Wysypisko

PigOut’owe Podsumowanie Roku 2015

31/12/2015

Sty­czeń

 
Sty­czeń, czy­li naj­nud­niej­szy mie­siąc roku. Przez pierw­sze dwa tygo­dnie prak­tycz­nie nic się nie dzia­ło, naj­pierw wszy­scy leczy­li kaca po syl­we­strze, a kie­dy już doszli do sie­bie, od razu ruszy­li na siłow­nie reali­zo­wać posta­no­wie­nia nowo­rocz­ne. Na szczę­ście po kil­ku dniach stra­ci­li moty­wa­cję i po woli wszyst­ko zaczę­ło wra­cać do nor­my. Rok zaczę­li­śmy od stan­dar­do­wej prze­py­chan­ki o Wiel­ką Orkie­strę Świą­tecz­nej Pomo­cy, a następ­nie obser­wo­wa­li­śmy prze­py­chan­kę gór­ni­ków z rzą­dem, czy­li kla­sy­ka. Odno­to­wa­li­śmy za to spo­ry suk­ces w spo­rcie — Rafał Sonik wygrał rajd Dakar w kate­go­rii quadów. Przez kina prze­ta­cza­ły się fil­my nomi­no­wa­ne do Osca­ra i dopie­ro “Upro­wa­dzo­na 3” ofi­cjal­nie otwo­rzy­ła sezon block­bu­ste­rów. Rok zaczął się fatal­nie we Fran­cji, gdzie pod­czas ata­ku ter­ro­ry­stycz­ne­go na redak­cję tygo­dni­ka Char­lie Heb­do, zgi­nę­ło 12 osób.

 
Luty

 

W lutym tro­chę się roz­krę­ci­ło. Gene­ral­nie suk­ces gonił suk­ces. Naj­pierw nasi pił­ka­rze ręcz­ni wywal­czy­li brą­zo­wy medal na Mistrzo­stwach Świa­ta. Mogło być nawet lepiej, ale Qatar czi­to­wał ile wla­zło, skła­da­jąc sobie dre­am team z pod­ku­pio­nych najem­ni­ków, a jak oni nie dawa­li rady, do akcji wkra­cza­li sędzio­wie i nawet nie kry­li się z dru­ko­wa­niem. Następ­ny w kolej­no­ści był Oscar dla “Idy”, któ­re­go nie­ste­ty prze­ga­pi­ły aktor­ki gra­ją­ce głów­ne role, bo aku­rat poszły “przy­pu­dro­wać nosek”. Krop­kę nad “i” posta­wił Natio­nal Geo­gra­phic przy­zna­jąc Alek­san­dro­wi Dobie tytuł Podróż­ni­ka Roku. Nie bra­ko­wa­ło też skan­da­li. Za naj­więk­szym stał Kamil Dur­czok, któ­ry rościł sobie pra­wa do oso­bi­ste­go spraw­dza­nia “kom­pe­ten­cji” dzien­ni­ka­rek zatrud­nio­nych w TVN. Ome­na Men­sah i Beata Tadla coś o tym wie­dzą. Dru­ga wto­pa to pusz­cze­nie z dymem “mostu Łazien­kow­skie­go”. Nie wia­do­mo do koń­ca czy­ja to wina, więc uznaj­my, że #wina­Tu­ska. Jed­no prze­wi­nie­nie w tą czy w tam­tą, wha­te­ver. Z kolei inter­net na wszel­kie spo­so­by pró­bo­wał roz­k­mi­nić jakie­go kolo­ru jest sukien­ka, któ­rej zdję­cie wypły­nę­ło na Twit­te­rze. Do dziś nie otrzy­ma­li­śmy jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi. Kina prze­ży­wa­ły oblę­że­nie gospo­dyń domo­wych, któ­re wali­ły drzwia­mi i okna­mi na pre­mie­rę 50 twa­rzy Greya. Od tego momen­tu nie potra­fią na swo­ich part­ne­rów spoj­rzeć ina­czej niż wzro­kiem z pre­ten­sją. Też chcia­ły­by dla odmia­ny dostać pej­czem po dupie, a nie tyl­ko pra­nie i zmy­wa­nie. Poza tym w lutym naro­dził się PigOut.pl, czy­li naj­lep­szy blog na świe­cie.

 

