Wysypisko

Last Month- Styczeń 2022

01/02/2022
Dopie­ro co odli­cza­li­śmy do Syl­we­stra Marzeń a tu już koniec stycz­nia.  Nowy ład, nowe posta­no­wie­nia, pią­ta fala COVI­Da, wichu­ry nad Pol­ską. Nic tyl­ko się pociąć. Ale, ale poni­żej prze­gląd tego co dobre­go wyda­rzy­ło  się w cią­gu ostat­nich 30 dni. Pereł­ki wydaw­ni­cze, seria­le god­ne pole­ce­nia i 10 nowych powo­dów żeby nie przejść na wycinkę.

Seriale:

Cobra Kai nadal jest wspa­nia­łe. Czwar­ty sezon łyk­nię­ty w jeden dzień i teraz wiel­ki ból, że zno­wu rok cze­ka­nia na kolejny.
Na czym pole­ga feno­men tego seria­lu? — zapy­ta­cie — sko­ro tak na dobrą spra­wę jest to ultra low budże­to­wy tytuł, z drew­nia­nym aktor­stwem i z bar­dziej fej­ko­wym kara­te niż boob­sy… albo dobra, odpu­ść­my sobie body szejming.
Cóż, powo­dów jest kilka.
  • Pri­mo nostal­gia -> wehi­kuł cza­su -> kto za mło­du nie jarał się Kara­te Kidem? Sły­szysz intro i boom, zno­wu jesteś w bez­tro­skich latach ’90 (przy­naj­mniej ja oglą­da­łem w 90′) #naj­le­piej
  • Dru­gie pri­mo -> odwró­ce­nie sche­ma­tu -> oto dosta­je­my histo­rię typa, któ­re­go nie cier­pie­li­śmy w dzie­ciń­stwie i trzy­ma­li­śmy kciu­ki, żeby Daniel LaRus­so spu­ścił mu łomot, wtem 30 lat póź­niej oka­zu­je się, że nie­ogar­nię­ty John­ny Law­ren­ce jest nam znacz­nie bliż­szy niż ą ę Daniel LaPipa
  • I tu zaha­czy­li­śmy o powód nr trzy -> czy­li LaPi­pa i inne zawa­diac­kie dis­sy, któ­re scho­dzą w serialu
  • Czte­ry -> melo­dra­ma­tycz­ny sto­ry­tel­ling. Twór­cy krę­cą nami jak fin­ger spin­ne­rem i tak sta­wia­ją akcen­ty, że co jakiś czas dosta­je­my jebla i stwier­dza­my, że postać któ­rej kibi­co­wa­li­śmy to jed­nak szu­ja jest i od teraz kibi­cu­je­my komuś inne­mu. Raz dosta­je­my kon­flikt dobra ze złem, po chwi­li bogo­le kon­tra bie­do­ki, następ­nie peł­ne rodzi­ny vs sie­ro­ty, a na koń­cu skrom­ność i roz­wa­ga vs lans i poryw­czość. I łyka­my to jak pelikany.
  • Pięć -> bo to uro­cze, że po kil­ku lek­cjach wszyst­kie dzie­cio­ry w mie­ście umie­jo w kara­te i jak docho­dzi do bójek, to one nie zmie­nia­ją się w cha­otycz­ne szar­pa­ni­ny, tyl­ko wszy­scy legit­nie trzy­ma­ją pozy­cje i wypro­wa­dzją cio­sy zgod­nie z nauka­mi sen­se­ia… i żodyn nie pali papie­ro­sków za szkołą
  • Sześć -> Impe­rium kontr­ata­ku­je -> Cobra Kai z sen­se­iem Joh­nem Kre­esem jest tak samo kozac­kie jak impe­rium z Dar­them Vade­rem. Mają zaje­biasz­cze logo, extra czar­ne kimo­na ze zło­ty­mi akcen­ta­mi i są tak źli, że życzysz im nadep­nię­cia na klo­cek Lego… czy­li to rezo­nu­je. I o to chodzi.
  • Sie­dem -> wywra­ca­nie plan­szy do góry noga­mi -> wro­go­wie zawią­zu­ją soju­sze, przy­ja­cie­le idą na woj­nę i tak w kół­ko. I łyka­my to jak pelikany.
  • Osiem -> kró­li­ki z kape­lu­sza -> kie­dy wyda­je nam się, że zbli­ża­my się do koń­ca tej opo­wie­ści, nastę­pu­je boom i poja­wi się postać ze sta­re­go KK and here we go again
  • Dzie­więć – Kamil Glik cał­kiem faj­nie wypa­da w roli John­ne­go Law­ren­ca, acz­kol­wiek przy­cze­pił­bym bym się, że o obce­go dzie­cia­ka dba bar­dziej niż o swojego
  • Dzie­sięć -> seria­lo­wy dzie­ciak Kami­la Gli­ka ma tak najn­ti­so­wą mord­kę, że ja nawet nie. Nor­mal­nie ile razy go widzę, tyle razy przed ocza­mi sta­je mi dzie­ciak Davi­da Has­sel­hof­fa w Bay­wat­chu. W tam­tych cza­sach wszy­scy seria­lo­wi nasto­lat­ko­wie tak wyglądali.
Tak że sami widzi­cie, że Cobra Kai na prop­sie. Uwiel­biam. I nawet to, że doro­śli zacho­wu­ją się jak umy­sło­we ame­by nicze­go tutaj nie zmie­nia. Do obej­rze­nia na Netflixie.
A tego lepiej nie oglą­dać “Far­ma” na Pol­sa­cie:

