Wysypisko

Najlepszy prezent urodzinowy ever

10/07/2017

Ostat­nio posze­dłem po radę do star­szego, doświad­czo­nego kolegi w spra­wie pre­zentu uro­dzi­no­wego dla Madzi.
– Ej zią, co można kupić oso­bie płci żeń­skiej, która ma już wszystko i nie licząc waka­cji na Bora Bora, Audi Q7 i seg­mentu oto­czo­nego lasem i to naj­le­piej w cen­trum War­szawy, nie ma żad­nych marzeń?
– Kup jej depi­la­tor lase­rowy!
– Co? Pogięło Cię? Prze­cież to gwa­ran­cja kata­strofy. Dajesz pre­zent, patrzysz jak otwiera, po czym spo­dzie­wasz się łez rado­ści, a tu taaaaki chuj, bo są tylko łzy pre­ten­sji i tekst: “Depi­la­tor? Czyli według Cie­bie jestem zaro­śnięta jak plecy osie­dlo­wego sprze­dawcy keba­bów? <i szloch>.

Ta krótka wizu­ali­za­cja wystar­czyła, żebym mu powie­dział:
– Sam se kup, ja dzię­kuję, postoję.… ale tak z cie­ka­wo­ści, ile on kosz­tuje?
– Dwa i pół koła
– What? Ty naprawdę ochu­ja­łeś na sta­rość! Nie lepiej kupić drona, a wło­sie rwać pęsetą?

I wyobraź­cie sobie, że mój koleżka fak­tycz­nie kupił ten depi­la­tor swo­jej mał­żonce. Ale, ale. Chciał, żeby to była nie­spo­dzianka, więc wymy­ślił nie­cny plan wywie­zie­nia w week­end rodziny do cen­trum han­dlo­wego i kiedy już wyto­czyli się z fury na par­king, odwa­lił tak:
– Dar­ling weź dzie­ciaki i kie­ruj­cie się w stronę Ker­fura. Ja szybko sko­czę do Saturna, bo muszę kupić myszkę do lapka, ale zaraz was dogo­nię, OK?
OK!

No i mał­żonka poszła z dzi­cia­kami pod pachą w prawo do Kerfa, a on w lewo do Saturna, zaha­cza­jąc wcze­śniej o SKOK Stef­czyka, co by otwo­rzyć linię kre­dy­tową na ten nie­przy­zwo­icie drogi depi­la­tor. Udało się, dostał pożyczkę, cho­ciaż musiał zadłuż się na 3 poko­le­nia do przodu, ale kto by tam zawra­cał sobie głowe pier­do­łami, co nie? W każ­dym razie jak już miał hajs od lichwia­rza, pole­ciał szybko na sklep po depi­la­tor, następ­nie do kasy, zapła­cił, ski­trał depi­la­tor do ple­caka, gene­ral­nie wszystko szło jak z płatka i miał juz wra­cać do żony, wtem zatrzy­muje go sprze­dawca z Saturna i mówi: “Hola, Hola, zapo­mniał Pan o tym” i w tym miej­scu wska­zuje na 15 zgrze­wek Frugo (taka pro­mo­cja). Kum­pel przez kil­ka­na­ście dłu­gich sekund stał jak wryty i nie ogar­niał, co się dzieje, ale po chwili cho­mik w jego gło­wie zaczął cze­sać kółka na karu­ezli jak sza­lony i pod­rzu­cił mu naj­lep­szy pomysł ever, czyli: “Bie­gnij do samo­chodu i spa­kuj szybko towar do bagaż­nika. Nikt nie zauważy! Trust me, w końcu masz Tico”. Tak tez uczy­nił, nie­stety pech spra­wił, że na par­kingu nadział się na żonę. Nadal nie chciał spa­lić nie­spo­dzianki, dla­tego zapy­tany: “Hej Tomasz, dla­czego cią­gniesz za sobą pale­ciaka z 15 zgrzew­kami Frugo?”, odpo­wie­dział: “Kocha­nie, nie uwie­rzysz co mi się przy­tra­fiło” i tutaj zaczął coś bre­dzić, że był kon­kurs dla ludzi, któ­rzy kupią myszkę i on wygrał, coś tam coś tam. Żona oczy­wi­ście zamiast się ucie­szyć, zaczęła drą­żyć temat i pytać: “Taaa, to gdzie ta myszka?”, na co ten w stre­sie powie­dział, że “Fuck, chyba zosta­wi­łem przy kasie”, po czym uda­wał, że po nią wraca, a naprawdę zro­bił kolejny wjazd na sklep po myszkę. Tak czy siak jeba­niutki wybrnął. Mał­żonka nadal nie wie o depi­la­to­rze. Nie wiem, jak wy, ale ja to sza­nuję. I dziew­czyny, sza­nuj­cie swo­ich “dzia­dów”, bo nawet nie wie­cie, jak oni się dla was poświęcają.

 

Zdję­cie: https://www.modernmom.com

A to widziałeś?

Brak komentarzy

Leave a Reply