Marzec

 
Marzec zapa­mię­ta­my głów­nie dzię­ki pol­skim model­kom, któ­re jeź­dzi­ły do Duba­ju i przyj­mo­wa­ły od szej­ków toreb­ki za “kli­ka kloc­ków”. Dosłow­nie. Nie chcę oce­niać, ale trze­ba mieć nie­źle nasra­ne, żeby wybrać tak gów­nia­ny spo­sób zara­bia­nia na życie. Pamię­tam, że dla uczcze­nia tego wyda­rze­nia uło­ży­łem nawet jed­no­wer­so­wy wiersz: “Miał być Dubaj wyszedł KAŁ­kaz”. Wsty­du #zagra­ni­co naro­bił też Jarek Kuź­niar, któ­ry tak moc­no wydy­mał Wal­l­mart, że nawet Sasha Gray i Łysy z Braz­zers bili bra­wo. Inter­net mu nie zapo­mniał i do dziś wbi­ja szpi­lę. Mój ulu­bio­ny suchar z kano­nu Jarek Kuź­niar pole­ca: “Wcho­dzę popsi­kać się w Sepho­rze, by nie pach­nieć cebu­lą”. Poza tym BBC zwol­ni­ło Clark­so­na, Pol­sat wje­chał na ante­nę z “Cele­bry­ty Splash” i kato­wał wido­kiem gru­be­go rol­ni­ka bez żony w kąpie­lów­kach, Moni­ka Kuszyń­ska wygra­ła eli­mi­na­cje do Euro­wi­zji z naj­nud­niej­szą pio­sen­ką od cza­su wystę­pu Miet­ka Szcze­śnia­ka, a Sigo­uner Weaver shej­to­wa­ła Annę Wen­dzi­kow­ską za brak zna­jo­mo­ści Jerze­go Gro­tow­skie­go, po czym nagle oka­za­ło się, że wszy­scy Pola­cy mają czar­ny pas w dzie­dzi­nie teatru. Oso­bi­ście musia­łem po nocach się douczać na Wiki­pe­dii. W mar­cu mia­ły też miej­sce dwa nie­faj­ne wyda­rze­nia. Pierw­sze to roz­bi­cie samo­lo­tu Ger­man­wings przez pilo­ta pyscho­la i kami­ka­dze w jed­nym, a dru­gie to poże­gna­nie kul­to­we­go pisa­rza, Ter­re­go Pra­chet­ta #RIP.

Kwie­cień

 
W kwiet­niu byli­śmy już na ostat­niej pro­stej przed wybo­ra­mi pre­zy­denc­ki­mi, w związ­ku z czym nie było dnia bez pod­śmie­chuj­ków z Mag­da­le­ny “Lesz­ka Mil­le­ra” Ogó­rek. W kwiet­niu świat po raz pierw­szy usły­szał o pisa­rzu Micha­le Wit­kow­skim, ale nie za spra­wą książ­ki, a cza­pecz­ki z logo SS, w któ­rej to poja­wił się na łódz­kim faszyzm weeku. W kwiet­niu świa­tło dzien­ne ujrza­ło nowe logo woje­wódz­twa pomor­skie­go, czy­li naj­droż­szy pro­jekt ever wyko­na­ny w pain­cie #90tysipln. W kwiet­niu Nata­lia Siwiec zosta­ła twa­rzą kam­pa­nii “Płod­ny Polak”, gdzie jej rolą praw­do­po­dob­nie było dba­nie, aby w pomiesz­cze­niach do odda­wa­nia pró­bek nie two­rzył się korek. W kwiet­niu nie chcie­li­śmy prze­pu­ścić przez Pol­skę moto­ro­wej wata­hy wil­ków Puti­na, któ­rzy jecha­li w jakimś raj­dzie. Kwiet­nio­wy inter­net wygrał Wie­sław Wszyw­ka ze swo­imi alko­te­sta­mi #nie­bow­zie­mi i Popek “z dam­skim narzą­dem rod­nym nad gło­wą”. W kwiet­niu poli­cja wypu­ści­ła list goń­czy za Fro­giem, któ­ry mając w głę­bo­kim posza­no­wa­niu kodeks dro­go­wy, przed­ri­fto­wał całą War­sza­wę. W kwiet­niu zmarł Bro­ni­sław Bar­to­szew­ski i jesz­cze w kwiet­niu (cyfro­wo) zmar­twych­wstał Paul Wal­ker, dzię­ki pośmier­tel­nej roli w “Szyb­kich i wście­kłych 7”

Maj

 

W maju pre­zy­den­tem został Andrzej “ava­tar Kaczyń­skie­go” Duda, któ­ry w II turze poko­nał Bro­ni­sła­wa “szoguna/żyrandola” Komo­row­skie­go. W poli­ty­ce mie­li­śmy jesz­cze debiut .Nowo­cze­snej, czyi par­tii- sza­lu­py ratun­ko­wej dla toną­cej Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej. Cie­ka­wost­ką jest, że w momen­cie kie­dy Pola­cy po raz pierw­szy usły­sze­li o .Nowo­cze­snej, ta mia­ła już 11% popar­cia. Weź to prze­bij. Wypły­nę­ło kolej­ne nagra­nie z afe­ry Pod­słu­cho­wej. Tym razem gwiaz­dą była Elżu­nia Bień­kow­ska, któ­ra zasta­na­wia­ła się jak moż­na być aż takim dege­ne­ra­tem żeby przy­jąć pra­cę za mar­ne 6 koła? Prze­cież to star­czy led­wo na 3 prze­cięt­ne rachun­ki u “Sowy i przy­ja­ciół”. Na szczę­ście u “Sowy” nie trze­ba pła­cić z pry­wat­nej kasy #ulga. Na bok­ser­skim rin­gu odby­ła się naj­nud­niej­sza “wal­ka stu­le­cia”. Floyd May­we­ather zwy­cię­żył z Man­nym Pacqu­iao przez zanu­dze­nie tech­nicz­ne. W bar­wach Liver­po­olu ostat­ni mecz roze­grał Ste­ven Gerard #smu­te­czek. Świat żył trzę­sie­niem zie­mi w Nepa­lu. 7,6 w ska­li Rich­te­ra. Zgod­nie z prze­wi­dy­wa­nia­mi Moni­ka Kuszyń­ska nie pod­bi­ła Euro­wi­zji, w prze­ci­wień­stwie do fil­mu “Kung Fury”, któ­ry zro­bił szał na YouTu­be. W świe­cie gier bez­a­pe­la­cyj­nie rzą­dził “Wie­siek 3: Dzi­ki Gon”, a w kinach poza­mia­tał nowy “Mad Max”.

