Wysypisko

Lubię to — robisz to źle!

18/01/2014

Akcja z wyłu­dza­niem laj­ków pod przy­kryw­ką wspar­cia cho­re­go dzie­cia­ka kolej­ny raz uświa­do­mi­ła mi, że ni chu­ja nie potra­fię ogar­nąć pro­ce­su myślo­we­go prze­cięt­ne­go użyt­kow­ni­ka fej­sa. Pamię­tam, że swe­go cza­su od cho­le­ry jele­ni dało się zła­pać na prze­kręt „koszulki/iphony/ipody/<wstaw tu dowol­ny pro­dukt> za laj­ki”. Kli­ka­li kciu­ka w górę i tygo­dnia­mi waro­wa­li pod drzwia­mi w ocze­ki­wa­niu na listo­no­sza, któ­ry nigdy nie przy­szedł. Szok, co nie? To była lek­cja, z któ­rej moż­na było wycią­gnąć pew­ne wnio­ski. Jed­nak kolej­na akcja pt. „Nie bie­gam” udo­wod­ni­ła, że nauka poszła w las. Zno­wu masa ludzi zacię­ła się jak tuń­czyk. Myśle­li, że laj­ku­ją pewien styl życia, że są lep­si. Do cza­su aż pro­fil zro­bił kolej­ny krok w swo­jej genial­nej akcji mar­ke­tin­go­wej i zdra­dził o jaką mar­kę cho­dzi. Boom STOPERAN. Aktu­al­ną far­mę „laj­ków” wspar­ło milion inter­nau­tów, w tym kil­ku­na­stu moich zna­jo­mych.

Posta­no­wi­łem wyjść naprze­ciw potrze­bie i spo­rzą­dzić instruk­cję obsłu­gi „laj­ka”. By żyło się lepiej. Zacznij­my od wyja­śnie­nia, że jest to umow­ny sym­bol, któ­re­go zało­że­niem było dawać feed­back.

Jak uży­wać?

Nazwa guzicz­ka „lubię to” nie­sie w sobie suge­stię, klik­nij jeśli to lubisz. Widzisz świe­ży, rześ­ki tekst, zdję­cie, film, ideę, któ­ra Ci się podo­ba – kli­kasz. Aaa i cyc­ki. Nie zapo­mi­naj­my o cyc­kach. Jeśli są cyc­ki, albo samo­jeb­ka z cyc­ka­mi – wci­ska­my „lubię to”. Daje­my feed­back. Lubisz markę/organizację/aktora/pisarza/muzyka/sportowca/etc, któ­re­go wpi­sy chcesz śle­dzić na ścia­nie? Wci­skasz lubię to. Pro­ste jak budo­wa cepa.

 

Jak nie uży­wać?

Na począ­tek stro­ny „żebra­ki”. Ich kuź­wa nie laj­ku­je­my. To są far­my, któ­re zara­bia­ją na Two­im fra­jer­stwie. Czy napraw­dę wie­rzysz, że wci­ska­jąc kciu­ka zała­twiasz szklan­kę wody dla afry­kań­skie­go dziec­ka? Że dzię­ki Two­je­mu laj­ko­wi Schu­ma­cher szyb­ciej wybu­dzi się ze śpiącz­ki, a Paul Wal­ker zmar­twych­wsta­nie? Jeśli tak to gra­tu­la­cje, jesteś kre­ty­nem.

Far­my laj­ków poznasz po nazwie – wszyst­ko co „bije rekor­dy polu­bień”, albo nazy­wa się w sty­lu „Krzycz Trybson”/”Zimo wypier­da­laj” jest hodow­lą łosi. Zazwy­czaj takie pro­fi­le nie pro­du­ku­ją żad­nej tre­ści lub ogra­ni­cza­ją się do komen­ta­rzy – „1000 polu­bień w 5 minut. Czas start.”, „Wpisz w komen­tarz swo­ją datę uro­dze­nia i patrz co się sta­nie”. Cyce w dół na myśl, że ludzie wciąż się na to nabie­ra­ją.

