Wysypisko

PigOutowe Podsumowanie Roku 2016

02/01/2017
Do sylwestra zostały niecałe 2 tygodnie, więc najwyższy czas na PPR, czyli PigOutowe Podsumowanie Roku 2016 (12 miesięcy w 12 dni w 12 infografikach). Jeśli nie oglądasz telewizji, nie czytasz gazet, masz internet z Neostrady, ostatnie 12 miesięcy spędziłeś w śpiączce lub z innych powodów czujesz się odstawiony, teraz masz szansę nadrobić. Oto subiektywny przegląd #stycznia

Jeste­śmy na ostat­niej pro­stej do syl­we­stra, więc naj­wyż­szy czas na PPR, czy­li PigO­uto­we Pod­su­mo­wa­nie Roku 2016. Jeśli nie oglą­dasz tele­wi­zji, nie czy­tasz gazet, masz inter­net z Neo­stra­dy, dłu­go byłeś w śpiącz­ce lub z innych powo­dów czu­jesz się odsta­wio­ny, teraz masz szan­sę nad­ro­bić. Oto subiek­tyw­ny prze­gląd roku — 12 mie­się­cy w 12 dni w 12 info­gra­fi­kach (wpis codzien­nie aktu­ali­zo­wa­ny, dla wygo­dy czy­ta­nia naj­star­sze na dole).  

 

Grudzień

grudzien

Lewy strze­la gola Heal­ty Ann, czy­li cała Pol­ska cze­ka na potom­ka Lewan­dow­skich — jaki kraj, takie Roy­al Bej­bi.
Pucz vs Cia­maj­dan, czy­li zamiesz­ki pod sej­mem, uchwa­le­nie budże­tu w kiblu oraz bary­ka­da opo­zy­cji na sali ple­nar­nej. Na począt­ku wyda­wa­ło się, że w Pol­sce dzie­je się coś waż­ne­go, ale kie­dy poli­ty­cy zaczę­li prze­gi­nać z samo­jeb­ka­mi i snap­cha­ta­mi, oka­za­ło się, że to tyl­ko świą­tecz­no-nowo­rocz­na szop­ka. Szko­da życia, żeby się w to włą­czać.
Osta­tecz­ny cios w Try­bu­nał Kon­sty­tu­cyj­ny, czy­li pre­zes Rzem­pliń­ski koń­czy kaden­cję i odcho­dzi na eme­ry­tu­rę. Póki, co nic się nie zmie­ni­ło, ale zawsze to dobra oka­zja, żeby napi­sać “dziś ofi­cjal­nie umar­ła demo­kra­cja w Pol­sce”.
Seria zama­chów, kata­strof i zgo­nów. Naj­pierw uda­ny zamach na rosyj­skie­go amba­sa­do­ra w Tur­cji, następ­nie masa­kra na jar­mar­ku bożo­na­ro­dze­nio­wym w Ber­li­nie (RIP pol­ski kie­row­ca cię­ża­rów­ki), dalej kata­stro­fa Tupo­le­wa w Rosji, w wyni­ku któ­rej ginie chór Alek­san­dro­wa i na koń­cu kolej­ne już w tym roku zgo­ny cele­bry­tów — RIP Geo­r­ge Micha­el, Car­rie Ficher i Boh­dan Smo­leń (Kaba­ret Tej i Edzio listo­nosz — Pamię­ta­my [*]). Ode­szło rów­nież kul­to­we, budże­to­we pisem­ko por­no­gra­ficz­ne, czy­li “Twój week­end”. Jeśli pamię­tasz te nie­przy­strzy­żo­ne bobry, to zna­czy, że mia­łeś zaje­bi­ste dzie­ciń­stwo.
W kinach rzą­dzą “Gwiezd­ne Woj­ny”, z kolei inter­net pod­bi­ja “Syl­we­ster u Andrze­ja Dudy” i Jaglak, czy­li popu­lar­ny inter­ne­to­wy koks, któ­ry poświę­cił 10 mie­się­cy na zna­le­zie­nie swo­je­go naj­więk­sze­go hej­te­ra, ale misję koń­czy z suk­ce­sem i rewan­żu­je się w pięk­nym sty­lu.
Pol­ski rząd zamy­ka rok mega suk­ce­sem, czy­li kupu­je za gru­by hajs (Twój i mój) od rodzi­ny Czar­to­ry­skich dzie­ła sztu­ki, któ­re i tak były już udo­stęp­nio­ne dla zwie­dza­ją­cych, któ­rych Czar­to­ry­scy sprze­dać niko­mu nie mogli (tak mówi pra­wo), więc deal życia.

 

