Żarcie & Napitki

Najlepsza pizza w Warszawie!

09/08/2015

Założę się, że gdyby w “Fami­lia­dzie” padło pyta­nie o naj­po­pu­lar­niej­sze danie na świe­cie, “legen­darni” ankie­towi naj­czę­ściej wska­zy­wa­liby pizzę. “Nie lubię pizzy!”, nie powie­dział nigdy nikt. Nic dziw­nego, pizza jest dobra na wszystko. Pizza nie oce­nia, pizza rozu­mie. Pizza ide­al­nie nadaję się na śnia­da­nie, obiad, kola­cję, pod­wie­czo­rek, kaca i depre­sję. Można ją skom­po­no­wać na milion spo­so­bów i w 999 999 przy­pad­kach wyj­dzie, co naj­mniej przy­zwo­icie. Ten jeden nie­chlubny raz należy do sieci “Domi­num”, która swego czasu wpro­wa­dziła pizzę z Nutellą . Za coś takiego tra­fia się do spe­cjal­nego miej­sca w pie­kle.

W każ­dym razie pizza jest na tyle uni­wer­sal­nym tema­tem, że posta­no­wi­łem wziąć ją na pierw­szy ogień w “PigOut’owych rec­kach kuli­nar­nych” i pole­cić wam moją ulu­bioną piz­ze­rię w War­sza­wie, do któ­rej praw­do­po­dob­nie sami nigdy byście nie tra­fili. Knajpa nazywa się “First Pizza” i znaj­duje się na al. Lot­ni­ków, mniej wię­cej w poło­wie drogi mię­dzy Gale­rią Moko­tów a Metrem Słu­żew. Lokal z ulicy jest słabo widoczny, a w kwe­stii reklamy leży i kwi­czy. W ciągu trzech lat ist­nie­nia ich strona inter­ne­towa nie docze­kała się uzu­peł­nie­nia infor­ma­cji w zakładce “o nas”, a pro­fil fejs­bu­kowy ewi­dent­nie pro­wa­dzony jest z doskoku, bo ostatni wpis pocho­dzi z maja.

Kiedy już uda wam się tra­fić pod wła­ściwy adres, pierw­sze wra­że­nie może być roz­cza­ro­wu­jące. Co tu dużo gadać, wystrój dupy nie urywa. Wnę­trza wypo­sa­żone są w czarne, skó­rzane, miej­scami poprze­cie­rane sofy i drew­niane stoły na cięż­kich sta­lo­wych nogach, co utrud­nia swo­bodną regu­la­cję odle­gło­ści mię­dzy sie­dze­niem a bla­tem. Na ścia­nie wiszą kiczo­wate obrazy i ozdoby, a pod sufi­tem rzut­niki i tele­wi­zory, na któ­rych zazwy­czaj lecą trans­mi­sje spor­towe. Ma to swoje plusy i minusy. Ekrany faj­nie się spraw­dzają na wie­czor­nych popi­ja­wach przy meczu, ale też sku­tecz­nie odwra­cają uwagę na ewen­tu­al­nych rand­kach. Z dru­giej strony, kto by chciał z wami iść na randkę? Latem dodat­kowo działa “ogró­dek” usta­wiony na drew­nia­nej plat­for­mie, z wido­kiem na szare bloki z płyty i “Mok­pol”. Wiem, że do tej pory brzmi to nie­zbyt zachę­ca­jąco, ale to wszystko szcze­góły. Liczy się żar­cie, a to aku­rat jest rześ­kie. Poza tym jest czy­sto i pra­cuje tam sym­pa­tyczna kelnerka.

 
“First pizza” to knajpa, która sku­pia się na wło­skiej kuchni i nie pom­puje sztucz­nie menu daniami z dupy. Nie znaj­dzie­cie tu zapy­cha­czy w stylu kotlet de vola­ille z mikro­fali, czy lidlowe nug­getsy z kur­czaka. I dobrze. Karta ogra­ni­cza się do pizzy, past, sała­tek i zup. Testo­wa­łem wszystko poza sałat­kami i mogę powie­dzieć to ofi­cjal­nie, jest fanem. Kiedy myślę o wyj­ściu na pizzę, w gło­wie poja­wia się myśl “First Pizza”. Nie będę uda­wał Magdy Ges­sler i pie­przył far­ma­zo­nów, o któ­rych nie mam poję­cia. Nie wiem jakiego uży­wają pieca i gdzie kupują skład­niki, ale jak dla mnie ser­wują jedną z naj­lep­szych pizz jakie jadłem w życiu, a jadłem w kil­ku­dzie­się­ciu knaj­pach w kilku kra­jach, w tym Wło­chy (kurde, ale jestem świa­towy).

