Włóczykijing

Plaże na Boracay #3

20/09/2016

Swo­ją przy­go­dę z blo­go­wa­niem zaczą­łem jakieś 1,5 roku temu, od wpi­sów z fili­piń­skiej wyspy Bora­cay. Byli­śmy wte­dy świe­żo po urlo­pie, a ja mia­łem ambit­ny plan, żeby poka­zać tam­tej­sze pla­że. Raz, bo pla­że ogól­nie mnie jara­ją, a dwa, bo kie­dy pla­no­wa­li­śmy podróż i pod­py­ty­wa­li­śmy googla co, gdzie i jak, wyska­ki­wa­ły tyl­ko bar­dzo ogól­ne odpo­wie­dzi. Posta­no­wi­łem rese­arch wziąć na sie­bie, cho­ciaż mia­łem świa­do­mość, że temat jest moc­no niszo­wy. Z dru­giej stro­ny wca­le nie trze­ba pla­no­wać podró­ży do miej­sca X, żeby pooglą­dać fotecz­ki, a jeśli jakimś cudem zna­la­zła­by się oso­ba lecą­ca w tam­te rejo­ny, przy­szła­by już na goto­we — opcja win win. Nie­ste­ty po publi­ka­cji pierw­szej czę­ści, kole­ga powie­dział, że wpis chuj­nia i gene­ral­nie powi­nie­nem dać sobie sia­na, bo wszy­scy mają to w dupie — “Azję Express hej­tuj, tego chcą ludzie”, powie­dział. Mło­dy byłem i zamiast wypła­cić mu z liścia, wzią­łem sobie tę kry­ty­kę do ser­ca, przez co część III nigdy nie powsta­ła. Tym­cza­sem w zeszłym tygo­dniu nagły zwrot akcji, bo naj­pierw ktoś zna­lazł pierw­szy wpis o Bora­cay i zosta­wił komen­tarz z pyta­niem, co z czę­ścią III?, a chwi­lę póź­niej jecha­łem sobie win­dą w kor­po, obok babecz­ka gada­ła przez tele­fon i nagle taki tekst: “To osta­tecz­nie jedzie­cie na Bora­cay?”. Wnio­ski są takie, że temat jest gorą­cy, więc wró­ci­łem, żeby zamknąć cykl.

Dla for­mal­no­ści przy­po­mi­nam, że część I znaj­dzie­cie TU KLIK, a II TU KLIK. Spójrz­my jesz­cze na map­kę. Dziś leci­my na dwie moje ulu­bio­ne pla­że na Bora­cay, czy­li Puka Beach i Ilig-Illi­gan Beach. 

Plaże Boracay

 

Plaże Boracay: Puka Beach

Plaże Boracay

Puka Beach poło­żo­na jest po zachod­niej stro­nie wysy­py. Od cen­trum życia tury­stycz­ne­go dzie­li ją jakieś 20 minut jaz­dy, ale logi­sty­ka nie sta­no­wi więk­sze­go pro­ble­mu. Kie­row­ca try­cy­kla pod­rzu­ci Cię do niej z dowol­ne­go miej­sca na Bora­cy, w cenie 100–200 peso, czy­li 10–20 pol­skich zło­tych. Traj­ka­rze koczu­ją pod nią przez cały dzień, więc powrot­na pod­wóz­ka też na laj­cie.

Plaże Boracay

Pla­ża jest super, bo jest sze­ro­ka niczym nasze nad­bał­tyc­kie i pokry­wa ją bia­ły, czy­sty i głę­bo­ki pia­sek. Musi­cie wie­dzieć, że jest to coś wyjąt­ko­we­go, bo więk­szość ajaz­tyc­kich plaż, mimo iż wyglą­da epic­ko, jest dość wąska, z cien­ką war­stwą pia­chu, co ponie­kąd mnie roz­cza­ro­wu­je. Podłu­biesz tro­chę sto­pą i już czu­jesz war­stwę twar­dej gle­by. Tutaj wszyst­ko się zga­dza. Puka z jed­nej stro­ny oto­czo­na jest pal­ma­mi, z dru­giej błę­kit­ną wodą. Czy potrze­ba coś wię­cej? Nie, ale drew­nia­ne bary ser­wu­ją­ce dri­ny w koko­sie doda­ją extra punk­ty.

Plaże BoracayPlaże Boracay

Plaże Boracay

Plaże Boracay

Knajp­ki są zbi­te z kil­ku desek, a wła­ści­cie­le zry­wa­ją koko­sy pro­sto z palm, więc raczej nie moż­na mówić o mega komer­cji. Pla­ża jest na tyle dłu­ga, że każ­dy bez pro­ble­mu znaj­dzie spo­ry kawa­łek dla sie­bie. Spo­koj­nie da się na niej prze­trwać bez para­wa­nu. Poza leże­niem, drin­ko­wa­niem i pły­wa­niem, na Puce moż­na zabi­jać czas, zbie­ra­jąc musz­le, któ­rych jest tu od cho­le­ry, cho­ciaż zna­jo­mi twier­dzą, że teraz to pikuś, kie­dyś to dopie­ro był wysyp. Wyja­śnia­ło­by to peł­ną nazwę pla­ży — Puka Shell Beach. Ja z kolei po raz pierw­szy zoba­czy­łem na niej gwiaz­dę wod­ną w natu­ral­nych warun­kach, a póź­niej jesz­cze raz w wia­der­ku.

