Wysypisko

PigOut’owe Podsumowanie Roku 2015

31/12/2015

Sty­czeń

 
Sty­czeń, czyli naj­nud­niej­szy mie­siąc roku. Przez pierw­sze dwa tygo­dnie prak­tycz­nie nic się nie działo, naj­pierw wszy­scy leczyli kaca po syl­we­strze, a kiedy już doszli do sie­bie, od razu ruszyli na siłow­nie reali­zo­wać posta­no­wie­nia nowo­roczne. Na szczę­ście po kilku dniach stra­cili moty­wa­cję i po woli wszystko zaczęło wra­cać do normy. Rok zaczę­li­śmy od stan­dar­do­wej prze­py­chanki o Wielką Orkie­strę Świą­tecz­nej Pomocy, a następ­nie obser­wo­wa­li­śmy prze­py­chankę gór­ni­ków z rzą­dem, czyli kla­syka. Odno­to­wa­li­śmy za to spory suk­ces w spo­rcie — Rafał Sonik wygrał rajd Dakar w kate­go­rii quadów. Przez kina prze­ta­czały się filmy nomi­no­wane do Oscara i dopiero “Upro­wa­dzona 3″ ofi­cjal­nie otwo­rzyła sezon block­bu­ste­rów. Rok zaczął się fatal­nie we Fran­cji, gdzie pod­czas ataku ter­ro­ry­stycz­nego na redak­cję tygo­dnika Char­lie Hebdo, zgi­nęło 12 osób.

 
Luty

 

W lutym tro­chę się roz­krę­ciło. Gene­ral­nie suk­ces gonił suk­ces. Naj­pierw nasi pił­ka­rze ręczni wywal­czyli brą­zowy medal na Mistrzo­stwach Świata. Mogło być nawet lepiej, ale Qatar czi­to­wał ile wla­zło, skła­da­jąc sobie dream team z pod­ku­pio­nych najem­ni­ków, a jak oni nie dawali rady, do akcji wkra­czali sędzio­wie i nawet nie kryli się z dru­ko­wa­niem. Następny w kolej­no­ści był Oscar dla “Idy”, któ­rego nie­stety prze­ga­piły aktorki gra­jące główne role, bo aku­rat poszły “przy­pu­dro­wać nosek”. Kropkę nad “i” posta­wił Natio­nal Geo­gra­phic przy­zna­jąc Alek­san­drowi Dobie tytuł Podróż­nika Roku. Nie bra­ko­wało też skan­dali. Za naj­więk­szym stał Kamil Dur­czok, który rościł sobie prawa do oso­bi­stego spraw­dza­nia “kom­pe­ten­cji” dzien­ni­ka­rek zatrud­nio­nych w TVN. Omena Men­sah i Beata Tadla coś o tym wie­dzą. Druga wtopa to pusz­cze­nie z dymem “mostu Łazien­kow­skiego”. Nie wia­domo do końca czyja to wina, więc uznajmy, że #wina­Tu­ska. Jedno prze­wi­nie­nie w tą czy w tamtą, wha­te­ver. Z kolei inter­net na wszel­kie spo­soby pró­bo­wał roz­k­mi­nić jakiego koloru jest sukienka, któ­rej zdję­cie wypły­nęło na Twit­te­rze. Do dziś nie otrzy­ma­li­śmy jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi. Kina prze­ży­wały oblę­że­nie gospo­dyń domo­wych, które waliły drzwiami i oknami na pre­mierę 50 twa­rzy Greya. Od tego momentu nie potra­fią na swo­ich part­ne­rów spoj­rzeć ina­czej niż wzro­kiem z pre­ten­sją. Też chcia­łyby dla odmiany dostać pej­czem po dupie, a nie tylko pra­nie i zmy­wa­nie. Poza tym w lutym naro­dził się PigOut.pl, czyli naj­lep­szy blog na świe­cie.

 

