Włóczykijing

Plaże na Boracay

07/04/2015

Są przy­naj­mniej czte­ry powo­dy, dla któ­rych dru­gi rok z rzę­du prze­su­ną­łem urlop z okre­su waka­cyj­ne­go na luty i wybra­łem się do Azji:

4. Przy­stęp­ne ceny.
Nie trze­ba kuź­nia­ro­wać (klik). Im dłuż­szy pobyt, tym bar­dziej się kal­ku­lu­je. Cena bile­tu lot­ni­cze­go może wyda­wać się zapo­ro­wa, ale odku­wasz się na noc­le­gach i żar­ciu. 2‑tygodniowy pobyt zrów­nu­je się finan­so­wo z Gre­cją w all inc­lu­si­ve
przy takiej samej dłu­go­ści tur­nu­su. Każ­dy dodat­ko­wy dzień posto­ju prze­chy­la sza­lę “opła­cal­no­ści” na korzyść Azji.

3. Super żar­cie.
Świe­że kre­we­ty, kal­ma­ry, ośmior­ni­ce, ryby, pad thai, man­go rice, zupa tom yum, szej­ki, itd. Mógł­bym tak wymie­niać cały dzień, ale po co sko­ro już o tym pisa­łem tu (klik).

2. Kli­mat.
W lutym jest tam cie­pło, dzię­ki cze­mu skra­cam zimo­wą męczar­nie o pra­wie 3 tygo­dnie. Każ­de­go dnia zimy cząst­ka mnie umie­ra. Gdy­by nie Azja już daw­no bym ochu­jał.

1. Pla­że.
Każ­dy ma jakiś fetysz, moim są pla­że. Kolek­cjo­nu­je je niczym japoń­ski nerd Poke­mo­ny. Chęt­nie odwie­dził­bym kie­dyś Lon­dyn, Paryż i inne zna­ne metro­po­lie, ale za każ­dym razem, kie­dy dzie­li mnie jed­no klik­nię­cie od zabu­ko­wa­nia bile­tu, w gło­wie poja­wia się ta nie­po­ko­ją­ca myśl, że w tym samym cza­sie i za mniej­sze pie­nią­dze (tań­sze noc­le­gi, trans­port, knaj­py) moż­na poje­chać gdzieś, gdzie jest cie­pło i faj­na pla­ża. Ten tok myśle­nia spra­wił, że w cią­gu ostat­nich paru lat zwie­dzi­łem kil­ka topo­wych plaż świa­ta. Teraz, kie­dy mam już wła­sną inter­ne­to­wą kuwe­tę — PigOut.pl, pla­nu­ję je sys­te­ma­tycz­nie recen­zo­wać. Na pierw­szy ogień Bora­cay, póki wspo­mnie­nia jesz­cze cie­płe.

Zanim przej­dzie­my do meri­tum szyb­ki rzut okiem na mapę, żeby­ście wie­dzie­li o czym mówię piszę (BTW: wszyst­kie foty są kli­kal­ne).

Plaże na Boracay

Na Bora­cay nali­czy­łem 11 plaż, z któ­rych każ­da jest inna… chy­ba, bo tak napraw­dę zwie­dzi­łem tyl­ko sześć. Dwie por­to­we (Manoc i Cag­ban) odrzu­ci­łem na dzień dobry. Widzia­łem je z pro­mu i dupy nie ury­wa­ły. Do Puta­bun­ga i Tulu­bhan nie dotar­łem z powo­dów tech­nicz­nych. Oka­za­ło się, że nie da rady do nich dojść dro­gą, któ­rą obra­łem, a szko­da mi było dnia na na robie­nie okręż­nej tra­sy. Lapuz pla­no­wa­łem zali­czyć przy oka­zji wizy­ty na Ilig-Ili­gan, ale ta dru­ga była na tyle faj­na, że już jej nie opu­ści­łem. Za to na pozo­sta­łych spę­dzi­łem cał­kiem spo­ro cza­su i uzna­łem, że was tro­chę opro­wa­dzę. A nuż się komuś ta wie­dza przy­da w przy­szło­ści. Żeby nie przy­tła­czać ilo­ścią mate­ria­łu, wpis podzie­li­łem na czę­ści. Dziś Dini­wid i Balin­ghai Beach.

Plaże na Boracay-Diniwid Beach

Mała, przy­jem­na pla­ża odda­lo­na 20 minut od cen­trum życia tury­stycz­ne­go, czy­li Whi­te Beach (Sta­tion II). Naj­więk­sze zale­ty to brak pleb­su, któ­ry nie lubi tra­cić z pola widze­nia barów i stra­ga­nów, więc nie zapusz­cza się tak dale­ko. Dzię­ki temu moż­na poczy­tać książ­kę bez jazgo­tu kore­ań­czy­ków.

