Włóczykijing

Uber. Można się przejechać!

06/09/2015

W pią­tek i w sobotę testo­wa­łem tro­chę UBERA, czyli apkę, która rze­komo ma być alter­na­tywą dla tak­só­wek i zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wać spo­sób poru­sza­nia się po mie­ście. Przy­znaję bez bicia, że byłem do niej odro­binę uprze­dzony. Po pierw­sze przez agre­sywną nazwę, od któ­rej prze­cho­dzą ciary — Uber! Kiedy ją sły­szę, odru­chowo staję na bacz­ność. Nie­któ­rzy twier­dzą, że każde słowo z języka nie­miec­kiego brzmi jak roz­kaz roz­strze­la­nia i muszę przy­znać, że coś w tym jest. Założę się, że gdyby Hitler stwo­rzył star­tup nazwałby go wła­śnie Uber i ofe­ro­wał prze­jazdy do Auschwitz-Birkenau. Druga kwe­stia to lojal­ność. Mój wujek jest tak­sów­ka­rzem i z sza­cunku dla niego jestem na NIE dla wszyst­kich wyna­laz­ków, które idą na skróty. Praw­dziwy tak­sów­karz musi poświę­cić czas i pie­nią­dze na zro­bie­nie licen­cji, zain­we­sto­wać tro­chę gro­sza w furę (licz­niki, ozna­ko­wa­nia, kasa fiskalna, etc.) i co naj­waż­niej­sze, topo­gra­fię mia­sta ma w jed­nym paluszku. Z kolei żeby jeź­dzić dla Ubera wystar­czy posia­dać prawko i samo­chód. Zna­jo­mość mia­sta nie jest potrzebna, bo całość opiera się na GPS-ie w apli­ka­cji. Teo­re­tycz­nie wyma­gana jest licen­cja na prze­wóz osób, ale w rze­czy­wi­sto­ści da się to obejść i przy­naj­mniej jeden kie­rowca, który wiózł mnie w week­end, tako­wej nie posia­dał. Wiem, bo pyta­łem. Chciał­bym wie­rzyć, że w kon­fron­ta­cji tak­sów­ka­rze vs. Uber wia­ry­god­niej wypa­dają Ci pierwsi, a ich doświad­cze­nie dodat­kowo wpływa na więk­sze poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, jed­nak nie da się tego prze­ło­żyć 1 do 1. Ręka do góry, kto w swo­jej karie­rze nie tra­fił na tak­sów­ka­rza, który pró­bo­wał prze­krę­cić jadąc okrężną drogą albo miał ból dupy, że płat­ność kartą, a nie gotówką?

 
Z czym to się je?

Idea dzia­ła­nia Ubera jest pro­sta. Ścią­gasz apkę na smart­fona, reje­stru­jesz się w sys­te­mie, doda­jesz numer karty kredytowej/debetowej i w zasa­dzie tyle w kwe­stiach pro­ce­du­ral­nych. Teraz można już na legalu zama­wiać prze­jazdy, a robi się to poprzez klik­nię­cie jed­nego guziczka “kurs z tego miej­sca”. Apka sama nas loka­li­zuje za pomocą wbu­do­wa­nego GPSa, więc nie trzeba zawra­cać sobie głowy wie­dzą o ulicy, na któ­rej się aktu­al­nie znaj­du­jemy. Po naszej stro­nie pozo­staje tylko wkle­pać adres doce­lowy. Po chwili dosta­jemy infor­ma­cję z danymi kie­rowcy, marką samo­chodu i sza­co­wa­nym cza­sem ocze­ki­wa­nia. Wsia­damy, jedziemy i wysia­damy. Nic nie pła­cimy kie­rowcy. Opłata auto­ma­tycz­nie zostaje pobrana z konta. Nie trzeba się też mar­twić, że tra­fimy na cwa­niaka, który będzie pró­bo­wać prze­wieźć nas z Cen­trum na Ursy­nów przez Tar­gó­wek. Apka auto­ma­tycz­nie wyzna­cza trasę prze­jazdu i jest ona widoczna u nas i u kie­rowcy na tele­fo­nie. Brzmi faj­nie i za pierw­szym razem fak­tycz­nie było faj­nie, nie­stety im dalej w las tym gorzej.