Marzec

 
Marzec zapa­mię­tamy głów­nie dzięki pol­skim model­kom, które jeź­dziły do Dubaju i przyj­mo­wały od szej­ków torebki za “klika kloc­ków”. Dosłow­nie. Nie chcę oce­niać, ale trzeba mieć nie­źle nasrane, żeby wybrać tak gów­niany spo­sób zara­bia­nia na życie. Pamię­tam, że dla uczcze­nia tego wyda­rze­nia uło­ży­łem nawet jed­no­wer­sowy wiersz: “Miał być Dubaj wyszedł KAŁ­kaz”. Wstydu #zagra­nico naro­bił też Jarek Kuź­niar, który tak mocno wydy­mał Wal­l­mart, że nawet Sasha Gray i Łysy z Braz­zers bili brawo. Inter­net mu nie zapo­mniał i do dziś wbija szpilę. Mój ulu­biony suchar z kanonu Jarek Kuź­niar poleca: “Wcho­dzę popsi­kać się w Sepho­rze, by nie pach­nieć cebulą”. Poza tym BBC zwol­niło Clark­sona, Pol­sat wje­chał na antenę z “Cele­bryty Splash” i kato­wał wido­kiem gru­bego rol­nika bez żony w kąpie­lów­kach, Monika Kuszyń­ska wygrała eli­mi­na­cje do Euro­wi­zji z naj­nud­niej­szą pio­senką od czasu występu Mietka Szcze­śniaka, a Sigo­uner Weaver shej­to­wała Annę Wen­dzi­kow­ską za brak zna­jo­mo­ści Jerzego Gro­tow­skiego, po czym nagle oka­zało się, że wszy­scy Polacy mają czarny pas w dzie­dzi­nie teatru. Oso­bi­ście musia­łem po nocach się douczać na Wiki­pe­dii. W marcu miały też miej­sce dwa nie­fajne wyda­rze­nia. Pierw­sze to roz­bi­cie samo­lotu Ger­man­wings przez pilota pyschola i kami­ka­dze w jed­nym, a dru­gie to poże­gna­nie kul­to­wego pisa­rza, Ter­rego Pra­chetta #RIP.

Kwie­cień

 
W kwiet­niu byli­śmy już na ostat­niej pro­stej przed wybo­rami pre­zy­denc­kimi, w związku z czym nie było dnia bez pod­śmie­chuj­ków z Mag­da­leny “Leszka Mil­lera” Ogó­rek. W kwiet­niu świat po raz pierw­szy usły­szał o pisa­rzu Michale Wit­kow­skim, ale nie za sprawą książki, a cza­peczki z logo SS, w któ­rej to poja­wił się na łódz­kim faszyzm weeku. W kwiet­niu świa­tło dzienne ujrzało nowe logo woje­wódz­twa pomor­skiego, czyli naj­droż­szy pro­jekt ever wyko­nany w pain­cie #90tysipln. W kwiet­niu Nata­lia Siwiec została twa­rzą kam­pa­nii “Płodny Polak”, gdzie jej rolą praw­do­po­dob­nie było dba­nie, aby w pomiesz­cze­niach do odda­wa­nia pró­bek nie two­rzył się korek. W kwiet­niu nie chcie­li­śmy prze­pu­ścić przez Pol­skę moto­ro­wej watahy wil­ków Putina, któ­rzy jechali w jakimś raj­dzie. Kwiet­niowy inter­net wygrał Wie­sław Wszywka ze swo­imi alko­te­stami #nie­bow­ziemi i Popek “z dam­skim narzą­dem rod­nym nad głową”. W kwiet­niu poli­cja wypu­ściła list goń­czy za Fro­giem, który mając w głę­bo­kim posza­no­wa­niu kodeks dro­gowy, przed­ri­fto­wał całą War­szawę. W kwiet­niu zmarł Bro­ni­sław Bar­to­szew­ski i jesz­cze w kwiet­niu (cyfrowo) zmar­twych­wstał Paul Wal­ker, dzięki pośmier­tel­nej roli w “Szyb­kich i wście­kłych 7″

Maj

 

W maju pre­zy­den­tem został Andrzej “ava­tar Kaczyń­skiego” Duda, który w II turze poko­nał Bro­ni­sława “szoguna/żyrandola” Komo­row­skiego. W poli­tyce mie­li­śmy jesz­cze debiut .Nowo­cze­snej, czyi par­tii– sza­lupy ratun­ko­wej dla toną­cej Plat­formy Oby­wa­tel­skiej. Cie­ka­wostką jest, że w momen­cie kiedy Polacy po raz pierw­szy usły­szeli o .Nowo­cze­snej, ta miała już 11% popar­cia. Weź to prze­bij. Wypły­nęło kolejne nagra­nie z afery Pod­słu­cho­wej. Tym razem gwiazdą była Elżu­nia Bień­kow­ska, która zasta­na­wiała się jak można być aż takim dege­ne­ra­tem żeby przy­jąć pracę za marne 6 koła? Prze­cież to star­czy ledwo na 3 prze­ciętne rachunki u “Sowy i przy­ja­ciół”. Na szczę­ście u “Sowy” nie trzeba pła­cić z pry­wat­nej kasy #ulga. Na bok­ser­skim ringu odbyła się naj­nud­niej­sza “walka stu­le­cia”. Floyd May­we­ather zwy­cię­żył z Man­nym Pacqu­iao przez zanu­dze­nie tech­niczne. W bar­wach Liver­po­olu ostatni mecz roze­grał Ste­ven Gerard #smu­te­czek. Świat żył trzę­sie­niem ziemi w Nepalu. 7,6 w skali Rich­tera. Zgod­nie z prze­wi­dy­wa­niami Monika Kuszyń­ska nie pod­biła Euro­wi­zji, w prze­ci­wień­stwie do filmu “Kung Fury”, który zro­bił szał na YouTube. W świe­cie gier bez­a­pe­la­cyj­nie rzą­dził “Wie­siek 3: Dziki Gon”, a w kinach poza­mia­tał nowy “Mad Max”.

