Wysypisko

Kiedy Dzień Dziecka przestaje być Twoim świętem?

01/06/2019

Mam już taką małą PigO­uto­wą tra­dy­cję, że przy oka­zji każ­de­go popu­lar­niej­sze­go świę­ta, sta­ram się skrob­nąć kil­ka słów na jego temat #kto #co #dla­cze­go. Nie­ste­ty dziś mam pro­blem, bo o dzie­ciach wiem tyle, że na począt­ku są uro­cze, póż­niej przy­da­ją się, kie­dy pilot leży za dale­ko, albo trze­ba kogoś wysłać do skle­pu po szlu­gi, nie­ste­ty na koń­cu idą do giman­za­jum, a wraz z nimi idzie cały nie­cny plan… tyle, że nie do gim­ba­zy a w piz­du #dopa­la­cze #sło­necz­ko #popek (EDIT 2018: Odkąd zosta­łem ojcem, o dzie­ciach dowie­dzia­łem się jesz­cze, że bar­dzo mało śpią i strze­la­ją ogrom­ne dwój­ki. A jesli cho­dzi o inne zmia­ny, to chy­ba gim­na­zja zli­kwi­do­wa­li). W ogó­le inte­re­su­ją­ce jest, że kie­dy byłem dzie­cia­kiem i pró­bo­wa­łem po pro­stu prze­trwać, nie potra­fi­łem zro­zu­mieć dla­cze­go rodzi­ce robią mi pod gór­kę i zmu­sza­ją, żebym się idio­tycz­nie ubrał albo strzygł na gar­nek. Zacho­dzi­łem w gło­wę, skąd ten brak współ­pra­cy? Prze­cież też kie­dyś byli dzieć­mi, więc powin­ni pamię­tać jak to jest. Dziś z per­spek­ty­wy “dziad­ka” stwier­dzam, że takie wspo­mnie­nia bar­dzo szyb­ko się zacie­ra­ją. Czło­wiek po prze­kro­cze­niu pew­ne­go wie­ku tra­ci dzie­cię­cą empa­tię i prze­sta­je ogar­niać. Jed­nym sło­wem dopa­da go sta­rość. I dziś poga­da­my wła­śnie o sta­ro­ści, a kon­kret­nie po czym ją poznać. Zro­bi­my tak — ja zarzu­cę kil­ka obja­wów, a wy sami przed sobą odpo­wie­cie, czy was to doty­czy. Wszyst­ko powy­żej 3 tra­fień ozna­cza, że men­tal­nie jesteś już sta­rym kap­ciem i Dzień Dziec­ka zde­cy­do­wa­nie nie jest Two­im świę­tem. W prze­ciw­nym razie Wszyst­kie­go Naj­lep­sze­go, ale dla pew­no­ści spraw­dzaj, co pół roku.

 

Jesteś stary, kiedy:

  • dzie­ci sąsia­dów i gim­bu­sy (te lepiej wycho­wa­ne) mówią Ci “dzień dobry” zamiast “cześć” i zwra­ca­ją per “Pan/Pani”;
  •  musisz zamie­nić adi­dasy na pół­buty (trum­niaki), a jeśli robisz to z wła­snej nie­przy­mu­szo­nej woli to już w ogó­le zakle­puj mogi­łę;
  • z orto­pedą widu­jesz się czę­ściej niż z rodzi­ną (10 minu­towa prze­bieżka = pół­roczne lecze­nie kon­tu­zji, a po wizy­cie na sił­ce przez 3 dni nie możesz wstać z łóż­ka);​
  • ktoś mówi “10 lat temu” i myślisz o latach 90-tych (kla­syk);
  • nie możesz znieść mło­dzie­żo­wego slan­gu i coś w Tobie umie­ra za każ­dym razem, gdy sły­szysz zajefajne/przypadeG?/YOLO/SWAG/beka/pisiont gro­szy i kon­struk­cje typu jestę blogerę/jutuberę/kotałę;
  • pił­ka­rze, któ­rym kibi­co­wa­łeś zosta­ją tre­ne­ra­mi (EDIT 2018: są już tre­ne­ra­mi od dobrych kil­ku lat i moga pochwa­lić się wygra­niem 6 tro­fe­ów w jed­nym sezo­nie #Guadio­la, albo się­gnię­ciem po Ligę Mistrzów… trzy raz z rzę­du #Zida­ne;
  • Twoi ulu­bieni akto­rzy dosta­ją angaż w “Nie­znisz­czal­nych (1,2,3,..)” (EDIT 2018: Twoi ulu­bie­ni akto­rzy zosta­ją oskar­że­ni o mole­sto­wa­nie #MeToo);
  • pamię­tasz fil­my z Mor­ga­nem Fre­ema­nem, w któ­rych był mło­dy; *żar­cik, Mor­gan Fre­eman nigdy nie był mło­dy (EDIT 2018: #MeToo);

