Włóczykijing

Przykuźniarować, czyli turystyczne buractwo

23/03/2015

Mia­łem nadzie­ję, że pol­ska tury­sty­ka wize­run­ko­wo naj­gor­sze ma już za sobą, że koniec z jaj­ka­mi na twar­do, mikro­sko­pij­ny­mi sli­pa­mi Atlan­tic i kla­ska­niem w samo­lo­cie. Nie­ste­ty. Oka­zu­je się, że wciąż mamy men­tal­ność spod zna­ku klap­ka Kubo­ta i bia­łej skar­pe­ty, a co gor­sze naj­bar­dziej jest ona widocz­na wśród ludzi, któ­rych teo­re­tycz­nie stać na wię­cej. Naj­pierw narze­czo­na pro­wa­dzą­ce­go naj­nud­niej­szy pro­gram w histo­rii tv, Jaka to melo­dia, dała się zła­pać na kra­dzie­ży futra pod­czas wizy­ty w USA, następ­nie kil­ku poli­ty­ków krę­ci­ło awan­tu­ry na pokła­dzie Ryana­ira, po czym naro­bi­ło wsi w Madry­cie, oczy­wi­ście wszyst­ko po spo­ży­ciu Żubrów prze­my­co­nych z kra­ju. Nie­daw­no wyszło na jaw, że ulu­bio­ną waka­cyj­ną aktyw­no­ścią pol­skich “mode­lek” jest robie­nie odle­wów z brą­zu, a teraz do pie­ca doło­żył jesz­cze Jaro­sław Kuź­niar.

W życiu już tak bywa, że wszyst­ko, co powiesz lub zro­bisz okrą­ża Zie­mię i w koń­cu kopie Cię w dupę. Zja­wi­sko takie nazy­wa się kar­mą i wła­śnie tra­fi­ło Jaro­sła­wa Kuź­nia­ra pro­sto w rzyć. Otóż Jarek nie­sa­mo­wi­cie wto­pił. Sprze­dał do inter­ne­tu trik “jak ogar­nąć wyjazd żeby było tanio” i oka­za­ło się, że jest to naj­bar­dziej cebu­lo­wa rada ever, a Kuź­niar w swo­jej kre­atyw­no­ści zawsty­dził naj­więk­szych urlo­po­wych kom­bi­na­to­rów. Jego paten­tem jest wyjazd na wale­ta, zakup wszyst­kich nie­zbęd­nych rze­czy na miej­scu i póź­niej­sza rekla­ma­cja z pre­ten­sją, że nie tego ocze­ki­wał i żąda­niem zwro­tu kasy.

Teo­re­tycz­nie jest to legal­ne i dozwo­lo­ne, w prak­ty­ce to burac­two level milion, zwłasz­cza jeśli jesteś zna­nym dzien­ni­ka­rzem zara­bia­ją­cym kil­ka śred­nich kra­jo­wych. Podej­rze­wam, że głów­ną atrak­cją wyjaz­du było opie­prza­nie rodzi­ny, żeby uwa­ża­ła na towar, bo znisz­czo­ne­go nie przyj­mą w skle­pie. Jarek, a co jeśli Ci powiem, że fote­lik da się wyna­jąć? Wiem, wiem bez sen­su, trze­ba wydać pinią­dze. Spra­wa jest tym bar­dziej zabaw­na, a raczej smut­na, bo Kuź­nia­ro­wi jakiś czas temu prze­sta­ło wystar­czać pro­wa­dze­nie poran­ków w TVN 24 i zaczął lan­so­wać się na guru od podró­ży.  Zało­żył w tym celu por­tal i ponoć nawet biu­ro, ale nie­ste­ty dla nie­go, oprócz zachę­ca­nia do wyjaz­dów, za cel posta­wił sobie jesz­cze zwal­cze­nie pol­skiej men­tal­no­ści tury­stycz­nej. Chciał być nowym Cej­row­skim tyle, że zamiast Boso przez świat wyszło Z gołą dupą przez świat. 

Pierw­szą burzę wywo­łał wywia­dem, w któ­rym zdra­dził, że pod­czas urlo­pu uni­ka Pola­ków i polac­twa. Teraz już wiem, że po pro­stu nie chciał, aby ktoś go zoba­czył pod­czas skła­da­nia rekla­ma­cji.

