Włóczykijing

Tu jest jakby luksusowo, czyli słów kilka o hotelach na Bali

03/04/2019

Jak każ­dy czło­wiek, któ­ry nie ma ski­tra­ne­go bit­co­ina w skar­pe­cie, sta­ram się racjo­na­li­zo­wać wydat­ki. Zwłasz­cza te pusz­cza­ne na rze­czy nie­ma­te­rial­ne, takie jak noc­le­gi. Nie, żebym gar­dził luk­su­sa­mi, wręcz prze­ciw­nie, ale pła­ce­nie pra­wie dwóch tysi za noc w sopoc­kim Mario­cie wyda­je mi się moc­no kon­tro­wer­syj­ne (nie to co pusz­cze­nie 1,5 kafla na kie­row­ni­cę do Play­sta­tion XD). Już nawet nie cho­dzi o to, że mnie nie stać. Te kosz­ty po pro­stu się nie amor­ty­zu­ją.

Tro­chę ina­czej spra­wy wyglą­da­ją w Azji. Tam hote­le są tanie… no dobra, tro­chę prze­sa­dzam, ale fak­ty są takie, że zazwy­czaj wypa­da­ją o wie­le korzyst­niej niż porów­ny­wal­ny stan­dard w Euro­pie. Z wła­sne­go doświad­cze­nia wiem, że bez więk­szych pro­ble­mów da się zna­leźć noc­leg ze śnia­da­niem i base­nem za mniej niż 50 zeta i gwa­ran­tu­je wam, że nic nie będzie kapa­ło na łeb, ani ścia­ny nie będą z azbe­stu (w tym momen­cie krzy­żu­ję pal­ce za ple­ca­mi, bo cho­le­ra wie, jak jest napraw­dę). Z kolei dys­po­nu­jąc budże­tem 100–150 zło­tych, moż­na już kimać po kró­lew­sku. I zazwy­czaj wła­śnie w takie kli­ma­ty ude­rza­my. Jed­nak tym razem poszli­śmy tro­chę gru­biej i niczym Paris Hil­ton, wbi­li­śmy cali na bia­ło do hote­lu 5‑gwiazdkowego. A co kur­ła, nam tez się coś nale­ży od życia! A tak serio, to po pro­stu szu­ka­łem noc­le­gu na Lom­bo­ku, wtem w pro­po­zy­cjach poja­wił się hotel Kata­ma­ran. Po przej­rze­niu gale­rii zdjęć, total­nie puści­ły mi hamul­ce i stwier­dzi­łem, że HWDP w racjo­nal­ność — muszę tam wbić, albo umrę na sucho­ty.

Osta­tecz­nie spę­dzi­li­śmy w Kata­ma­ra­nie pięć nocy, za co zapła­ci­li­śmy pra­wie 2000 peele­nów (399zł/noc), czy­li bar­dzo dużo, jak na azja­tyc­kie warun­ki, ale bez sza­łu, jeśli prze­ło­ży­my to na pol­skie realia (mie­siąc temu pła­ci­łem 350 zł za noc­leg w Gdań­sku i wylą­do­wa­łem w schow­ku na mopy). O Islan­dii, czy Szwaj­ca­rii nawet nie mówię. Kłesz­czyn brzmi, czy było war­to tak gwiaz­do­rzyć? Jup, był to naj­bar­dziej satys­fak­cjo­nu­ją­cy pobyt w hote­lu ever. Co praw­da nadal pod­trzy­mu­ję zda­nie, że kosz­ty takich luk­su­sów się nie amor­ty­zu­ją, ale kom­fort i chil­lo­ut, jakie­go zazna­li­śmy, wart jest każ­dych pie­nię­dzy, czy­li iden­tycz­na sytu­acja, jak z lata­niem w biz­nes kla­sie.

Co mnie urze­kło?

#Loka­li­za­cja

Z jed­nej stro­ny morze i pry­watna pla­ża, z dru­giej las pal­mowy. Chy­ba oczy­wi­ste, że prop­suję takie widocz­ki. P.S. Na prze­ciwko od Lom­boku jest ta część Bali, na któ­rej znaj­duje się wiel­gachny, aktyw­ny wul­kan, więc jeśli ktoś doj­rzał czar­ny nalot na pla­ży, to uprze­dzam, że to popiół wul­ka­niczny. Ni jak nie obni­ża on oce­ny koń­co­wej.