Czer­wiec

 
W czerwcu na szer­sze wody wypły­nęła postać Zbi­gniewa Sto­nogi, który upu­blicz­nił w inter­ne­cie ste­no­gramy z afery pod­słu­cho­wej. Nie­stety nie były one aż tak sen­sa­cyjne jak się spo­dzie­wano. Naj­cie­kaw­szym momen­tem oka­zała się aneg­dotka z Domi­niką Kul­czyk, która dała się poznać jako fanka szyb­kich numer­ków w restau­ra­cyj­nych toa­le­tach. W spo­rcie rzą­dziła Bar­ce­lona, zdo­by­wa­jąc drugi try­plet w histo­rii klubu, ale nagłówki ukradł jej pre­zy­dent FIFA, Sepp Blat­ter, dając zła­pać się na korup­cji. Zła­pać dał się rów­nież Daniel Olbrych­ski, tyle że na podwój­nym gazie. Urze­kły mnie tłu­ma­cze­nia pana Daniela udzie­lone tele­wi­zji śnia­da­nio­wej: “wypi­łem tylko lampkę wina, poza tym jecha­łem tylko kil­ka­set metrów na stad­ninę, gdzie mia­łem prze­siąść się na konia. Zawszę tak robię”. Cudowne samo­za­ora­nie. Przy­po­mnę, że pan Daniel miał 0,9 pro­mila, czyli wię­cej niż wy będzie­cie mieli w syl­we­stra. Tema­tem zain­te­re­so­wał się Alek­san­der Kwa­śniew­ski, roz­py­tu­jąc na Twit­te­rze, gdzie można kupić wino z takim kopem? Skoro już zaha­czy­li­śmy o inter­net, warto wspo­mnieć, że w czerwcu na wyko­pie i kwejku naj­więk­szym powo­dze­niem cie­szyły się memy wyśmie­wa­jące kam­pa­nię “zdą­ży­łam zro­bić karierę, nie zdą­ży­łam zostać matką”. Pod­śmie­chujki skoń­czyły się dopiero po lega­li­za­cji homo­sek­su­al­nych mał­żeństw w USA i towa­rzy­szą­cej temu wyda­rze­niu, fali tęczo­wych pro­fi­ló­wek na fej­sie. Korzy­sta­jąc, że na topie są mniej­szo­ści sek­su­alne, do gry wkro­czył ojciec Kim Kar­da­shian, który oznaj­mił, że tak naprawdę jest kobietą i posta­no­wił uciąć sobie zaga­nia­cza. Świat dał mu owa­cję na sto­jąco, a Vanity Fair okładkę. Do kin weszły dwa filmy, które zaro­biły po miliar­dzie dolców — “Juras­sic World” i “Minionki”. Poza tym Maciej Zień wypro­wa­dził kasę z wła­snej firmy i uciekł z chło­pa­kiem do Bra­zy­lii.

Lipiec

 

