Żarcie & Napitki

Balkon 2na2 od Kuchni

05/12/2017

Więc wczo­raj byłem gościem w pro­gra­mie #balkon2na2odkuchni i chciał­bym teraz prze­pro­sić wszyst­kich, któ­rzy oglą­da­li . Ustal­my na począ­tek, że jestem intro­wer­ty­kiem na mak­sa i dobrze czu­ję się tyl­ko w swo­jej przy­ciem­nio­nej jaski­ni, gdzie moni­tor jest jedy­nym źró­dłem świa­tła. Każ­de wyj­ście z jaski­ni jest dla mnie rów­no­znacz­ne z opusz­cze­niem stre­fy kom­for­tu, czy­li stre­sik. Daw­no temu usta­li­łem, że nie chce PigO­uta pro­mo­wać twa­rzą, bo raz, że się w tym nie odnaj­du­je i dwa, nie o taką aten­cję mi cho­dzi (jak to zapo­da­wał Sokół “Na pla­ka­tach chcę zoba­czyć nasze logo, a nie twarz / Pro­mu­ję muzy­ką, a nie sobą) i z tego też powo­du trzy­ma­łem się wer­sji, że z urzę­du odma­wiam udzia­łu we wszyst­kich śnia­da­niów­kach, wie­czor­kach autor­skich, pane­lach etc. Zła­ma­łem się dwu­krot­nie. Raz posze­dłem do radia, co skoń­czy­ło się takim spię­ciem pośla­dów, że total­nie nie pamię­tam, o czym nawi­ja­łem.… po czym w domu usły­sza­łem 5‑sekundowy frag­ment i od brzmie­nia swo­je­go gło­su, z żena­dy zapa­dłem się pod zie­mię. Od tam­te­go cza­su doce­niam, że w ogó­le mam jakichś kole­gów, bo sam w życiu nie chciał­bym się ze sobą zada­wać. Dru­gi raz był wczo­raj u Szy­mo­na.

Kli­mat kame­ral­ny, pro­wa­dzą­cy swój chłop, publi­ka limi­to­wa­na, więc myśla­łem, że jakoś to będzie. No i przez chwi­lę nawet było. Przy­je­cha­łem na godzi­nę przed nagra­niem, pozna­łem eki­pę reali­za­to­rów, odby­li­śmy z Szym­kiem laj­to­wy small talk o Master Sze­fie, blo­go­wa­niu i dupie Mary­ni… wszyst­ko szło dobrze… wtem chło­pa­ki od tech­ni­ka­liów zarzu­ci­li “Cisza, mikro­por­ty włą­czo­ne, wcho­dzi­my za 3,2,1”… i total­nie mnie ścię­ło. Z miej­sca moje flow sta­ło się sub­tel­ne jak żel­be­to­no­wy kloc, odcię­ło mi mózg, więc byłem w sta­nie powie­dzieć tyl­ko “Kopyt­ko”, a jak­by tego było mało, przy­po­mnia­łem sobie, że jestem gru­by, mam kapra­wą mord­kę, śmiech jak świ­nia kaszel i pal­ce gru­bo­ści Ber­li­nek (co było widać, kie­dy zakła­da­łem ręka­wicz­ki). To po pro­stu nie mogło się udać. Dodat­ko­wo na jaw wyszła moja wiel­ka taje­mi­ca — otóż na co dzień jestem uło­żo­nym, kul­tu­ral­nym typem, któ­ry prze­pro­wa­dza sta­rusz­ki przez uli­cę. Ci, któ­rzy spo­dzie­wa­li się, że niczym Luis Suarez rzu­cę się na Szym­ka i zacznę gryźć, mają pra­wo czuć się roz­cza­ro­wa­ni. 

