Wysypisko

PigOut vs Beyond Burger

17/04/2019

Brace your­self, fej­kowe mięso is coming. Kon­kret­nie cho­dzi o to, że jeden ame­ry­kań­ski start up, wymy­ślił sobie, że stwo­rzy ide­alną replikę mięsa, która będzie 100% vege. Jak dla mnie marze­nia ścię­tej głowy, a jed­nak jakimś cudem udało im się wcią­gnąć w pro­jekt m.in. Leonardo Di Caprio oraz Billa Gatesa, któ­rzy dorzu­cili do skar­bonki po kilka milio­nów dolców. O dziwo oka­zało się, że ten start up nie jest żadną pira­midą finan­sową, tylko fak­tycz­nie grupka ludzi zamknęła się w piw­nicy i zaczęła eks­pe­ry­men­to­wać z warzy­wami, aż w końcu po roku wyszli na powierzch­nie i powie­dzieli: „Kurła, mamy to!”.

Ich dzieło nosi nazwę Bey­ond Bur­ger i rze­komo wygląda, pach­nie oraz sma­kuje jak praw­dziwe mię­cho. Baaa podobno nawet tak samo pusz­cza soki. Ja oczy­wi­ście do takich spraw pod­cho­dzę bar­dzo scep­tycz­nie, więc czy­ta­jąc o tym, z auto­matu wysze­dłem z zało­że­nia, że to bujda na reso­rach. Ot vege ludzie wkrę­cili sobie auto­su­ge­stię, że ich pulpa warzywna sma­kuje jak mię­cho i tej myśli się despe­racko trzy­mają. W końcu cze­goś muszą. Dla mnie zna­czy to tyle, co nic. Prawda jest taka, że tylko mię­so­żerca jest w sta­nie to zwe­ry­fi­ko­wać. Pro­blem w tym, że wyna­la­zek nie jest dostępny w Pol­sce. Poprawka, nie był dostępny do zeszłego tygo­dnia, kiedy to sieć wegań­skich bur­ge­rowni Kro­wa­rzywa, posta­no­wiła wpro­wa­dzić go do swo­jego menu.

Co prawda w Kro­wie­rzy­wej już kie­dyś byłem <klik> i po tym, jak zamó­wi­łem “Cie­cio­rexa”, a dosta­łem “Kar­to­nix po butach”, zakli­na­łem się, że moja noga wię­cej tam nie posta­nie, jed­nak sami widzi­cie, że oko­licz­no­ści tro­chę się zmie­niły. Gdy­bym nie poszedł oso­bi­ście spraw­dzić, jak bar­dzo Leo Di Caprio wto­pił hajs, z cie­ka­wo­ści jak nic zniósł­bym jajo. Tak więc poszedłem.

Na dzień dobry dosta­łem obu­chem w łeb, bo oka­zało się, że Bey­ond Bur­ger to impreza, za którą trzeba zabu­lić 29 zło­tych, czyli drogo w CH. Od tej kwoty zaczy­nają się dwu­pię­trowe skur­wole w dobrych bur­ge­row­niach na mie­ście, więc tym bar­dziej żal. Z dru­giej strony w tej cenie trzeba opła­cić Start Up, Leosia, Bill Gatesa i jesz­cze Kro­wa­rzywa musi nali­czyć sobie marżę, więc powiedzmy, że rozu­miem. Ot taka cena prototypu.

Przejdźmy do składu. Otóż pulpa mię­so­po­dobna została ule­piona z bobu, skrobi ziem­nia­cza­nej, oleju koko­so­wego i białka pozy­ska­nego z gro­chu. Glu­ten free, zero GMO, hel­thy food by Ann i tego typu kli­maty. Z kolei “krwi­stość” imi­tuje wpusz­czony do środka sok z buraka. Za cho­lerę nie brzmi to sek­sow­nie, ale nie nasta­wiajmy się z góry na NIE!.

