Włóczykijing

Tajlandia Koh Samui. Jak zaplanować idealny dzień

23/06/2016

Taj­lan­dia Koh Samui

Dziś wyjąt­kowo na PigO­ucie robimy prze­rwę od heheszkowo-popkulturowych postów i lecimy na wycieczkę do Azji. Minęło już jakieś pół roku odkąd wró­ci­li­śmy z Koh Samui, więc ostat­nia szansa, żeby skrob­nąć coś w tema­cie, bo lada dzień zdję­cia wyblakną ze sta­ro­ści. Przed wami wpis z cyklu: “Tak wyglą­dałby Twój dzień, gdy­byś poleciał/a na.… Koh Samui”. Zacznijmy jed­nak od tego, że zanim czło­wiek zale­gnie na słi­ta­śnej plaży i zacznie wkur­wiać zna­jo­mych zdję­ciami palm i dri­necz­ków, naj­pierw musi srogo się umę­czyć. Żeby dotrzeć na Koh Samui, w pierw­szym kroku musie­li­śmy pole­cieć z War­szawy do Doha (6h lotu), tam 2 godziny postoju (przy powro­cie 8h!!) i prze­siadka na lot do Bang­koku (kolejne 6h w samo­lo­cie). W Bang­koku spę­dzi­li­śmy 3 dni, więc ten czas ski­pu­jemy i prze­cho­dzimy do dal­szej podróży. Naj­pierw godzinna wycieczka taksą z hotelu na lot­ni­sko, kolejna godzina samo­lo­tem do Catic­lanu (naj­bliż­sze tanie lot­ni­sko od Koh Samui, na bez­po­średni lot może sobie pozwo­lić tylko Jay-Z), skąd zgar­nia nas auto­bus i przez 1,5h wie­zie do portu, następ­nie 1,5h rejsu pro­mem, który dostar­cza nas na wyspę. Teraz już tylko prze­siadka w mini busa i po kolej­nej godzi­nie w końcu docie­ramy do hotelu. Tro­chę to trwa, ale zde­cy­do­wa­nie warto.

Tajlandia Koh Samui

Taj­lan­dia Koh Samui: Pobudka 

Wsta­jesz, powiedzmy tak o 9, bo szkoda dnia, wycho­dzisz na taras, żeby spraw­dzić jaka jest pogoda i w tym momen­cie ude­rza Cię fala gorąca, porów­ny­walna chyba tylko z wyzie­wem z sil­ni­kia Jumbo Jeta. Szybko wra­casz do kli­ma­ty­zo­wa­nego pokoju, bie­rzesz ręcz­nik, zbie­gasz po scho­dach i na peł­nej k… wska­ku­jesz na bombę do basenu. Dzio­nek ofi­cjal­nie otwarty. Jeśli zaczy­nasz dzień od jog­gingu to bar­dzo mi przy­kro, ale musisz wstać około 5 rano. Póź­niej tem­pe­ra­tura prze­kra­cza już magiczną barierę 30 stopni, co spra­wia, że jedyne aktyw­no­ści jakie wcho­dzą w grę to prze­wra­ca­nie się z boku na bok w cie­niu jakiejś palmy i plu­ska­nie w morzu.

Tajlandia Koh Samui

Taj­lan­dia Koh Samui​: W drogę

Pierw­sze odmo­cze­nie mamy odha­czone, więc czas na eks­plo­ra­cję wyspy. Koh Samui jest na tyle duże, że pie­szo wiele się nie zdziała, ale też na tyle małe, że wszę­dzie doje­dziemy sku­te­rem, dla­tego przy rezer­wa­cji hotelu warto zwra­cać uwagę czy dys­po­nuje on wła­sną wypo­ży­czalną jed­no­śla­dów. To naprawdę wiele uła­twia.

My wyspę obje­cha­li­smy jakieś sześć razy (60 km po obwo­dzie). Każ­dego dnia obie­ra­li­śmy na cel inną plażę, gdzie byczy­li­śmy się do póź­nego popo­łu­dnia. Wiem, że wiele osób zacho­dzi w głowę, jak można spę­dzić pół dnia na plaży, prze­cież to takie nudne, a dookoła tyle kościół­ków do sfo­to­gra­fo­wa­nia, co nie? Sami jeste­ście nudni. Plaże są zaje­bi­ste, zwłasz­cza te oto­czone skał­kami. Na plaży można leżeć, spać, czy­tać książkę, spi­jać driny, zry­wać kokosy, rzu­cać fris­bee, wbie­gać na Has­sel­hoffa do wody, wypo­ży­czyć kaja­czek, spró­bo­wać sił na pad­dle­bo­ar­dzie tudzież trza­skać fiflaki. Mało? Oso­bi­ście mógł­bym tak chil­lo­wać na pełny etat.