Czer­wiec

 
W czerw­cu na szer­sze wody wypły­nę­ła postać Zbi­gnie­wa Sto­no­gi, któ­ry upu­blicz­nił w inter­ne­cie ste­no­gra­my z afe­ry pod­słu­cho­wej. Nie­ste­ty nie były one aż tak sen­sa­cyj­ne jak się spo­dzie­wa­no. Naj­cie­kaw­szym momen­tem oka­za­ła się aneg­dot­ka z Domi­ni­ką Kul­czyk, któ­ra dała się poznać jako fan­ka szyb­kich numer­ków w restau­ra­cyj­nych toa­le­tach. W spo­rcie rzą­dzi­ła Bar­ce­lo­na, zdo­by­wa­jąc dru­gi try­plet w histo­rii klu­bu, ale nagłów­ki ukradł jej pre­zy­dent FIFA, Sepp Blat­ter, dając zła­pać się na korup­cji. Zła­pać dał się rów­nież Daniel Olbrych­ski, tyle że na podwój­nym gazie. Urze­kły mnie tłu­ma­cze­nia pana Danie­la udzie­lo­ne tele­wi­zji śnia­da­nio­wej: “wypi­łem tyl­ko lamp­kę wina, poza tym jecha­łem tyl­ko kil­ka­set metrów na stad­ni­nę, gdzie mia­łem prze­siąść się na konia. Zawszę tak robię”. Cudow­ne samo­za­ora­nie. Przy­po­mnę, że pan Daniel miał 0,9 pro­mi­la, czy­li wię­cej niż wy będzie­cie mie­li w syl­we­stra. Tema­tem zain­te­re­so­wał się Alek­san­der Kwa­śniew­ski, roz­py­tu­jąc na Twit­te­rze, gdzie moż­na kupić wino z takim kopem? Sko­ro już zaha­czy­li­śmy o inter­net, war­to wspo­mnieć, że w czerw­cu na wyko­pie i kwej­ku naj­więk­szym powo­dze­niem cie­szy­ły się memy wyśmie­wa­ją­ce kam­pa­nię “zdą­ży­łam zro­bić karie­rę, nie zdą­ży­łam zostać mat­ką”. Pod­śmie­chuj­ki skoń­czy­ły się dopie­ro po lega­li­za­cji homo­sek­su­al­nych mał­żeństw w USA i towa­rzy­szą­cej temu wyda­rze­niu, fali tęczo­wych pro­fi­ló­wek na fej­sie. Korzy­sta­jąc, że na topie są mniej­szo­ści sek­su­al­ne, do gry wkro­czył ojciec Kim Kar­da­shian, któ­ry oznaj­mił, że tak napraw­dę jest kobie­tą i posta­no­wił uciąć sobie zaga­nia­cza. Świat dał mu owa­cję na sto­ją­co, a Vani­ty Fair okład­kę. Do kin weszły dwa fil­my, któ­re zaro­bi­ły po miliar­dzie dolców — “Juras­sic World” i “Minion­ki”. Poza tym Maciej Zień wypro­wa­dził kasę z wła­snej fir­my i uciekł z chło­pa­kiem do Bra­zy­lii.

Lipiec

 