Swe­go cza­su narze­ka­łem na maso­wość i płyt­kość pro­gra­mów typu Hotel Para­di­se, któ­re wyglą­da­ją, jak­by pro­du­cen­ci wypo­sa­że­ni w siat­ki na moty­le wbi­li na ran­do­mo­wą siłow­nię i urzą­dzi­li łapan­kę tre­ne­rów per­so­nal­nych, któ­rych cho­mi­ki nie zdą­ży­ły wejść na koło­wrot­ki i wyge­ne­ro­wać infor­ma­cji pt. „Ej zio­muś, to jest ten moment, kie­dy powi­nie­neś brać nogi za pas”.

W następ­nej fazie pro­du­cen­ci prze­no­szą się na Insta­gram, gdzie wyszu­ku­ją 10 iden­tycz­nych babe­czek i mamią ich tek­stem: „Ej chcesz zostać gwiaz­dą? Może­my zapew­nić ci tak doje­ba­ną karie­rę, że za pół roku będziesz mia­ła 100 tysię­cy obser­wu­ją­cych na insta i sta­niesz się taaaaak roz­po­zna­wal­na, że pew­ne­go dnia zgło­si się do cie­bie poważ­na fir­ma i zapro­po­nu­je… tydzień die­ty pudeł­ko­wej za dar­mo + per­so­na­li­zo­wa­ny kodzik dla fol­lo­wer­sów. Nie­źle co? Wystar­czy, że przez te pół roku będziesz cho­dzi­ła w biki­ni i zacho­wy­wa­ła się tak, że two­ja mat­ka ze wsty­du zacznie jeź­dzić do Bie­dry w sąsied­nim woje­wódz­twie, a marze­nia sta­ną się rzeczywistością”.
A jak już mają skom­ple­to­wa­ną eki­pę, to wywo­żą tych tre­ne­rów per­so­nal­nych i insta model­ki wan­na­be do wypa­sio­ne­go hote­lu na raj­skiej wyspie i mówią: „Plan jest pro­sty i nawet wy go ogar­nie­cie hehe. Śpi­cie do połu­dnia, następ­nie fan­cy śnia­dan­ko na patio, póź­niej roz­dzie­la­cie się na mniej­sze grup­ki i idzie­cie na leża­ki, gdzie narze­ka­cie jak wam w życiu cięż­ko oraz obra­bia­cie dupy innym gru­pom, póź­niej obiad, a po obie­dzie aktyw­ność na base­nie, pod­czas któ­rej nawią­zu­je­cie pierw­sze ser­co­we rela­cje… po czym wie­czo­rem przy­li­zu­je­cie się po pija­ku z kimś przy­pad­ko­wym i tłu­ma­czy­cie tym od pierw­szej rela­cji, że „TO NIE JEST TAK JAK MYŚLISZ”. I tak przez pół roku. Jakieś pyta­nia? Nope, no to leci­cie z tym kokosem.
_______________________________________________________
I ja w sumie nie wiem, co mi nie paso­wa­ło w tym for­ma­cie. Pro­ste, zro­zu­mia­łe zasa­dy, moż­na oglą­dać raz na dwa mie­sią­ce, a i tak jest się w tema­cie, a do tego gwa­ran­cja inby w każ­dym odcinku.
Tym­cza­sem dzi­siaj tra­fi­łem na jakiś nowy bie­da pro­gram Pol­sa­tu pt. „Far­ma” i powiem wam, że jestem zbyt sta­ry i zmę­czo­ny, żeby to ogar­nąć. Przez godzi­nę patrzy­łem, jak dziw­ni ludzie, któ­rzy zde­cy­do­wa­nie nie są tre­ne­ra­mi per­so­nal­ny­mi i insta model­ka­mi, snu­li się po podwór­ku i ola­bo­go­wa­li, że trze­ba rąbać drew­no, zamieść sień i wydo­ić kro­wy, albo im wymio­na odpad­ną. Następ­nie przy­szły dwie dziu­nie pro­wa­dzą­ce i zaczę­ły wymy­ślać skom­pli­ko­wa­ne pro­ce­du­ry w sty­lu, że uczest­ni­cy muszą wybrać far­me­ra tygo­dnia oraz zastęp­cę far­me­ra tygo­dnia, póź­niej far­mer tygo­dnia wybie­rze oso­bę, któ­ra zosta­nie nomi­no­wa­na, nato­miast zastęp­ca far­me­ra tygo­dnia wska­że kolej­ną nomi­na­cje, po czym nomi­no­wa­ne oso­by sto­czą ze sobą poje­dy­nek… ale czy to będzie to poje­dy­nek na śmierć i życie, jak w “Gla­dia­to­rze”, dowie­my się dopie­ro w kolej­nym odcinku.
Już na tym eta­pie zmę­czy­łem się bar­dziej niż Robert Karaś na swo­ich ultra mara­to­nach, ale to nie był jesz­cze koniec. Nope, w pew­nym momen­cie taki jeden Rafał miał za zada­nie roz­pa­lić ogni­sko krze­si­wem, na co zare­ago­wał pyta­niem: Kur­ła, czym?”.
A jak­by tego było mało, to nikt się z nikim nie prze­li­zał, a jak wybie­ra­li far­me­ra tygo­dnia, to zapo­mnie­li o kro­wach i te już pierw­sze­go dnia dosta­ły zapa­le­nia wymion.
No poje­ba­ny pro­gram i serio nie wiem, jak uda­ło się namó­wić tych ludzi na udział, bo tu total­nie nie ma poten­cja­łu na dar­mo­wą die­tę pudeł­ko­wą przez tydzień #Naj­go­rzej