 

#Dizajn

Wszyst­ko jest tam ład­ne, czy­ste, nowe i sen­sow­nie zapro­jek­to­wa­ne. W takim oto­cze­niu nie notu­je się gor­szych dni. Nope, otwie­rasz rano oko, roz­glą­dasz się dooko­ła i wszyst­ko jest ide­al­ne, więc z auto­ma­tu czu­jesz się dobrze. I nawet inby Bren­don­ka, nie były w sta­nie mi tego popsuć.

 

#Base­ny

W życiu nie widzia­łem faj­niej­sze­go base­nu niz ten prze­szklo­ny w Kata­ma­ra­nie. A był jesz­cze dru­gi — infi­ni­ty. Konar  pło­nął per­ma­nent­nie.

#Obsłu­ga

Nigdy nie mia­łem do czy­nie­nia z taką sym­pa­tycz­ną obsłu­gą. Być może powo­dem jest to, że do tej pory moje kon­tak­ty ze staf­fem hote­lo­wym, koń­czy­ły się na wyso­ko­ści recep­cji. Odbie­ra­łem klu­cze i tyle ich widzia­łem. No i w sumie spo­ko, po co mi wię­cej? W Kata­ma­ra­nie wyglą­da­ło to ciut ina­czej. Nie chcę zabrzmieć, jak cebu­lak, któ­ry przy­pad­kiem tra­fił na impre­zę dla wyż­szych sfer i aż zanad­to się pod­ja­rał, ale tam napraw­dę czło­wiek może poczuć się dopiesz­czo­ny. Pod­sta­wią furę na przy­stań i zawio­zą pod drzwi hote­lu, powi­ta­ją welco­me dri­nem i wil­got­nym ręcz­ni­kiem, co by zmyć z twa­rzy całe zło, któ­re się do nas przy­kle­iło pod­czas podró­ży. Może pomóc przy znie­sie­niu wóz­ka po tych schod­kach? A może tak­só­wecz­kę wezwać? A i para­so­lem pora­tu­ją pod­czas obe­rwa­nia chmu­ry. Nie, żebym to wyko­rzy­sty­wał i kazał nosić się w lek­ty­ce, ale nie będę ściem­niał, że to nie było miłe. Poza tym ludzie są wiecz­nie uśmiech­nię­ci. Nawet jeśli w myślach życzy­li mi dwu­me­tro­we­go zaga­nia­cza w anu­sa, to świet­nie się z tym kry­li i uwa­żam, że wszel­kiej maści bab­ki z dzie­ka­na­tów i urzę­dów, powin­ny jeź­dzić do nich na szko­le­nia z poker fej­sa, a nie że na dzień dobry ema­nu­ją chę­cią mor­du. Atti­tu­de is eve­ry­thing!

 

#Śnia­da­nia

Śnia­da­nia hote­lo­we to naj­wspa­nial­sza rzecz na świe­cie, wia­do­mix. W Kata­ma­ra­nie co praw­da nie było euro­pej­skie­go stan­dar­du, czy­li wędlin i serów, ale było za to od cho­le­ry węgli w posta­ci nale­śnio­rów, pan­kej­ków, gofrów, cia­stek fran­cu­skich i świe­żych owo­ców. U mnie z węgla­mi, jak z pacior­kiem — nie odma­wiam. Do tego typo­wy English Bre­ak­fast i omle­ty ser­wo­wa­ne na życze­nie. Docho­dzi jesz­cze kaw­ka, obo­wiąz­ko­wo z boho­ma­zem na pian­ce, a całość moż­na kon­su­mo­wać z wido­kiem na morze. Czy z życia da się wyci­snąć wię­cej? Nie sądzę!

 

#Infra­struk­tu­ra

O base­nach już mówi­łem, ale oprócz tego sexi ogró­dek w patio, bar, jed­na restau­ra­cja, dru­ga restau­ra­cja, tym razem z żar­ciem pre­mium i epic­kim wido­kiem na morze, sił­ka, szpa­ner­skie Spa, w któ­rym Madzia koiła swo­je sko­ła­ta­ne przez Bren­don­ka (i prze­ze mnie) ner­wy, huś­taw­ka na pla­ży, leżan­ki, sofy w nie­ty­po­wych miej­scach, cho­oye, muje, dzi­kie węże. Napraw­dę zadzi­wia­ją­co dobrze odnaj­du­ję się w luk­su­sie.

