Wysypisko

Futbol for dummies

09/06/2018

Już tyl­ko godzi­ny dzie­lą nas od roz­po­cze­cia Mun­dia­lu 2018, czy­li cza­su, kie­dy face­ci będą trzy razy dzien­nie zasia­dać z bro­war­kiem przed TV i komen­to­wać: “No i jak strze­lasz paró­wo?”, z kolei dziew­czy­ny dorzu­cą kla­sycz­ne: “Któ­rzy to nasi?” i jak zwy­kle zaczną zacho­dzić w gło­wę: “jak moż­na się eks­cy­to­wać grą, w któ­rej 22 naże­lo­wa­nych kole­si bie­ga za świń­skim pęche­rzem?” (a póź­niej Krysz­czia­no poka­że kalo­ry­fer i zgu­bią wątek)Nawet, jeśli znaj­dzie się kobie­ta kocha­ją­ca pił­kę szcze­rą miło­ścią, nadal zacho­dzi duże praw­do­po­do­bień­stwo, że i tak nie ogar­nia do koń­ca wszyst­kich reguł nią rzą­dzą­cych. Na szczę­ście dziś to się zmie­ni. W poniż­szym wpi­sie odkry­wam kar­ty i tłu­ma­czę, o co bie­ga w fut­bo­lu. Ostat­nio spraw­dzi­łem sta­ty­sty­ki i oka­za­ło się, że ponad 70% PigO­uto­wej popu­la­cji,  sta­no­wią kobie­ty, czy­li ide­al­ny grunt pod taki temat. Zaczy­na­my z gru­bej rur­ki, od spa­lo­ne­go.

Spa­lo­ny — czy­li pił­kar­ska del­ta ujem­na. Było wie­lu odważ­nych, któ­rzy pró­bo­wa­li wytłu­ma­czyć kobie­tom, czym jest spa­lo­ny, nie­ste­ty wszy­scy pole­gli. Póki co naj­bli­żej była Beata Szy­dło, ale jed­nak nie, to wciąż nie to.

Zrób­my to na przy­kła­dzie wyprze­da­ży kolek­cji, popeł­nio­nych przez zna­nych pro­jek­tan­tów, któ­re co roku tra­fia­ją na prom­kę do H&M, wywo­łu­jąc przy oka­zji mega zady­my przed salo­na­mi. Było tak 3 lata temu przy oka­zji kolek­cji Bal­ma­in, rok póź­niej ta sama akcja z Ken­zo i w tym roku zapew­ne może­my spo­dzie­wać się powtór­ki z roz­ryw­kiPoni­żej przy­go­to­wa­łem dla was rysu­nek poglą­do­wy (sor­ka, Bek­siń­ski to to nie jest, ale dałem z sie­bie wszyst­ko), obra­zu­ją­cy moment tuż przed otwar­ciem skle­pu (7:59, a otwie­ra­ją o 8:00). Ilu­stra­cja przed­sta­wia dwóch ochro­nia­rzy, któ­rzy w naszej symu­la­cji są obroń­ca­mi i wyzna­cza­ją swo­im cia­łem linię spa­lo­ne­go. Aby bram­ka zosta­ła uzna­na, w chwi­li poda­nia (w tym przy­pad­ku cho­dzi o moment otwar­cia skle­pu) żaden pił­karz dru­ży­ny ata­ku­ją­cej (w tym przy­pad­ku Klient­ki) nie może być bli­żej bram­ki (w tym przy­pad­ku drzwi) niż ochro­nia­rze. Jak widzi­my na zdję­ciu, w tej akcji jed­na zawod­nicz­ka jest na spa­lo­nym. Sędzio­wie linio­wi (w tym przy­pad­ku eks­pe­dient­ki) nie mogą uznać bram­ki (czy­li przy kasie powin­ny fokę pogo­nić). Kuma­cie? (Przy oka­zji dowia­du­je­cie się, dla­cze­go boisko jest przy­strzy­żo­ne w pasy — jup, dzię­ki temu sedzo­wie mają prze­strzen­ny pod­gląd na linię spa­lo­ne­go. Nie dzię­kuj­cie).

Asy­sta — Powiedz­my, że idziesz z kole­żan­ką na zaku­py. Wcho­dzi­cie do skle­pu, oglą­da­cie róż­ne rze­czy i nagle kole­żan­ka przy­no­si Ci prze­za­je­bi­stą blu­zecz­kę:

- Mariol­ka obczaj to!