W lip­cu zno­wu zama­chy ter­ro­ry­stycz­ne. Tym razem w Tune­zji. Pola­cy jako jedy­ni nie dali się zastra­szyć i impre­zo­wa­li w naj­lep­sze, kie­dy nasza amba­sa­da pró­bo­wa­ła ścią­gnąć ich do domu. Gre­cji skoń­czył się czas na spła­tę dłu­gów, w związ­ku z czym wpa­dli w lek­ki para­liż ban­ko­ma­to­wy. Euro­pa stra­szy­ła, że wię­cej nie poży­czy, jeśli nie skoń­czą z 10-godzin­ny­mi sie­sta­mi i nie wezmą się w koń­cu do robo­ty, ale Gre­cy odpo­wie­dzie­li, że taki chuj i wró­ci­li do pla­żo­wa­nia. Usły­sze­li pod swo­im adre­sem tro­chę gorz­kich słów, ale war­to było prze­cze­kać, bo osta­tecz­nie ciot­ka Ange­la zno­wu syp­nę­ła gro­szem. W USA czar­ne chmu­ry zebra­ły się na Bil­lem Cos­by­’m, któ­ry posta­no­wił prze­bić Dur­czo­ka i zmo­le­sto­wał nie kil­ka, a kil­ka­dzie­siąt kobiet #sta­ry­amo­że. Z kolei 50 Cent wal­czył w sądzie tyl­ko z jed­ną bab­ką, ale wystar­czy­ło, żeby ogło­sił ban­kruc­two. Oczy­wi­ście to taka zmy­ła, żeby uchy­lić się od pła­ce­nia. W rze­czy­wi­sto­ści “fyfti” wciąż jest dzia­ny jak skur­we­syn i “w drob­nych” nosi wię­cej haj­su niż my zoba­czy­my przez całe życie. W Pol­sce tez było cie­ka­wie. Na pla­żach wybu­chła moda na para­wa­ning. Pomysł na tyle prze­bie­gły, że nawet Kuź­niar by się nie powsty­dził. Koń­czysz balet o 4 rano, wra­ca­jąc na kwa­te­rę zaha­czasz o pla­że, gdzie roz­bi­jasz para­wan i tym samym rezer­wu­jesz miej­sców­kę. Idziesz kim­nać, a kie­dy po kil­ku godzi­nach wra­casz, cze­ka na Cie­bie naj­lep­sze miej­sce na pla­ży #czy­sty­ge­niusz. Geniu­szem za to nie popi­sał się fan “Gan­gu Alba­nii”, któ­ry pociął sobie mord­kę a’la Popek. Powo­dze­nia przy szu­ka­niu pra­cy ziom. Jesz­cze głup­szy oka­zał się fan AC/DC, któ­ry w dro­dze na kon­cert posta­no­wił zro­bić sobie epic­kie sel­fie — pod­czas sko­ku z mostu Świę­to­krzy­skie­go. Cóż, był to jego ostat­ni skok i ostat­nie sel­fie w karie­rze #dar­win. Lipiec w kinach był żało­sny. Mara­ton sequ­eli, a każ­dy oka­zy­wał się strasz­nym paź­dzie­rzem. Wciąż nie mogę prze­bo­leć jak kon­cer­to­wo został spie­przo­ny nowy “Ter­mi­na­tor” #smu­te­czek.

Sier­pień

 

W sierp­niu wybuchł naj­więk­szy “social media kry­zys” w histo­rii pol­skie­go fejs­bucz­ka. Agen­cja odpo­wie­dzial­na za obsłu­gę pro­fi­lu wód­ki Żyt­niej, chcia­ła stwo­rzyć hehesz­ko­we­go mema, ale dała cia­ła i uży­ła zdję­cia ze śmier­tel­nie postrze­lo­nym elek­try­kiem. Kry­ty­ka była tak duża, że Żyt­nia Extra do dzi­siaj nie zde­cy­do­wa­ła się na reak­ty­wa­cję fan­pej­dżu. W sierp­niu z Pla­cu Zba­wi­cie­la osta­tecz­nie znik­nę­ła tęcza, co bar­dzo zmar­twi­ło wszyst­kich piro­ma­nów #nic­tak­pięk­nie­nie­pło­nie. Poza tym mie­li­śmy dwa sko­ki na kasę. Pierw­szy w wyko­na­niu tajem­ni­cze­go kon­wo­jen­ta, któ­ry skro­ił 8 baniek i mylił tro­py w iście holy­wo­odz­kim sty­lu. Z kolei za dru­gim sta­ła 60-let­nia aktor­ka, któ­ra wbrew natu­rze i logi­ce, posta­no­wi­ła pod­dać się zabie­go­wi in vitro (co tro­chę kosz­tu­je), a następ­nie przy­po­mnia­ło jej się, że jest już tro­chę sta­ra i jak jej pań­stwo nie doło­ży, to bliź­nia­ków z eme­ry­tu­ry nie utrzy­ma, w związ­ku z czym popro­si­ła o pod­wyż­kę #seem­sle­git. Rów­nież w sierp­niu zosta­łem bez mydła wydy­ma­ny przez Canal+, któ­re mamiąc mnie wszyst­ki­mi mecza­mi FC Bar­ce­lo­ny, nadzia­ło na minę zwa­ną “pakie­tem pre­stiż”, a kie­dy już pod­pi­sa­li­śmy umo­wę, z powab­nej księż­nicz­ki zmie­ni­ło się w zapusz­czo­ną tirów­kę i oznaj­mi­ło, że FC Bar­ce­lo­ny nie będzie (pra­wa prze­ję­ło Ele­ven Sports) i z tym pakie­tem pre­stiż to też tyl­ko takie żar­ty (c+ sport2 i c+ disco­ve­ry płat­ne eks­tra). Poza tym Bank­sy otwo­rzył park paro­diu­ją­cy Din­say­land, a do kin tra­fił jeden z lep­szych fil­mów roku, “Kryp­to­nim U.N.C.L.E.