 
Prawda czy mit?

Na blogu Stay­Fly zna­la­złem arty­kuł pt: “7 powo­dów, dla któ­rych Uber jest lep­szy od tak­sówki”. Zestawmy to z moimi odczu­ciami:

 

1. Jest taniej — Mit!

Opłata począt­kowa w Ube­rze wynosi 5 zł, kolejny kilo­metr to koszt 1,40 zł i 25 gro­szy za roz­po­czętą minutę. Szcze­rze mówiąc nie wiem jak to wypada na tle war­szaw­skich kor­po­ra­cji tak­sów­ko­wych, ale podej­rze­wam, że cał­kiem korzyst­nie. Jed­nak jedna rzecz zwró­ciła moją uwagę. Otóż na Stay­Fly prze­czy­tamy, że w Ube­rze nie ma ani taryfy noc­nej, ani świą­tecz­nej i to jest naj­więk­szy bul­l­shit. Pierw­szy prze­jazd fak­tycz­nie mia­łem ele­gancki. Star­to­wa­łem z Ronda ONZ i chcia­łem pod palmę na Ron­dzie de Gaulle’a. Prze­jazd eks­pre­sowy i koszt w oko­li­cach 11 zł. Przy­jem­nie. Zwłasz­cza, że jecha­li­śmy w cztery osoby i gdy­by­śmy chcieli tę trasę zro­bić tram­wa­jem, wię­cej zapła­ci­li­by­śmy za bilety. Nie­stety przy kolej­nym kur­sie nie było tak kolo­rowo. Apli­ka­cja wypluła komu­ni­kat — “ze względu na duże zain­te­re­so­wa­nie cena za kilo­metr jest 1,9x więk­sza od stan­dar­do­wej stawki”. Trze­cie wezwa­nie i cena wyno­siła już 2,1x stan­dar­do­wej stawki. Mimo to zamó­wi­łem. Prze­jazd wyniósł 48 zł. Następ­nego dnia zro­bi­li­śmy tę samą trasę taksą i zapła­ci­li­śmy 30 zł. Mit oba­lony.

 

2. Nie musisz mieć przy sobie pie­nię­dzy — Prawda, ale …

Tak jak wcze­śniej pisa­łem, do apli­ka­cji Ubera pod­pina się kartę kredytową/debetową i opłata za prze­jazd zostaje auto­ma­tycz­nie ścią­gnięta z konta. Wygodne, ale są minusy. Apli­ka­cja nie poka­zuje kosz­tów na bie­żąco, tak jak licz­nik w tak­sówce (chyba, że ta funk­cja jest gdzieś scho­wana, a ja nie potra­fi­łem jej zna­leźć). Nie można się też doga­dać z kie­rowcą na kon­kretną cenę. Przed wezwa­niem dosta­jemy infor­ma­cję o sza­cun­ko­wych kosz­tach — przy­kła­dowo 30–50 zł. Dość sze­ro­kie widełki, co oso­bi­ście bar­dzo mi się nie podoba. Powiedzmy, że za 30 zł jestem skłonny poje­chać, ale za 50 już mi się nie opłaca. W tak­sie zazwy­czaj można się w tej mate­rii doga­dać, w Ube­rze o osta­tecz­nej cenie dowia­du­jemy się dopiero po zakoń­czo­nym kur­sie, w zakładce “histo­ria prze­jaz­dów”.

