Wysypisko

Męskie chorowanie

16/04/2018

Dro­gi czy­tel­ni­ku, w tym miej­scu pier­wot­nie mia­łeś prze­czy­tać naj­lep­szy tekst blo­ga. Nie­ste­ty ambit­ne pla­ny zwią­za­ne z pisa­niem pokrzy­żo­wa­ła mi cho­ro­ba. Gdy­byś tyl­ko widział jaki katar i kaszel wczo­raj mnie dorwał. No po pro­stu masa­kra. Zmie­rzy­łem tem­pe­ra­tu­rę i wszyst­ko sta­ło się jasne. 36,8 stop­ni, czy­li wyrok. Madzia z miej­sca zadzwo­ni­ła po pogo­to­wie, ale wyobraź sobie, że te Janu­sze medy­cy­ny w ogó­le nie wzru­szy­ły się moim cier­pie­niem. Powie­dzia­ły, że nie przy­ja­dą, bo aku­rat wszyst­kie karet­ki są w tere­nie. Ponoć jakiś karam­bol był. Kolum­na rzą­do­wa zde­rzy­ła się z Seicen­to. Mało tego, powie­dzie­li, że nawet jak­by mie­li karet­kę pod ręką, to i tak by jej nie wysła­li, bo nie ma bez­po­śred­nie­go zagro­że­nia życia. I na to idą moje podat­ki? No cyc­ki opa­da­ją.

Unio­słem się dumą i stwier­dzi­łem, że HWDP w NFZ, nie potrze­bu­ję ich, sam to zwal­czę. Nie­ste­ty jak już Madzia prze­bra­ła mnie w piża­mę,  zanio­sła na rękach do łóż­ka i  zawi­nę­ła koł­dra­mi w ludz­kie burit­to, mój stan jesz­cze bar­dziej się pogor­szył. Kich­ną­łem aż 5 razy… z rzę­du. Pra­wie ryja mi urwa­ło. Reszt­ką sił popro­si­łem, żeby pobie­gła po księ­dza, bo tuż ostat­nie chwi­le, a sam drżą­cą ręką wycią­gną­łem z szu­fla­dy pió­ro i kawa­łek per­ga­mi­nu, co by pra­wo­moc­nie roz­dzie­lić moje gry na Play­Sta­tion i kolek­cję DVD. Same bia­łe kru­ki łowio­ne przez lata z mar­ke­to­wych koszy. Kie­dy skoń­czy­łem, przy­po­mnia­ło mi się, że ja w sumie za dużo nie grze­szę, więc póki nie było jesz­cze za póź­no, się­gną­łem po tele­fon i wysy­ła­łem Madzi smsa: “Olej księ­dza, przy­nieś keb­sa. Podwój­ne­go  #ostat­ni posi­łek.

Nie wiem, czy to cud, moje cia­ło z żela­za, czy raczej podwój­na por­cja bara­ni­ny, ale osta­tecz­nie uda­ło mi się prze­trwać noc. Nie­sio­ny falą opty­mi­zmu, z rań­ca nafa­sze­ro­wa­łem się Rusti­no­scor­bi­nem i jesz­cze przed połu­dniem dosze­dłem do łazien­ki na wła­snych nogach. Wie­czo­rem było już git. Śmier­tel­ną bak­te­ria zosta­ła ofi­cjal­nie zwal­czo­na i to pomi­mo jed­no­znacz­nych roko­wań i bez pomo­cy łapów­ka­rzy z NFZ­tu. To się nazy­wa oszu­kać prze­zna­cze­nie. Bra­wo ja.

A to widziałeś?