic zaczyna sza­mać kur­czaka z ryżem. Nie­zręcz­ność poziom milion. Stwier­dzi­łem, że to nie dla mnie i od tam­tego incy­dentu mar­nuję już tylko czas na szla­ja­nie się po empi­kach i nur­ko­wa­nie w koszach z tanim DVD #mniej­sze­zło. Jed­nak ostat­nio wpadł mi do głowy sza­tań­ski pomysł: „A gdyby tak wbić do Kro­wa­Rzywa i prze­te­sto­wać ich wege bur­gery?”. Co prawda klau­zula sumie­nia mi nie pozwala, ale z dru­giej strony mają lokal tuż pod moją szkołą, no i w sumie już kilka razy ich hej­to­wa­łem, więc może wypa­da­łoby spraw­dzić, czy słusz­nie? Jak pomy­śla­łem, tak zro­bi­łem. No pra­wie. W rze­czy­wi­sto­ści mia­łem już naci­skać klamkę, ale w ostat­niej chwili wypa­ro­wała ze mnie cała pew­ność sie­bie – „To się nie uda”, pomy­śla­łem, „A co, jeśli pod­czas spa­ceru do kasy pękną mi rurki w kroku? Zorien­tują się, że przy­sze­dłem tu tylko dla hehesz­ków i zaczną okła­dać iPa­dami. Albo gorzej, spo­tkam kogoś zna­jo­mego i będzie przy­pał. Cho­ciaż nie, jeśli spo­tkam zna­jo­mego to zna­czy, że sie­dzimy w tym razem i na pewno zawrzemy deal, że ten sekret idzie z nami do pia­chu”. „Kuźwa, a co jeśli ten vege bur­ger mi posma­kuje? Prze­cież z takiego bagna nie da się już wygrze­bać. Zaczyna się od nie­win­nego fala­fela, a chwilę póź­niej popy­lasz na holen­derce i pijesz yerbę na Placu Zba­wi­ciela, trzy­ma­jąc dys­kret­nie chło­paka za rękę pod sto­łem. Nie, nie ma opcji, nie wcho­dzę!” — mniej wię­cej takie wąt­pli­wo­ści mną tar­gały. Osta­tecz­nie po trzech nie­uda­nych podej­ściach, zebra­łem w sobie wszyst­kie siły i za czwar­tym razem wbi­łem, jak Clint Eastwood do bur­delu salo­onu — na peł­nej k.… Obcią­łem wszyst­kich wzro­kiem, splu­ną­łem flegmą, po czym zapy­ta­łem kto jest wła­ści­cie­lem tego sra­cza?! Żart, tak serio to wsze­dłem cicha­czem, jak mini­strant na zakry­stię, pró­bu­jąc przy tym nie zwró­cić na sie­bie niczy­jej uwagi. W środku było dziw­nie. Poczu­łem nie­znaną mi dotąd atmos­ferę otwar­to­ści, awan­gardy i kre­atyw­no­ści. Przez głowe prze­le­ciały mi takie hasła, jak: sztuka, pro­jekt, gra­fika, mac­book KOD, Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyjny, Monika Brodka, gen­der, ate­lie, wer­ni­saż i sojowe latte. Przy­się­gam, że przez chwilę byłem tak ogłu­szony, że mia­łem ochotę podejść do obcych ludzi i zapy­tać, co sądzą o naj­now­szej pły­cie Taco Hemin­gwaya i to, pomimo że w życiu nie sły­sza­łem żad­nego jego kawałka. Na szczę­ście w ostat­niej chwili wymie­rzy­łem sobie szyb­kiego liścia i mi prze­szło. Kiedy już się ogar­ną­łem, pod­bi­łem do lady i na szybko pró­bo­wa­łem roz­k­mi­nić sys­tem zamó­wień, żeby nie było żad­nej wtopy. Po chwili już wszystko wie­dzia­łem. Naj­pierw wybie­rasz bułkę — razową lub jasną, a za 3 peeleny extra bez­glu­te­nową, następ­nie dobie­rasz wkładkę - cie­cio­rex, jagla­nex, czy tam jakiś inny ex, do tego docho­dzą warzywa i na koniec dwa sosy.