Listopad

listopadOran­ge Is The New Black, czy­li Donald Trump wygry­wa wybo­ry pre­zy­denc­kie po naj­bru­tal­niej­szej kam­pa­nii w histo­rii USA i świa­ta. Pamię­ta­cie te hehesz­ki sprzed roku? Że rasi­sta, anty­se­mi­ta, homo­fob, męska szo­wi­ni­stycz­na świ­nia, koleś z mar­twą kuną na gło­wie i bez doświad­cze­nia w poli­ty­ce, nie ma szans na zwy­cię­stwo? No więc jed­nak ma. Jakie wnio­ski może­my wycią­gnąć z tej histo­rii? Nie­waż­ne co robisz, zawsze bądź sobą, bo ludzie cenią szcze­rość — nawet jeśli ozna­cza to depor­ta­cję dla kil­ku milio­nów mek­sy­kań­ców (in your face Hil­la­ry!). Na razie to były tyl­ko sło­wa, naj­lep­sze dopie­ro przed nami, czy­li czy­ny. Can’t wait.
Wiel­ki wykop­ki by PiS, czy­li eks­hu­ma­cja ofiar smo­leń­skich. Ope­ra­cja kosz­tu­je 10 milio­nów zło­tych, roz­dzie­ra rany u rodzin ofiar, wywo­łu­je nie­smak w spo­łe­czeń­stwie i nie wno­si nicze­go nowe­go do “śledz­twa”. Co naj­lep­sze, to wca­le nie był naj­gor­szy pomysł PiSu w 2016 roku.
Kata­stro­fa samo­lo­tu w Kolum­bii. Zgi­nę­ło 76 osób, w tym nie­mal cała bra­zy­lij­ska dru­ży­na pił­kar­ska — Cha­pe­co­en­se. Według śled­czych zawi­ni­li pilo­ci, któ­rzy wie­dzie­li, że nie star­czy im wachy na cały lot, a mimo to nie zro­bi­li pit sto­pu na tan­ko­wa­nie. “Ja nie dole­cę na jed­nym baku? Trzy­maj mi piwo i patrz”. RIP dla ofiar i RIP dla zdro­we­go roz­sąd­ku.
Cześć i chwa­ła boha­te­rom, czy­li pre­zy­dent Andrzej Duda odzna­cza Krzy­żem Kawa­ler­skim Mał­go­rza­tę Kożu­chow­ską.… za hero­icz­ną wal­kę z rodzi­ną Mosto­wia­ków w “M jak Miłość” i boha­ter­ską śmierć po czo­ło­wym zde­rze­niu z pusty­mi kar­to­na­mi.
Maga­zyn “Gla­mo­ur” wybie­ra kobie­tę roku. Dru­gi rok z rzę­du wygry­wa męż­czy­zna. Poprzed­nio był to ojczym Kim Kar­da­shian, któ­ry ocza­ro­wał świat, uci­na­jąc sobie kuś­kę, z kolei w tym roku padło na Bono, nie­ste­ty nikt nie wie za co. Jedy­nym sen­sow­nym wytłu­ma­cze­niem tej sytu­acji jest fakt, że funk­cję naczel­ne­go w “Gla­mo­ur” peł­ni Janusz Kor­win-Mik­ke (no bo kto jesz­cze aż tak bar­dzo nie­na­wi­dzi kobiet?). Jeśli dalej tak pój­dzie, to o tym, co jest naj­lep­sze dla kobiet w Pol­sce, będzie decy­do­wał bez­dziet­ny facet z kotem… oh wait.
Cien­ka jest gra­ni­ca mię­dzy byciem roz­sąd­nym kon­su­men­tem a cebu­la­kiem, czy­li wiel­ki roz­pier­dol na pro­mo­cjach w Lidlu i Bie­dron­ce. Pol­ska oka­zał się pierw­szym kra­jem w Euro­pie, gdzie Lidl musiał wyco­fać się z pro­mo­cji pt. “jeśli Ci nie sma­ku­je, zwróć opa­ko­wa­nie, a my odda­my Ci pie­nią­dze”, bo przez mie­siąc nic niko­mu nie sma­ko­wa­ło. Z kolei Bie­dra do dzi­siaj dosta­je groź­by w sty­lu “Dziec­ko już dru­gi mie­siąc mi ryczy, dawać swie­ża­ka, albo was spa­lę!”.
Cud nad Wisłą, czy­li Legia remi­su­je z Realem. Co praw­da póź­niej dosta­je sro­gi wpier­dol od Borus­sii, ale na koń­cu wygry­wa ze Spor­tin­giem i awan­su­je do Ligi Euro­pej­skiej. Janu­sze spor­tu raduj­my się, bo to był napraw­dę zaje­bi­sty rok dla pol­skiej pił­ki.
Inter­net wygry­wa Mane­kin Chal­len­ge, czy­li stój i nic nie rób. War­sza­wa nie kuma skąd ten szał, bo sama już od daw­na stoi pod Mane­ki­nem.
Odszedł Leonard Cohen RIP, a o mały włos stra­ci­li­by­śmy rów­nież pol­skie­go Leonar­da Cohe­na, czy­li Ryś­ka Ryn­kow­skie­go. Chciał się tar­gnąć, na szczę­ście mu nie wyszło. Co ten alko­hol robi z ludzi ehhh.

 

Październik

pazdziernik

Czar­ny Pro­test na uli­cach, czy­li wku­rzo­ne Polki sprze­ci­wia­ją się zaka­zo­wi abor­cji według wizji PiS. Szoł krad­nie Nata­lia Przy­bysz, któ­ra jesz­cze nie­daw­no nama­wia­ła do adop­cji psz­czół, teraz twier­dzi­ła, że abor­cja jest spo­ko, jeśli ma się mały metraż.
Czar­na pas­sa Aga­ty Mły­nar­skiej trwa. Po kop­nia­kach od Jar­ka Kre­ta, TVP i janu­szy scho­wa­nych za para­wa­na­mi w Jura­cie, kolej­ne­go doło­żył Ros­smann, któ­ry zwol­nił ją dycy­pli­nar­nie za kry­ty­kę pro­gra­mu 500+, umiesz­czo­ną pomię­dzy rekla­ma­mi kre­mów na zmar­chy i żyla­ki #peszek
Woj­ny cele­bry­tów, czy­li Kuba Woje­wódz­ki hej­tu­je wszyst­kie gwiaz­dy, któ­re mają wąty do Renul­ki za Azję Express. Obe­rwa­ło się już Rozen­ko­wej, Maj­da­no­wi, Piro­go­wi i jakie­muś chi­rur­go­wi pla­stycz­ne­mu z TVNu, a licz­nik nadal bije.
Histe­ria w inter­ne­cie po ogło­sze­niu, że lite­rac­ki Nobel tra­fi do Boba Dyla­na. Oso­bi­ście lubię to! W koń­cu mogę powie­dzieć, że znam tek­sty nobli­sty.
Kolej­ny wpier­dol Legii w Lidze Mistrzów. Tym razem 1–5 z Realem.
Dra­mat 28-let­niej bie­gacz­ki nar­ciar­skiej, Tere­sy Johaug. Myśla­ła, że sma­ru­je usta kre­mem Nivea, tym­cza­sem to był ste­ry­dy ana­bo­licz­ne. Nie­ste­ty fede­ra­cja nie uwie­rzy­ła, że taki krem sprze­da­li jej w kio­sku i skoń­czy­ło się dys­kwa­li­fi­ka­cją.
Cała Pol­ska zasta­na­wia się kto zabił uczen­ni­cę z Dobro­wic, czy­li “Bel­fer” na Canal +
Ode­szli: kul­to­wy 40-latek Andrzej Kopi­czyń­ski, legen­dar­ny reży­ser i zdo­byw­ca Osca­ra Andrzej Waj­da oraz Alma, czy­li ulu­bio­ny mar­ket Edzi Gór­ni­ka i Kin­gi Rusin.

 