W lipcu znowu zama­chy ter­ro­ry­styczne. Tym razem w Tune­zji. Polacy jako jedyni nie dali się zastra­szyć i impre­zo­wali w naj­lep­sze, kiedy nasza amba­sada pró­bo­wała ścią­gnąć ich do domu. Gre­cji skoń­czył się czas na spłatę dłu­gów, w związku z czym wpa­dli w lekki para­liż ban­ko­ma­towy. Europa stra­szyła, że wię­cej nie poży­czy, jeśli nie skoń­czą z 10-godzinnymi sie­stami i nie wezmą się w końcu do roboty, ale Grecy odpo­wie­dzieli, że taki chuj i wró­cili do pla­żo­wa­nia. Usły­szeli pod swoim adre­sem tro­chę gorz­kich słów, ale warto było prze­cze­kać, bo osta­tecz­nie ciotka Angela znowu syp­nęła gro­szem. W USA czarne chmury zebrały się na Bil­lem Cosby’m, który posta­no­wił prze­bić Dur­czoka i zmo­le­sto­wał nie kilka, a kil­ka­dzie­siąt kobiet #sta­ry­amoże. Z kolei 50 Cent wal­czył w sądzie tylko z jedną babką, ale wystar­czyło, żeby ogło­sił ban­kruc­two. Oczy­wi­ście to taka zmyła, żeby uchy­lić się od pła­ce­nia. W rze­czy­wi­sto­ści “fyfti” wciąż jest dziany jak skur­we­syn i “w drob­nych” nosi wię­cej hajsu niż my zoba­czymy przez całe życie. W Pol­sce tez było cie­ka­wie. Na pla­żach wybu­chła moda na para­wa­ning. Pomysł na tyle prze­bie­gły, że nawet Kuź­niar by się nie powsty­dził. Koń­czysz balet o 4 rano, wra­ca­jąc na kwa­terę zaha­czasz o plaże, gdzie roz­bi­jasz para­wan i tym samym rezer­wu­jesz miej­scówkę. Idziesz kim­nać, a kiedy po kilku godzi­nach wra­casz, czeka na Cie­bie naj­lep­sze miej­sce na plaży #czy­sty­ge­niusz. Geniu­szem za to nie popi­sał się fan “Gangu Alba­nii”, który pociął sobie mordkę a’la Popek. Powo­dze­nia przy szu­ka­niu pracy ziom. Jesz­cze głup­szy oka­zał się fan AC/DC, który w dro­dze na kon­cert posta­no­wił zro­bić sobie epic­kie sel­fie — pod­czas skoku z mostu Świę­to­krzy­skiego. Cóż, był to jego ostatni skok i ostat­nie sel­fie w karie­rze #dar­win. Lipiec w kinach był żało­sny. Mara­ton sequ­eli, a każdy oka­zy­wał się strasz­nym paź­dzie­rzem. Wciąż nie mogę prze­bo­leć jak kon­cer­towo został spie­przony nowy “Ter­mi­na­tor” #smu­te­czek.

Sier­pień

 

W sierp­niu wybuchł naj­więk­szy “social media kry­zys” w histo­rii pol­skiego fejs­buczka. Agen­cja odpo­wie­dzialna za obsługę pro­filu wódki Żyt­niej, chciała stwo­rzyć hehesz­ko­wego mema, ale dała ciała i użyła zdję­cia ze śmier­tel­nie postrze­lo­nym elek­try­kiem. Kry­tyka była tak duża, że Żyt­nia Extra do dzi­siaj nie zde­cy­do­wała się na reak­ty­wa­cję fan­pej­dżu. W sierp­niu z Placu Zba­wi­ciela osta­tecz­nie znik­nęła tęcza, co bar­dzo zmar­twiło wszyst­kich piro­ma­nów #nic­tak­pięk­nie­nie­pło­nie. Poza tym mie­li­śmy dwa skoki na kasę. Pierw­szy w wyko­na­niu tajem­ni­czego kon­wo­jenta, który skroił 8 baniek i mylił tropy w iście holy­wo­odz­kim stylu. Z kolei za dru­gim stała 60-letnia aktorka, która wbrew natu­rze i logice, posta­no­wiła pod­dać się zabie­gowi in vitro (co tro­chę kosz­tuje), a następ­nie przy­po­mniało jej się, że jest już tro­chę stara i jak jej pań­stwo nie dołoży, to bliź­nia­ków z eme­ry­tury nie utrzyma, w związku z czym popro­siła o pod­wyżkę #seem­sle­git. Rów­nież w sierp­niu zosta­łem bez mydła wydy­many przez Canal+, które mamiąc mnie wszyst­kimi meczami FC Bar­ce­lony, nadziało na minę zwaną “pakie­tem pre­stiż”, a kiedy już pod­pi­sa­li­śmy umowę, z powab­nej księż­niczki zmie­niło się w zapusz­czoną tirówkę i oznaj­miło, że FC Bar­ce­lony nie będzie (prawa prze­jęło Ele­ven Sports) i z tym pakie­tem pre­stiż to też tylko takie żarty (c+ sport2 i c+ disco­very płatne eks­tra). Poza tym Banksy otwo­rzył park paro­diu­jący Din­say­land, a do kin tra­fił jeden z lep­szych fil­mów roku, “Kryp­to­nim U.N.C.L.E.