Tajlandia Koh Samui

Tajlandia Koh Samui

Plaż na Koh Samui nie bra­kuje. Jedne są lep­sze, dru­gie gor­sze, sporo jest też pry­wat­nych, dostęp­nych tylko dla boga­czy spią­cych w Four Seasons i innych She­ra­to­nach. Zwie­dzi­li­śmy więk­szość i nasze Top 3 pre­zen­tuje się nastę­pu­jąco:

 

Miej­sce 3: Taj­lan­dia Koh Samui Coral Cove Beach

Plaża w pew­nym sen­sie pry­watna, bo wejść na nią można tylko przez restau­ra­cję Silver Bay Resort, ale nie ma ciśnie­nia, żeby cokol­wiek w niej zama­wiać. Plaża oto­czona skał­kami i wyso­kimi zbo­czami poro­śnie­tymi palem­kami, więc pod wzglę­dem wido­ków jest WOW. Do tego docho­dzi cie­pła, kry­sta­licz­nie czy­sta woda i fajne knajpki, gdzie można cał­kiem dobrze zjeść, wypić genial­nego szejka, a nawet wypo­ży­czyć kaja­czek i nie popaść przy tym w długi. Warto sku­sić się na kajak, bo tuż za ska­łami jest kolejna fajna plaża, tyle że pry­watna, nale­żąca do jakie­goś fancy hotelu, na którą plebs może dostać się tylko od strony morza. Tak też zro­bi­li­śmy 😉

Tajlandia Koh Samui

Tajlandia Koh Samui

 

Miej­sce 2: Taj­lan­dia Koh Samui Cha­weng Beach

Naj­więk­sza i naj­po­pu­lar­niej­sza plaża na Koh Samui, ale przy oka­zji też naj­bar­dziej zatło­czona. Na szczę­ście jest na tyle sze­roka, że zna­le­zie­nie wol­nego kawałka nie wymaga janu­szo­wa­nia w postaci pod­stęp­nego usta­wia­nia para­wanu o 5 rano. Plaża mimo, iż nie jest oto­czona skał­kami i tak wygląda słi­ta­śnie, a do plu­sów doli­czamy jesz­cze dużą falę i “gril­lu­jące” bab­cie, od któ­rych za kilka gro­szy można kupić mię­cho, kuku­ru­dzy­dzę i inne, nie do końca ziden­ty­fi­ko­wane bajery na paty­kach (30 THB= 3 zł za patyk). Chęt­nie zoba­czył­bym taką opcję w Pol­sce. Wzdłuż Cha­weng Beach bie­gnie naj­bar­dziej ruchliwa ulica Koh Samui, upchana skle­pami i knaj­pami, a jakieś 500 metrów dalej usty­nu­owana jest lokalna dziel­nica czer­wo­nych latarni, czyli dla każ­dego coś miłego.

Tajlandia Koh Samui

Tajlandia Koh Samui

Tajlandia Koh Samui

 

Miej­sce 1: Taj­lan­dia Koh Samui Taling Ngam Beach

Jak dla nas abso­lutny hit wyjazdu. Plaża poło­żona w zachod­niej czę­ści wysypy, w pobliżu hotelu Inter­con­ti­nen­tal #bogac­two, przez co spo­dzie­wa­li­śmy się tłumu milio­ne­rów, a tu pełne zasko, bo oka­zała się prak­tycz­nie bez­ludna. W kwe­stii doznań este­tycz­nych total­nie nie brała jeń­ców. Złoty pia­sek, palemki jak z pocz­tówki, malow­ni­cze zachody słońca i kli­ma­tyczna drew­niana knajpa, w któ­rej codzien­nie od 17 aż do zmroku trwa happy hour. Żyć nie umie­rać.

Tajlandia Koh Samui

Tajlandia Koh Samui

Tajlandia Koh Samui

Tajlandia Koh Samui

Zapo­mniał­bym. Po dro­dze na Taling Ngam Beach mija się nie­po­zorną knajpkę - Mum a Roy, gdzie ser­wują naj­lep­szą woło­winę z taj­ską bazy­lią ever. To danie jest tak mistrzow­skie, że wzru­szam się na samo wspo­mnie­nie. Jak­by­ście chcieli spró­bo­wać to w Wawce w restau­ra­cji Tha­isty przy pl. Ban­ko­wym ser­wują cał­kiem nie­złą, tyle że wołają sobie 40 zł. Mama Roya chciała 10. Tajlandia Koh Samui

Taj­lan­dia Koh Samui: Zwie­dza­nie

Kiedy już się porząd­nie odmo­czymy i odle­żymy, a słońce wrzuci tro­chę na luz, można ewen­tu­al­nie zapu­ścić się na jakieś zwie­dza­nie. Nie oszu­kujmy się, na Koh Samui nie ma atrak­cji tury­stycz­nych, które ury­wają 4 litery. Wszyst­kie posągi buddy, świą­ty­nie czy inne pomniczki wymie­niane w prze­wod­ni­kach to ściema i zagrywka “pod publiczkę”. Coś jak Jezus w Świe­bo­dzi­nie. Miej­scowy wybu­do­wali je ledwo kilka lat temu i dopi­sali do nich kilka fej­ko­wych legend, a wszystko po to, żeby pod­kraść tury­stów wyspie Phu­ket. Cóż, za bar­dzo się nie posta­rali, tan­deta bije po oczach. Na przy­kład taki pomnik Shivy — bryła gipsu na odpier­dol poma­lo­wana złotą farbą. Nie daj­cie się też nabrać na płatne wej­ściówki do lasu ze ska­łami w kształ­cie serca, ani punkt wido­kowy ze ska­łami w kształ­cie zaga­nia­cza i vaginy. Powiedzmy, że tajo­wie mają bujną wyobraź­nie i widzą rze­czy, któ­rych nie ma.