Wkładki nic mi nie mówiły, więc na chy­bił tra­fił wzią­łem cie­cio­rexa. Żal mi było na bułkę bez­glu­te­nową, więc padło na jasną, ale w zamian dorzu­ci­łem vegan bekon (+ 3 pln). Do tego sos pomi­do­rowy + vege majo­nez #YOLO! Cena? 16,50, czyli wię­cej niż za pysz­niut­kiego czi­zbej­kona w mojej ulu­bio­nej bur­ge­rowni, tro­chę lipa.

Nie mam pew­no­ści, jaka będzie moja reak­cja na cie­cio­rex, więc na wszelki wypa­dek znaj­duję sobie miej­sce w naj­dal­szym i naj­ciem­niej­szym kącie sali, sia­dam i cze­kam, cze­kam, cze­kam… ja prdl ile można kroić warzywa? Osta­tecz­nie trwało to nie­mal pół godziny, ale grunt, że w ogóle uro­dzili, bo zaczy­na­łem już wąt­pić..

Pierw­sze wra­że­nia — spora buła z mnó­stwem sałaty, kawał­kiem ogórka i jakąś podej­rzaną imi­ta­cją kotleta. Biorę gryza, lamen­tu­jąc w myślach “Pliz niech to będzie nie­do­bre, pliz, pliz”, a po chwili myśl “Fuck! Dobre!”. Dobre na tyle, na ile może sma­ko­wać kanapka ze świe­żymi warzy­wami. To trzeba przy­znać, jest świeżo. W kolej­nym kęsie tra­fiam w końcu na cie­cio­rexa. Cóż mogę powie­dzieć? Było dokład­nie tak, jak to sobie wyobra­ża­łem — kar­ton w smaku, pasz­tet w kon­sy­sten­cji. Cie­cio­rex zde­cy­do­wa­nie popsuł pierw­sze pozy­tywne wra­że­nie. Vege bekonu nie wyczu­wam, więc posta­na­wiam go wycią­gnąć i zjeść osobno. Wyglą­dał jakby został ule­piony z sza­rego papieru toa­le­to­wego, takiego z dru­giego tło­cze­nia i smak to potwier­dził #celu­loza. Zapa­chu nie stwier­dzono. Nie ma opcji, żeby trak­to­wać go jako udany zamien­nik praw­dzi­wego bekonu, nope! Podej­rze­wam, że nawet Chur­chill (mój pie­seł) by go nie ruszył, a musi­cie wie­dzieć, że on je wszystko. Mówiąc wszystko mam na myśli pla­sti­kową pod­łogę z klatki, płytę blu ray z Wieś­kiem 3 i odświętne majty Madzi z Vic­to­ria Secret’s (juz tylko te z Atlan­tica jej zostały #smu­te­czek).

https://www.instagram.com/p/BGtUEgMtIfs/?hl=pl

Jeśli cho­dzi o Vege majo­nez, był on total­nie nie wyczu­walny, więc uznajmy, że coś takiego nie ist­nieje, a jeśli ktoś twier­dzi ina­czej, to zna­czy, że padł ofiarą pla­cebo. Ogól­nie, jak już wypie­przy­łem cie­cio­rexa, kanapka była nawet spoko. Świeże warzywa, miękka buła i zaska­ku­jący dobry sos pomi­do­rowy. Na śnia­da­nie w Wielki Pią­tek jak zna­lazł. 3,50 zł nawet bym za taką dał, ale 16? Bit­ches plizz! Nie ma takiej opcji. Pod­su­mo­wu­jąc - vege fre­akiem nie zostanę, do Kro­wy­Rzy­wej raczej już nie zaj­rzę, ale jest też pozy­tyw. Oka­zało się, że od czasu do czasu da radę zjeść posi­łek bez mięsa i nie umrzeć. Oczy­wi­ście nie można prze­sa­dzać, ale tak raz na 2 lata na luzie. Nie hej­tuje, nie pole­cam, cytu­jąc kla­syka: “róbta, co chceta”.

P.S. Zapo­mnia­łem powie­dzieć, że jestem fanem nazwy. Kro­wa­Rzywa — kręci mnie ta dwu­znacz­ność i mówię to, jako absol­went reklamy i marketingu. 

A to widziałeś?