Wrze­sień

 
We wrze­śniu tema­tem nr 1 sta­li się uchodź­cy. Roz­pę­ta­ła się wiel­ka dys­ku­sja, czy powin­ni­śmy jakiś przy­jąć do Pol­ski i dla­cze­go tak mało/dużo? Oce­na ska­li zale­ży od tego, po któ­rej stro­nie ma się sym­pa­tie poli­tycz­ne. W cza­sie, gdy wszy­scy deba­to­wa­li z bez­piecz­nej odle­gło­ści, czy­li na fej­sie, jakaś rodzi­na uchodź­ców, któ­rą mie­li­śmy już w kra­ju, posta­no­wi­ła sama zadbać o swo­ją przy­szłość, kro­jąc pod osło­ną nocy samo­chód pro­bosz­czo­wi ze Śre­mia i ot tak po pro­stu ucie­ka­jąc do Nie­miec #nie­wdzięcz­ni. W chwi­lach prze­rwy od uchodź­ców szu­ka­li­śmy zło­te­go pocią­gu z Wał­brzy­cha. To mia­ła być kwe­stia dni, baaa o zna­le­zi­sko upo­mniał się nawet Świa­to­wy Kon­gres Żydów LOL, więc wyda­wa­ło się, że to już pew­ne, tym­cza­sem minę­ły kolej­ne mie­sią­ce i zło­ta jak nie było tak ni ma #oszu­ści. We wrze­śniu oka­za­ło się, że Volks­wa­gen w kwe­stii spa­lin krę­ci tak samo, jak kobie­ty w tema­cie wie­ku i wagi. I oni i one lubią zani­żać. Poza tym mie­li­śmy super zaćmie­nie Księ­ży­ca, któ­re chy­ba jakoś zadzia­ła­ło na Lewe­go, bo chłop po wej­ściu z ław­ki w 9 minut huk­nął 5 bra­mek i to w dodat­ku Wol­fs­bur­go­wi, czy­li dru­ży­nie z mia­sta, gdzie sie­dzi­bę ma Volks­wa­gen. Jed­nak to praw­da, że nie­szczę­ścia cho­dzą para­mi. Szczę­ście za to zago­ści­ło w Rado­miu. Otóż tam­tej­sze lot­ni­sko zna­la­zło jele­nia chęt­ne­go na loty. Eufo­ria trwa­ła mie­siąc. Po tym cza­sie Czech Air­li­nes stwier­dził, że pier­do­li taki biz­nes z dwo­ma pasa­że­ra­mi na krzyż i zwi­ja mane­le. I jesz­cze NASA ogło­si­ła, że jest woda na Mar­sie, co się aku­rat zbie­gło z kam­pa­nią rekla­mo­wą fil­mu “Mar­sja­nin” #przy­pa­dek?. Do spra­wy odniósł się Kwa­śniew­ski i napi­sał na Twit­te­rze: “Wiel­kie mi halo. W wodzie to się ryby #rucha­jo. Daj­cie znać jak znaj­dzie­cie wodę pisa­ną przez o z kre­ską”.