- O ja Cię pie chro­mo­lę Gra­ży­na, ale sztos wyko­pa­łaś. Bie­rę!

Jeśli sfi­na­li­zu­jesz zakup, Gra­ży­nie zali­cza­my asy­stę, czy­li ostat­nie poda­nie przed strze­le­niem bram­ki.

Hat­trick — kupi­łaś buty i nagle stwier­dzasz, że do nicze­go nie pasu­ją, więc dobie­rasz jesz­cze sukien­kę i toreb­kę. Tym spo­so­bem zali­czasz hat­tric­ka, czy­li trzy bram­ki w jed­nym meczu. Bra­wo Ty.

Faul tak­tycz­ny — kie­dy “przez przy­pa­dek” pod­kła­dasz nogę suczy, któ­ra zary­wa do Two­je­go face­ta. Bo lepiej dostać żół­tą kart­kę niż stra­cić bram­kę… if you know what I mean.

Selek­cjo­ner — ponoć trze­ba prze­rzu­cić wszyst­kie awo­ka­do w super­mar­ke­cie, żeby zna­leźć to jed­no ide­al­ne. Mniej wię­cej taką robo­tę ma selek­cjo­ner, musi wyma­cać wszyst­kich pił­ka­rzy, żeby odna­leźć tych naj­lep­szych. Swo­ją dro­gą cie­ka­we, co Nawał­ka wyma­cał u Pesz­ki, bo powiedz­my sobie szcze­rze — pod wzglę­dem skil­la pił­kar­skie­go, moż­na tra­fić zde­cy­do­wa­nie lep­sze awo­ka­do.

Futbol for dummies

Okien­ko trans­fe­ro­we — dla klu­bów pił­kar­skich to coś takie­go, jak sezon wyprze­da­ży dla kobiet. Idea jest iden­tycz­na, roz­cho­dzi się o to, żeby prze­wie­trzyć tro­chę sza­fę szat­nię i wymie­nić sta­re szma­ty sta­rych szma­cia­rzy na nowych. Róż­nią się tyl­ko ceny. Trze­ba mieć duuuuuużo ojro, dola­rów i fun­tów, a naj­le­piej arab­skie­go spon­so­ra.

furbol for dummies

Dośrod­ko­wa­nie na krót­szy słu­pek - dobra dziew­czy­ny, sam w życiu bym na to nie wpadł, ale przy­zna­ję, że w tym przy­pad­ku wasze pyta­nie w sty­lu “ej, to słup­ki w bram­ce nie są rów­ne?” jest jak naj­bar­dziej uza­sad­nio­ne i logicz­ne. My, tro­glo­dy­ci face­ci, krót­szym słup­kiem zwy­kli­śmy nazy­wać słu­pek, przy któ­rym aku­rat stoi bram­karz, i do któ­re­go bli­żej kole­sio­wi odda­ją­ce­mu strzał. 

Futbol for dummies

Wysu­nię­ty napast­nik — to ten koleś z Two­jej dru­ży­ny, któ­ry stoi naj­bli­żej bram­ki prze­ciw­ni­ka. Może łatwiej będzie poka­zać na przy­kła­dzie Mario Goet­ze.

Pres­sing - jest wte­dy, gdy zabie­rasz swo­je­go face­ta na zaku­py i mówisz, że wcho­dzisz do Zary, tyl­ko na minut­kę, bo chcesz przy­mie­rzyć jed­ną kiec­kę. Pół­to­rej godzi­ny póź­niej on przy­cho­dzi do przy­mie­rzal­ni i pyta czy dłu­go jesz­cze? To pyta­nie tak bar­dzo wybi­ja Cię z ryt­mu, że osta­te­tecz­nie zamiast kiec­ki kupu­jesz bia­łe kozacz­ki. I tym wła­śnie jest pres­sing — wywie­ra­niem pre­sji na prze­ciw­ni­ku, żeby nie mógł spo­koj­nie pomy­śleć, ani się rozej­rzeć, tyl­ko w pani­ce wybi­jał pił­kę na oślep.