56 komentarzy

  • Reply Aleksandra Stromecka 18/11/2016 at 12:58

    Przez połowę tek­stu o mało zawału nie dosta­łam. Spo­dzie­wa­łam się naj­gor­szego, ale na szczę­ście mogłam ode­tchnąć (i naprawdę to zro­bi­łam). Sama poszłam tam zachę­cona milio­nem pochwał, a że warzywa lubię to stwier­dzi­łam, że prze­cież spró­bo­wać mogę. No i do tej pory nie mogę zro­zu­mieć, jak ktoś może uwa­żać te “bur­gery” za naj­lep­sze w mie­ście. Da się zjeść, ale ja nie lubię takich sobie rze­czy, lubię pełne smaki, aro­maty i… mięso też lubię (w sumie to chyba bar­dziej je kocham od mojego Uko­cha­nego, ale ciii… :D). Mam dokład­nie takie samo zda­nie jak Ty. Da się zjeść, ale po co, jak w mie­ście są dzie­siątki smacz­niej­szych dań.

    • Reply PigOut 20/11/2016 at 14:38

      Pomyśl, jak ja drża­łem na myśl, w którą stronę to pój­dzie 😉 Lokal zde­cy­do­wa­nie nie­siony na fali tren­dów kuli­nar­nych, ale jakby go odrzeć z hypu i mar­ke­tingu, jest tylko budą z nie­złymi kanap­kami warzyw­nymi po kosmicz­nych cenach. Pseu­do­ko­tlety są do wywa­le­nia, tylko psują smak.

  • Reply Aleksandra /Thief of the world 18/11/2016 at 12:58

    Przez połowę tek­stu o mało zawału nie dosta­łam. Spo­dzie­wa­łam się naj­gor­szego, ale na szczę­ście mogłam ode­tchnąć (i naprawdę to zro­bi­łam). Sama poszłam tam zachę­cona milio­nem pochwał, a że warzywa lubię to stwier­dzi­łam, że prze­cież spró­bo­wać mogę. No i do tej pory nie mogę zro­zu­mieć, jak ktoś może uwa­żać te “bur­gery” za naj­lep­sze w mie­ście. Da się zjeść, ale ja nie lubię takich sobie rze­czy, lubię pełne smaki, aro­maty i… mięso też lubię (w sumie to chyba bar­dziej je kocham od mojego Uko­cha­nego, ale ciii… :D). Mam dokład­nie takie samo zda­nie jak Ty. Da się zjeść, ale po co, jak w mie­ście są dzie­siątki smacz­niej­szych dań.

    • Reply PigOut 20/11/2016 at 14:38

      Pomyśl, jak ja drża­łem na myśl, w którą stronę to pój­dzie 😉 Lokal zde­cy­do­wa­nie nie­siony na fali tren­dów kuli­nar­nych, ale jakby go odrzeć z hypu i mar­ke­tingu, jest tylko budą z nie­złymi kanap­kami warzyw­nymi po kosmicz­nych cenach. Pseu­do­ko­tlety są do wywa­le­nia, tylko psują smak.

  • Reply ewa_inga 18/11/2016 at 15:41

    Mój Stary jedną nockę w tygo­dniu kima w Wawie. Raz kima u przy­ja­ciela (winko, piwo, pizza, kieł­ba­cha, chipsy, śle­dziki i gry plan­szowe do rana) Jakiś czas temu noco­wał u innego kum­pla i jego part­nerki (fan­ta­styczni, cie­pli ludzie), któ­rzy wyje­chali i Stary miał cały ich dom dla sie­bie. Po 10 godzi­nach roboty. Wsta­niu o 5 i tuła­niu się PKP. Kum­pela na lodówce zosta­wiła mu kartkę — czę­stuj się wszyst­kim, cału­jemy itd.…… On szczę­śliwy otwo­rzył lodówkę w któ­rej było świa­tło, coś jak sałata, jakieś dziwne puszki (myślał że dla kotów), jakieś pudełka z mazią i gene­ral­nie nic wię­cej. Dzwoni do wspól­nego kum­pla — pyta się WTF… i się oka­zało że zna­jomi owi są wega­nami. Ja dużo, naprawdę dużo bym dała za minę wów­czas mojego W. Dla niego kanapka z sałatą i szynką to o jedną rzecz na kanapce za dużo — i nie mówimy tu o szynce.….….

    • Reply PigOut 20/11/2016 at 14:28

      Rozu­miem go, jak nikt. Czy zna­jo­mość mię­dzy twoim sta­rym a vege frien­dami prze­trwała ten kryzys?