Morgan Freeman na dzien dziecka

  • baj­ki, fil­my i książ­ki, któ­re lubi­łeś w dzie­ciń­stwie, po latach wyda­ją się nie­po­prawne poli­tycz­nie, dwu­znaczne moral­nie i kon­tro­wer­syjne – Pan Kleks i zapę­dy do mło­dych chłop­ców, gołe dupy Mumin­ków, podej­rza­na rela­cja Kubu­sia Puchat­ka i Krzy­sia, itp., itd. (wystar­czy obej­rzeć loso­wy odci­nek)

dzien dziecka

  • two­je ulu­bio­ne pio­sen­ki sta­ły się “Zło­ty­mi prze­bo­ja­mi”;
  • spraw­dza­nie pro­gnozy pogo­dy sta­je się rytu­ałem;
  • poczu­cie cie­pła wyce­niasz wyżej niż swo­ją god­ność i w mroź­ny dzień zakła­dasz kale­so­ny;
  • oglą­da­jąc pro­gra­my z “cele­bry­tami”, zaczy­nasz komen­to­wać: “a ta to już do wszyst­kiego się pcha”;
  • nic Ci nie wycho­dzi tak jak wło­sy;
  • zaczy­nasz doce­niać muzy­kę Zbi­gnie­wa Wodec­kie­go (to o mnie) (EDIT 2018: Pana Zbysz­ka nie ma już z nami, ale jego muza sia­da jesz­cze bar­dziej);
  • dobrze się bawisz na „Jaka to melo­dia” (to też o mnie);
  • zaczy­na­ją pękać Ci ple­cy *syn­drom hydrau­li­ka (wciąż ja);