I w takich warun­kach upły­nę­ło nam 5 dni (tu macie link, jeśli chcie­li­by­ście sobie zare­zer­wo­wać noc­kę w Kata­ma­ra­nie -> KLIK), po czym na kolej­ne 4 noce prze­nie­śli­śmy się do hote­lu odda­lo­ne­go o jakieś 300 metrów -> Holi­day Resort. Gene­ral­nie są tak bli­sko sie­bie, że głu­pio było wzy­wać tak­se, bo nawet licz­nik nie zdą­żył­by się prze­krę­cić. Na szczę­ście w Kata­ma­ra­nie, jak usły­sze­li, gdzie się wybie­ra­my, to nas pod­rzu­ci­li z tobo­ła­mi. Holi­day też jest bar­dzo spo­czko. Ma jed­ną gwiazd­kę mniej, ale jak ktoś nie był w Kata­ma­ra­nie, to nie będzie wie­dział, że pod nią dużo dobra się kry­je i też wyje­dzie zado­wo­lo­ny. Dwa base­ny, pry­wat­na pla­ża, kort teni­so­wy, bar z faj­nym hap­py hour,  nicze­go sobie śnia­dan­ka, a do tego mają miej­sców­kę, do któ­rej zno­szą wyrzu­co­ne przez morze żół­wie jaja, po czym cze­ka­ją aż żół­wie się wyklu­ją, tro­chę pod­ro­sną i wte­dy odda­ją je mat­ce natu­rze. Cena 160zł/noc.

Z Holi­day Resort prze­nie­śli­śmy się na Bali, do naj­bar­dziej tury­stycz­nej miej­scow­ści ->Ubud, gdzie na 4 noce osie­dli­śmy w hote­lu Per­ti­wi Bisma 2. Też super faj­na buda, z kozac­kim base­nem infi­ni­ty i restau­ra­cją, w któ­rej żar­cie total­nie ury­wa odwłok. Serio, naj­lep­szą sza­mę pod­czas tej podró­ży, zali­czy­łem wła­śnie tam. Wadą tego hote­lu jest total­ne nie przy­sto­so­wa­nie dla dzie­ci. Mul­tum scho­dów, więc od nosze­nia wóz­ka dosta­łem gar­ba, a i basen zaje­bi­ście głę­bo­ki na całej prze­strze­ni, więc Bren­do­nek nie mógł sobie pochla­pać w bro­dzi­ku. Cena 130 zł/noc. Dla bez­dziet­nych genia­la­na opcja.  P.S. Dwa razy dzien­nie odby­wa­ją się tam zaję­cia z jogi. Za fri­ko.

https://www.instagram.com/p/BvWewOhgbHi/

Zali­czy­li­śmy jesz­cze jeden hotel -> Asta­na w miej­scow­ści Sanur. Tutaj klu­czem była bli­skość lot­ni­ska. Przy­le­cie­li­śmy na Bali o 23, więc już nam się nie chcia­ło robić jakichś wiel­kich wycie­czek w głąb wyspy. Nope, chcie­li­śmy tyl­ko, jak naj­szyb­ciej rzu­cić wali­za­mi i tro­chę pochil­lo­wac. Hotel naj­lep­sze lata ma już za sobą i w sumie jest bar­dzo dro­gi, bo zapła­ci­li­śmy pra­wie 200 peele­nów za noc­kę. Na miej­scu oka­za­ło się, że dosta­li­śmy dwa bliż­nia­cze poko­je, połą­czo­ne wewnętrz­ny­mi drzwia­mi i teraz nie wiem, czy oni źle zro­zu­mie­li proś­bę o dostaw­kę łóżecz­ka dla dziec­ka i zamiast tego “dosta­wi­li nam dru­gi pokój” (i ska­so­wa­li podwój­nie), czy po pro­stu taki mają stan­dard? Zale­ty: Dają dobrze jeść i mają faj­ny basen, cho­ciaż on bar­dziej nada­je się pod Insta­gra­ma niż do kąpie­li. Ogól­nie nie­głu­pia opcja, ale na dłuż­szy pobyt nie pole­cam.

Jakieś pyta­nia? Słu­żę!

A to widziałeś?