      • Reply ewa_inga 20/11/2016 at 21:27

        Jops, ale nigdy, prze­nigdy nie idzie do nich głodny vs bez swo­jego żar­cia
        + zapro­sił ich do nas na oko­licę grud­nia — zacho­dzę w głowę ile potraw z sałaty mogę zro­bić?
        serio, to jest pro­blem. To są bar­dzo fajni ludzie i tro­chę im zawdzię­czamy, ale oni nie jedzą nabiału/ryb/cholera wie czego jeszcze/ #dra­mat #przejebane

        • Reply PigOut 21/11/2016 at 13:03

          No wła­snie wege­ta­ria­nizm jesz­cze da się przy­żyć, ale wega­nizm to już praw­dziwy hard­core i przy oka­zji hor­ror, jak masz kogos z takimi upodo­ba­niami ugo­ścić. Lista rze­czy zaka­za­nych jest nie do ogar­nię­cia. Nie zazdroszczę 😉

  • Reply ewa_inga 18/11/2016 at 15:41

    Mój Stary jedną nockę w tygo­dniu kima w Wawie. Raz kima u przy­ja­ciela (winko, piwo, pizza, kieł­ba­cha, chipsy, śle­dziki i gry plan­szowe do rana) Jakiś czas temu noco­wał u innego kum­pla i jego part­nerki (fan­ta­styczni, cie­pli ludzie), któ­rzy wyje­chali i Stary miał cały ich dom dla sie­bie. Po 10 godzi­nach roboty. Wsta­niu o 5 i tuła­niu się PKP. Kum­pela na lodówce zosta­wiła mu kartkę — czę­stuj się wszyst­kim, cału­jemy itd.…… On szczę­śliwy otwo­rzył lodówkę w któ­rej było świa­tło, coś jak sałata, jakieś dziwne puszki (myślał że dla kotów), jakieś pudełka z mazią i gene­ral­nie nic wię­cej. Dzwoni do wspól­nego kum­pla — pyta się WTF… i się oka­zało że zna­jomi owi są wega­nami. Ja dużo, naprawdę dużo bym dała za minę wów­czas mojego W. Dla niego kanapka z sałatą i szynką to o jedną rzecz na kanapce za dużo — i nie mówimy tu o szynce.….….

    • Reply PigOut 20/11/2016 at 14:28

      Rozu­miem go, jak nikt. Czy zna­jo­mość mię­dzy twoim sta­rym a vege frien­dami prze­trwała ten kryzys?

      • Reply ewa_inga 20/11/2016 at 21:27

        Jops, ale nigdy, prze­nigdy nie idzie do nich głodny vs bez swo­jego żar­cia
        + zapro­sił ich do nas na oko­licę grud­nia — zacho­dzę w głowę ile potraw z sałaty mogę zro­bić?
        serio, to jest pro­blem. To są bar­dzo fajni ludzie i tro­chę im zawdzię­czamy, ale oni nie jedzą nabiału/ryb/cholera wie czego jeszcze/ #dra­mat #przejebane

        • Reply PigOut 21/11/2016 at 13:03

          No wła­snie wege­ta­ria­nizm jesz­cze da się przy­żyć, ale wega­nizm to już praw­dziwy hard­core i przy oka­zji hor­ror, jak masz kogos z takimi upodo­ba­niami ugo­ścić. Lista rze­czy zaka­za­nych jest nie do ogar­nię­cia. Nie zazdroszczę 😉

  • Reply Jacek eM: dizajnuch 18/11/2016 at 22:29

    Nie no, bur­ger z jakiejś warzyw­nej kupy ule­piony to bym pew­nie i stra­wił, ale te kawałki gąbki uda­jące bekon to jakaś chora akcja. Swoją drogą — po kiego far­focla coś, co nie jest mię­chem ma to mię­cho uda­wać sma­kiem i wyglą­dem?? Hipo­kry­zja level Yoda…

    • Reply PigOut 20/11/2016 at 14:25

      To samo pyta­nie mi się nasu­nęło po wizy­cie w lokalu. Odpo­wiedź zna­la­złem na fej­so­wym pro­filu Krowy. Otóż część wege­ta­rian lubiło smak mię­cha, ale zre­zy­gno­wało z jego jedze­nia z pobu­dek moral­nych. Ten bekon i pseudo kotlet ma być kom­pro­mi­sem. Cóż, jeśli ktoś zna smak praw­dzi­wego mię­cha i miział się po sut­kach za każ­dym razem, kiedy je sza­mał, to nie ma bata, żeby dał się nabrać na tę gąbczasto-tekturową imi­ta­cję. Można sobie wkrę­cać różne rze­czy, ale to zagrywka na krótką metę. Pew­nego dnia, wszystko runie niczym domek z kart, a wtedy drżyj­cie świ­nie i krowy.