Gra na czas — kie­dy w stycz­niu pro­sisz swo­je­go chło­pa­ka o wynie­sie­nie cho­in­ki, a on uży­wa zaklę­cia “zaraz” i nagle robi się lipiec. Z kolei w pił­ce ozna­cza to odwa­la­nie róż­nych krzy­wych akcji, w sty­lu uda­wa­nia kon­tu­zji, wybi­ja­nia pił­ki w try­bu­ny i nie­mi­ło­sier­nie dłu­gie­go wią­za­nia sznu­ro­wa­deł lub scho­dze­nia z boiska. Byle tyl­ko ukraść kil­ka cen­nych sekund i utrzy­mać do koń­ca korzyst­ny wynik.

Cie­szyn­ka — spon­ta­nicz­ne oka­za­nie rado­ści po strze­la­niu bram­ki lub kie­dy po latach spo­ty­kasz kole­żan­kę z liceum i oka­zu­je się, że jest gru­ba, po roz­wo­dzie i ma rude dziec­ko. (Z cyklu “Girls Rules”: W każ­dej gru­pie kobiet jest przy­naj­najm­niej jed­na “gru­ba przy­ja­ciół­ka”. Jeśli myślisz, że w Two­jej nie ma, to zna­czy, że Ty nią jesteś.… ale luzik, znam ten ból z dru­giej stro­ny bary­ka­dy i da się prze­żyć. Wszak liczy się wnę­trze… a ja mam naj­lep­sze #Tof­fie).

Wrzut­ka na afe­rę — kie­dy Lidl robi pro­mo­cję na Croc­sy i wrzu­ca na sklep tyl­ko 10 sztuk. Mówiąc po pił­kar­sku — zamy­kasz oczy i na przy­pał wrzu­casz pił­kę w pole kar­ne prze­ciw­ni­ka… a nuż od kogoś się odbi­je i wtur­la do bram­ki.

Nur­ko­wa­nie — czyn­ność, któ­rą zazwy­czaj wyko­nu­ję, kie­dy w mar­ke­cie widzę kosz z tanim DVD. Naj­lep­sze hity są przy dnie, więc Madzia musi trzy­mać mnie za nogi. W pił­ce noż­nej jest to sytu­acja, kie­dy jakiś pił­karz został deli­kat­nie muśnie­ty, a pada na glę­bę, jak­by co naj­mniej raził go pio­run.

Mur - kil­ku kole­si usta­wio­nych w jed­nej linii, despe­rac­ko zakry­wa­ją­cych jaja.

Dobra atmos­fe­ra w dru­ży­nie — kie­dy dru­ży­na to coś wię­cej niż zbie­ra­ni­na przy­pad­ko­wych kole­si.

Futbol for dummies

Pro­wo­ka­cja — kie­dy jed­na mat­ka pod­cho­dzi do dru­giej i mówi: “Cesar­ka to nie jest praw­dzi­wy poród. Jesteś leni­wa. Żal mi Cię!”, albo bez­dziet­na do dzie­cia­tej: “To wca­le nie są tygry­sie prąż­ki, to zwy­kłe roz­stę­py!”. Czy­li sytu­acja, kie­dy wiesz, że Twój rywal jest pił­kar­sko lep­szy i jedy­nym spo­so­bem, żeby go osła­bić jest spro­wo­ko­wa­nie go do fau­lu, co by dostał żół­tą kar­tę, albo lepiej… czer­wo­ną.  Dokład­nie, tak jak kie­dyś Mate­raz­zi szep­nął Zida­no­wi na ucho coś o jego mat­ce i sio­strze, po czym dostał z tara­na… ale chy­ba się opła­ca­ło, bo osta­tecz­nie Wło­si zosta­li mistrzem świa­ta.
Przy­wi­lej korzy­ści — jak jesteś w cią­ży i wku­rzasz janu­szy kupo­wa­niem w Tesco bez kolej­ki (a Ci sto­ją od godzi­ny z tymi Har­na­sia­mi, już wita­ją się z gąską, a tu cyk:

- Prze­pra­szam, jestem w cią­ży, pro­szę mnie prze­pu­ścić

- Ale jak to, gdzie brzuch?

- 6 tydzień <in your face>

Ja na ten przy­kład, noto­rycz­nie wyko­rzy­sty­wa­łem tak Madzię: “Hej mała, w Tesco jest prom­ka na łychę. Jak się kupi 2 butel­ki to 3 gra­tis. Masz tu sześć i sko­rzy­staj z pierw­szeń­stwa prze­jaz­du”. / “Ale co oni sobie pomy­ślą, jak zoba­czą bab­kę w cią­ży z 6 litra­mi łiski?” / “Oj tam oj tam, powiesz, że robisz za inspi­ra­cje do nowe­go fil­mu Patry­ka Vegi, pt. “Złe mat­ki”.