Plaże Boracay

Z racji poło­że­nia, Puka jest naj­lep­szym miej­scem na wyspie do oglą­da­nia zacho­dów słoń­ca — bra­ce your­self roman­ty­cy. Do peł­ni szczę­ścia zabra­kło więk­szej fali, ale ponoć nie moż­na mieć wszyst­kie­go. Według mnie dru­ga naj­faj­niej­sza pla­ża na Bora­cay. 

Plaże Boracay Plaże Boracay

 

Plaże Boracay: Ilig-Iligan Beach

Ilig-Ili­gan to nie tyl­ko naj­lep­sza pla­ża na Bora­cay, ale też naj­ład­niej­sza, na jakiej byłem w ogó­le. Wyglą­da jak z pocz­tów­ki — zło­ty pia­se­czek, pochy­lo­ne pal­my,  tu i ówdzie wysta­ją­ce ska­ły, tro­pi­kal­na roślin­ność, lazu­ro­wa woda i cał­kiem spo­ra fala. Im jestem star­szy, tym bar­dziej roz­czu­la­ją mnie takie wido­ki.

Plaże BoracayPlaże Boracay

Spra­wa jest na tyle poważ­na, że jakiś czas temu mia­łem zare­zer­wo­wa­ny lot do Lon­dy­nu, ale kie­dy przy­szedł czas booko­wa­nia hote­lu, stwier­dzi­łem, że pier­ni­czę zatło­czo­ne mia­sta, lecę na pla­żę. Wia­do­mo, naj­chęt­niej kop­snął­bym tu i tu, ale ani urlop, ani budżet nie są z gumy, a sko­ro mam wybie­rać to natu­ra > budyn­ki. Wróć­my jed­nak na Ilig-Ili­gal.  

Plaże Boracay

Plaże Boracay

Poza ury­wa­ją­cym dup­cie wido­kiem i zmięk­cza­ją­cym kola­na kolo­rem wody, na pla­ży moż­na natknąć się na porzu­co­ne sta­re łód­ki, co dodat­ko­wo potę­gu­je kli­mat. Jed­nak naj­więk­szą zale­tą jest brak pleb­su. W cią­gu dnia prze­wi­ja się przez nią led­wo kil­ka­na­ście osób, a wię­ko­szość i tak wpa­da cyk­nąć tyl­ko fot­ki i zaraz ucie­ka. Nie ma tu knajp, ani bana­nów pod­cze­pio­nych do moto­ró­wek, więc tury­ści jej nie sztur­mu­ją (i bar­dzo dobrze), a sko­ro nie ma tury­stów to i kie­row­cy try­cy­kli nie cze­ka­ją pod wej­ściem, co też nie jest bez zna­cze­nia. Dostać się na Ilig-Ili­gan nie jest trud­no, wystar­czy zła­pać kurs z mia­sta, ale spra­wa się kom­pli­ku­je, kie­dy przy­cho­dzi czas powro­tu. Opcji nie ma zbyt wie­le — trze­ba albo wcze­śniej doga­dać się z jakimś kie­row­cą, żeby przy­je­chał na wyzna­czo­ną godzi­nę, albo dra­ło­wać godzi­nę z buta do Puka Beach i tam coś zła­pać. Ewen­tu­al­nie moż­na posta­wić na nie­za­leż­ność, pod­naj­mu­jąc na wła­sną rękę jakiś jed­no­ślad. Jak ma się fart, poja­wia się jesz­cze czwar­ty wariant. Otóż cza­smi przy wej­ściu do pla­ży sto­ją loka­le­si, któ­rzy za kil­ka gro­szy są skłon­ni pod­wieźć motor­kiem do Puki, ale na tym ich usłu­gi wca­le się nie koń­czą. Ofe­ru­ją rów­nież cate­ring obia­do­wy, a ich menu ogra­ni­cza tyl­ko wasza wyobraź­nia. Mówi­cie co chce­cie, dowol­na rzecz dostęp­na na wyspie, po czym koleś jedzie na targ kupić pro­duk­ty, następ­nie zawo­zi je żonie, a ta z kolei zamie­nia je w cie­pły posi­łek i dostar­cza pod nos na pla­żę. My popro­si­li­śmy o skrzy­deł­ka bar­be­cue. Koszt 15 zł pro­dukt +15 zł robo­ci­zna, dozna­nia sma­ko­we bez­cen­ne. Raz, że kobi­ta napraw­dę pierw­szo­rzęd­nie je przy­go­to­wa­ła, dwa, jedze­nie w takich oko­licz­ność przy­ro­dy to dodat­ko­we +100 dla zmy­słów. Chy­ba poku­szę się kie­dyś o osob­ny wpis o jedze­niu na Fili­pi­nach, bo to też cie­ka­wy temat, tym­cza­sem koń­czę.

Plaże BoracayPlaże Boracay

Plaże Boracay

Plaże BoracayPlaże Boracay

Plaże Boracay

A to widziałeś?