  • potrze­bu­jesz wspo­ma­ga­nia, żeby dotrwać w Syl­we­stra do pół­no­cy;
  • inte­re­su­jesz się poli­ty­ką;
  • wiesz czym jest był Walk­man, kase­ta VHS, tele­ga­ze­ta i dys­kiet­ka;
  • chciał­byś poje­chać na Wood­stock, ale odstra­sza Cię hałas, namiot i Toi Toi;
  • napier­da­lasz mio­tłą w sufit, kie­dy sąsie­dzi robią impre­zę;
  • żar­łeś Vibo­vit na sucho….. w ogó­le wiesz, co to Vibo­vit;
  • zbie­ra­łeś kar­tecz­ki,
  • dosta­jesz man­dat za jaz­dę z bile­tem ulgo­wym;
  • inte­re­su­jesz się kur­sem fran­ka, ceną barył­ki ropy i zawar­to­ścią glu­te­nu w żar­ciu;
  • domo­we obiad­ki krę­cą Cię bar­dziej niż fast­fo­od;
  • do apte­ki zamiast po gumy i test cią­żo­wy, cho­dzisz po piguł­ki na zga­gę i krem Core­ga;
  • bli­scy trą­ca­ją Cię kijem, żeby spraw­dzić czy tyl­ko śpisz, czy już nie żyjesz;
  • świecz­ki na Two­im tor­cie uro­dzi­no­wym doda­ją +50 do glo­bal­ne­go ocie­ple­nia;
  • Twoi zna­jo­mi zdą­ży­li się hajt­nąć… roz­wieść… i jesz­cze raz hajt­nąć;
  • wsta­jesz tak wcze­śnie, że w Maku ser­wu­ją jesz­cze ofer­tę śnia­da­nio­wą;
  • nie kumasz o co lot­to ze Snap­cha­tem?;
  • Mura­tor” krę­ci Cię bar­dziej niż “CKM”;
  • wiesz kto to Klau­diusz i Gul­czas;
  • kie­dy­kol­wiek zaczą­łeś zda­nie od „za moich cza­sów”;
  • przy­naj­mniej raz w życiu zadzwo­ni­łeś po straż miej­ską;
  • zamiast pisać „aśe­na­eba­em” wrzu­casz na fej­sa print­scre­ena z endo­mon­do;
  • każ­dy tele­fon po 20:00 zaczy­na się od: „sor­ry, nie obu­dzi­łem Cię?”;
  • nie ogar­niasz “mody” i “tren­dów”;

moda

I jeszcze personalizowane dla kobiet:

  • kie­dy zakła­dasz bar­cha­no­we gacie, bo wiesz, że nikt poza gine­ko­lo­giem tam nie zaj­rzy;

prezent na dzien dziecka

  • robisz sobie trwa­łą;
  • oglą­dasz swo­ją trwa­łą w lustrze i uzna­jesz, że wyglą­dasz zaje­bi­ście;
  • masz czar­ny pas z obsłu­gi kor­ko­cią­gu;
  • Twoi rodzi­ce prze­sta­ją się bać, że zaj­dziesz w nie­pla­no­wa­ną cią­żę…. Dają na mszę w tej inten­cji;
  • wymio­ci­ny, któ­re sprzą­tasz nie są Two­je;
  • zna­jo­me pro­szą Cię o pomoc w wypeł­nie­niu wnio­sku na 500+;
  • Per­fek­cyj­ną Panią Domu/Maję Sablewską/Projekt Lady oglą­dasz bo lubisz, a nie z podo­wu kaca;
  • Two­je cyc­ki wyglą­da­ją i zacho­wu­ją się jak prze­rzu­co­ny przez szy­ję balon wypeł­nio­ny wodą;
  • Twój kon­ku­bent pyta czym jest cel­lu­lit?, a Ty zamiast tłu­ma­czyć, po pro­stu mu go poka­zu­jesz;
  • w Two­im życiu jest wię­cej niż jeden kot;
  • jeź­dzisz komu­ni­ka­cją miej­ską z tor­bą na kół­kach.

A najgorsze jest:

Kie­dy Ty i two­je zio­my prze­sta­je­cie ogar­niać, co to spon­ta­niczna najeb­ka. Kie­dyś po pro­stu cho­dziło o to żeby iść i spruć się jak sta­ry swe­ter, teraz trze­ba się uma­wiać i pla­no­wać blehhhhhh. Baa kom­pli­ka­cje nie koń­czą się nawet, gdy już uda się ogar­nąć opie­kunkę do dzie­ci. Doszło do tego, że ostat­nio musie­li­śmy kon­sul­to­wać mar­kę wód­ki – bo jeden nie pije nic poni­żej Strum­brasa, dru­gi po Absol­wen­cie dosta­je migre­ny, a trze­ci nie tra­wi ziem­nia­ków uży­tych do pro­duk­cji Wybo­ro­wej. Podob­nie z pod­kła­dłem – to nie, bo nie tole­ruje lak­tozy, tam­to nie bo ostre, a jeli­to wraż­liwe. Sta­rość nie radość.

slayer

A to widziałeś?