Filmy:

“Jak poko­cha­łam gang­ste­ra” (Net­flix)
Poświę­ci­łem wczo­raj 3 godzi­ny życia na obej­rze­nie “Jak poko­cha­łam gang­ste­ra” i moja opi­nia jest tak, że Maciej Kawul­ski to far­bo­wa­ny lis, a nie reży­ser, a jego fil­my to wyrób czekoladopodobny.
Chłop tak bar­dzo chce być Guy­em Rit­chie, że to robi się męczą­ce. Kopiu­je 1 do 1 kadry i sekwen­cje, z tym że zapo­mi­na o fabu­le. Ten film to zle­pek poje­dyn­czych scen, nagra­nych w sty­lu tele­dy­sków, gdzie Kawul szpa­nu­je -> “Patrz­cie umiem w sloł moł­szyn… a teraz zaba­wię się świa­tłem i dorzu­cę do tego sub­tel­ny cover “Big in Japan”, któ­ry będzie uda­wał “Bang Bang” z Kill Bil­la, żeby­ście zoba­czy­li jaki mam dobry gust muzycz­ny, a nie jakieś ple­bej­skie Sound n’ Grace.
No i super, umie w ład­ny obra­zek, ale fabu­lar­nie to się nie klei. Nope, dosta­li­śmy film gang­ster­ski, w któ­rym nie ma gang­ster­ki i całość opie­ra się na naszym wyobra­że­niu tego, co nie­do­po­wie­dzia­ne. Ot głos Kry­sty­ny Jan­dy mówi z offu, że Nikoś był naj­spryt­niej­szym chło­pa­kiem z mia­sta, na co wcho­dzi sce­na z Niko­siem-bom­bel­kiem, któ­ry przy­cho­dzi z bank­no­tem do oszu­sta Ery­ka Lubo­sa i mówi: “Wymień mi walu­tę, ale bez kan­tów, bo znam wasze nume­ry”, co ma nam uzmy­sło­wić, że mamy do czy­nie­nia dzie­cia­kiem z dużym poten­cja­łem do robie­nia wał­ków, po czym boom i w następ­nej sce­nie Nikoś jest już kró­lem kan­cia­rzy… a my wie­rzy­my, że to fak­tycz­nie było takie pro­ste, bo powie­dział nam to głos z offu.
Nikoś posta­na­wia, że zacznie kraść samo­cho­dy w Reichu, boom w następ­nej sce­nie ma już pełen garaż lewych fur i war­szaw­ka przy­jeż­dża do nie­go na zakupy.
Pod­padł mu Eryk Lubos, bo na meczu Lechii nie wpu­ścił go na try­bu­nę hono­ro­wą, więc Nikoś posta­na­wia, że w akcie zemsty zro­bi z Lechii potę­gę pił­kar­ską. Boom w następ­nej sce­nie daje pił­ka­rzom po bank­no­cie i tyle wystar­cza, żeby pił­ka­rze sta­li się galac­ti­cos, któ­rzy biją Juven­tus. A my przyj­mu­je­my, że to się sta­ło tak oo, bo gość był spryt­niej­szy niż inni.