  • Reply Jacek eM: dizajnuch 18/11/2016 at 22:29

    Nie no, bur­ger z jakiejś warzyw­nej kupy ule­piony to bym pew­nie i stra­wił, ale te kawałki gąbki uda­jące bekon to jakaś chora akcja. Swoją drogą — po kiego far­focla coś, co nie jest mię­chem ma to mię­cho uda­wać sma­kiem i wyglą­dem?? Hipo­kry­zja level Yoda…

    • Reply PigOut 20/11/2016 at 14:25

      To samo pyta­nie mi się nasu­nęło po wizy­cie w lokalu. Odpo­wiedź zna­la­złem na fej­so­wym pro­filu Krowy. Otóż część wege­ta­rian lubiło smak mię­cha, ale zre­zy­gno­wało z jego jedze­nia z pobu­dek moral­nych. Ten bekon i pseudo kotlet ma być kom­pro­mi­sem. Cóż, jeśli ktoś zna smak praw­dzi­wego mię­cha i miział się po sut­kach za każ­dym razem, kiedy je sza­mał, to nie ma bata, żeby dał się nabrać na tę gąbczasto-tekturową imi­ta­cję. Można sobie wkrę­cać różne rze­czy, ale to zagrywka na krótką metę. Pew­nego dnia, wszystko runie niczym domek z kart, a wtedy drżyj­cie świ­nie i krowy.

  • Reply Blogierka 19/11/2016 at 01:04

    Przy­znaję– nie byłam, ale sly­sza­łam że jedyne co robi robotę to sosy. Ale widać inne niż wziąłeś 😉

    • Reply PigOut 20/11/2016 at 14:17

      Sos pomi­do­rowy był cał­kiem nie­zły, przy­znaję, ale wciąż tro­chę mało, żeby wzbu­dzić mój sza­cun. Zmie­nią się trendy kuli­narne i bańka pęk­nie. Nie ma innej opcji.

      • Reply Blogierka 21/11/2016 at 02:32

        Myślisz? to gdzie podzieją się ci wszy­scy vege hipsterzy?? 😉

        • Reply PigOut 21/11/2016 at 12:31

          W USA robi teraz karierę Sushito, czyli połą­cze­nie sushi i buritto. Obsta­wiam, że w ciągu kilku mie­sięcy trend przyj­dzie do Pol­ski i wła­śnie tam ude­rzą hipsterzy.

          • Blogierka 22/11/2016 at 01:48

            ej, ale to już u nas jest 🙂

          • PigOut 22/11/2016 at 10:55

            Ja jesz­cze nie widzia­łem, więc trend chyba dopiero zaczyna kiełkować 😉

          • Blogierka 23/11/2016 at 02:58

            W każ­dym mar­ke­cie już zaj­dziesz , ale niech Ci będzie 😉

          • PigOut 23/11/2016 at 08:34

            Powaga? Ja tylko sushi widzia­łem w lodó­wach, a to Sushito poza tym, że wygląda jak rolka sushi nie­po­cięta na kawałki to jesz­cze różni się śrdo­kiem — mozna doda­wać mię­cho i w ogóle milion kom­bi­na­cji. Zresztą nie­ważne, być może ten trand aku­rat u nas nie chwyci. Cze­kamy zatem na kolejną modę 😉

          • Blogierka 24/11/2016 at 01:58

            zna­czy w oszo­ło­mach już od dawna to widzę ale w wer­sji basic,ale jakoś nie cie­szy się popu­lar­no­ścią– nie ten tar­get chyba ;).

          • PigOut 24/11/2016 at 07:41

            Jakiś cele­bryta musiałby wypromować 😉

          • Blogierka 25/11/2016 at 01:27

            Gon­ciarz pole­cił jakąś knajpkę obok buwu z tymi ryżo­wymi kanap­kami– buch na nastepny dzień towar wymiotło 😀

          • PigOut 26/11/2016 at 10:14

            No wła­śnie zauwa­ży­łem, że Gon­ciu ma nie­sa­mo­wita siłę raże­nia. Poduszki pie­rożki scho­dzą jak woda 😉

          • Blogierka 27/11/2016 at 00:25

            Jest fejm to korzysta 😉

  • Reply Blogierka 19/11/2016 at 01:04

    Przy­znaję– nie byłam, ale sly­sza­łam że jedyne co robi robotę to sosy. Ale widać inne niż wziąłeś 😉

    • Reply PigOut 20/11/2016 at 14:17

      Sos pomi­do­rowy był cał­kiem nie­zły, przy­znaję, ale wciąż tro­chę mało, żeby wzbu­dzić mój sza­cun. Zmie­nią się trendy kuli­narne i bańka pęk­nie. Nie ma innej opcji.