Paź­dzier­nik

 
W paź­dzier­ni­ku naj­grub­szym wyda­rze­niem oczy­wi­ście były wybo­ry par­la­men­tar­ne, któ­re w cuglach wygrał PiS. Od tego momen­tu, w kra­ju zaczę­ło się pie­kło. Po pierw­sze dla­te­go, że z kana­łów zaczę­ły wypeł­zać stwo­ry w sty­lu Macie­re­wi­cza i posłan­ki Paw­ło­wicz, a po dru­gie, bo do pie­ca doda­li mło­dzi, pięk­ni i wykształ­ce­ni z wiel­kich ośrod­ków, któ­rzy nagle zain­te­re­so­wa­li się poli­ty­ką. Kie­dy rzą­dzi­ło PO, mło­dzi, pięk­ni i wykształ­ce­ni mie­li wszyst­ko w dupie. Ich głów­nym pro­ble­mem był zbyt duży wybór posy­pek do kawy w Star­bu­niu, a kie­dy ktoś z ich zna­jo­mych pisał na fej­sie coś o poli­ty­ce, w sekun­dę sza­cho­wa­li go komen­ta­rzem: “nie podo­ba się to wyjedź”. Po wybo­rach sytu­acja się odwró­ci­ła, ale mło­dzi, pięk­ni i wykształ­ce­ni zamiast spa­ko­wać się i po cichu wyje­chać, sami zaczę­li pisać o poli­ty­ce. 3 razy wię­cej niż wcze­śniej robi­li to sta­rzy, brzyd­cy i nie­wy­kształ­ce­ni. Dzień bez udo­stęp­nie­nia arty­ku­łu z Washing­ton Post kry­ty­ku­ją­ce­go pol­ski rząd, dniem stra­co­nym. Pochod­ną wybo­rów jest tez afe­ra wokół Try­bu­na­łu Kon­sty­tu­cyj­ne­go. W skró­cie cho­dzi­ło w niej o to, że PO chcia­ło nie­le­gal­nie powo­łać dwóch sędziów, a PiS trzech. To tro­chę tak jak­by pod prysz­ni­cem w wię­zie­niu napa­dło Cie dwóch typów, z któ­rych pierw­szy chciał­by Cię zgwał­cić oral­nie, a dru­gi anal­nie. Gene­ral­nie przy obu sce­na­riu­szach prze­gry­wasz. Jed­nak zda­niem więk­szo­ści Pola­ków tyl­ko jed­na par­tia pole­cia­ła w kul­ki z Try­bu­na­łem Kon­sty­tu­cyj­nym. BTW gwał­ty anal­ne trwa­ją do dziś. Gdy­by­śmy w paź­dzier­ni­ku zało­ży­li w prze­glą­dar­ce filtr anty­po­li­tycz­ny, zosta­ły­by nam prak­tycz­nie same memy z Kwa­chem #40%. Jed­nak nasi pozo­sta­li “byli” pre­zy­den­ci też mie­li swo­je 5 minut. Otóż Bolek i Żyran­dol poje­cha­li na chał­tu­rę do USA i za dar­mo­wy prze­lot + kil­ka dolców kie­szon­ko­we­go zgo­dzi­li się zapo­zo­wać z logo Cinkciarz.pl, czy­li nowym spon­so­rem Chci­ca­go Bulls. Posia­dacz poko­jo­wej nagro­dy Nobla twa­rzą Cink­cia­rza #face­palm. Pasu­je jak jogurt tru­skaw­ko­wych do kiszo­nych ogór­ków. Cho­ciaż w sumie nie. Prze­cież Lechu nie takie nume­ry ma na kon­cie #sel­fiez­du­ba­ju. Naj­waż­niej­szym wyda­rze­niem w spo­rcie był awans kadry na przy­szło­rocz­ne euro. Led­wo led­wo wyszli­śmy z gru­py, gdzie za prze­ciw­ni­ków mie­li­śmy takie tuzy jak Gru­zja, Gibral­tar i Szko­cja, ale nastro­je są bojo­we. Drżyj Euro­po! W kinach rzą­dził “Mar­sja­nin”, czy­li kolej­ny film, w któ­rym świat musiał rato­wać Mat­ta Damo­na. Z kolei radia kato­wa­ły nas nową pio­sen­ką Ade­le. Pierw­sze 10 tysię­cy odtwo­rzeń było nawet spo­ko, ale w pew­nym momen­cie “Hel­lo” zaczę­ło brzmieć jak “Last Chri­st­mas”. Nie­zręcz­no­ścią mie­sią­ca popi­sał się Bogu­sław Lin­da mówiąc, że “Łódź to mia­sto żuli”. Następ­ne­go dnia, kie­dy łodzia­nie obu­dzi­li się na kacu w przy­droż­nych rowach i usły­sze­li, co powie­dział Lin­da, zro­bi­ło im się taaaaak bar­dzo przy­kro, że z żalu cof­nę­ło im się tanie wino skon­su­mo­wa­ne na śnia­da­nie.

EDIT: Zapo­mnia­łem o tacie Kim Kar­da­shian, któ­ry uciął sobie zaga­nia­cza i tyle wystar­czy­ło, żeby zostać kobie­tą roku. KOBIETĄ ROKU! Jed­nak to jest nie­zręcz­no­ścią mie­sią­ca.