Wrzesień

wrzesien

“Ratun­ku, Niem­cy mnie biją”, czy­li Legia zbie­ra 6–0 od Borus­sii Dort­mund, po dłu­go wycze­ki­wa­nym powro­cie do Ligi Mistrzów. Przy oka­zji kibo­le roz­krę­ci­li zady­mę, w wyni­ku cze­go Legia kolej­ny mecz z Realem zagra przy pustych try­bu­nach.
Koleś napił się łycz­ka Żyw­ca Zdrój, po czym wylą­do­wał na ostrym dyżu­rze z popa­rzo­nym prze­ły­kiem, czy­li Wie­sław Wszyw­ka miał rację — picie wody jest prze­re­kla­mo­wa­ne. Ludzie, któ­rzy pili w tym cza­sie colę, piwo i wódę, nadal czu­ją się zaje­bi­ście.
TVN roz­bi­ja bank oglą­dal­no­ści, czy­li rusza Azja Express. Lord Vader nie jest już kró­lem czar­nych cha­rak­te­rów, detro­ni­zu­je go Renul­ka.
W Pol­sce ślub stu­le­cia, czy­li Mał­go­nia Roze­nek zacią­ga Radzia do ołta­rza, zanim ten zdą­ży obej­rzeć wszyst­kie odcin­ki Azji Express i się roz­my­ślić, ale i tak wszy­scy mają to gdzieś, bo w tym samym cza­sie w Hol­ly­wo­od odgry­wa się roz­wód tysiąc­le­cia, czy­li Ange­li­na rzu­ca Bra­da.
Kata­stro­fa w kinie, czy­li o ekra­ny roz­bi­ja się “Smo­leńsk”, na szczę­ście jesz­cze w tym samym mie­sią­cu honor pol­skie­go kina ratu­je “Ostat­nia rodzi­na”.
W lip­cu poże­gna­li­śmy karie­rę Macie­ja Zie­nia, po tym, jak koleś wpro­wa­dził do Bie­dron­ki kolek­cję dywa­ni­ków łazien­ko­wych sygno­wa­nych wła­snym nazwi­skiem i pomi­mo mega pro­mo­cji, nikt ich nie chciał kupić. RIP. I pomy­śleć, że kie­dyś ubie­rał pre­zy­den­to­wą i nie­mal wszyst­kie aktor­ki.

 

Sierpień

sierpienNie­po­ro­zu­mie­nie na Woro­ni­cza. Jacek Kur­ski odwo­ła­ny z funk­cji pre­ze­sa TVP, po tym, jak pod­czas audien­cji u Jar­ka Kaczyń­skie­go fuk­nął na nie­go kot Alik. Osta­tecz­nie oka­za­ło się, że fuk­nię­cie nie było niczym oso­bi­stym #kła­czek. Po nie­ca­łych 24-godzi­nach Kur­ski wró­cił na sta­no­wi­sko.
Sta­ru­ją igrzy­ska w Rio, czy­li dys­kwa­li­fi­ka­cja bra­ci “nigdy nie bra­li­śmy kok­su” Zie­liń­skich, nie­spo­dzie­wa­ne poraż­ki fawo­ry­tów — Radwań­ska, Faj­dek i zło­ty medal dla Ani­ty Wło­dar­czyk za epic­kie przy­je­ba­nie mło­tem.
Kolej­na afe­ra na stad­ni­nie w Jano­wie Pod­la­skim. Mia­ła być aukcja Pri­de of Poland, wyszło Sha­me of Poland, czy­li konie, któ­re mia­ły pójść za gru­be milio­ny euro, sprze­da­no za gro­sze pod sto­łem.
Bóg poko­chał pol­ską pił­kę, czy­li jesz­cze nie nacie­szy­li­śmy się nie­złym Euro w wyko­na­niu naszej kadry, a tu Legia po 25 lata wra­ca do Ligi Mistrzów.
Był Szo­pe­nem i papie­żem, teraz jest podej­rza­nym, czy­li Werka Rosa­ti pozy­wa Pio­tra Adam­czy­ka za spo­wo­do­wa­nie wypad­ku i uszczerb­ku na zdro­wiu.
W kinach zno­wu komik­sy, czy­li pre­mie­ra “Suici­de Squ­ad” — fil­mu, w któ­rym naj­lep­sza była ścież­ka dźwię­ko­wa.
RIP Wil­ly Won­ka, czy­li umie­ra Gene Wil­der.

 

Lipiec

lipiec

Kolej­ny zamach w Euro­pie. Tym razem padło na Niceę, gdzie tune­zyj­ski zama­cho­wiec wje­chał roz­pę­dzo­ną cię­ża­rów­ką w nie­świa­do­mych pie­szych, spa­ce­ru­ją­cych po nad­mor­skiej pro­me­na­dzie. Zgi­nę­ło 86 osób, 120 zosta­ło ran­nych. Euro­pej­scy poli­ty­cy nadal uwa­ża­ją, że zama­chy to przy­pa­dek.

Anglia zali­cza dru­gi Bre­xit w cią­gu tygo­dnia, tym razem prze­gry­wa­jąc na Euro z kra­jem wiel­ko­ści Byd­gosz­czy, czy­li Islan­dią.

“Chrze­ści­ja­nin tań­czy, tań­czy, tań­czy”, czy­li w kra­ju trwa kato­lic­ki Wood­stock, wróć Świa­to­we Dni Mło­dzie­ży. Impre­za kosz­to­wa­ła 200 milio­nów zło­tych i Ty też się dorzu­ci­łeś.

W tele­wi­zji lecą tak suche żar­ty, że nawet Karol Stras­bur­ger jest zaże­no­wa­ny, czy­li TVP Info rusza z pro­gra­mem “Stu­dio YaYo”.

Dra­mat Aga­ty Mły­nar­skiej. Bez­ro­bot­na pre­zen­ter­ka poje­cha­ła do Jura­ty upra­wiać jogę, a tam janu­sze słu­cha­ją disco polo i walą rybą #żal

Na Pomo­rzu kro­pi przez 3 dni, czy­li powódź tysiąc­le­cia w Trój­mie­ście.

Marze­na Roga­la­ska z gwoź­dziem w ręce, czy­li pokaz magii w tele­wi­zji śnia­da­nio­wej.

 