Oka­zu­je się rów­nież, że moż­na zostać kró­lem gang­ster­ki będąc jed­no­cze­śnie Mat­ką Tere­są. Zero prze­mo­cy, knu­cia i krzy­wych akcji. Każ­de­mu poda rękę, wspo­mo­że radą i pora­tu­je w potrze­bie. W zasa­dzie jego jedy­ną wadą była sła­bość do kobiet, ale spo­ko, to też poka­że­my tak, żeby gra­ło na jego korzyść, a nie jakaś pato­la. Gene­ral­nie jest tak pozy­tyw­ny, że nie­miec­ki poli­cjant, któ­ry go ści­ga lata­mi, osta­tecz­nie się w nim zako­chu­je i chce zamknąć w wię­zie­niu tyl­ko po to, żeby uchro­nić Niko­sia przed poten­cjal­nym zama­chem gan­gu­sów z kon­ku­ren­cji. #NoRej­czel
Jeśli Kawul ma więk­sze­go ido­la niż Guy Rit­chie, to zde­cy­do­wa­nie jest nim Patryk Vega. Oddał mu hołd sce­ną, w któ­rej Antek Kró­li­kow­ski zdwój­ko­wał się w poko­ju pro­sty­tut­ki i kie­dy ta pyta go: “Co tak śmier­dzi?”, odpo­wia­da: “To spraw­ka two­je­go psa”, na co pro­sty­tut­ka: “Ten pies jest plu­szo­wy” -> ekra­ni­za­cja 20-let­nich żar­tów z inter­ne­tu zawsze na propsie.
Nie może­my tutaj zapo­mnieć o Julii Wie­nia­wie, któ­ra wcie­li­ła się w bar­dzo ory­gi­nal­ną postać -> tępą dzi­dę, któ­ra klnie jak szewc, chę­do­ży się z kim popad­nie, inte­re­su­je ją tyl­ko hajs, a szlu­ga odkła­da tyl­ko po to, żeby wcią­gnąć kre­chę -> tego w pol­skim kinie jesz­cze nie było.
Mam ocho­tę przy­pier­ni­czyć się jesz­cze do Fabi­jań­skie­go, któ­ry szar­żu­je, jak­by grał naj­bar­dziej pokrę­co­ne­go prze­ciw­ni­ka Bon­da ever oraz Dawi­da Ogrod­ni­ka, któ­re­mu nało­ży­li cze­pek pły­wac­ki na łeb, oku­la­ry na nos, dokle­ili fry­zu­rę a’la Michał Pol, po czym stwier­dzi­li -> Kur­ła, Per­shing jak malowany.
Pod­su­mo­wu­jąc -> jestem bar­dzo umiar­ko­wa­nym entu­zja­stą tego dzieła.

Książki:

Naj­lep­sze książ­ki 2021- wrzu­ci­łem całą listę na blo­ga­ska O TU, żeby nie trze­ba było ska­kać pomię­dzy FB, IG i IGS. Nie dziękujcie 🙂
Recen­zo­wa­łem też:
  • Dwu­dzie­sta Trze­cia” Beaty i Euge­niu­sza Dęb­skich. Gorą­ca pole­caj­ka z mojej stro­ny. Całość do prze­czy­ta­nia na Face­bo­oku
  • Zaułek Kosz­ma­rów” Wil­liam Lind­say Gre­sham. Rec­ka dostęp­na na Face­bo­oku TU

Wyjazdowo:

W stycz­niu uda­ło nam się wysko­czyć na “adults only” wyjazd to Wro­cła­wia. Takiej ilo­ści knajp, barów, zje­dzo­nych tatar­ków i wypi­tych drin­ków niekt się nie spo­dzie­wał. Jak zwy­kle nowo­rocz­na wycin­ka roz­po­czę­ła się z lek­kim opóź­nie­niem. No kto by się spodziewał?
Listę prze­te­sto­wa­nych knajp znaj­dzie­cie na IG w tym poście:
I jesz­cze na Fejs­bucz­ku kil­ka dodat­ko­wych słów o knaj­pie Rusty Rat. Custo­mer Expe­rian­ce level master: CZYTAJ TU

A to widziałeś?

Brak komentarzy

Leave a Reply