Wrze­sień

 
We wrze­śniu tema­tem nr 1 stali się uchodźcy. Roz­pę­tała się wielka dys­ku­sja, czy powin­ni­śmy jakiś przy­jąć do Pol­ski i dla­czego tak mało/dużo? Ocena skali zależy od tego, po któ­rej stro­nie ma się sym­pa­tie poli­tyczne. W cza­sie, gdy wszy­scy deba­to­wali z bez­piecz­nej odle­gło­ści, czyli na fej­sie, jakaś rodzina uchodź­ców, którą mie­li­śmy już w kraju, posta­no­wiła sama zadbać o swoją przy­szłość, kro­jąc pod osłoną nocy samo­chód pro­bosz­czowi ze Śre­mia i ot tak po pro­stu ucie­ka­jąc do Nie­miec #nie­wdzięczni. W chwi­lach prze­rwy od uchodź­ców szu­ka­li­śmy zło­tego pociągu z Wał­brzy­cha. To miała być kwe­stia dni, baaa o zna­le­zi­sko upo­mniał się nawet Świa­towy Kon­gres Żydów LOL, więc wyda­wało się, że to już pewne, tym­cza­sem minęły kolejne mie­siące i złota jak nie było tak ni ma #oszu­ści. We wrze­śniu oka­zało się, że Volks­wa­gen w kwe­stii spa­lin kręci tak samo, jak kobiety w tema­cie wieku i wagi. I oni i one lubią zani­żać. Poza tym mie­li­śmy super zaćmie­nie Księ­życa, które chyba jakoś zadzia­łało na Lewego, bo chłop po wej­ściu z ławki w 9 minut huk­nął 5 bra­mek i to w dodatku Wol­fs­bur­gowi, czyli dru­ży­nie z mia­sta, gdzie sie­dzibę ma Volks­wa­gen. Jed­nak to prawda, że nie­szczę­ścia cho­dzą parami. Szczę­ście za to zago­ściło w Rado­miu. Otóż tam­tej­sze lot­ni­sko zna­la­zło jele­nia chęt­nego na loty. Eufo­ria trwała mie­siąc. Po tym cza­sie Czech Air­li­nes stwier­dził, że pier­doli taki biz­nes z dwoma pasa­że­rami na krzyż i zwija manele. I jesz­cze NASA ogło­siła, że jest woda na Mar­sie, co się aku­rat zbie­gło z kam­pa­nią rekla­mową filmu “Mar­sja­nin” #przy­pa­dek?. Do sprawy odniósł się Kwa­śniew­ski i napi­sał na Twit­te­rze: “Wiel­kie mi halo. W wodzie to się ryby #ruchajo. Daj­cie znać jak znaj­dzie­cie wodę pisaną przez o z kre­ską”.

Paź­dzier­nik

 
W paź­dzier­niku naj­grub­szym wyda­rze­niem oczy­wi­ście były wybory par­la­men­tarne, które w cuglach wygrał PiS. Od tego momentu, w kraju zaczęło się pie­kło. Po pierw­sze dla­tego, że z kana­łów zaczęły wypeł­zać stwory w stylu Macie­re­wi­cza i posłanki Paw­ło­wicz, a po dru­gie, bo do pieca dodali mło­dzi, piękni i wykształ­ceni z wiel­kich ośrod­ków, któ­rzy nagle zain­te­re­so­wali się poli­tyką. Kiedy rzą­dziło PO, mło­dzi, piękni i wykształ­ceni mieli wszystko w dupie. Ich głów­nym pro­ble­mem był zbyt duży wybór posy­pek do kawy w Star­bu­niu, a kiedy ktoś