Wysypisko

Jak przydzbaniłem i ukradłem fotkę z neta, a później musiałem za karę zapłacić dużo stów i pięćdziesiątek

03/03/2020

Jak wie­cie lub nie, jestem jed­nym z naj­bar­dziej pra­wil­nych kon­su­men­tów kul­tu­ry ever. Książ­ki i blu­re­je kupu­je na kilo­gra­my, do tego regu­lar­nie pła­cę za Net­fli­xa, HBO, Spo­ti­fa­ja, Play­Sta­tion Plus, Sto­ry­tel, Legi­mi, etc, a jak­by tego było mało, to jesz­cze sys­te­ma­tycz­nie wspie­ram pol­skie paź­dzie­rze, cho­dząc na nie do kina. Baaa nawet do teatru zda­rzy­ło mi się pójść. No ide­ał po pro­stu. A jed­nak nie zawsze tak było. Jak­by­ście zoba­czy­li mnie kil­ka la temu, pomy­śle­li­by­ście, że to Jack Spar­row we wła­snej oso­bie. True Sto­ry, prze­pa­ska na oku, papu­ga na ramie­niu i Ahoj Zato­ko Pira­tów. Powie­dzieć, że ssa­łem kon­tent z tor­ren­tów jak Tik Taka, to nie powie­dzieć nic. Na Cho­mi­ku mia­łem ran­gę wete­ran, a w dark­ne­cie to już w ogó­le pisa­li o mnie poema­ty:

 Na górze róże,

na dole ktoś się mig­da­li,

a PigO­ut zno­wu pobrał
 
100 giga nie­le­ga­li.

Acz­kol­wiek chy­ba wszy­scy się zgo­dzi­my, że były to mrocz­ne cza­sy dla fana popkul­tu­ry. Raz, że mało co było dostęp­ne legal­nie, a jeśli nawet było, to kosz­to­wa­ło wię­cej niż miesz­ka­nie na Wila­no­wie. Jed­nak na tym nie koniec moich grze­chów. Z cza­sem zaczą­łem popeł­niać pierw­sze hej­ci­ki w inter­ne­tach, a że każ­dy tekst o nie­bo lepiej się kli­ka z obraz­kiem, to zaczą­łem bez­re­flek­syj­nie „poży­czać” sobie fotecz­ki z googla i sto­so­wać jako ilu­stra­cje. Hmmm potrze­bu­ję zdję­cia Kuby Woje­wódz­kie­go do wpi­su o jego roł­scie. Luzik -> google ima­ge -> Kuba Powia­to­wy hori­zon­tal HD -> pobierz -> dodaj do posta -> done.

I tak to się krę­ci­ło, aż pew­ne­go dnia supraj­sik i to ode mnie zaczę­to „poży­czać”, z tym że nie foty, a tek­sty. Jup, róż­ne podej­rza­ne fan­pej­dże ot tak bra­ły sobie moje wypo­ci­ny, wkle­ja­ły do sie­bie na stron­kę i nie dość, że zgar­nia­ły za nie wię­cej laj­ków niż ja, to jesz­cze jak się pur­ta­łem, odpi­sy­wa­ły -> “Hehe wylu­zuj, prze­cież wrzu­ci­łeś to do neta, więc każ­dy może sobie wziąć. Poza tym fak off, bo i tak nic mi nie zro­bisz”.

I fak­tycz­nie nie­wie­le z tym robi­łem, bo niby komu mia­łem się poskar­żyć? Z kolei na zaba­wę z praw­ni­ka­mi nie mia­łem weny. Nie­ste­ty z cza­sem zro­bi­ło się jesz­cze gorzej i zaczę­ło się pira­ce­nie moich ksią­żek. Tu już nie odpusz­cza­łem, jed­nak co mnie naj­bar­dziej uwie­ra w tym kej­sie, to brak posza­no­wa­nia dla mojej pra­cy. To jest tak, że obra­cam się w pew­nej bań­ce inter­ne­to­wej i przy­pad­ko­wi ludzie po moje książ­ki nie się­ga­ją, bo nawet nie wie­dzą o moim ist­nie­niu. Bazu­jąc na tym, stwier­dzi­łem, że sko­ro piszę w 99% za dar­mo i czę­sto jest to pisa­nie po ban­dzie, co nie sprzy­ja komer­cja­li­zo­wa­niu blo­ga, to ludzie usza­nu­ją, jak raz na 2 lata napi­szę coś zarob­ko­wo… i kupią w ramach wspar­cia i dania okej­ki za doty­cza­szo­we tek­sty, albo nie kupią i spo­ko, życie toczy się dalej. Ale że swo­ja­cy będą mnie sku­bać, to się nie spo­dzie­wa­łem. No dobra, bra­łem to pod uwa­gę, ale liczy­łem, że jed­nak tak nie będzie. A jak już guno­wo wpa­dło wen­ty­la­tor, to pomy­śla­łem “Dżi­zas, jak tak moż­na? Prze­cież X pisa­łeś mi kie­dyś w kom­ciu You Made My Day, a teraz wbi­jasz nóż w ple­cy? Szok”… po czym przy­po­mnia­ło mi się, że swe­go cza­su też taki byłem. Sha­me on me.