Czerwiec

czerwiec

W czerw­cu wszyst­ko krę­ci­ło się wokół Mistrzostw Euro­py w pił­ce kopa­nej. O tym jak waż­ne było to dla nas wyda­rze­nie, niech świad­czy fakt, że TVN24 codzien­nie ser­wo­wał nam czer­wo­ne paski z sen­sa­cyj­ny­mi dono­sa­mi w sty­lu “repre­zen­ta­cja już wsta­ła i zja­dła śnia­da­nie”. Ogól­nie był to pierw­szy za moje­go życia tur­niej, po któ­rym nikt nie hej­to­wał pol­skiej kadry i to mimo tego, że nie wygra­li­śmy, Milik prze­strze­lił kil­ka­dzie­siąt setek, a Pesz­ko był zbyt napru­ty, żeby w ogó­le wejść na boisko. Tym razem plu­sy zde­cy­do­wa­nie przy­kry­ły minu­sy — zagra­li­śmy wię­cej niż trzy mecze (otwar­cia, o wszyst­ko, o honor), nie prze­gra­li­śmy z Niem­ca­mi, na luzie wyszli­śmy z gru­py, wyko­pa­li­śmy z fazy pycha­ro­wej Szwaj­ca­rów, zaprzy­jaź­ni­li­śmy się z Rus­se­lem Cro­we, na naszych oczach naro­dzi­ła się nowa gwiaz­da — Paz­dan i odro­dzi­ła sta­ra — Kuba Błasz­czy­kow­ski, a do tego odpa­dli­śmy dopie­ro po kar­nych i to z trium­fa­to­rem całej impre­zy, czy­li z Por­tu­ga­lią. To napraw­dę było coś. Od pew­ne­go cza­su wie­my rów­nież, że we wła­śnie we Fran­cji Lewy strze­lił naj­waż­niej­sze­go gola w swo­jej karie­rze, czy­li tego mię­dzy noga­mi Ani. Poza naszą repre­zen­ta­cją i Lewym, na Euro wyróż­nił się rów­nież tre­ner Niem­ców, Joachim Loew, a raczej jego palec grze­ba­lec. Milio­ny kibi­ców z wypie­ka­mi na twa­rzy obser­wo­wa­ło powtór­ki z jego naj­lep­szych akcji, czy­li gme­ra­nia pal­cem w tył­ku oraz wącha­nia i degu­sta­cji tego, co wyko­pał. Wszy­scy zada­wa­li sobie pyta­nie, czy moż­na być jesz­cze więk­szym oble­chem? Nie moż­na! Czer­wiec to też mie­siąc porzu­ca­nia róznych kon­cep­cji — np. Angli­cy stwier­dzi­li, że pier­do­lą Unię Euro­pej­ską i robią Bre­xit, z kolei PiS posta­no­wił zli­kwi­do­wać gim­na­zja. Koniec z uza­leż­nio­ny­mi od dopa­la­czy gim­bu­sa­mi, któ­rzy zamiast uczyć się o żoł­nier­zach wyklę­tych, gra­ją na prze­rwach w sło­necz­ko i słu­cha­ją Gan­gu Alba­nii. Wra­ca­my do jedy­ne­go pra­wil­ne­go sys­te­mu, czy­li ośmio­let­niej pod­sta­wów­ki. Koń­czy­łem taką, pole­cam. Jeśli cho­dzi o skan­da­le, w czerw­cu był tyl­ko jeden, ale za to bar­dzo śmiesz­ny. Otóż pra­cow­ni­cy wegań­skiej knaj­py “Kro­wa­Rzy­wa” zaba­ry­ka­do­wa­li się w loka­lu w cen­trum War­sza­wy, po tym jak szef odmó­wił im pod­wyż­ki i umo­wy o pra­cę. Dra­ma­tur­gii dodał typ z par­tii razem, któ­ry przy­szedł pod knaj­pę z mega­fo­nem i zaczął wygła­szać tek­sty o wyzy­sku bied­nych przez boga­tych i hip­ste­rzy, któ­rzy gro­zi­li, że w akcie soli­dar­no­ści z pra­cow­ni­ka­mi pój­dą opier­do­lić hot doga na Orle­nie, jeśli wła­ści­ciel nie zgo­dzi się na warun­ki zało­gi. Naj­lep­szy kry­zys ever! Poza tym w czerw­cu świat osza­lał na punk­cie Poke­mo­nów, a inter­net hehesz­ko­wał z opa­ko­wa­nia Cacao Deco­Mor­re­no, że niby wyglą­da jak książ­ka. Przy­na­ję, to było nawet śmiesz­ne… przez pierw­sze 2 dni. Były faj­ne prze­rób­ki zdjęć, fej­ko­we rec­ki “czy­ta­łem — zatka­ło kaka­ło” i trol­ling listy Top100 na “Lubi­my czy­tać”, ale wszyst­ko popsu­li użyt­kow­ni­cy Inter­net Expo­lo­re­ra, któ­rzy obu­dzi­li się tro­chę po cza­sie, bo po tygo­dniu i jak gdy­by nigdy nic zaczę­li udo­stęp­niać ten sam żart z tek­stem “patrz­cie jaką książ­kę zna­la­złem w Lidlu buehe­he­he”. Jprd. W czerw­cu odszedł Muham­mad “The Gre­atest” Ali i tre­ner, któ­ry ozło­cił kobie­cą siat­ków­kę, czy­li Andrzej Niem­czyk. RIP.

Maj

maj

Nie ma wąt­pli­wo­ści, że naj­bar­dziej trau­ma­tycz­nym wyda­rze­niem maja była kata­stro­fa samo­lo­tu linii Egypt Air, lecą­ce­go z Pary­że­wa do Kairu. W poło­wie lotu Air­bus A320, z nie­wy­ja­śnio­nych przy­czyn zajął się ogniem, po czym z wyso­ko­ści 11 300 metrów runął do morza u wybrze­ży Kre­ty. Nikt nie prze­żył (66 ofiar śmier­tel­nych). Nadal nie wia­do­mo, czy to awa­ria, czy ter­ro­ry­ści, ale co by nie było powo­dem, jest to kolej­ny kamy­czek do ogród­ka pt. “strach latać”. Nikt za to nie kwe­stio­nu­je tezy, że majo­wy zamach bom­bo­wy we Wro­cła­wiu to spraw­ka Al-Kaidy. “Do eks­plo­zji doszło w cen­trum Wro­cła­wia, nie­da­le­ko Dwor­ca Głów­ne­go PKP. Bom­ba leża­ła na fote­lu w auto­bu­sie linii 145. Nikt nie zgi­nął, bo w ostat­niej chwi­li kie­row­ca z poświę­ce­niem wyniósł ładu­nek z auto­bu­su. Gdy­by domo­wej robo­ty bom­ba eks­plo­do­wa­ła w peł­nym ludzi auto­bu­sie, ofiar mogły­by być dzie­siąt­ki” — dono­si Super Express, po czym doda­je “Bom­ba była spo­rzą­dzo­na z garn­ka wypeł­nio­ne­go petar­da­mi, śru­ba­mi i gwoź­dzia­mi — facho­wa robo­ta i przy oka­zji ulu­bio­na broń islam­skich bojow­ni­ków — oce­ni­li eks­per­ci do wal­ki z ter­ro­ry­zmem.”
Pozo­sta­jąc w kli­ma­cie zama­chów i idio­tów — w maju pewien śmie­szek zatrud­nio­ny przy obsłu­dze kato­wic­kie­go lot­ni­ska, “zażar­to­wał” na fejs­bucz­ku, że wrzu­cił meta­lo­wą rur­kę do sil­ni­ka samo­lo­tu Ryania­ra, co pod­kre­ślił wymow­ną samo­jeb­ką. Za ten naj­za­baw­niej­szy joke ever dostał zero laj­ków, stra­cił pra­cę i tra­fił do aresz­tu (zale­d­wie po godzi­nie od publi­ka­cji), czy­li hat­trick. Czap­ki z głów dla tego pana.
Z innych hehesz­ków, cała Pol­ska dar­ła łacha z Dże­si­ki z Bro­nie­wa, czy­li 16-let­niej mat­ki dwój­ki dzie­ci, któ­ra oka­zał się naj­młod­szą beni­fi­cjet­ka pro­gra­mu 500+. Dodat­ko­wym smacz­kiem, jest fakt, że mat­ka Dże­si­ki, Kata­rzy­na, pobie­ra z tego same­go pro­gra­mu 2,5 tys. mie­sięcz­nie, a gdy­by Dże­si­ka była kil­ka mie­się­cy młod­sza, wpa­da­ło­by jesz­cze 500 zł wię­cej. To by dopie­ro była zapo­mo­go­wa incep­cja.
Zagra­ni­co śmia­li się za to z John­ne­go Dep­pa i Amber Gold Held. W sumie już dru­gi mie­siąc z rzę­du. W kwiet­niu para była na języ­kach, bo wwio­zła nie­le­gal­nie psa do Austra­lii i tam­tej­szy rząd kazał im nagrać fil­mik, w któ­rym wyra­ża­ją z tego powo­du skru­chę, z kolei w maju oka­za­ło się, że hol­ly­wo­odz­kie mał­żeń­stwo szcze­rze się nie­na­wi­dzi i upra­wia ostrą pato­lo­gię, tzn. Amber zło­ży­ła pozew, w któ­rym oskar­ży­ła John­ne­go o dusze­nie podusz­ką. John­ny twier­dzi, że to bzdu­ra — “po pro­stu byłem cie­ka­wy, ile czło­wiek jest w sta­nie wytrzy­mać bez oddy­cha­nia” .
Mie­li­śmy jesz­cze kon­kurs Euro­wi­zji, w któ­rym wyda­wa­ło się, że Michał Szpak zali­czy naj­gor­szą kom­pro­mi­ta­cję od cza­su wystę­pu zespo­łu “Sixte­en” w 1998, bo po gło­so­wa­niu sędziów zaj­mo­wał przed­ostat­nie miej­sce. Mia­łem już nawet napi­sa­ne­go soczy­ste­go hej­ta na ten temat, wtem do gło­su doszli widzo­wie i oka­za­ło, że przy­zna­li Szpa­ko­wi dru­gą pozy­cję. I jak mam go poje­chać po takim, jak­by nie patrzeć suk­ce­sie? Hejt pole­ciał do kosza, ale co się odwle­cze to nie ucie­cze.
Dalej to już tyl­ko sport i sen­sa­cyj­ne wyni­ki — Leister, czy­li Kop­ciu­szek z Pre­mier League zosta­je mistrzem Anglii, pol­ski zespół Viva Tau­ron Kiel­ce wygry­wa Ligę Mistrzów w pił­ce ręcz­nej, a Lewan­dow­ski jest pierw­szym od 30 lat pił­ka­rzem, któ­ry w Bun­de­sli­dze strze­la 30 bra­mek. Chciał­bym jarać się tymi osią­gnię­cia­mi, ale nie­ste­ty jest mi z tego powo­du wszyst­ko jed­no.
W maju ode­szła Maria Czu­ba­szek i kil­ku pion­ków z uni­ver­sum Marve­la, bo w kinach Iron­Man tłuk się Kapi­ta­nem Męczy­bu­łą Ame­ry­ką.