      • Reply Blogierka 21/11/2016 at 02:32

        Myślisz? to gdzie podzieją się ci wszy­scy vege hipsterzy?? 😉

        • Reply PigOut 21/11/2016 at 12:31

          W USA robi teraz karierę Sushito, czyli połą­cze­nie sushi i buritto. Obsta­wiam, że w ciągu kilku mie­sięcy trend przyj­dzie do Pol­ski i wła­śnie tam ude­rzą hipsterzy.

          • Blogierka 22/11/2016 at 01:48

            ej, ale to już u nas jest 🙂

          • PigOut 22/11/2016 at 10:55

            Ja jesz­cze nie widzia­łem, więc trend chyba dopiero zaczyna kiełkować 😉

          • Blogierka 23/11/2016 at 02:58

            W każ­dym mar­ke­cie już zaj­dziesz , ale niech Ci będzie 😉

          • PigOut 23/11/2016 at 08:34

            Powaga? Ja tylko sushi widzia­łem w lodó­wach, a to Sushito poza tym, że wygląda jak rolka sushi nie­po­cięta na kawałki to jesz­cze różni się śrdo­kiem — mozna doda­wać mię­cho i w ogóle milion kom­bi­na­cji. Zresztą nie­ważne, być może ten trand aku­rat u nas nie chwyci. Cze­kamy zatem na kolejną modę 😉

          • Blogierka 24/11/2016 at 01:58

            zna­czy w oszo­ło­mach już od dawna to widzę ale w wer­sji basic,ale jakoś nie cie­szy się popu­lar­no­ścią– nie ten tar­get chyba ;).

          • PigOut 24/11/2016 at 07:41

            Jakiś cele­bryta musiałby wypromować 😉

          • Blogierka 25/11/2016 at 01:27

            Gon­ciarz pole­cił jakąś knajpkę obok buwu z tymi ryżo­wymi kanap­kami– buch na nastepny dzień towar wymiotło 😀

          • PigOut 26/11/2016 at 10:14

            No wła­śnie zauwa­ży­łem, że Gon­ciu ma nie­sa­mo­wita siłę raże­nia. Poduszki pie­rożki scho­dzą jak woda 😉

          • Blogierka 27/11/2016 at 00:25

            Jest fejm to korzysta 😉

  • Reply Hipis 20/11/2016 at 21:12

    Ostat­nio wzię­łam wege­ta­riań­skiego bur­gera w Bobby Bur­ger i mi sma­ko­wał, bo jestem przy­zwy­cza­jona do wszel­kiego rodzaju wege­ta­riań­skiego żar­cia, ale mój mię­so­żerny kum­pel, który koniecz­nie chciał skosz­to­wać, stwier­dził że okropne i bez smaku. Więc myślę, że masz rację w swo­jej oce­nie. Ja tego nie czuję, bo jem na co dzień dość wege­ta­riań­sko…
    …ale gdy to wycho­dzi dro­żej to chrza­nić, jem mięso, jestem bar­dziej stu­den­tem niż wegetarianką.

    • Reply ewa_inga 20/11/2016 at 21:28

      hahha, zarą­bi­sty tekst — bar­dziej stu­den­tem niż wege­ta­rianką :D:D:D

    • Reply PigOut 21/11/2016 at 13:08

      Tu sie z Tobą zga­dzam. Wszystko jest kwe­stią przy­zwy­cza­je­nia i świa­to­po­glądu. Jak byłem w chiń­skiej dzielni w Bang­koku to stwier­dzi­łem, że to co tam jedzą jest dla mnie zbyt hard­co­rowe i nie dał­bym rady, z kolei innym razem byłem świad­kiem, jak jeden Włoch pukał się w głowę na widok mize­rii — ogórki z cukrem? A i jesz­cze na youtube widzia­łem fil­mik, jak Anglik pró­buje pol­skich sło­dy­czy i hej­to­wał, że cukierki Kukułki to naj­gor­sza rzecz, jaką jadł w życiu. Wariat, psio­czy na pysz­niut­kie Kukułki, a sam żuje gumę z cynamonem.