Tajlandia Koh Samui

Tajlandia Koh Samui

Jak ognia uni­kaj­cie też zor­gan­zi­wa­nych wycie­czek po wyspie. Mija­li­śmy kilka po dro­dze - nie dość że ludzie więk­szość dnia goto­wali się w mini­bu­sie bez klimy, to jesz­cze poziom języka angiel­skiego u prze­wod­ni­ków krzy­czał o pomstę do nieba. Fra­je­rzy, któ­rzy dali się w to wro­bić, raczej za wiele nie zro­zu­mieli.

Jedyna atrak­cja godna uwagi to wodo­spady. Jest ich kilka na wyspie. My weszli­śmy na 80-metrowy, który według miej­sco­wej nume­ra­cji jest wodo­spa­dem nr 2. Mimo, iż to 80 metrów nie jest w lini pro­stej, tylko składa się z kilku kaskad, to widoczki są cud malina. Zachwytu nie psuje nawet fakt, że się z niego spie­przy­łem w dro­dzę powrot­nej. Ogól­nie Koh Samui brak atrak­cji nad­ra­bia widocz­kami. Wystar­czy wsiąść na sku­ter i poje­chać w dowol­nym kie­runku, a prę­dzej czy póź­niej tra­fimy na coś, od czego usta same przy­biorą kształt literki “O”.

Tajlandia Koh Samui

Taj­lan­dia Koh Samui: Wie­czorny PigOut 

Była plaża, było zwie­dza­nie, więc czas posta­wić kro­peczkę na “i”, czyli ude­rzyć na żar­cie i driny. Jeśli macie nad­miar hajsu, może­cie wbić do jakiejś fiku­śnej restau­ra­cji przy plaży i zjeść jak cywi­li­zo­wani ludzie — sztu­ćami, na czy­stym tale­rzu, ze stołu z obru­sem, jed­nak nie będzie to smak praw­dzi­wej Taj­lan­dii. Ta praw­dziwa to uliczne gar­kuch­nie i nocne bazary. Nie było dnia, żeby­śmy jakie­goś nie ata­ko­wali. Dla­czego są fajne? Bo w jed­nym miej­scu sku­pia się mul­tum stra­ga­nów z nie­zli­czoną ilo­ścią dań, a wszystko za śmieszne pie­nią­dze, czyli to co tygrysy lubią naj­bar­dziej. Na listę rze­czy do spró­bo­wa­nia koniecz­nie wpisz­cie: pad thaia, wspo­mnianą już woło­winę z taj­ską bazy­lią, owoce morza — szcze­gól­nie panie­ro­wane kre­wetki i kal­mary, a z dese­rów — rolo­wane lody i prze­kra­cza­jące skalę pysz­no­ści - szejki owo­cowe (mango i tru­skawka z bane­nem rulez). RIP dieta. 

Tajlandia Koh Samui

Tajlandia Koh Samui

I tak mniej wię­cej mija czas na Koh Samui, powoli i leni­wie. Ide­ane miej­sce, żeby pochil­lo­wać w cie­niu palmy, porząd­nie się odmo­czyć, pod­ła­do­wać aku­mu­la­tory, nasy­cić oczy epic­kimi wido­kami, zro­bić dobrze pod­nie­bie­niu i “lekko” się spo­nie­wie­rać. Dla bar­dziej aktyw­nych też coś się znaj­dzie - quady, jeepy, nur­ko­wa­nie, spa­do­chrony, sku­tery wodne, etc., kto, co lubi. Z kolei dla impre­zo­wi­czów pole­cam sąsied­nią wyspę — Koh Phan­gan, która sły­nie z bale­tów gru­bych jak Gry­canki, orga­ni­zo­wa­nych w cza­sie pełni, tzw. Full Moon Party, ale jeśli tra­fi­cie na nią w innej fazie księ­życa, też nie będzie­cie poszko­do­wani — orga­ni­zują jesz­cze Half Moon Party, Quar­ter Moon Party i No Moon Party. Gene­ral­nie codzien­nie jest tam jakieś party.

Jeśli kie­dy­kol­wiek przyj­dzie wam wybie­rać — Pku­ket czy Koh Samui, bierz­cie Koh Samui. Mniej­sza, czyst­sza, tań­sza, z faj­niej­szymi widocz­kami i pla­żami. No i atmos­fera lep­sza. Mniej rusków, a i miej­scowi jacyś przy­jaź­niejsi — nie pró­bują Cię wydy­mać na każ­dym kroku. Koh Samui jest spoko, PigOut daje lajka.

Tajlandia Koh Samui

A to widziałeś?