 

Kwiecień

kwiecien

Ile dzie­li bie­da­ka od boga­cza? 500 zło­tych. True sto­ry. W kwiet­niu poszły pierw­sze prze­le­wy w ramach pro­gra­mu 500+, a wraz z nimi medial­ne dono­sy, że ludzie walą w ch#*@ i wca­le nie wyda­ją tej kasy na dzie­ci, tyl­ko na alko, ciu­chy od pro­jek­tan­ta, nowe autka, apar­ta­men­ty i waka­cje na Major­ce. Dzie­ci nie mam, ale 500 zło­tych jestem w sta­nie wysu­płać, więc jeśli ktoś wie, jak za tę kwo­tę ogar­nąć kwa­drat, furę i waka­cje, uprzej­mie popro­szę o cynk na priv. BTW czy jest ktoś, kto w imię zasad zrzekł się pobie­ra­nia?
Skan­dal w Jano­wie Pod­la­skim. W naszej naj­bar­dziej reno­mo­wa­nej stad­ni­nie konie pada­ją jak muchy, 3 sztu­ki w cią­gu kil­ku mie­się­cy. Afe­ra tym więk­sza, bo aż dwa z nich nale­ża­ły do kochan­ki per­ku­si­sty Rol­ling Ston­sów. Kobi­ta opo­ro­wo się zago­to­wa­ła i w celu mini­ma­li­zo­wa­nia strat, pod­ję­ła decy­zję o prze­rzu­ce­niu w inne miej­sce wszyst­kich koni, któ­re jesz­cze jakimś cudem samo­dziel­nie oddy­cha­ją. W pierw­szym momen­cie mia­łem pisać, że PiS jest tak nie­ogar­nię­ty, że nie widzi róż­ni­cy mię­dzy biciem a ubi­ciem konia, wtem tra­fi­łem na arty­kuł WP, a tam nagłó­wek — “W cią­gu pię­ciu lat w Jano­wie Pod­la­skim padły 52 konie”. WTF? To daje śred­nią 5,2 konia rocz­nie! Nawet Ikea nie ma takich sta­ty­styk, a nie jest tajem­ni­cą z cze­go są ich klop­si­ki. Jakim cudem Janów ma wize­ru­nek koń­skie­go Hil­to­na, sko­ro licz­ba­mi bli­żej im do moje­go ex samo­cho­du, któ­ry też maso­wo mor­do­wał konie… po włą­cze­niu kli­my i radia. Oso­bi­ście nie oddał­bym do Jano­wa nawet cho­mi­ka.
W kwiet­niu świat ochu­jał już do resz­ty! Otóż Aders Bre­vik wygrał w pro­ce­sie wyto­czo­nym Nor­we­gii o “łama­nie praw czło­wie­ka i nie­ludz­kie trak­to­wa­nie”. Typ, któ­ry oso­bi­ście zła­mał pra­wa i nie­ludz­ko potrak­to­wał 110 osób (77 zabił, 33 ranił) wygrał w sądzie z Nor­we­gią <sic!>. War­to zauwa­żyć, że w jego przy­pad­ku “nie­ludz­kie trak­to­wa­nie” ozna­cza miesz­ka­nie w 3‑pokojowym pen­tho­usie tfu uwię­zie­nie w celi z 3‑pomieszczeniami (sypial­nia + pokój do nauki i pisa­nia listów + siłecz­ka), po któ­rych może poru­szać się bez żad­nych ogra­ni­czeń. Wypo­sa­że­nie też nie naj­gor­sze, bo do dys­po­zy­cji ma dwa tv, play­sta­tion 4, inter­net i pry­wat­na pral­nię. Poza tym jego wię­zie­nie ma salę gim­na­stycz­ną porów­ny­wal­ną z tą w Madi­son Squ­are Gar­den i wypa­sio­ny park na tyłach budyn­ku. W Hil­to­nie tak nie ma! Z kolei przy zarzu­tach o “łama­nie praw czło­wie­ka” cho­dzi o czy­ta­nie jego listów przez służ­bę wię­zien­ną i odse­pa­ro­wa­nie od innych osa­dzo­nych. I sąd serio uznał, że te rosz­cze­nia są zasad­ne. Cyc­ki opa­da­ją.
Ostat­nią istot­ną infor­ma­cją z kwiet­nia jest dołą­cze­nie do PigO­uto­wej eki­py Chur­chil­la, czy­li naj­bar­dziej kul­tu­ral­ne­go psa ever (zjadł kil­ka ksią­żek, fil­mów i “Wiedz­mi­na 3”), któ­ry przy oka­zji wyglą­da jak­by był wyni­kiem roman­su lisa z owczar­kiem nie­miec­kim. 
Dalej to już tyl­ko jakieś pier­dy w sty­lu: “PiS chce utwo­rzyć kla­sy o pro­fi­lu Call Cen­ter”, “Joh­ny Depp wwo­zi nie­le­gal­nie pie­ska do Austra­lii”, dużo rocz­nic (90 rocz­ni­ca uro­dzin kró­lo­wej angiel­skiej Elżu­ni dru­giej, 1050 chrztu Pol­ski, milion pięć­set­na Smo­leń­ska) i dwa zgo­ny — Prin­ce i Zyta Gilow­ska. Aaa no i w kinach gra­li “Świt Spra­wie­dli­wo­ści”, czy­li Bat­man vs Super­man, ale film był tak mar­ny, że szko­da w ogó­le strzę­pić ryja. Wystar­czy powie­dzieć, że Bat­man pobił Super­ma­na umy­wal­ką, a póź­niej się pogo­dzi­li, bo oka­za­ło się, że ich sta­re mają tak samo na imię #żal. Kwie­cień był z dupy (nie licząc Chur­chil­la of cour­se).