z ich zna­jo­mych pisał na fej­sie coś o poli­tyce, w sekundę sza­cho­wali go komen­ta­rzem: “nie podoba się to wyjedź”. Po wybo­rach sytu­acja się odwró­ciła, ale mło­dzi, piękni i wykształ­ceni zamiast spa­ko­wać się i po cichu wyje­chać, sami zaczęli pisać o poli­tyce. 3 razy wię­cej niż wcze­śniej robili to sta­rzy, brzydcy i nie­wy­kształ­ceni. Dzień bez udo­stęp­nie­nia arty­kułu z Washing­ton Post kry­ty­ku­ją­cego pol­ski rząd, dniem stra­co­nym. Pochodną wybo­rów jest tez afera wokół Try­bu­nału Kon­sty­tu­cyj­nego. W skró­cie cho­dziło w niej o to, że PO chciało nie­le­gal­nie powo­łać dwóch sędziów, a PiS trzech. To tro­chę tak jakby pod prysz­ni­cem w wię­zie­niu napa­dło Cie dwóch typów, z któ­rych pierw­szy chciałby Cię zgwał­cić oral­nie, a drugi anal­nie. Gene­ral­nie przy obu sce­na­riu­szach prze­gry­wasz. Jed­nak zda­niem więk­szo­ści Pola­ków tylko jedna par­tia pole­ciała w kulki z Try­bu­na­łem Kon­sty­tu­cyj­nym. BTW gwałty analne trwają do dziś. Gdy­by­śmy w paź­dzier­niku zało­żyli w prze­glą­darce filtr anty­po­li­tyczny, zosta­łyby nam prak­tycz­nie same memy z Kwa­chem #40%. Jed­nak nasi pozo­stali “byli” pre­zy­denci też mieli swoje 5 minut. Otóż Bolek i Żyran­dol poje­chali na chał­turę do USA i za dar­mowy prze­lot + kilka dolców kie­szon­ko­wego zgo­dzili się zapo­zo­wać z logo Cinkciarz.pl, czyli nowym spon­so­rem Chci­cago Bulls. Posia­dacz poko­jo­wej nagrody Nobla twa­rzą Cink­cia­rza #face­palm. Pasuje jak jogurt tru­skaw­ko­wych do kiszo­nych ogór­ków. Cho­ciaż w sumie nie. Prze­cież Lechu nie takie numery ma na kon­cie #sel­fiez­du­baju. Naj­waż­niej­szym wyda­rze­niem w spo­rcie był awans kadry na przy­szło­roczne euro. Ledwo ledwo wyszli­śmy z grupy, gdzie za prze­ciw­ni­ków mie­li­śmy takie tuzy jak Gru­zja, Gibral­tar i Szko­cja, ale nastroje są bojowe. Drżyj Europo! W kinach rzą­dził “Mar­sja­nin”, czyli kolejny film, w któ­rym świat musiał rato­wać Matta Damona. Z kolei radia kato­wały nas nową pio­senką Adele. Pierw­sze 10 tysięcy odtwo­rzeń było nawet spoko, ale w pew­nym momen­cie “Hello” zaczęło brzmieć jak “Last Chri­st­mas”. Nie­zręcz­no­ścią mie­siąca popi­sał się Bogu­sław Linda mówiąc, że “Łódź to mia­sto żuli”. Następ­nego dnia, kiedy łodzia­nie obu­dzili się na kacu w przy­droż­nych rowach i usły­szeli, co powie­dział Linda, zro­biło im się taaaaak bar­dzo przy­kro, że z żalu cof­nęło im się tanie wino skon­su­mo­wane na śnia­da­nie.