      • Reply ewa_inga 22/11/2016 at 16:20

        I chipsy o smaku octu!!!!!!!!!!!!!!

  • Reply Hipis 20/11/2016 at 21:12

    Ostat­nio wzię­łam wege­ta­riań­skiego bur­gera w Bobby Bur­ger i mi sma­ko­wał, bo jestem przy­zwy­cza­jona do wszel­kiego rodzaju wege­ta­riań­skiego żar­cia, ale mój mię­so­żerny kum­pel, który koniecz­nie chciał skosz­to­wać, stwier­dził że okropne i bez smaku. Więc myślę, że masz rację w swo­jej oce­nie. Ja tego nie czuję, bo jem na co dzień dość wege­ta­riań­sko…
    …ale gdy to wycho­dzi dro­żej to chrza­nić, jem mięso, jestem bar­dziej stu­den­tem niż wegetarianką.

    • Reply ewa_inga 20/11/2016 at 21:28

      hahha, zarą­bi­sty tekst — bar­dziej stu­den­tem niż wege­ta­rianką :D:D:D

    • Reply PigOut 21/11/2016 at 13:08

      Tu sie z Tobą zga­dzam. Wszystko jest kwe­stią przy­zwy­cza­je­nia i świa­to­po­glądu. Jak byłem w chiń­skiej dzielni w Bang­koku to stwier­dzi­łem, że to co tam jedzą jest dla mnie zbyt hard­co­rowe i nie dał­bym rady, z kolei innym razem byłem świad­kiem, jak jeden Włoch pukał się w głowę na widok mize­rii — ogórki z cukrem? A i jesz­cze na youtube widzia­łem fil­mik, jak Anglik pró­buje pol­skich sło­dy­czy i hej­to­wał, że cukierki Kukułki to naj­gor­sza rzecz, jaką jadł w życiu. Wariat, psio­czy na pysz­niut­kie Kukułki, a sam żuje gumę z cynamonem.

      • Reply ewa_inga 22/11/2016 at 16:20

        I chipsy o smaku octu!!!!!!!!!!!!!!

  • Reply Martyna Szulist 22/11/2016 at 07:53

    Aż nor­mal­nie zro­bi­łam się głodna 😛

    • Reply PigOut 22/11/2016 at 21:08

      Jeśli mię­cho jest dla Cie­bie ok, to zamiast Krowy pole­cam kla­sycz­nego burgera 😉

      • Reply Martyna Szulist 23/11/2016 at 12:27

        Jak aku­rat mięsa nie jem, a wege bur­gera jadłam zale­d­wie dwa razy w życiu i fak­tycz­nie ten pierw­szy (nie pamię­tam nazwy) nie powa­lał. Drugi (w Bobby Bur­ger) już był ok, cho­ciaż wiem, że nie ma tego co porów­ny­wać z mię­sem. Bo tu tak naprawdę nie cho­dzi o to, że to ma uda­wać kotleta, tylko bar­dziej o formę poda­nia. Mi taka kuch­nia odpo­wiada, ale rozu­miem, że każdy lubi co innego i tyle 🙂

  • Reply Martyna Szulist 22/11/2016 at 07:53

    Aż nor­mal­nie zro­bi­łam się głodna 😛

    • Reply PigOut 22/11/2016 at 21:08

      Jeśli mię­cho jest dla Cie­bie ok, to zamiast Krowy pole­cam kla­sycz­nego burgera 😉

      • Reply Martyna Szulist 23/11/2016 at 12:27

        Jak aku­rat mięsa nie jem, a wege bur­gera jadłam zale­d­wie dwa razy w życiu i fak­tycz­nie ten pierw­szy (nie pamię­tam nazwy) nie powa­lał. Drugi (w Bobby Bur­ger) już był ok, cho­ciaż wiem, że nie ma tego co porów­ny­wać z mię­sem. Bo tu tak naprawdę nie cho­dzi o to, że to ma uda­wać kotleta, tylko bar­dziej o formę poda­nia. Mi taka kuch­nia odpo­wiada, ale rozu­miem, że każdy lubi co innego i tyle 🙂

    Leave a Reply