 

Marzec 

marzec

Zapew­ne nie jest to ide­al­ne okre­śle­nie, ale naj­gło­śniej­szym wyda­rze­niem mar­ca był zamach bom­bo­wy na lot­ni­sku w Bruk­se­li. W wyni­ku dwóch eks­plo­zji zgi­nę­ło 31 osób, a ponad 300 zosta­ło ran­nych. Reak­cja bel­gów była sta­now­cza i zde­cy­do­wa­na, czy­li uzbro­je­ni w kolo­ro­wą kre­dę, wyszli z domu i poszli w mia­sto ryso­wać na chod­ni­kach kwiat­ki i ser­dusz­ka. ISIS do dzi­siaj nie może się pozbie­rać po tym cio­sie.
Po tym jak świat obie­gła infor­ma­cja, że jakiś typ uzbro­jo­ny w pas sza­hi­da upro­wa­dził egip­ski samo­lot, wyda­wa­ło się, że w mar­cu doko­na się jesz­cze jeden akt ter­ro­ry­zmu. Na szczę­ście oka­za­ło się, że to fał­szy­wy alarm, a koleś nie jest żad­nym samo­bój­cą, a idio­tą, któ­ry porwał samo­lot tyl­ko po to, żeby pod­rzu­cił go na Cypr, do żony, któ­ra od dłuż­sze­go cza­su nie odbie­ra­ła od nie­go tele­fo­nów. Przy oka­zji był to chy­ba jedy­ny przy­pa­dek w histo­rii, kie­dy zakład­ni­cy robi­li sobie samo­jeb­ki z pory­wa­czem. Fejm na ista gwa­ran­to­wa­ny.
Pozo­sta­jąc w kli­ma­tach ter­ro­ry­zmu, mie­li­śmy jesz­cze zamach na pre­zy­den­ta Andrze­ja Dudę, w któ­re­go limu­zy­nie strze­li­ła opo­na, a to z kolei spo­wo­do­wa­ło, że rzą­do­we autko wylą­do­wa­ło w rowie. Na pierw­szy rzut oka moż­na było pomy­śleć, że to tyl­ko wypa­dek, ale Anto­nio Macie­re­wicz jesz­cze tego same­go dnia udo­wod­nił, że to zamach .. i nie musiał nawet do tego powo­ły­wać komi­sji. Dowo­dy, któ­re przed­sta­wił nie pozo­sta­wia­ją złu­dzeń:
1. Wypa­dek był na auto­stra­dzie, a kto wybu­do­wał auto­stra­dę? Rząd Tuska!
2. Kto kupił limu­zy­nę, któ­rą jechał pre­zy­dent? Rząd Tuska!
3. A do tego oka­za­ło się, że wul­ka­ni­za­tor nale­ży do KODu
W poli­ty­ce po sta­re­mu, czy­li gów­no­bu­rza wokół Tru­bu­na­łu Kon­sty­tu­cyj­ne­go, któ­ry przy oka­zji orze­kał we wła­snej spra­wie, czy­li czy sędzio­wie powo­ła­ni przez PO i PiS zosta­li wybra­ni legal­nie? Cóż, Try­bu­nał stwier­dził, że w obu przy­pad­kach były to nomi­na­cje z dupy, ale to i tak bez zna­cze­nia, bo Beata stan­dar­do­wo wyro­ku nie wydru­ko­wa­ła.
Poza tym mie­li­śmy akcję pt. “Cała Pol­ska prze­sta­wia budzi­ki na 5 rano, żeby być już po śnia­da­niu, kie­dy na kwa­drat wbi­je CBŚ”, czy­li Zbi­gniew Zio­bro ponow­nie nomi­no­wa­ny na pro­ku­ra­to­ra gene­ral­ne­go.
Na kra­jo­wym podwór­ku była jesz­cze afe­ra, w któ­rej tak­sów­ka­rze napa­dli na kie­row­ców Ube­ra i obrzu­ca­li ich fury guanem. Efekt był taki, że następ­ne­go dnia Uber odno­to­wał rekor­do­wa ilość kur­sów, a tak­sia­rzy wszy­scy omi­ja­li sze­ro­kim łukiem. 
Z kolei zagra­ni­co wszy­scy ape­lo­wa­li do Tur­cji, żeby prze­trzy­ma­ła u sie­bie imi­gran­tów, bo Euro­pa już nie ogar­nia, na co Tur­cja odpo­wie­dzia­ła, że “taki ch*#^, zapra­sza­li­ście to teraz kom­bi­nuj­cie”, po czym jesz­cze bar­dziej przy­spie­szy­ła z prze­rzu­ca­niem ich dalej.
W spo­rcie wiel­ki skan­dal, po tym jak Maria Sza­ra­po­wa zosta­ła przy­ła­pa­na na dopin­gu. Z badań krwi wyni­ka­ło, że ćpa­ła melo­do­nium, jak Mag­da Ges­sler pty­sie, ale oczy­wi­ście usły­sze­li­śmy sta­rą gad­kę pt” “Lekarz mi dał, a ja zja­dłam, bo myśla­łam, że to Skit­tle­sy”. Skoń­czy­ło się na 2 let­niej dys­kwa­li­fi­ka­cji.
W mar­cu ode­szli: Marian Koci­niak, czy­li kul­to­wy Fra­nek Dolas aka Grze­gorz Brzę­czysz­czy­kie­wicz z fil­mu “Jak roz­pę­ta­łem II woj­nę świa­to­wą” oraz ks. Kacz­kow­ski — zało­ży­ciel hospi­cjum, etyk, blo­ger, jutu­ber i autor ksią­żek, w któ­rych pisał, jak żyć na peł­nej petar­dzie mając raka. RIP.

