Włóczykijing

20 najlepszych warszawskich murali

12/06/2019

Praw­do­po­dob­nie wie­dzie­li­ście, że jestem wiel­kim fanem street foodu, ale nie­ko­niecz­nie, że street artu też. No to już wie­cie. Fakty są takie, że total­nie nie prze­ma­wiają do mnie boho­mazy z klek­sem, któ­rych podej­rze­wam nikt nie czai, ale jakimś cudem na aukcjach sprze­dają się za grube miliony dolców, za to czę­sto zda­rza mi się na dłuż­szą chwilę zawie­sić na mura­lach. Jup, to zde­cy­do­wa­nie moja ulu­biona forma sztuki. Nie dość, że wygla­dają kozacko i są ultra kre­atywne, to jesz­cze potra­fią dać nowe życie jakieś zapo­mnia­nej przez Boga kamie­nicy. Jak ich nie lubić?  Nie­dawno mia­łem oka­zję pote­sto­wać hulaj­nogi Hive, więc wymy­śli­łem sobie, że objadę na nich mia­sto szla­kiem murali. Opcja win — win.

Oka­zało się, że w War­sza­wie jest na tyle dużo street artu, że nie ma szans, żeby wszyst­kie fotki upchnąć w jed­nym wpi­sie, ale chill, wyse­lek­cjo­no­wa­łem kil­ka­na­ście moich ulu­bio­nych pro­jek­tów, żeby­ście wy też mogli zro­bić “WOW”. W gra­ti­sie pod­rzu­cam adresy, gdy­by­ście pla­no­wali zoba­czyć je na wła­sne oczy (pole­cam). Nie ma za co.

Mecha­niczny Centaur

Mural stwo­rzony przez wło­skiego arty­stę, dzia­ła­ją­cego pod pseu­do­ni­mem Pixel Pan­cho. Znaj­dzie­cie go na ul. Dol­nej 37. Zarą­bi­sty, co nie?



David Bowie 

Mural stwo­rzony w ramach kon­kursu na upa­mięt­nie­nie Davida Bowiego. Łącz­nie zgło­szono 20 prac, z któ­rych wybrany został pro­jekt Dawida Celeka i to wła­śnie on od 2016 roku zdobi ścianę żoli­bor­skiego bloku przy ulicy Marii Kazimiery.


Kora

Nie jest tak, że w War­sza­wie upa­mięt­nia się tylko zagra­nicz­nych arty­stów. Nope, o swo­ich też pamię­tamy. Od grud­nia 2018 roku, ścianę jed­nego z budun­ków ulo­ko­wa­nych przy ul. Nowy Świat, zdobi ava­tar Kory. Auto­rem pro­jektu jest Bruno Altha­mer, który bar­dzo spryt­nie wyko­rzy­stał sąsia­du­jące z budyn­kiem drzewo i zależ­nie od pory roku, Kora ma inną fry­zurę -> cza­sem liście, cza­sem łyso.


Sta­ni­sław Grzesiuk

Kolejny mural ku pamięci. Tym razem Sta­ni­sława Grze­siuka, war­szaw­skiego pisa­rza i barda. Zoba­czyć go można na ulicy Puław­skiej 143.

Jak już będzie­cie na miej­scu, to na ścia­nie budynku na prze­ciwko, znaj­dzie­cie “Bailout Folks”, czyli mural w kre­sków­ko­wej kon­wen­cji, który daje do zro­zu­mie­nia, że prę­dzej, czy póź­niej wszy­scy pój­dziemy z tor­bami. “Bailout folks” w  wol­nym tłu­ma­cze­niu ozna­cza “rato­wa­nie przed upadłością”.


Hanka Ordonówna

Wra­ca­jąc do war­szaw­skich arty­stów, mamy jesz­cze Hankę Ordo­nównę, czyli aktorkę i pio­sen­karkę, którą jarali się nasi dziad­ko­wie. Koja­rzy­cie kawa­łek “Miłosć Ci wszystko wyba­czy”? Tak, to jej. Mural znaj­dzie­cie na ul. Nowolipki.