Smu­te­czek, ale wróć­my z tej przy­dłu­giej aneg­dot­ki do sed­na. Otóż z tym poży­cza­niem zdjęć, to było tak, że pro­ce­der chwi­lę trwał, a póź­niej się ogar­ną­łem i nawet mia­łem reflek­sję -> “Wiem, że źle robi­łem, ale uff far­cik, bo nikt nie zauwa­żył”. No i taaaki wał, bo kil­ka tygo­dni temu ode­zwał się do mnie foto­graf Robert Laska, któ­re­mu 4 lata temu zaju­ma­łem zdję­cie Woje­wódz­kie­go i w ramach odszko­do­wa­nia zażą­dał podwój­nej opła­ty licen­cyj­nej (2 x 400 zł), do tego prze­pro­sin na pierw­szej stro­nie Fak­tu oraz piel­grzym­ki na kola­nach do Czę­sto­cho­wy z tablicz­ką “Win­ny jak ocet”. No dobra świ­ru­je, ale przy­naj­mniej 33% rosz­czeń jest praw­dzi­wa.

fot. Robert Laska

Co zro­bi­łem? Zare­ago­wa­łem, tak jak reagu­je się pod­czas napa­du, czy­li przyj­mu­jesz strzał, po czym padasz na gle­bę i uda­jesz, że nie żyjesz, licząc, że napast­nik sobie pój­dzie. I na tej zasa­dzie na pierw­sze­go maila nie odpo­wie­dzia­łem, uda­jąc, że Agniesz­ka już daw­no tutaj nie miesz­ka. Po cza­sie jed­nak przy­szedł dru­gi mail z listą para­gra­fów, nazwi­skiem pani mece­nas, któ­ra mnie doje­dzie w sądzie i spi­sem kon­se­kwen­cji #doży­wo­cie #gułag. Mimo iż czu­łem się nie­win­ny, bo prze­cież “poży­cze­nie” mia­ło miej­sce w cza­sach, kie­dy byłem jesz­cze głup­cem, poza tym nikt mnie wte­dy nie czy­tał, więc uży­cie total­nie nie­ko­mer­cyj­ne, wzią­łem kon­se­kwen­cje na kla­tę i zapła­ci­łem (z tym że nad­wyż­kę z licen­cji puści­łem na Sie­Po­ma­ga, a nie do foto­gra­fa).

Po całej akcji, kie­dy emo­cje już opa­dły, tro­chę poga­da­li­śmy z panem Rober­tem o kra­dzie­żach kon­ten­tu, o bolącz­kach foto­gra­fów, etc i oka­za­ło się, że bal na Tita­ni­cu trwa w naj­lep­sze. Dzień bez ukra­dzio­ne­go zdję­cia to dzień stra­co­ny. I nie doty­czy to tyl­ko prze­cięt­nych Kowal­skich, któ­rzy “nie ogar­nia­ją”, ale też pierw­szo­li­go­wych influ­en­ce­rów, fan­pej­dży, por­ta­li, gazet i tele­wi­zji (-> kul­to­wy pod­pis: “Źró­dło inter­net”). Zresz­tą pato­lo­gia ewo­lu­uje i to nie jest już tyl­ko pobierz i wklej, a pobierz, usuń water mar­ka, na jego miej­sce dodaj wła­sne­go i wklej.  Rocz­ne stra­ty się­ga­ją kil­ku zer. Zde­cy­do­wa­nie not cool. (Osob­ny wpis moż­na popeł­nić o pro­po­zy­cjach roz­lia­cza­nia się wza­mian za ota­go­wa­nie na insta­gra­mie #bar­ter)

Na zakoń­cze­nie powi­nie­nem tro­chę poumo­ral­niać, ale sami dobrze wie­cie, jak jest. Po pro­stu nie bądź­cie taki­mi dzba­na­mi jak ja kie­dyś i zamiast pobie­rać foty/teksty/grafiki, udo­stęp­niaj­cie. A jak szcze­gól­nie lubi­cie jakie­goś twór­cę i sza­nu­je­cie jego pra­cę, to w ramach doce­nie­nia może­cie nawet coś od nie­go kupić. Bo ja wiem, np. ebo­oka : ) Na pew­no zro­bi mu się miło i będzie miał moty­wa­cję, żeby two­rzyć dalej. Baa może nawet jakiś zale­gły rachu­nek zapła­ci.

Puen­ta jest taka -> Sza­nuj cudzą pra­cę, jak wła­sną (Zaje­bi­sta co nie?). Pokój.

A to widziałeś?