 

Luty 

luty

Luty zaczął się od pier­dol­nię­cia. Otóż pew­ne­go dnia, do sie­dzi­by IPNu przy­szła wdo­wa po Kisz­cza­ku i jak gdy­by nigdy nic rzu­ci­ła na stół pre­ze­sa papie­ry na Wałę­sę (TW Bolek), po czym wyje­cha­ła z tek­stem, że na kwa­dra­cie ma tego wię­cej i jak cuś, to chęt­nie sprze­da za 90 tysi. Jesz­cze tego same­go dnia na cha­tę Kisz­cza­ko­wej wbił pro­ku­ra­tor i odkrył, że focz­ka trzy­ma w sza­fie wię­cej teczek niż ubrań. Dalej poto­czy­ło się już z gór­ki, czy­li wybu­chła woj­na pol­sko-pol­ska, pt. “Czy Wałę­sa był agen­tem?” Stan­dar­do­wo gło­sy podzie­li­ły się fifty — fifty, a spra­wy nie uła­twiał sam Lechu, któ­ry jed­ne­go dnia twier­dził, że coś tam pod­pi­sał, ale dla więk­sze­go dobra, po czym następ­ne­go dnia odwo­ły­wał, twier­dząc, że jed­nak nie pod­pi­sy­wał. I tak to się cią­gnę­ło, aż wszy­scy stra­ci­li zain­te­re­so­wa­nie, bo wybu­chła nowa spra­wa, czy­li pościg za Kaje­ta­nem P. — psy­cho­lem, któ­ry odciął gło­wę mło­dej war­sza­wian­ce. Poszu­ki­wa­nia trwa­ły kil­ka­na­ście dnia, aż w koń­cu odna­le­zio­no go na Mal­cie i w sumie do dzi­siaj nic wię­cej z tego nie wyni­kło.
Następ­na w kolej­no­ści była afe­ra z Pudzia­nem, któ­ry ziry­to­wa­ny, że uchodź­cy noto­rycz­nie demo­lu­ją cię­ża­rów­ki nale­żą­ce do jego fir­my trans­por­to­wej, wsta­wił na fej­sa samo­jeb­kę z bejs­bo­lem i pod­pi­sem, że z tym maleń­stwem będzie cze­kał na nacze­pie, po czym zaser­wu­je uchodź­com kurs przy­spie­szo­nej asy­mi­la­cji. Zno­wu wybu­chła kil­ku­dnio­wa gów­no­bu­rza, ale nawet nie wia­do­mo, kie­dy zde­chła.
W poli­ty­ce w naj­lep­sze trwa­ła zady­ma o demo­kra­cję, tyle że tym razem opo­zy­cja zacie­ra­ła ręce, bo do kra­ju wje­cha­li pano­wie z Komi­sji Wenec­kiej, któ­rzy mie­li kon­kret­nie zaorać PiS. Cóż przy­je­cha­li, popa­trzy­li, pokrę­ci­li gło­wa­mi, pogro­zi­li palusz­ka­mi i poje­cha­li. Resz­tę zna­cie.
Cuda dzia­ły się za to w cen­trum War­sza­wy, gdzie pod jakimś kio­skiem z tramp­ka­mi roz­ło­ży­ła się gru­pa hip­ste­rów owi­nię­tych w folię spo­żyw­czą i przez kil­ka kolej­nych dni, przy tem­pe­ra­tu­rze ‑20, koczo­wa­li w ocze­ki­wa­niu aż na sklep wja­dą nowe cicho­bie­gi sygno­wa­ne przez Kany­e’go Westa. Nie­któ­rzy nazy­wa­li ich influ­en­ce­ra­mi, inni cho­ry­mi poje­ba­mi. Nie mi oce­niać.
Z innych dziw­nych jazd — Kasia Tusk wypu­ści­ła wła­sne per­fu­my o nazwie MLE, czy­li tak samo, jak czyn­ność wpier­da­la­nia tra­wy przez kozy. Za 30 mili­li­tro­wą bute­lecz­kę zaży­czy­ła sobie 240 zł, co spra­wi­ło, że Calvin Kle­in i Caro­li­na Her­re­ra eks­pre­so­wo wyco­fa­li swo­je zapa­chy z ryn­ku, bo przy Kasi wypa­da­li jak han­dla­rze tanich pach­ni­deł dla pleb­su. Krop­kę nad “I” w tych igrzy­skach sza­leń­stwa posta­wił ano­ni­mo­wy koleś z USA, któ­ry na aukcji w Dal­las wybu­lił 21 tys. dolców za pukiel wło­sów Joh­na Len­no­na. 
Oczy­wi­ście w lutym mie­li­śmy jesz­cze galę Osca­ro­wą, na któ­rej DiCa­prio w koń­cu zdo­był upra­gnio­ną sta­tu­et­kę. Wszyst­kim spadł kamień z ser­ca, ale iro­nia losu jest taka, że tym razem wyjąt­ko­wo nie zasłu­żył. Przy oka­zji oby­ło się bez szum­nie zapo­wia­da­ne­go boj­ko­tu czar­no­skó­rych akto­rów, a pro­wa­dzą­cy, Chris Rock, zamiast wyci­szyć spra­wę, tyl­ko dodał oli­wy do ognia dis­su­jąc żonę Wil­la Smi­tha takim tek­stem: “Z boj­ko­to­wa­niem gali przez Jade Pikett Smith jest jak z moim boj­ko­to­wa­niem maj­tek Rihan­ny. I tak nie byłem zapro­szo­ny”
W kinach na całym świe­cie rzą­dził “Dead­po­ol”. Par­don, na całym świe­cie poza Pol­ską, bo u nas sys­tem roz­pier­do­li­ła “Pla­ne­ta sin­gli” i z tej oka­zji wrzu­cam zni­czyk [*] + zarzą­dzam minu­tę ciszy.
A sko­ro jeste­śmy już przy minu­cie ciszy, to w lutym ode­szli — Uber­to Eco, czy­li autor kul­to­wej książ­ki “Imię róży” oraz reży­ser Andrzej Żuław­ski, któ­ry moje­mu poko­le­niu bar­dziej niż z fil­mów, zna­ny był z roman­su z Werką Rosa­ti, któ­rą po roz­sta­niu nazwał “naj­więk­szym knu­rem Holy­wo­od”. RIP.