Chopin

Oczy­wi­ście nie mogło zabrak­nąć Frycka Cho­pina, a że gość był naprawdę grubą rybą, to docze­kał się kilku murali. Oso­bi­ście dotar­łem do trzech. Na jed­nym jest w oto­cze­niu ludzi, z któ­rymi coś go łączyło, drugi przed­sta­wia jego lico, na które skła­dają się kon­tury prawo i lewo­brzeż­nej War­szawy, z kolei na trze­cim mamy for­te­pian, któ­rego nogę sta­nowi Pałac Kul­tury. How cool is that? Znaj­dzie­cie je na uli­cach: Gór­no­ślą­skiej 8, Konop­czyń­skiego 5/7 oraz Tamka 37.


Dzieci na globusie

Gimby nie pamię­tają, ja zresztą też nie pamię­tam tych cza­sów, ale wyczy­ta­łem, że kie­dyś na podwór­kach poza dopa­la­czami, były wła­śnie takie glo­busy, na któ­rych dzie­ciaki wywi­jały fikołki. Auto­rem jest Litwin Ernest Zacha­re­vic. Dla mnie TOP3 pośród war­szaw­skich murali.


Zamek

Tego murala już nie­stety nie ma (budy­nek został roze­brany), ale był na tyle kozacki, że muszę go tutaj umie­ścić ku pamięci.


War­saw Fight Club

Zgod­nie z nazwą, mural ulo­ko­wany jest w War­sza­wie (kon­kret­nie na Pra­dze) i przed­sta­wia dżen­tel­me­nów, któ­rzy chcą sobie dać po ryju. Jest to mój abso­lut­nie ulu­biony pro­jekt w sto­licy i chęt­nie powie­sił­bym sobie w domu jego repro­duk­cję. Do obcza­je­nia przy ulicy Środkowej.


“Po pto­kach” i “Dresiarz”

To jesz­cze dwa krzep­kie murale z Pragi, które nie mają ofi­cjal­nych tytu­łów, więc robo­czo nazwa­łem je “Po pto­kach”, bo zanosi się na to, że wąż zrobi pta­kowi kuku, oraz “Dre­siarz”, bo przed­sta­wia dre­sia­rza, który pra­do­po­dob­nie pla­nuje skroić radio z Polo­neza. Seems legit. Znaj­dzie­cie je na ulicy Bli­skiej 23 oraz Strze­lec­kiej 26.


Kamien i co

Niby pro­sty napis, ale jakże suge­stywny. Balo­nik nawią­zuje do filmu… nie, nie do “It”, tylko do  “Czer­wo­nego balo­nik”, Alberta Lamorisse’a z 1956 , w któ­rym mały chło­piec przy­jaźni się z czer­wo­nym balo­ni­kiem, a akcja ma miej­sce w ogar­nię­tym wojną Paryżu. Mural zaj­muje ścianę zruj­no­wa­nej kamie­nicy, sta­no­wią­cej nie­gdyś gra­nicę war­szaw­skiego getta. (Ul. Wali­cóww 14).



Kocham War­szawę oraz Miej­scy Giganci

Nie­da­leko od “Kamien i co” znaj­duje się Plac Euro­pej­ski z wypa­sio­nym wie­żow­cem Sam­sunga, a jak wyj­dzie­cie na pobli­ski skwe­rek, waszym oczom ukażą się dwa cał­kiem krzep­kie murale.