Kro­wa­rzywa dodała od sie­bie sałatę, ogórka, cebulę, paprykę, bułę, ostry sos pomi­do­rowy i jakies kiełki. Biorę gryza… i w pierw­szym odru­chu macham Madzi głową, że nope, to nie jest mięso, mis­sion fail. Pierw­szy kęs miał smak dymu albo cze­goś wędzo­nego, ale nie mogłem za bar­dzo tego ziden­ty­fi­ko­wać. Już mam roz­ma­zać kanapkę na witry­nie knajpy, bo #oszu­kujo, wtem do mózgu dociera impuls z infor­ma­cją, że kubki sma­kowe wykryły smak przy­po­mi­na­jący mięso. Coś w stylu naj­tań­szego ham­bur­gera z Bur­ger Kinga (love Bur­ger King, ale mam wra­że­nie, że ostat­nio jakość pole­ciała 🙁 ). No to podej­ście numer dwa. Odse­pa­ro­wa­łem pesu­do­mię­cho od reszty dodat­ków, wyłą­czy­łem uprze­dze­nia, ugry­złem i… serio coś w tym jest. Gdyby to był ślepy test i total­nie nie wie­dział­bym, z czym mam do czy­nie­nia, uznał­bym, że to bur­ger z jakieś pod­rzęd­nej knajpy na Cen­tral­nym… ale mię­sny, czyli jakby nie patrzeć test zali­czony. Sma­kuje to, jak buda zmie­lona razem z psem, ale w uni­wer­sum wege­ta­rian fak­tycz­nie może być to naj­lep­sza strawa ever, wszak nic bliż­szego mięsu nie znajdą. Minusy są takie, że pulpa struk­turą jest dość daleko od ory­gi­nal­nej gril­lo­wa­nej woło­winy. Według mnie za bar­dzo zbita i sprę­ży­sta. Ponadto nie odno­to­wa­łem “pusz­cza­nia soków”. Ści­ska­łem, przy­gnia­ta­łem poślad­kiem, a i tak nic nie pocie­kło, więc w kwe­stii krwa­wie­nia -> ściema. Nato­miast jeśli cho­dzi o dozna­nia cało­ściowe, czyli pulpa + dodatki + bułka + sos, wypada to cał­kiem spoko. Warzywa świeże (prop­suję), buła mię­ciutka (prop­suję), sos cał­kiem fajny (ale w bur­ge­row­niach mają lep­sze). Ogól­nie w miarę to ze sobą współ­grało. Zja­dłem bez pła­czu, plu­cia i gróźb karal­nych pod adre­sem kucharza.

Przy­znaję, że nie tak miał wyglą­dać ten wpis #Hejt­Miał­Być, ale uczci­wie muszę przy­znać, że Bey­ond Bur­ger to cał­kiem nie­głupi pro­jekt. Takie 3 na szy­nach w mię­snej skali do 6. Gdyby dodać ser i bekon mogło być znacz­nie lepiej. W żad­nym wypadku nie jest to ocena, która spra­wia, że będąc na pijac­kiej gastro fazie, będę brał Bey­ond Bur­gera pod uwagę, jako poten­cjalną opcję szam­kową, ale wyobraźmy sobie, że kie­dyś Unia Euro­pej­ska wpro­wa­dzi regu­la­cje, według któ­rych, jeśli chcę prze­trą­cić prze­chuj­bur­gera, to wcze­śniej sam muszę zaciu­kać krowę. Wia­domo, że przy takim sce­na­riu­szu, w mig skoń­czy­łoby się moje mię­sne gwiaz­do­rze­nie i był­bym pierw­szy w kolejce do Kro­wy­rzy­wej. Tak więc prop­suję ideę szu­ka­nia alter­na­tywy dla praw­dzi­wej mućki i mimo iż sam pozo­staję w #TeamWół,Ser&Bekon, dobrze mieć koło ratun­kowe na wypa­dek, gdyby przy­szłość nie poszła po mojej myśli. Pro­jekt wymaga popra­wek, ale Start Up i Leoś idą dobrą drogą.

P.S. Kurła nadal jestem w szoku, że ta wizyta nie skoń­czyła się kata­strofą i wyla­niem wia­dra pomyj. Nie ma bata, tam musi być coś jesz­cze oprócz bobu.

P.S.S. I jesz­cze, żeby uciąć ewen­tu­alne puka­nie się w głowę, po kiego wała wege szu­kają zamien­ni­ków mię­cha? -> “Prze­cież to bez sensu! Skoro gar­dzą mię­chem, to niech wpier­da­lają kala­repę, a nie zawra­cają czło­wie­kowi gitarę”. Już to tłu­ma­czy­łem w innym wpi­sie <klik>, ale tak na szybko -> roz­cho­dzi się o to, że więk­szość z nich wcale nie gar­dzi sma­kiem mię­cha, tylko spo­so­bem jego pozy­ski­wa­nia, ot takie tam etyczne roz­k­minki. Niby pro­ste moty­wa­cje, a jed­nak potrze­bo­wa­łem kilku lat, żeby przy­jąć to do wiadomości.

A to widziałeś?