 

3. Nie musisz wie­dzieć gdzie jesteś — Prawda!

Tu duży plus dla Ubera. Dzięki apce nie muszę się przej­mo­wać, że total­nie nie wiem gdzie jestem. GPS zała­twia sprawę. Nie­stety doświad­cze­nie poka­zało, że nie­któ­rzy kie­rowcy nie radzą sobie nawet, kiedy wspo­maga ich nawi­ga­cja. Wczo­raj zamó­wi­łem Ubera na Powi­ślu. Apka poka­zała, że kie­rowca będzie za 4 minuty. Śle­dzi­łem trasę jego prze­jazdu i naglę widzę, że czas wzrósł do 7 minut, bo typ źle skrę­cił. Kilka skrzy­żo­wań dalej zawró­cił i wyda­wało się, że jest już na dobrej dro­dze, aż tu nagle znowu manewr w złą ulicę i kolejny raz wydłu­żył się czas ocze­ki­wa­nia. Koleś tak mnie zmę­czył swoją nie­kom­pe­ten­cją, że osta­tecz­nie zre­zy­gno­wa­łem z prze­jazdu i sko­rzy­sta­łem ze stan­dar­do­wej taksy. Kilka minut póź­niej kolejne nega­tywne zasko­cze­nie Ube­rem. Na maila dosta­łem rachu­nek z obcią­że­niem 10 zł za anu­lo­wa­nie prze­jazdu. W regu­la­mi­nie wyczy­ta­łem, że wła­śnie tyle kosz­tuje odwo­ła­nie kursu, kiedy czas ocze­ki­wa­nia na kie­rowce wynosi poni­żej 5 minut. Sprawę udało się wypro­sto­wać mailowo i kasa wró­ciła, więc uznaję to za nie­for­tunny incy­dent i wyba­czam, jed­nak na takich akcjach wycho­dzi róż­nica mię­dzy kole­siem z przy­padku, a raso­wym tak­sów­ka­rzem, który zna mia­sto na pamięć.

 

4. Nie musisz znać numeru — Prawda!

Zaletę zama­wia­nia prze­jaz­dów przez apkę doce­nia się szcze­gól­nie w obcym mie­ście, kiedy nie zna się nume­rów i sta­wek lokal­nych kor­po­ra­cji. Jed­nak jest kolejne ale — jeśli cho­dzi o Pol­skę, Uber póki, co działa tylko w War­sza­wie, Kra­ko­wie i Trój­mie­ście, więc jeśli wylą­du­jemy w Czę­sto­cho­wie nic nam po takim “uła­twie­niu”. Znacz­nie więk­sze szanse mamy jeśli rzuci nas do jakie­goś dużego mia­sta zagra­nicą. Wtedy posia­da­nie konta w Ube­rze może oka­zać się naprawdę przy­datne.

 

5. Nie ma pyta­nia „któ­rędy poje­dziemy?” - Prawda!

Pyta­nie “któ­rędy poje­dziemy” nie jest mi straszne. Bar­dziej oba­wiam się kie­row­ców, któ­rzy pró­bują wyko­rzy­stać nasze nie­zo­rien­to­wa­nie i zaser­wo­wać nad­pro­gra­mowe zwie­dza­nie mia­sta. W tej kwe­stii Uber daje totalny spo­kój. Apli­ka­cja auto­ma­tycz­nie wyzna­cza naj­ko­rzyst­niej­szą trasę prze­jazdu, która jest wyświe­tlana u nas i u dri­vera. Funk­cję szcze­gól­nie doce­niam po incy­den­cie w Manili, gdzie kie­rowca wiózł mnie okrężną drogą i wma­wiał, że to opty­malna trasa. Na tele­fo­nie mia­łem odpa­loną nawi­ga­cję i widzia­łem, że ściem­nia. Jed­nak aku­rat w tym przy­padku roze­szło się po kściach. Kilo­metr w fili­piń­skiej tak­sówce kosz­tuje 70 gro­szy, więc sie­dzia­łem cicho i chcia­łem dać mu zaro­bić cho­ciaż 15 zł. Gorzej jak takiego dri­vera trafi się w Paryżu, Bar­ce­lo­nie albo Lon­dy­nie. Z Ube­rem nie ma ryzyka.