Anioł, Syrenka i Misiek

Docie­ramy na Ursy­nów, gdzie ostat­nimi czasy srogo wysy­pało mura­lami. I jest to decy­zja miesz­kań­ców, któ­rzy zagło­so­wali, że chcą, aby dziel­nica prze­zna­czyła hajs z budżetu par­ty­cy­pa­cyj­nego wła­śnie na murale. Sza­nuję to. Wśród zre­ali­zo­wa­nych pro­jek­tów można tra­fić m.in. Sta­ni­sława Anioła, czyli boha­tera legen­dar­nego serialu “Alter­na­tywy 4″, który roz­gry­wał się wła­śnie na Ursy­no­wie. Do tego spiąca syrenka, którą odbie­ram jako mix war­szaw­skiej sym­bo­liki oraz opi­nii, że Ursy­nów to sypial­nia dla kor­po­lud­ków (Opi­nia już nie­ak­tu­alna. Teraz Ursy­nów jest hot i dla milio­ne­rów, a sypial­nie są na dale­kich obrze­żach po dru­giej stro­nie Wisły). I na koniec mój ulu­biony “Miś”, czyli zawa­diacka inter­pre­ta­cja herbu Ursy­nowa (Niedźwiedź).


W pobliżu znaj­dzie­cie rów­nież mural z Żoł­nie­rzami Wyklę­tymi, pta­szo­rami, które pla­nują przy­ozdo­bic fury wyjeż­dza­jące z myjni oraz z legen­darną malarką, Zofią Stry­jeń­ską. Żeby je wszyst­kie zoba­czyć, jedź­cie naj­pierw na ulicę St. Kazury 10, póź­niej zrób­cie kółeczko po osie­dlu i voila.

Na tym koń­czę, ale wierz­cie mi, że tych murali jest tyle, że star­czy­łoby jesz­cze na mini­mum dwie wrzutki. A poza kla­sycz­nymi mura­lami, są jesz­cze cał­kiem krzep­kie malunki na gara­żach, śmiet­ni­kach, rurach i skrzyn­kach elek­trycz­nych. I wła­śnie za takie oży­wia­nie mia­sta, sza­nuję street art.

Pod­czas zbie­ra­nia mate­riału, mia­sto eks­plo­ro­wa­łem na hulaj­no­gach Hive i szcze­rze pole­cam taką metodę zwie­dza­nia. Doje­dzie­cie na nich, gdzie chce­cie bez miliona prze­sia­dek i kie­sze­nia się w komu­ni­ka­cji miej­skiej, nie będzie­cie musieli mar­twić się o miej­sce par­kin­gowe, zoba­czy­cie w gra­ti­sie 150 innych faj­nych rze­czy i będzie­cie mieli nie lada fun z samej jazdy. Serio, mam ponad trzy dychy na karku, a przy każ­dej prze­jażdzce jaram się jak dzie­ciak. Nie­długo ude­rzamy z Madzią na week­end do Rzymu i mam nadzieję, że tam też już dotarła taka tech­no­lo­gia. Pla­nu­jemy dzięki hulaj­no­gom zoba­czyć w 3 dni, to co nor­mal­nie zaję­łoby tydzień.


Jakby co, to mam jesz­cze kilka kodów dla nowych użyt­kow­ni­ków HIVE na 20 minut dar­mo­wej jazdy. Ot ścią­gasz apkę (Klik Android ; Klik iOS ➡️ http://onelink.to/nd4vw9), wpi­su­jesz “HIVEPIGOUT”, a póź­niej śmi­gasz, gdzie chcesz. Jeśli ktoś jest posia­da­czem karty miej­skiej (War­szawa i Wro­cław), może ugrać kolejne 20 minut (wystar­czy wgrać do apki zdję­cie karty oraz sel­fiaka i już). Promki się łączą, więc korzy­staj­cie i sprawdz­cie sami, czy nie ściem­niam z tym funem pły­ną­cym z jazdy (nie śmiałbym).

P.S. Tylko po wszyst­kim, zapar­kuj­cie je tak, żeby nikt przy­pad­kiem na nie nie wpadł i nie wybił sobie trzo­now­ców. Zaj­mie to rap­tem 5 sekund, a komuś może ura­to­wać zgryz #Ludzie­Lu­dziom

A to widziałeś?