Przy oka­zji Wal­ke­ra dotar­li­śmy do dru­gie­go pro­ble­ma­tycz­ne­go zagad­nie­nia – śmier­ci. Pro­fi­le infor­ma­cyj­ne lubią wrzu­cić jako gorą­ce­go new­sa wia­do­mość o nie­spo­dzie­wa­nym lub wręcz wycze­ki­wa­nym kop­nię­ciu w kalen­darz zna­nych ludzi. Nie­któ­rzy byli chu­ja­mi, ale laj­ko­wa­nie takich wpi­sów i tak jest nie­tak­ci­kiem, a wrzu­ca­nie w komen­tarz zni­cza tak samo burac­kie jak kla­ska­nie w samo­lo­tach po lądo­wa­niu. Zda­rza­ją się rów­nież ano­ni­mo­wi użyt­kow­ni­cy, któ­rzy mają potrze­bę publicz­ne­go wypo­wie­dze­nia się o swo­jej stra­cie. Nie oce­niam ich i na swój spo­sób współ­czu­ję, acz­kol­wiek nie ogar­niam cze­go się spo­dzie­wa­ją po takiej wrzu­cie? Tak czy siak wci­śnię­cie kciu­ka przy takim poście jest total­nie chu­jo­we, a widzia­łem już dobre kil­ka razy ten motyw.

Gry, kalen­da­rze i resz­ta syfu. Laj­ku­jąc tą kate­go­rię sta­jesz się pro­du­cen­tem spa­mu. To m.in. przez takie akcje codzien­nie mam zła­ma­ne ser­ce. Wcho­dzę na fej­sa, widzę pod­świe­tlo­ną kulę ziem­ską, myślę sobie, że ktoś doce­nił mój sar­ka­stycz­ny komen­tarz, a tu taki chuj. Zapro­sze­nie do polu­bie­nia kalen­da­rza uro­dzin, albo raport z Two­ich postę­pów w grze Luc­ky Slots. Fascy­nu­ją­ce, ale wciąż spam. Swo­ją dro­gą jak moż­na grać w cokol­wiek na fej­sie? Era kom­pów, kon­sol, table­tów, smart­fo­nów. Mega hiper ultra HD i mnó­stwo hitów na wycią­gnię­cie ręki. Co musi pójść nie tak, żeby z tego wszyst­kie­go zde­cy­do­wać się na Luc­ky Slots? Ale ok, jeśli już musisz grać w te żało­sne pro­duk­cje i być naj­słab­szym ogni­wem w łań­cu­chu pokar­mo­wym „gra­czy” to zrób wszyst­kim tę uprzej­mość i przy potwier­dza­niu dostę­pów do tabli­cy, odhacz „publicz­ne” i zaznacz „widzę tyl­ko ja”.

Dziew­czyn­ki chcą­ce zwró­cić uwa­gę. Na pew­no takie znasz. Wsta­wia­ją smu­tą lub weso­łą emot­kę i koniec wpi­su. Żad­ne­go zaja­wie­nia kon­tek­stu, jakiejś reflek­sji. Nic. Pod żad­nym pozo­rem nie laj­ku­je­my i nie kom­ciu­je­my. Niech napi­szą peł­nym zda­niem o co im lot­to, a nie męczą bułe. Igno­ru­je­my je. Niech cier­pią.

Na razie tyle. Pro­ste? No raczej, więc nie rozu­miem dla­cze­go w rze­czy­wi­sto­ści jest na odwrót. Ludzie któ­rzy kreu­ją napraw­dę zaje­bi­sty, ory­gi­nal­ny con­tent są zle­wa­ni (nie mówię o sobie, ja się przy­zwy­cza­ilem) i w ich przy­pad­ku każ­dy waży laj­ka jak­by był co naj­mniej sztab­ką zło­ta. Po czym przy­cho­dzi foka ze „smut­ną min­ką” albo samo­jeb­ką bez cyc­ków i boom, pier­dy­liard kciu­kow. Załóż­my, że masz zna­jo­me­go, któ­re­go nie znam i ten zna­jo­my napi­sał rześ­ki tekst. Jak­byś dał mu laj­ka powsta­ła­by szan­sa, że i ja mógł­bym go prze­czy­tać. To dzia­ła jak wykop. Nie­ste­ty, póki co widzę tyl­ko zdję­cia kotów.

I jesz­cze kon­kret­nie sytu­acja z Łuka­szem Bere­za­kiem. Napraw­dę faj­ny dzie­ciak i strasz­nie przy­kra histo­ria, ale wycie­ra­nie sobie nim gęby jest mega sła­be. Jak chcesz pomóc to wyślij jego rodzi­com choć­by kil­ka zło­tych na lecze­nie lub wyślij wia­do­mość na ofi­cjal­nej stro­nie. Na pew­no to lep­szy plan niż polu­bie­nie go tyl­ko ze wzglę­du na cho­ro­bę. Dziw­nym tra­fem wszy­scy mają wyje­ba­ne na pozo­sta­łe dzie­cia­ki, któ­re zbie­ra­ły kasio­rę na WOŚP, tyl­ko dla­te­go, że one chwi­lo­wo nie umie­ra­ją. Sad but true.

.….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….….…..

A to widziałeś?