24650728_10155953435849839_1405787090_oPro­gra­mu nie jestem w sta­nie obej­rzeć, bo wra­ca­ją trau­my, któ­re pozna­łem przy oka­zji radia, ale mam prze­bły­ski z nie­któ­rych zło­tych myśli i w sumie to już jest dla mnie za duże obcią­że­nie . Coś mi się tam koła­cze, że Szy­mon napo­mknął o robie­niu puree, więc spo­dzie­wa­łem się, że na stół wje­dzie masło… i da mi oka­zję do rzu­ce­nia żar­tem “Ooo masło, powo­dzi się hehe”, a tu taki cho­oj i puree z grosz­ku. Podej­ście do żar­tu numer 2 — Szy­mek pyta, co dosta­ne na gwiazd­kę, na co odpo­wia­dam, że skar­pe­ty i zestaw kosme­ty­ków “Str8”. Śmie­je się tyl­ko Madzia, bo aku­rat dzień wcze­śniej gada­li­śmy o per­fu­mach i powie­dzia­łem, że ja nie muszę żad­nych kupo­wać, bo co roku na gwiazd­kę dosta­ję mini­mum 18 zesta­wów “Str8” i aku­tal­nie wykań­czam dopie­ro pakiet z Wigi­lii ‘2008. Sor­ka, ale w tym stre­sie zapo­mnia­łem zadbać o kon­tekst. Podej­ście do żar­tu nr 3 — gada­my o książ­kach cele­bry­tów i zeszło na Beatę Paw­li­kow­ską, więc z miej­sca myśl “Mamy to! Teraz się odku­ję”, po czym zarzu­cam iro­nicz­ny wywód o 138 książ­kach Beaty, a Szy­mon na to: “Napraw­dę masz wszyst­kie jej książ­ki?” i wte­dy w mojej gło­wie było sły­chać tyl­ko gło­śne jeb­nię­cie, bo cały nie­cny plan runął . Był jesz­cze moment, kie­dy stwier­dzi­łem, że jeśli nie idzie w żar­ty, to może uda się z zaczep­ka­mi. Tym spo­so­bem w pew­nym momen­cie zda­rzy­ło mi się powie­dzieć, że “wyszedł nam zaje­bi­ście che­micz­ny kolor grosz­ku”, na co Szy­mek tak bar­dzo się obru­szył, że osta­tecz­nie go prze­pro­si­łem. Podob­nie było przy pyta­niu o pre­zent, któ­ry chciał­bym dostać od Miko­ła­ja. Powie­dzia­łem, że nowe­go Kin­dla, bo sta­ry się popsuł i teraz muszę czy­tać na tele­fo­nie “jak plebs”.… na co Szy­mek “Ej, ja czy­tam na tele­fo­nie”… na co ja, jak na raso­we­go hej­te­ra przy­sta­ło “Prze­pra­szam, nie to mia­łem na myśli. Czy­ta­nie na tele­fo­nie jest spo­ko”. 

Poza tym przy­ja­ra­li­śmy lek­ko kacz­kę i w tym momen­cie wyobra­zi­łem sobie, jak ze śmie­chu wywi­ja­cie orła przed kom­pu­te­rem… i zno­wu się roz­pro­szy­łem. Osta­tecz­nie jed­nak tę kakę dowieź­li­śmy i była zaje­bi­sta. Powa­ga. Zawsze zasta­na­wia­łem sie, czy ludzie w tv napraw­dę dosta­ją kuli­nar­ne­go orga­zmu, czy tyl­ko uda­ją. Ja szczy­to­wa­łem na serio. Kaka ide­al­na w punkt i ta skór­ka o dzi­wo wca­le nie cią­gnę­ła spa­le­ni­zną. Cuda po pro­stu. Oczy­wi­ście bura­ki też wyszły cał­kiem w cip­kę, ale to aku­rat było pew­ne, bo sam je kro­iłem. No i gro­szek tak utar­łem, że nie ma zaga­nia­cza we wsi — żad­na grud­ka się nie osta­ła. Poza ante­ną wsza­ma­łem jesz­cze dwie por­cje kaczych cyc­ków, więc przy powro­cie oby­ło się bez awa­ryj­ne­go zaha­cza­nia o Maka i kanap­kę Drwa­la. 10/10 za kakę i dru­gie 10/10 za bezę, któ­rą dosta­łem na wynos. Jak Szy­mon zacznie takie sprze­da­wać, to bierz­cie w ciem­no. Robią robo­tę.

Gene­ral­nie nie żału­ję tego, że posze­dłem do pro­gra­mu, bo mimo, że stres #bar­dzo, zawsze to jakieś nowe doświad­cze­nie. Bar­dziej żału­ję, że pie­przy­łem jak potłu­czo­ny i nie zro­bi­łem Szy­mo­no­wi odpo­wied­nie­go szoł #sor­ka. A sam Szy­mon Czer­wiń­ski, to czło­wiek orkie­stra. Ogar­nia tech­ni­ka­lia, gotu­je, nawi­ja, moni­to­ru­je live czat i kon­tak­tu­je się przez słu­cha­wecz­kę z kame­rzy­stą… wszyst­ko w tym samym cza­sie. Szcun. Poza tym bar­dzo wylu­zo­wa­ny (żad­ne “ą”, “ę” byłem w Master Sze­fie), zaja­ra­ny tym co robi i ambit­ny (jesz­cze o nim usły­szy­cie). Pole­cam tego alle­gro­wi­cza. Mam nadzie­ję, że jak kie­dys wrzu­cę na luz, albo będę miał doj­ścia do psy­cho­tro­pów, to zro­bi­my powtór­kę z roz­ryw­ki i zgril­lu­je­my jakie­goś bur­ger­ka, albo odwa­li­my chal­len­ge i wsza­mie­my kul­to­we kiszo­ne śle­dze­nie ze Szwe­cji (Lady Kit­chen Ty z nami. Obie­cy­wa­li­śmy sobie prze­cież )

Wszyst­kie zdję­cia by Alek Muszyń­ski

A to widziałeś?