Wysypisko

Reklamy Super Bowl 2016

08/02/2016

Minio­nej nocy, w miej­sco­wo­ści Sat­na Cla­ra, stan Cali­for­nia, odbył się jubi­le­uszo­wy, 50-ty finał pucha­ru Super Bowl. Na prze­ciw­ko sie­bie sta­nę­ły dru­ży­ny Caro­li­na Pan­thers i Denver Bron­cos. Wygra­li Ci dru­dzyale gene­ral­nie wszy­scy mają to w dupieNikt poza #ham­bur­ge­ra­mi nie ma zie­lo­ne­go poję­cia, o co tak napraw­dę cho­dzi w fut­bo­lu ame­ry­kań­skim. Jak w ogó­le moż­na nazy­wać “fut­bo­lem” grę, gdzie przez 90% cza­su, pił­kę nosi się na rękach, jak­by była pie­przo­ną księż­nicz­ką? Ile punk­tów przy­słu­gu­je za przy­ło­że­nie i o co kaman z tymi jar­da­mi? Nikt tego nie wie. Mogli­by po pro­stu kogoś oki­wać i strze­lić w okien­ko, jak nor­mal­ni ludzie. Z resz­tą nie­waż­ne. Jedy­nym inte­re­su­ją­cym aspek­tem na Super Bowl są rekla­my. Ewen­tu­al­nie jesz­cze przy­ryw­ni­ki muzycz­ne, cho­ciaż od kie­dy zaka­za­ne jest odsła­nia­nie boob­sów w cza­sie wystę­pów (przy­pa­dek Justi­na Tim­ber­lej­ka i Janet Jack­son), to już nie to co kie­dyś. Tego­rocz­ny per­for­man­ce wyglą­dał tak: (P.S. Madzia mówi, że Bjon­se jest w 4 mie­sią­cu, więc wyglą­da na to, że uro­dzi fasol­kę)

Osob­ny temat sta­no­wią rekla­my. Żyje­my w cza­sach, kie­dy uni­ka­my ich jak ognia i gdzie się da, zasła­nia­my się ad-bloc­kiem, ale wyją­tek robi­my wła­śnie przy Super Bowl (przy­naj­mniej ja). Dla­cze­go? Dla­te­go, że są one już na sta­łe wspi­sa­ne w popkul­tu­rę. Fina­ło­wy mecz, rok w rok przy­cia­ga 120-milio­no­wą widow­nię, a celem naj­więk­szych przed­się­biorstw świa­ta jest wydy­ma­nie jej z haj­su. Na potrze­by tej misji, zatrud­nia­ją naj­lep­szych reży­se­rów, copyw­ri­te­rów i agen­cje, któ­re za zada­nie mają wymy­ślić tak rześ­kie sce­na­riu­sze i skrę­cić tak dobre kli­py, aby nicze­go nie­świa­do­mi ludzie, sami z sie­bie zaczę­li roz­sy­łać je vira­lo­wo. Bar­dzo spryt­nie. Cena za emi­sję rekla­my na Super Bowl nigdy nie nale­ża­ła do tanich rze­czy, ale w tym roku to już total­ny kosmos, 5 milio­nów dolców za 30 sekund! Mimo to, chęt­nych nie bra­ku­je. Przy takiej oglą­dal­no­ści, poten­cjal­ne zyski i korzy­ści pija­ro­we mogą być wiel­ko­krot­nie więk­sze niż zain­we­sto­wa­ny kapi­tał, więc war­to zary­zy­ko­wać. Jest jed­nak jed­no zaje­bi­ste “ale” — rekla­my muszą być napraw­dę krzep­kie. Czy takie były w tym roku? Ni chu­ja. Już przy poprzed­nim fina­le poziom piko­wał niczym Tupo­lew, ale tym razem prak­tycz­nie wyrżnął w glę­bę. Wszyst­ko przez strach. Im bar­dziej agen­cje pró­bu­ją być popraw­ne poli­tycz­ne i nie zaha­czyć przy­pad­kiem o rasizm, sek­sizm i homo­fo­bię, tym bar­dziej suche puen­ty ser­wu­ją w swo­ich spo­tach. Ten rok jest histo­rycz­ny. Nie tyl­ko nie było żad­ne­go pój­ścia po ban­dzie, ale zabra­kło też naj­le­piej sprze­da­ją­cych się moty­wów ever, czy­li cyc­ków i naoli­wio­nych dup. Rekla­my piwa i samo­cho­dów bez roz­ne­gli­żo­wa­nych foczek? Powin­ni tego zabro­nić. Jed­nak naj­więk­szym kurio­zum jest walen­tyn­ko­wa rekla­ma Vic­to­ria­’s Secret, w któ­rej Anioł­ki są ubra­ne. ANIOŁKI! UBRANE! Tak wła­śnie z logi­ki robi się damę lek­kich oby­cza­jów. Dokąd ten świat zmie­rza?