Listo­pad

 
Naj­gło­śniej­szym, hmmm to chy­ba nie­zbyt dobre okre­śle­nie, wyda­rze­niem o naj­więk­szej sile raże­nia, kuź­wa jesz­cze gorzej. Naj­bar­dziej wstrzą­sa­ją­cym (sor­ry, nie da się łagod­niej) wyda­rze­niem była seria zama­chów ter­ro­ry­stycz­nych we Fran­cji. Ogrom­na tra­ge­dia, zde­cy­do­wa­nie zasłu­gu­ją­ca na chwi­lę reflek­sji, ale mega sła­be jest zamie­nia­nie współ­czu­cia w lans na fej­sie, a tak wła­śnie się sta­ło. Fejs­buk zato­nął w morzu empa­tii wyra­żo­nej przez pro­fi­lów­kę we fran­cu­skich bar­wach. Dla fran­cu­zów te pro­fi­lów­ki zna­czy­ły mniej wię­cej tyle, co laj­ki dla głod­nych afry­kań­skich dzie­ci, ale who cares? Grunt, że zna­jo­mi polu­bi­li i teraz wie­dzą jakie mamy dobre ser­dusz­ko. Blo­ger­ka “Mada­me Edith” poszła w swo­im współ­czu­ciu jesz­cze dalej i na wieść o zama­chach pozwo­li­ła sobie na moc­no emo­cjo­nal­ny wpis: “Dziś wsta­łam po siód­mej. Jak tyl­ko prze­czy­ta­łam w inter­ne­cie, co się sta­ło w nocy w Pary­żu zamar­łam. Poszłam po cro­is­san­ty i fran­cu­skie kon­fi­tu­ry na śnia­da­nie.” Bra­wo Edith! Mam nadzie­ję, że gdy­by Pol­skę coś takie­go spo­tka­ło (tfu! tfu!), to #zagra­ni­co też wszy­scy wyrwa­li­by o świ­cie po oscyp­ki i pie­ro­gi. Nie­ste­ty “współ­czu­ją­ca pro­fi­lów­ka” podob­nie jak serek wiej­ski ma ogra­ni­czo­ną datę waż­no­ści i po jakimś cza­sie trze­ba było ją zmie­nić na fotecz­kę z moty­wem z Gwiezd­nych Wojen. W koń­cu Lord Vader też zasłu­gu­je na wspar­cie.
Na naszym podwór­ku duże emo­cje budził Marsz Nie­pod­le­gło­ści. Wszy­scy się zasta­na­wia­li, czy będzie bur­da? Niby zmie­ni­ła się wła­dza, ale cięż­ko prze­wi­dzieć czy o taką zmia­nę cho­dzi­ło. Czy coś zapło­nie? Ale co, sko­ro nie ma już tęczy? I czy będzie jakaś eska­la­cja nie­na­wi­ści wobec uchodź­ców? Oka­za­ło się, że strach ma wiel­kie oczy. Marsz był poko­jo­wy jak Nobel dla Oba­my, a na koniec wszy­scy skoń­czy­li w budzie z keba­bem u zaprzy­jaź­nio­ne­go uchodź­cy, czy­li luzik. W ogó­le mar­sze ostat­nio sta­ły się naszym koni­kiem. W listo­pa­dzie do życia został powo­ła­ny Komi­tet Obro­ny Demo­kra­cji, któ­ry posta­no­wił, że na każ­dy PiSow­ski zamach na kon­sty­tu­cję, odpo­wie wła­śnie mar­szem. I tym spo­so­bem ludzie masze­ru­ją śred­nio co 3 dni. Kon­sty­tu­cji może i nie obro­nią, ale przy­naj­mniej będą zdrow­si #endo­mon­do.
Listo­pad był też cza­sem poszu­ki­wań. Poszu­ki­wa­na była tajem­ni­czo zagi­nio­na 26-let­nia pozna­nian­ka, Ewa Tyl­man oraz ści­ga­ny listem goń­czym, naj­młod­szy pol­ski milio­ner, Piotr Kaszub­ski. Nie­ste­ty w obu śledz­twach jedy­nym rezul­ta­tem była kom­pro­mi­ta­cja pol­skiej poli­cji, któ­ra przy spra­wie Ewy pozwo­li­ła detek­ty­wo­wi Rut­kow­skie­mu robić medial­ną szop­kę a Kaszub­skie­go nie potra­fi­ła zła­pać, cho­ciaż ten codzien­nie wrzu­cał nowe sta­tu­sy na fej­sa i pro­wa­dził rela­cję live na snap­cha­cie. Gdy­by Tyl­man albo Kaszub­ski mie­li nie­za­pła­co­ny man­dat, zna­leź­li­by ich w 3 sekun­dy.
W spo­rcie naj­gło­śniej była o Radwań­skiej, któ­ra wygra­ła tur­niej w Sin­ga­pu­rze, cho­ciaż jed­ną nogą była już na wylo­cie oraz Kari­mie Ben­ze­mie, któ­ry wystar­to­wał z nowy­mi biz­ne­sa­mi — dys­try­bu­cją ama­tor­skie­go #por­no, nego­cja­cja­mi z prze­stęp­ca­mi i win­dy­ka­cją hara­czy. Real Madryt musi napraw­dę mar­nie pła­cić, sko­ro pił­ka­rze chał­tu­rzą na boku.
W kul­tu­rze też nikt nie spał. Naj­pierw gruch­nę­ło, że Bagiń­ski nakrę­ci w Hol­ly­wo­od nową, wyso­ko­bu­dże­to­wą wer­sję Wiedź­mi­na #jaran­ko, następ­nie Char­lie She­en wyko­nał per­for­man­ce, od któ­re­go tysiąc­om fanek zaczę­ło szyb­ciej bić ser­ce i łzy pocie­kły po policz­kach. Otóż Char­lie przy­znał, że ma HIV i pora­dził wszyst­kim #prze­lot­nie pozna­nym na hote­lo­wych liba­cjach i klu­bo­wych impre­zach fan­kom, iść się prze­ba­dać. Kro­pecz­ką nad “i” była pre­mie­ra nowe­go Bon­da, któ­ry tak bar­dzo spodo­bał się Macie­re­wi­czo­wi, że też zapra­gnął mieć swo­je­go wła­sne­go “M” i z tej oka­zji zatrud­nił na asy­sten­ta 20-let­nie­go gim­ba Edmun­da.