EDIT: Zapo­mnia­łem o tacie Kim Kar­da­shian, który uciął sobie zaga­nia­cza i tyle wystar­czyło, żeby zostać kobietą roku. KOBIETĄ ROKU! Jed­nak to jest nie­zręcz­no­ścią mie­siąca.

Listo­pad

 
Naj­gło­śniej­szym, hmmm to chyba nie­zbyt dobre okre­śle­nie, wyda­rze­niem o naj­więk­szej sile raże­nia, kuźwa jesz­cze gorzej. Naj­bar­dziej wstrzą­sa­ją­cym (sorry, nie da się łagod­niej) wyda­rze­niem była seria zama­chów ter­ro­ry­stycz­nych we Fran­cji. Ogromna tra­ge­dia, zde­cy­do­wa­nie zasłu­gu­jąca na chwilę reflek­sji, ale mega słabe jest zamie­nia­nie współ­czu­cia w lans na fej­sie, a tak wła­śnie się stało. Fejs­buk zato­nął w morzu empa­tii wyra­żo­nej przez pro­fi­lówkę we fran­cu­skich bar­wach. Dla fran­cu­zów te pro­fi­lówki zna­czyły mniej wię­cej tyle, co lajki dla głod­nych afry­kań­skich dzieci, ale who cares? Grunt, że zna­jomi polu­bili i teraz wie­dzą jakie mamy dobre ser­duszko. Blo­gerka “Madame Edith” poszła w swoim współ­czu­ciu jesz­cze dalej i na wieść o zama­chach pozwo­liła sobie na mocno emo­cjo­nalny wpis: “Dziś wsta­łam po siód­mej. Jak tylko prze­czy­ta­łam w inter­ne­cie, co się stało w nocy w Paryżu zamar­łam. Poszłam po cro­is­santy i fran­cu­skie kon­fi­tury na śnia­da­nie.” Brawo Edith! Mam nadzieję, że gdyby Pol­skę coś takiego spo­tkało (tfu! tfu!), to #zagra­nico też wszy­scy wyrwa­liby o świ­cie po oscypki i pie­rogi. Nie­stety “współ­czu­jąca pro­fi­lówka” podob­nie jak serek wiej­ski ma ogra­ni­czoną datę waż­no­ści i po jakimś cza­sie trzeba było ją zmie­nić na foteczkę z moty­wem z Gwiezd­nych Wojen. W końcu Lord Vader też zasłu­guje na wspar­cie.
Na naszym podwórku duże emo­cje budził Marsz Nie­pod­le­gło­ści. Wszy­scy się zasta­na­wiali, czy będzie burda? Niby zmie­niła się wła­dza, ale ciężko prze­wi­dzieć czy o taką zmianę cho­dziło. Czy coś zapło­nie? Ale co, skoro nie ma już tęczy? I czy będzie jakaś eska­la­cja nie­na­wi­ści wobec uchodź­ców? Oka­zało się, że strach ma wiel­kie oczy. Marsz był poko­jowy jak Nobel dla Obamy, a na koniec wszy­scy skoń­czyli w budzie z keba­bem u zaprzy­jaź­nio­nego uchodźcy, czyli luzik. W ogóle mar­sze ostat­nio stały się naszym koni­kiem. W listo­pa­dzie do życia został powo­łany Komi­tet Obrony Demo­kra­cji, który posta­no­wił, że na każdy PiSow­ski zamach na kon­sty­tu­cję, odpo­wie wła­śnie mar­szem. I tym spo­so­bem ludzie masze­rują śred­nio co 3 dni. Kon­sty­tu­cji może i nie obro­nią, ale przy­naj­mniej będą zdrowsi #endo­mondo.
Listo­pad był też cza­sem poszu­ki­wań. Poszu­ki­wana była tajem­ni­czo zagi­niona 26-letnia pozna­nianka, Ewa Tyl­man oraz ści­gany listem goń­czym, naj­młod­szy pol­ski milio­ner, Piotr Kaszub­ski. Nie­stety w obu śledz­twach jedy­nym rezul­ta­tem była kom­pro­mi­ta­cja pol­skiej poli­cji, która przy spra­wie Ewy pozwo­liła detek­ty­wowi Rut­kow­skiemu robić medialną szopkę a Kaszub­skiego nie potra­fiła zła­pać, cho­ciaż ten codzien­nie wrzu­cał nowe sta­tusy na fejsa i pro­wa­dził rela­cję live na snap­cha­cie. Gdyby Tyl­man albo Kaszub­ski mieli nie­za­pła­cony man­dat, zna­leź­liby ich w 3 sekundy.
W spo­rcie naj­gło­śniej była o Radwań­skiej, która wygrała tur­niej w Sin­ga­pu­rze, cho­ciaż jedną nogą była już na wylo­cie oraz Kari­mie Ben­ze­mie, który wystar­to­wał z nowymi biz­ne­sami — dys­try­bu­cją ama­tor­skiego #porno, nego­cja­cjami z prze­stęp­cami i win­dy­ka­cją hara­czy. Real Madryt musi naprawdę mar­nie pła­cić, skoro pił­ka­rze chał­tu­rzą na boku.
W kul­tu­rze też nikt nie spał. Naj­pierw gruch­nęło, że Bagiń­ski nakręci w Hol­ly­wood nową, wyso­ko­bu­dże­tową wer­sję Wiedź­mina #jaranko, następ­nie Char­lie Sheen wyko­nał per­for­mance, od któ­rego tysiącom fanek zaczęło szyb­ciej bić serce i łzy pocie­kły po policz­kach. Otóż Char­lie przy­znał, że ma HIV i pora­dził wszyst­kim #prze­lot­nie pozna­nym na hote­lo­wych liba­cjach i klu­bo­wych impre­zach fan­kom, iść się prze­ba­dać. Kro­peczką nad “i” była pre­miera nowego Bonda, który tak bar­dzo spodo­bał się Macie­re­wi­czowi, że też zapra­gnął mieć swo­jego wła­snego “M” i z tej oka­zji zatrud­nił na asy­stenta 20-letniego gimba Edmunda.