 

Styczeń

Nowy rok zaczął się tak samo, jak skoń­czył poprzed­ni, czy­li tema­tem uchodź­ców. Otóż bied­ni i bez­bronni męż­czyżni w wie­ku pobo­ro­wym, któ­rzy ucie­kli ze swo­jej ojczy­zny przed gło­dem i woj­ną (ale do Pol­ski nie chcie­li), posta­no­wili w noc syl­we­stro­wą tro­chę się roze­rwać. W tym celu wyszli na uli­ce kil­ku nie­miec­kich miast, gdzie zna­leźli sobie takie atrak­cje, jak kra­dzieże (bo zasił­ki skrom­ne) i “pod­ryw” mło­dych dziew­cząt. Nie­stety więk­szość bia­ło­gło­wych nie była zain­te­re­so­wana amo­rami, jed­nak nasi goście nie mie­li do tej pory doświad­cze­nia w pyta­niu kobiet o zda­nie, więc też nie za bar­dzo bra­li sobie do ser­ca ich odmo­wy. Ten sze­reg “nie­po­ro­zu­mień” spra­wił, że syl­we­ster w Niem­czech skoń­czył się odno­to­wa­niem kil­ku­dzie­się­ciu przy­pad­ków mole­sto­wa­nia i gwał­tów, czy­li woda na młyn dla pra­wil­nych zio­mecz­ków. Linia obro­ny uchodź­ców opie­rała się na róż­ni­cach kul­tu­ro­wych. Według nich, wszyst­kie kobie­ty, któ­re nie mają kie­cek za kost­kę i zasło­nię­tej twa­rzy, to chęt­ne kobie­ty i w zasa­dzie same są sobie win­ne — pro­wo­ko­wały. Unia Euro­pej­ska poczu­ła się usta­tys­fak­cjo­no­wana taki­mi tłu­ma­cze­niami i bez zbęd­nego drą­że­nia zamknę­ła temat. Praw­da jest taka, że w tym samym cza­sie mia­ła na gło­wie znacz­nie poważ­niej­szą spra­wę, czy­li spraw­dze­nie, jak dzia­ła “demo­kra­cja” w Pol­sce. Temat na tyle waż­ki, że do Bruk­seli zapro­szo­no panią pre­mier, Beatę Szy­dło i kaza­no oso­bi­ście wytłu­ma­czyć, co się wła­ści­wie odpie­prza mię­dzy Bugie­ma a Odrą, że poło­wa naro­du klę­czy pod krzy­żem, a dru­ga dzień w dzień łazi po mro­zie z trans­pa­ren­ta­mi? W razie, gdy­by komi­sa­rzom euro­pej­skim nie spodo­bały się udzie­lone odpo­wie­dzi, Pol­sce gro­ził cały sze­reg sank­cji, z wyklu­cze­niem z “Euro­wi­zji” na cze­le. Wszy­scy wstrzy­mali oddech i trzy­mali kciu­ki za taki roz­wój wyda­rzeń, ale nie­stety. Unia Euro­pej­ska stwier­dziła, że jest chu­jowo, ale na tyle sta­bil­nie, że jed­nak może­my wziąć udział w kon­kur­sie:/
W kra­ju mówi­ło się nie­mal wyłącz­nie o PiS i jego rzą­dach twar­dej ręki. Naj­pierw wice­mi­ni­ster spraw zagra­nicz­nych, Witold Wasz­czy­kow­ski, z dnia na dzień zde­le­ga­li­zo­wał w Pol­sce kolar­stwo i wege­ta­ria­nizm, a następ­nie nowy pre­zes tele­wi­zji, Jacek Kur­ski, zro­bił czyst­kę na Woro­ni­cza, wypie­prza­jąc na bruk i zosta­wia­jąc bez środ­ków do życia wszyst­kich “obiek­tyw­nych” dzien­ni­ka­rzy, z Toma­szem Lisem, Pio­trem Kraś­ko i Beatą Tadlą na cze­le (Beata do dziś się nie pozbie­ra­ła). 
Poza tym w stycz­niu mia­ły miej­sce dwie pre­mie­ry — mała, czy­li start pol­skie­go “Net­fli­xa” oraz duża, czy­li debiut paró­wek “Besos” sygno­wa­nych przez Mag­dę Ges­sler. Tro­chę iro­nia losu, że bab­ka sły­nąca z biczo­wa­nia restau­ra­to­rów za ser­wo­wa­nie tanie­go, odgrze­wa­nego żar­cia, sama weszła w biz­nes opar­ty na mię­sie ­gor­szego sor­tu, co nie? 
Za oce­anem z kolei skan­dal i stra­sze­nie boj­ko­tem, bo żaden czar­no­skó­ry aktor nie został nomi­no­wa­ny do Osca­ra. Były posą­dze­nia o rasizm, ale oka­za­ło się, że w innych dzie­dzi­nach czar­no­skó­rzy radzą sobie cał­kiem nie­źle. Na przy­kład jeden taki dwu­me­tro­wy dryblas,Deon­tay Wil­de­r, zdo­był w stycz­niu pas mistrzow­ski w bok­sie, a zro­bił to, bru­tal­nie gasząc świa­tło nasze­mu Artu­ro­wi Szpil­ce. Ponoć 3 dni póź­niej Artur obu­dził się ze śpiącz­ki, wycią­gnął sobie z buzi rur­kę pod­trzy­mu­ją­cą go przy życiu, po czym powie­dział, że murzyn wca­le nie bił tak moc­no.… Nie­ste­ty nie dokoń­czył zda­nia, bo chwi­lę póź­niej przy­szła pie­lę­gniar­ka i oznaj­mi­ła Artu­ro­wi, że czas zmie­nić pie­lu­chę. 
Z innych wyda­rzeń spor­to­wych — Mes­si wygrał 5‑tą Zło­tą Pił­kę w karie­rze, a Zida­ne dostał angaż na nowe­go tre­ne­ra Realu, co skoń­czy­ło się zgar­nię­ciem Ligi Mistrzów i jesz­cze 3 innych pucha­rów. 
Jeśli cho­dzi o kul­tu­rę, w stycz­niu mie­li­śmy wysyp fil­mów z nomi­na­cja­mi Osca­ro­wy­mi, czy­li “Big Short”, “Joy” i “Nie­na­wist­ną Ósem­kę”, ale naj­więk­szy szał i tak zro­bił “Pit­bull”. 
Sty­czeń to też poże­gna­nia. Ode­szli m.in. legen­dar­ny David Bowie (kto nie zapa­lił świecz­ki na fej­sie, ten z poli­cji), kul­to­wy Alan Rick­man (czar­ny cha­rak­ter w “Szkla­nej Piu­łap­ce”, pamię­ta­my!) oraz jedy­ny Kaczyń­ski, z któ­rym nikt nie miał pro­ble­mu, czy­li Bogu­sław. RIP. Taki wła­śnie był sty­czeń.

A to widziałeś?