A w pił­ce? Załóż­my, że gra­my z Kolum­bią i Fal­cao sprze­da­je kosę Lewe­mu. Nor­mal­nie był­by odgwiz­da­ny faul, ale aku­rat w tym przy­pad­ku pił­ka odbi­ła się od upa­da­ją­ce­go Lewe­go i tra­fi­ła do Gro­si­ka. Sędzia widząc, że Gro­sik włą­cza Tur­bo, posta­na­wia nie prze­ry­wać akcji, tyl­ko zoba­czyć jak to się roz­wi­nie. Jeśli zawią­że się z tego akcja, gra­my dalej, jeśli po chwi­li stra­ci, to wra­ca­my do Lewe­go i jest faul. I tym jest wła­śnie przy­wi­lej korzy­ści.

Sta­ły frag­ment gry — kie­dy posta­na­wia­my z Madzią zjeść na mie­ście i ona pyta:

- Na co masz ocho­tę?
— Bez róż­ni­cy, zjem wszyst­ko
— Ja też. To zade­cy­duj
— Ok, to kebab

- Nie, tyl­ko nie kebab
— No dobra, to bur­ger
— Nie, tyl­ko nie bur­ger
— Piz­za?
— Nie, piz­zę jedli­śmy tydzień temu 

- No to co chcesz?
— Czy ja zawsze muszę być decy­zyj­na? Nie możesz raz pod­jąć decy­zji?
— No jak, kie­dy odrzu­casz wszyst­ko, co pro­po­nu­ję?

- Czy­li to moja wina? Wiesz co, już mi się ode­chcia­ło wycho­dzić. Idź sobie sam.

albo

- Zama­wiam fryt­ki, chcesz też?

- Nie, dzię­ki!.… <5 miut póź­niej> albo w sumie się sku­szę!

Z kolei w pił­ce, sta­łe frag­men­ty, to wszel­kie wzno­wie­nia gry po fau­lach, ałtach i rzu­tach roż­nych.

VAR — jak w sobo­tę oglą­dasz powtór­ki “Na Wspól­nej” z całe­go tygo­dnia… albo nie… jak za mło­dzień­czych cza­sów budzi­łaś się na kacu i szyb­cio­rem odpa­la­łaś smsy, żeby dowie­dzieć się co robi­łaś poprzed­niej nocy (Czy pisa­łam do ex? Oh God oh Ple­ase… Fuck, pisa­łam). VAR to sys­tem powtó­rek. Jeśli sędzia aku­rat mru­gał na klu­czo­wej akcji i nie jest pew­ny, czy był spalony/karny/prawidłowy gol/etc., to pod­bi­ja sobie do lini bocz­nej i na moni­tor­ku oglą­da powtór­kę, po czym roz­są­dza jak było.

Kończ Pan, Panie Turek” — kie­dy po pija­ku wbi­jasz do keba­bow­ni na ostrym gastro, a koleś nie­mi­ło­sier­nie dłu­go zawi­ja Two­je­go keb­sa w tor­til­lę.… A tak serio to kul­to­we powie­dze­nie Toma­sza Zimo­cha, rzu­co­ne pod­czas meczu Widzew — Bro­end­by. Łodzia­nie mie­li wynik, któ­ry dawał awans do Ligi Mistrzów, ale do koń­ca meczu bra­ko­wa­ło kil­ku sekund, a duń­czy­cy napie­ra­li. Pan Tomasz nie wytrzy­my­wał pre­sji i wyrwał mu się taki tekst do sędzie­go. Jeśli będą odpi­wed­nie oko­licz­no­ści, ist­nie­je duże praw­do­po­do­bień­stwo, że Dariusz Szap­kow­ski rzu­ci ten cytat na mud­nia­lu. Noto­rycz­nie to robi.

Na teraz tyle. Jeśli pomi­ną­łem jakieś kwe­stie, któ­re wciąż są dla was nie­zro­zu­mia­łe, daj­cie znać w komen­ta­rzu. Posta­ram się roz­ry­so­wać co i jak.

futbol for dummies

A to widziałeś?