 

6. Jeź­dzisz dobrymi furami — Mit!

Nie doszu­ka­łem się infor­ma­cji na jakiej zasa­dzie Uber oce­niana, czy autko nadaje się do jazdy pod ich szyl­dem. Na stro­nie nie ma poda­nych wymo­gów w tym wzglę­dzie, ale chyba nie są zbyt restryk­cyjne, bo fury, któ­rymi jecha­łem nie były złe, ale dupy nie ury­wały. Sprawa wygląda podob­nie jak z tak­sów­kami, raz się trafi wypa­sione Volvo w skó­rze, a kolej­nym razem 20-letni kle­kot. W pią­tek jecha­łem “świeżą” Mazdą 5, a wczo­raj tra­fił mi się kil­ku­letni Pas­sat, w któ­rym 3/4 kon­tro­lek paliła się na czer­wono, w tym Chceck Engine!! Mit.

Na mar­gi­ne­sie: W tek­ście odno­szę się do pod­sta­wo­wej usługi Uber­POP. Ist­nieje jesz­cze coś takiego, jak Uber­LUX, gdzie mamy pew­nosć, że pod­je­dzie po nas jakieś wypa­sione autko, ale oczy­wi­ście usługa kosz­tuje extra, co w mojej obec­nej sytu­acji mate­rial­nej cał­ko­wi­cie mnie nie inte­re­suje.

 

7. Możesz jeź­dzić za darmo! - Mit!

Przy­naj­mniej mi kazali zapła­cić.

Cho­ciaż muszę uczciwe przy­znać, że wie­lo­krot­nie widzia­łem w necie kody zniż­kowe na prze­jazdy + jest moż­li­wość zdo­by­cia bonu­sów za pole­ce­nie Ubera zna­jo­mym, więc uznajmy, że jest coś na rze­czy.

 
Warto czy nie?

Warto. Cho­ciaż nie powie­dział­bym, że Uber jest jakąś wielką rewo­lu­cją w prze­wo­zie osób. Co naj­wy­żej cie­kawą alter­na­tywą dla kla­sycz­nych tak­só­wek i wygodną opcją dla leni­wych (czyli dla mnie). Oso­bi­ście byłem zachwy­cony pierw­szym prze­jaz­dem, ale kolejne spro­wa­dziły mnie na zie­mię. Podoba mi się nie­in­wa­zyjne zama­wia­nie, pod­gląd trasy i bez­go­tów­kowa płat­ność, ale total­nie nie prze­ko­nuje mnie brak moż­li­wo­ści kon­tro­lo­wa­nia kosz­tów pod­czas jazdy i mani­pu­lo­wa­nie ceną pod przy­krywką zwięk­szo­nego ruchu. Nie ma moż­li­wo­ści, żeby zwe­ry­fi­ko­wać czy to prawda. Rów­nie dobrze apka może wysłać co jakiś czas taki komu­ni­kat, żeby pod­bić stawki. Z faj­nych rze­czy jest jesz­cze moż­li­wość oceny kie­rowcy w sys­te­mie gwiaz­dek, od jed­nej do pię­ciu. Dzięki takiemu roz­wią­za­niu, ist­nieje szansa, że bez­na­dziejny kie­rowca długo się w tej robo­cie nie utrzyma. Co cie­kawe, sys­tem działa w dwie strony i kie­rowcy też mogą oce­niać pasa­że­rów. Moż­liwe, że jeden paw dzieli Cię od bana na Ubera. Zapy­ta­łem jesz­cze Madzie o opi­nię. Stwier­dziła, że pod­gląd zdję­cia kie­rowcy jest bar­dzo dobrym pomy­słem. Dzięki temu od razu jest w sta­nie stwier­dzić czy jedzie ktoś nor­malny czy psy­cho­pata. Z rze­czy do poprawy wska­zała infor­ma­cję o marce samo­chodu, która czę­sto nic jej nie mówi. Twier­dzi, że przy­da­łoby się jesz­cze poda­wać kolor. Kobiety!
Apli­ka­cję zosta­wiam i pew­nie jesz­cze nie raz sko­rzy­stam. Jed­nak jeśli będę prze­gi­nać z pod­bi­ja­niem sta­wek, nasza zna­jo­mość nie potrwa długo. Tak­só­wek póki, co nie skreślam.

A to widziałeś?