Gru­dzień

 
W grud­niu oczy­wi­ście naj­więk­szym hitem było posor­to­wa­nie Pola­ków przez Kaczyń­skiego. Co prawda wypo­wiedź była wyrwana z kon­tek­stu, ale kto by się przej­mo­wał? Tysiące Pola­ków chwy­ciła słowa w locie i sama przy­kle­iła sobie łatkę #naj­gor­sze­go­sortu, zysku­jąc tym samym +10 do respektu na dzielni. Naj­bar­dziej z całej sytu­acji ucie­szyli się sprze­dawcy hehesz­ko­wych koszu­lek, dla któ­rych święta w tym roku przy­szły wcze­śniej #ban­kro­zbity.
W poli­tyce nie było dnia bez Ryśka Swe­tru, który stał się alfą i omegą w każ­dej dzie­dzi­nie. Ter­mi­narz Ryśka w grud­niu wyglą­dał nastę­pu­jąco: 8 rano — gość w Tok FM, 9 rano — gość w Pyta­niu na śnia­da­nie, 11 — gość w TVN24, 13 — Pol­sat News, 17 — TVP Info, 19:30 — Fakty po Fak­tach, 20:15 — Kropka nad i, 22 — Szkło Kon­tak­towe, 23:30 — Twoja lodówka. I tak do zaje­ba­nia. Jesz­cze z poli­tycz­nych, z posadą w MON-ie poże­gnał się Edmund #smu­te­czek. Wła­śnie wspól­nie z Anto­nim prze­szli “Wiedź­mina” i Mun­dek chciał zapy­tać “to w co teraz pogramy?”, ale w odpo­wie­dzi usły­szał coś takiego: “Sorry Mun­dek, ale Jarek nie pozwala mi Cię zatrzy­mać, ale nie martw się. Skoro Donek mógł dać Krzy­wo­nos 6,5 tys. eme­ry­tury, to ja tym bar­dziej mogę dać Ci 10 koła kie­szon­ko­wego. No, tylko nie wydaj na głu­poty. Poza tym jesteś dobry dzie­ciak, więc masz zakle­pane miej­sce w schro­nie jak już będę miał ato­mówkę. No, a teraz leć, ale pamię­taj, że wie­czor­kiem, jak już odro­bisz lek­cje, stan­dar­dowo łapiemy się na necie, na par­tyjkę w Bat­tle­fronta”.
Z posadą poże­gnał się też Jose Murinho, który (znowu) został dys­cy­pli­nar­nie wypier­do­lony z Chel­sea za wyniki na pozio­mie Lecha Poznań z początku sezonu. Pozo­sta­jąc w spo­rcie, po 9 latach domi­na­cji, mistrzow­ski pas stra­cił Wład­mir Kliczko, który dostał ostro po ryju od Tysona Fury’ego. Była to pierw­sza od 12 lat porażka Kliczki. Przy­szła kry­ska na maty­ska. Potężną klu­skę w pysia zali­czył też Michał Materla, który prze­grał przez knoc­kout z Mame­dem Cha­li­do­wem w KSW. Lepiej poszło naszym pił­kar­kom ręcz­nym. Drugi raz z rzędu zdo­były 4 miej­sce na Mistrzo­stwach Świata. Wiel­kim fuc­ku­pem zakoń­czyły się za to wybory Miss Uni­verse, gdzie pro­wa­dzący, zwy­cięż­czy­nią ogło­sił Miss Kolum­bii, po czym oznaj­mił, że jeb­nął się w obli­cze­niach i tytuł tra­fia jed­nak do Miss Fili­pin. Ponoć koleś ma też pro­wa­dzić przy­szło­roczną cere­mo­nię Osca­rów i już zaciera ręce na myśl o strol­lo­wa­niu Leonardo DiCa­prio. Apro­pos Osca­rów, odpo­wied­nik tej nagrody w świe­cie gier, tra­fił w grud­niu do Wiedź­mina 3, który tym samy zgar­nął wszystko co się dało i total­nie zaorał kon­ku­ren­cję. Brawo CD Pro­jekt.
W inter­ne­cie rzą­dziły memy ze zmie­sza­nym Tra­voltą, a w kinach roz­pier­du­chę zro­biła naj­now­sza część Gwiezd­nych Wojen, któ­rej wystar­czyło 10 dni, żeby zgar­nąć miliard dolców. Uczci­wie zaro­biona kasa. Moc jest silna w VII epi­zo­dzie.
Co prawda, nie ma tego na gra­fice, ale rzu­tem na taśmę do grud­nia zała­pał się wywiad ze Zdzi­sła­wem Krę­ciną, z któ­rego dowie­dzie­li­śmy się, że pan Zdzi­sław 95% alko­holu wypił służ­bowo. Grubo. Sprawę sko­men­to­wał Kwa­śniew­ski, pisząc na Twit­te­rze: “Naj­waż­niej­sze to robić w życiu co się kocha, a jak jesz­cze za to płacą to już w ogóle bajka. Brawo Zdzi­siu.“
Nie­stety w grud­niu poże­gna­li­śmy też legendę cięż­kiego gra­nia, Lem­mego Kil­mi­stera, woka­li­stę kul­to­wego Motor­head, który w tydzień wypi­jał tyle, co Kwa­chu i Krę­cina przez całe życie i mimo nie­wyj­ścio­wej mordki, dał radę zba­ła­mu­cić wię­cej kobiet niż Char­lie Sheen i Dan Bil­ze­rian razem wzięci. RIP Lemmy.
Taki wła­śnie był 2015.

A to widziałeś?