Następ­nie przy­szedł czas na kla­sy­kę, czy­li wbi­cie szpil­ki w miło­śni­ków jajek na twar­do, ter­mo­sów i zdej­mo­wa­nia butów. Potwier­dzam, ten nawyk jest god­ny potę­pie­nia, ale oba­wiam się, że Jar­ko­wi cho­dzi­ło o ogól­ną pogar­dę dla bra­nia pro­wian­tu. Po co, sko­ro moż­na chwi­lę się prze­gło­dzić, ale za to w hote­lu zje się wię­cej. Przy­naj­mniej all inc­lu­si­ve się zwró­ci.

Odważ­ne tezy jak na kogoś, kto sam krę­ci wał­ki w ame­ry­kań­skiej Bie­dron­ce. Nie wiem dokład­nie jakiej reak­cji spo­dzie­wał się Kuź­niar po swo­jej wypo­wie­dzi, być może pokle­pa­nia po ple­cach i pokla­sku za spryt, ale na pew­no nie prze­wi­dział, że za jego spra­wą język pol­ski wzbo­ga­ci się o nowe sło­wo — przy­kuź­nia­ro­wać, ozna­cza­ją­ce prze­kręt, kant i kom­bi­na­cję.

Na szczę­ście inter­nau­ci w prze­ci­wień­stwie do widzów TVNu nie łyka­ją wszyst­kie­go bez­re­flek­syj­nie i nie zapo­mnie­li Kuź­nia­ro­wi wcze­śniej­szych wypo­wie­dzi. Aż chce się zacy­to­wać kto mie­czem woju­je… . Kuź­niar od kil­ku dni jest tema­tem numer jeden do dar­cia łacha, a naj­więk­szą popu­lar­no­ścią cie­szy się cykl wpi­sów z hasz­ta­giem #sekre­ty­Kuź­nia­ra, w któ­rych wir­tu­al­na spo­łecz­ność wycią­ga do Jar­ka pomoc­ną dłoń i dora­dza na czym jesz­cze moż­na przy­osz­czę­dzić.

Sam zain­te­re­so­wa­ny posta­no­wił w koń­cu zabrać głos i odnieść się do zarzu­tów tłu­ma­cząc, że to co zro­bił to nie burac­two, tyl­ko wait for it .… zarad­ność.

Powyż­sza wypo­wiedź jest naj­lep­szym dowo­dem, że bycie tury­stycz­nym Janu­szem to nie do koń­ca kwe­stia finan­sów, to stan umy­słu. Przy­po­mnia­ło mi to sce­nę z fil­mu z “Ile waży koń tro­jań­ski”, w któ­rej postać gra­na przez Robert Więc­kie­wicz opo­wia­da o swo­ich waka­cjach w Szwe­cji i genie przed­się­bior­czo­ści. Typo­wy Kuź­niar, koniecz­nie zobacz­cie sami.

waka­cje w Szwe­cji, czy­li gen przed­się­bior­czo­ści (nie­ste­ty kli­pu nie da się zalin­ko­wać bez­po­śred­nio, ale serio klik­nij­cie)

 

Praw­do­po­dob­nie każ­dy w swo­jej karie­rze zali­czył jakieś urlo­po­we “Fo-pa”, ja sam nie­jed­no­krot­nie (tyle, że zazwy­czaj nie­umyśl­nie i zabio­rę te histo­rie do gro­bu), ale nigdy nie jest za póź­no żeby się ogar­nąć. Przy­kła­do­wo, jeśli opo­wia­dasz komuś, że w Two­im hote­lu w Egip­cie bar stan­dar­do­wo dzia­łał do pół­no­cy, ale dla Cie­bie zro­bi­li wyją­tek i obsłu­gi­wa­li Cię do rana (histo­ria na fak­cie), to wca­le nie dla­te­go, że byłeś faj­ny i sym­pa­tycz­ny. Po pro­stu oka­za­łeś się mega wrzo­dem na dupie i szan­ta­ży­stą “prze­cież zapła­ci­łem”, a dla takich klien­tów obsłu­ga sta­je na gło­wie. Nie trak­tuj tego jak kom­ple­ment. Musisz też wie­dzieć, że kie­dy za gra­ni­cą prze­cho­dzisz na angiel­ski, czy­li mówisz po pol­sku tyle, że wol­niej i gło­śniej, a mimo to wciąż nie możesz się doga­dać, pro­blem nie leży w two­im roz­mów­cy, tyl­ko w Tobie.

Czy ty też jesteś tury­stycz­nym Kuź­nia­rem?

A to widziałeś?