Plu­sy: bia­ły pia­se­czek, pal­my i przej­rzy­sta woda.

Zna­ki szcze­gól­ne: pas pia­chu, któ­ry dzie­li wodę na dwa akwe­ny i knaj­pa z naj­więk­szą na świe­cie bomb­ką świą­tecz­ną, wiszą­cą na pobli­skiej pal­mie (patrz foto nr 2). Żar­tu­ję, nie mam poję­cia co to i po co wisi, „ale i tak jest zaje­bi­ście”.

Minu­sy: oso­bi­ście bym się nie cze­piał, ale kon­wen­cja tego wyma­ga, więc wska­zu­je kamie­nie przy wej­ściu do wody i glo­ny, któ­re lubią się zbie­rać w mniej­szym “zbior­nicz­ku”.

Aktyw­no­ści: Woda na Dini­wid Beach jest płyt­ka i spo­koj­na, przez co miej­sców­kę upodo­ba­li sobie  ama­to­rzy śli­zgów na małej desce. Nie mam poję­cia jaka jest facho­wa nazwa dla tego spor­tu. Spraw­dza­łem w googlu pod “water­bo­ard”, ale wysko­czy­ły mi tyl­ko instruk­cje tor­tu­ro­wa­nia więź­niów w Guan­ta­na­mo (powa­ga). W każ­dym razie idea jest taka: bie­rzesz roz­bieg, rzu­casz dechę, robisz jesz­cze 3 kro­ki, wska­ku­jesz na dechę i robisz kil­ku­na­sto­me­tro­wy ślizg. Sport wyda­je się napraw­dę faj­ny i wido­wi­sko­wy, kie­dy obser­wu­jesz miej­sco­wych. Czar pry­ska, gdy zabie­ra­ją się za nie­go tury­ści. Kale­czą bar­dziej niż Bro­nek orto­gra­fię.

Plaże na Boracay

Plaże na Boracay

Plaże na Boracay

Plaże na Boracay Boracay Daniwid Beach

I jesz­cze video. Suge­ro­wa­ne prze­łą­cze­nie na HD

 

Plaże na Boracay-Balinghai Beach

Balin­ghai Beach jest odda­lo­na od Dini­wid o 5 minut z buta. Trze­ba kie­ro­wać się w pra­wo, przejść kil­ka­set metrów beto­no­wym dep­tacz­kiem i skrę­cić za win­kiel. Jeśli po dro­dze tra­fisz na posą­żek mamy Jezu­sa, to znak, że dobrze idziesz. Pla­ża scho­wa­na jest pomię­dzy dwo­ma pagór­ka­mi, któ­re robią faj­ny kli­mat. Jest znacz­nie szer­sza niż Dini­wid, ale przy brze­gu rów­nie kamie­ni­sta. Na Balin­ghai moż­na wypo­ży­czyć kaja­ki i pad­dle­bo­ar­dy lub posta­wić na nur­ko­wa­nie. Woda jest cał­kiem głę­bo­ka już na wej­ściu, a pod taflą od cza­su do cza­su tra­fi się jakaś ryba, więc przy odro­bi­nie szczę­ścia jest na co popa­trzeć. W pobli­żu Balin­ghai znaj­du­je się kil­ka knajp i hote­li, co prze­kła­da się na obec­ność tury­stów, ale da się prze­żyć.

Plaże na Boracay

Plaże na Boracay

Plaże na Boracay

Plaże na Boracay

Plaże na Boracay

Do minu­sów ponow­nie zali­czam glo­ny, za to w plu­sach lądu­je restau­ra­cja poło­żo­na na wzgó­rzu, z któ­re­go roz­cią­ga się pano­ra­micz­ny widok na oko­li­cę (widać ją na powyż­szym zdję­ciu, pierw­szy budy­nek od pra­wej w dru­gim rzę­dzie). Aby się do niej dostać trze­ba zadzwo­nić domo­fo­nem z pozio­mu par­te­ru i pocze­kać na kel­ner­kę zjeż­dża­ją­cą win­dą po klien­tów. Taki wabik na tury­stów, żeby po powro­cie mie­li o czym pisać na blo­gach.

Plaże na Boracay

Plaże na Boracay

Plaże na Boracay

stan­dar­do­wo jesz­cze video.

Na dzi­siaj tyle. Ciąg dal­szy soon.

Plaże na Boracay

A to widziałeś?