Gru­dzień

 
W grud­niu oczy­wi­ście naj­więk­szym hitem było posor­to­wa­nie Pola­ków przez Kaczyń­skie­go. Co praw­da wypo­wiedź była wyrwa­na z kon­tek­stu, ale kto by się przej­mo­wał? Tysią­ce Pola­ków chwy­ci­ła sło­wa w locie i sama przy­kle­iła sobie łat­kę #naj­gor­sze­go­sor­tu, zysku­jąc tym samym +10 do respek­tu na dziel­ni. Naj­bar­dziej z całej sytu­acji ucie­szy­li się sprze­daw­cy hehesz­ko­wych koszu­lek, dla któ­rych świę­ta w tym roku przy­szły wcze­śniej #ban­kro­zbi­ty.
W poli­ty­ce nie było dnia bez Ryś­ka Swe­tru, któ­ry stał się alfą i ome­gą w każ­dej dzie­dzi­nie. Ter­mi­narz Ryś­ka w grud­niu wyglą­dał nastę­pu­ją­co: 8 rano — gość w Tok FM, 9 rano — gość w Pyta­niu na śnia­da­nie, 11 — gość w TVN24, 13 — Pol­sat News, 17 — TVP Info, 19:30 — Fak­ty po Fak­tach, 20:15 — Krop­ka nad i, 22 — Szkło Kon­tak­to­we, 23:30 — Two­ja lodów­ka. I tak do zaje­ba­nia. Jesz­cze z poli­tycz­nych, z posa­dą w MON-ie poże­gnał się Edmund #smu­te­czek. Wła­śnie wspól­nie z Anto­nim prze­szli “Wiedź­mi­na” i Mun­dek chciał zapy­tać “to w co teraz pogra­my?”, ale w odpo­wie­dzi usły­szał coś takie­go: “Sor­ry Mun­dek, ale Jarek nie pozwa­la mi Cię zatrzy­mać, ale nie martw się. Sko­ro Donek mógł dać Krzy­wo­nos 6,5 tys. eme­ry­tu­ry, to ja tym bar­dziej mogę dać Ci 10 koła kie­szon­ko­we­go. No, tyl­ko nie wydaj na głu­po­ty. Poza tym jesteś dobry dzie­ciak, więc masz zakle­pa­ne miej­sce w schro­nie jak już będę miał ato­mów­kę. No, a teraz leć, ale pamię­taj, że wie­czor­kiem, jak już odro­bisz lek­cje, stan­dar­do­wo łapie­my się na necie, na par­tyj­kę w Bat­tle­fron­ta”.
Z posa­dą poże­gnał się też Jose Murin­ho, któ­ry (zno­wu) został dys­cy­pli­nar­nie wypier­do­lo­ny z Chel­sea za wyni­ki na pozio­mie Lecha Poznań z począt­ku sezo­nu. Pozo­sta­jąc w spo­rcie, po 9 latach domi­na­cji, mistrzow­ski pas stra­cił Wład­mir Klicz­ko, któ­ry dostał ostro po ryju od Tyso­na Fury­’e­go. Była to pierw­sza od 12 lat poraż­ka Klicz­ki. Przy­szła kry­ska na maty­ska. Potęż­ną klu­skę w pysia zali­czył też Michał Mater­la, któ­ry prze­grał przez knoc­ko­ut z Mame­dem Cha­li­do­wem w KSW. Lepiej poszło naszym pił­kar­kom ręcz­nym. Dru­gi raz z rzę­du zdo­by­ły 4 miej­sce na Mistrzo­stwach Świa­ta. Wiel­kim fuc­ku­pem zakoń­czy­ły się za to wybo­ry Miss Uni­ver­se, gdzie pro­wa­dzą­cy, zwy­cięż­czy­nią ogło­sił Miss Kolum­bii, po czym oznaj­mił, że jeb­nął się w obli­cze­niach i tytuł tra­fia jed­nak do Miss Fili­pin. Ponoć koleś ma też pro­wa­dzić przy­szło­rocz­ną cere­mo­nię Osca­rów i już zacie­ra ręce na myśl o strol­lo­wa­niu Leonar­do DiCa­prio. Apro­pos Osca­rów, odpo­wied­nik tej nagro­dy w świe­cie gier, tra­fił w grud­niu do Wiedź­mi­na 3, któ­ry tym samy zgar­nął wszyst­ko co się dało i total­nie zaorał kon­ku­ren­cję. Bra­wo CD Pro­jekt.
W inter­ne­cie rzą­dzi­ły memy ze zmie­sza­nym Tra­vol­tą, a w kinach roz­pier­du­chę zro­bi­ła naj­now­sza część Gwiezd­nych Wojen, któ­rej wystar­czy­ło 10 dni, żeby zgar­nąć miliard dolców. Uczci­wie zaro­bio­na kasa. Moc jest sil­na w VII epi­zo­dzie.
Co praw­da, nie ma tego na gra­fi­ce, ale rzu­tem na taśmę do grud­nia zała­pał się wywiad ze Zdzi­sła­wem Krę­ci­ną, z któ­re­go dowie­dzie­li­śmy się, że pan Zdzi­sław 95% alko­ho­lu wypił służ­bo­wo. Gru­bo. Spra­wę sko­men­to­wał Kwa­śniew­ski, pisząc na Twit­te­rze: “Naj­waż­niej­sze to robić w życiu co się kocha, a jak jesz­cze za to pła­cą to już w ogó­le baj­ka. Bra­wo Zdzi­siu.”
Nie­ste­ty w grud­niu poże­gna­li­śmy też legen­dę cięż­kie­go gra­nia, Lem­me­go Kil­mi­ste­ra, woka­li­stę kul­to­we­go Motor­he­ad, któ­ry w tydzień wypi­jał tyle, co Kwa­chu i Krę­ci­na przez całe życie i mimo nie­wyj­ścio­wej mord­ki, dał radę zba­ła­mu­cić wię­cej kobiet niż Char­lie She­en i Dan Bil­ze­rian razem wzię­ci. RIP Lem­my.
Taki wła­śnie był 2015.

A to widziałeś?