Klu­czem jest cia­sto. Zapo­mnij­cie o napom­po­wa­nym plac­kach, mokrych od spodu i łamią­cych się niczym her­bat­niki. “First Pizza” ser­wuje cien­kie, ide­al­nie wypie­czone cia­sto. Do tego dobry sos pomi­do­rowy, w sam raz roz­pusz­czony ser i dużo świe­żych dodat­ków. Zde­cy­do­wa­nie nie jest to lokal typu “pokroję pie­czarkę na 18 czę­ści i roz­rzucę nie­chluj­nie niczym sin­giel brudne bok­serki”. Nic z tych rze­czy. Ich pizze nie tylko dobrze sma­kują, ale też wyglą­dają (cho­ciaż moje zdję­cia mogą tego nie odda­wać, trak­tuj­cie je poglą­dowo, na żywo jest znacz­nie lepiej). Oso­bi­ście pole­cam dwie pozy­cje: Por­tata Prin­ci­pale, czyli coś dla sam­ców alfa — szynka, boczek, ostra woło­wina, kieł­basa pep­pe­roni i Quatro For­maggi pod­ra­so­waną beko­nem. Śmier­dzi jak skar­pety po siłowni, ale sma­kuje jak niebo. Kolej­nym plu­sem są sosy. Czosn­kowy mają dobry w wielu knaj­pach, ale smaczny pomi­do­rowy to rzad­kość. Zazwy­czaj jest to prze­cier pomi­do­rowy żyw­cem prze­lany ze sło­ika. W “First Pizza” jest ina­czej. Nie znam składu, ale podej­rze­wam, że dodają do niego bazy­lię i ore­gano, być może coś jesz­cze. W każ­dym razie jest pyszny. Lep­szego nigdzie nie jadłem.

W “First” znaj­dzie­cie też kozac­kie pasty. Mają do wyboru maka­ron spa­ghetti lub fet­tuc­cine, które przy­go­to­wują na miej­scu, a ich sosy są gęste, aro­ma­tyczne i bogate w skład­niki. Szcze­gól­nie pole­cam Car­bo­narę, ale pozo­stałe też dają radę. Kolejna pozy­cja warta grze­chu to zupa serowo-cebulowa poda­wana z grzanką czosn­kową. Na oko ma z milion kalo­rii, ale jest tak pyszna, że bez wyrzu­tów sumie­nia zjadł­bym wia­dro. Nie­stety nie mam fotek. Ostat­nio bywa­łem tam tylko na pizzy, a wcze­śniej bariera wstydu nie pozwa­lała mi foto­gra­fo­wać jedze­nia. Kto mógł prze­wi­dzieć, że zostanę blogerem?

 
Koszty?

Cenowo też jest faj­nie. Dwie duże pizze (a ich defi­ni­cja “duże” pokrywa się z moją, więc dla was będzie to gigant nie do prze­je­dze­nia) z max dodat­kami to koszt około 50 zł, a pasty w oko­li­cach 20 zł, czyli oka­zja, jak na war­szaw­skie realia. Dodat­kowo w tygo­dniu, do godziny 16 mają pro­mo­cję “dowolna pasta/sałatka + zupa za 19,90″, co już w ogóle jest dilem życia (ale trzeba być bez­ro­bot­nym albo hip­ste­rem żeby się zała­pać na te godziny). “First pizza” to ide­alne miej­sce, kiedy liczy się smak, a wystrój wnętrz spada na dal­sze miej­sca. Może nie zapro­sił­bym tam poten­cjal­nych inwe­sto­rów gdy­bym chciał ich wkrę­cić w finan­so­wa­nie mojego nie­ist­nie­ją­cego startup’u, ale na nie­zo­bo­wią­zu­jącą posia­dówę przy piwie i pizzy jak naj­bar­dziej. Nic tylko iść i testować.

 
NAMIARY:
http://firstpizzeria.pl/
Aleja Lot­ni­ków 15
02–668 War­szawa — Słu­żew
tel. +48 22 499 11 66
tel. +48 515 966 916

GODZINY OTWARCIA:
nd-czw 12:00 — 22:00
pt-sob 12:00 — 23:00

 
P.S.
Zdaję sobie sprawę, że stwier­dze­nie “naj­lep­sza pizza” może wzbu­dzić sprze­ciw i wywo­łać reak­cję “chyba Cie, moja Piz­ze­ria XYZ jest milion razy lep­sza”. Jeśli tak uwa­żasz to feel free i zapo­daj namiary na swoją ulu­bioną knajpę. Pójdę i prze­te­stuję. Jeśli fak­tycz­nie będzie lep­sza, ofi­cjal­nie napi­szę o tym na blogu, jeśli będzie ssała to wyleję na nią wia­dro pomyj. Tak czy siak jestem gotowy do odna­le­zie­nia tej “naj”. Na chwilę obecną jest nią dla mnie “First Pizza”.

A to widziałeś?