W zasa­dzie w tym sezo­nie wszy­scy mie­li iden­tycz­ny pomysł. Wziąć jakie­goś cele­bry­tę i pod­piąć się pod jego wize­ru­nek lub total­nie go prze­ła­mać. Tym spo­so­bem, Antho­ny Hop­kins sły­ną­cy z tego, że nie bie­rze udzia­łu w rekla­mach, wziął udział w rekla­mie, gdzie prze­ko­nu­je, że nicze­go nie rekla­mu­je. Sła­biut­ko.

Tro­chę lepiej wypa­dła Hel­len Mir­ren, któ­ra w rekla­mie Budwe­ise­ra nawrzu­ca­ła pija­nym kie­row­com, ale wciąż bez sza­łu.

Zabaw wize­run­ko­wych było bez liku. Swój imidż sprze­da­li m.in. Arnold Schwa­rze­neg­ger, Seth Rogen, Jeff Gold­blum, Lil’ Way­ne, Dra­ke, Liam Neeson, Ste­ven Tyler i Kung Fu Pan­da, ale efek­ty są tak opła­ka­ne, że nie ma sen­su was nimi kato­wać. Skup­my się na tych “lep­szych” spo­tach. W bólach i z moc­no obni­żo­ną poprzecz­ką ocze­ki­wań, wyse­lek­cjo­no­wa­łem “naj­lep­szą” piąt­kę, co wca­le nie ozna­cza, że jest szał i wodo­try­ski. 

#5. Mini,  wyróż­nie­nie za pró­bę prze­ła­ma­nia wize­run­ku.

  

#4. Sinic­kerskolej­ny spot z cyklu “prze­stań gwiaz­do­rzyć”. Tym razem Goblin w wyko­na­niu Wil­la Dafoe i Mari­lyn Mon­roe. Ujdzie w tło­ku.

#3. Echo, czy­li urzą­dzon­ko od Ama­zo­na do ste­ro­wa­nia domo­wy­mi media­mi i  do zada­wa­nia róż­nych pytań z pomi­nię­ciem googla. Żar­cik z Ale­ca Bal­dwi­na nawet nawet.

#2. Dori­tos. Suchar, ale widy­wa­łem gor­sze.

,

#1. Coca Cola. W rolach głów­nych Hulk i Ant-Man. Rekla­ma cał­kiem spo­ko, tym bar­dziej, że Coca Cola zazwy­czaj męczy bułę sprze­da­jąc wizję, jak to przy­jem­nie podzie­lić się colą ze zna­jo­my­mi. W koń­cu coś, co da się obej­rzeć.

Od bie­dy, ujdą jesz­cze rekla­my Hyun­da­ia, jed­na z Ryanem Reyl­nol­dem, dru­ga z Kevi­nem Har­tem, Avo­ca­do z Mesky­ku, co jest tro­chę dzi­wacz­ne, bo to tak jak­by w Niem­czech rekla­mo­wać Ziem­nia­ki z Pol­ski i na koń­cu Audi, któ­re ewi­dent­nie wali w nostal­gicz­ny kli­mat, ale oso­bi­ście wzru­szy­łem się dopie­ro po zoba­cze­niu ich naj­now­sze­go autka. Jest obłęd­nie ślicz­ne. #Jeź­dził­bym.

Tytuł naj­gor­szej rekla­my tra­fia do Moun­ta­in Dew, cho­ciaż zało­żę się, że #ham­bur­ge­ry już ją sobie nucą pod nosem.

Super Bowl to nie tyl­ko rekla­my, to też tra­ile­ry. Poka­za­no cał­kiem nie­złą zajaw­kę nowe­go Jaso­na Bour­ne­’a, faj­nie zmon­to­wa­ny zwia­stun Kapi­ta­na Ame­ry­ki i kolej­ną zabaw­ną odsło­nę Sekret­ne­go życia zwie­rza­ków. Do tego X‑men, Księ­ga Dżun­gli, Dzień Nie­pod­le­gło­ści, Clo­ver­field (w pol­sce pierw­sza część cho­dzi­ła pod tytu­łem Pro­jekt Mon­ster) i (nie­ste­ty) dru­gą cześć Żół­wi Nin­ja.

  

I na koniec, w ramach cie­ka­wost­ki, cen­nik prze­ką­sek pod­czas Super Bowl. W tym przy­pad­ku każ­dy sąd unie­win­ni od zarzu­tów #kuź­nia­ro­wa­nia.

 

A to widziałeś?