Włóczykijing

Jura Krakowsko-Częstochowska. PigOutowy Przewodnik Weekendowy.

25/05/2017

Przed wami dru­ga odsło­na PPW, czy­li PigO­uto­we­go Prze­wod­ni­ka Week­en­do­we­go, w któ­rym pod­po­wia­dam, gdzie poje­chać, aby w cią­gu trzech dni zali­czyć kozac­kie widocz­ki, a przy oka­zji tro­chę pochil­lo­wać, zjeść coś nie­przy­zwo­icie pysz­ne­go oraz deli­kat­nie się spo­nie­wie­rać. Mówiąc w skró­cie, zdra­dzę wam, jak zali­czyć pod­ręcz­ni­ko­wy PigO­ut. Sce­na­riusz testo­wa­li­śmy z Madzią na wła­snych orga­ni­zmach, więc 100% spraw­dzo­ne info. Na wstę­pie przy­po­mnę jesz­cze, że w pierw­szym odcin­ku gości­li­śmy w Toru­niu (klik), z kolei tym razem rzu­ci­ło nas aż na Jurę Kra­kow­sko-Czę­sto­chow­ską.

Jura Kra­kow­sko-Czę­sto­chow­ska, ale że dla­cze­go aku­rat tam?

Czy argu­ment, że życie jest za krót­kie, a świat zbyt duży i róż­no­rod­ny, żeby w kół­ko jeź­dzić tyl­ko do Jastrzę­biej Góry i Zako­pa­ne­go, jest wystar­cza­ją­cy? Oczy­wi­ście kocham te miej­sców­ki miło­ścią pierw­szą i nie­skoń­czo­ną, ale serio faj­nie raz na jakiś czas spró­bo­wać cze­goś nowe­go, tak samo, jak od cza­su do cza­su moż­na odpu­ścić bur­ge­ra na rzecz piz­zy lub keb­sa. Na Jurę padło głów­nie dla­te­go, bo wie­dzie przez nią bar­dzo atrak­cyj­ny wizu­al­nie szlak Orlich Gniazd, czy­li 160-kilo­me­tro­wa tra­sa pro­wa­dzą­cą z Czę­sto­cho­wy do Kra­ko­wa, wzdłuż któ­rej usy­tu­owa­nych jest kil­ka­na­ście śre­dnio­wiecz­nych zam­ków warow­nych. Nie dość, że wyglą­da­ją jak żyw­cem wycią­gnię­te z “Wiedź­mi­na”, to jesz­cze część z nich zosta­ła wybu­do­wa­na na ska­łach wapien­nych, co daje dodat­ko­we +50 do zaje­bi­sto­ści foto­ge­nicz­no­ści. Do tego docho­dzą jaski­nie, rezer­wa­ty przy­ro­dy i Pusty­nia Błę­dow­ska, czy­li miej­sca, któ­re w cza­sach dzie­ciń­stwa wyda­wa­ły mi się nie­wy­obra­żal­nie nud­ne, a teraz krę­cą mnie jak mało co. Jed­nak jak się miesz­ka kil­ka­na­ście lat w beto­no­wej dżun­gli, to czło­wie­ka zaczy­na cią­gnąć do natu­ry. U mnie zew był na tyle duży, że pew­ne­go dnia zama­rzy­łem sobie prze­je­chać cały Szlak Orlich Gniazd na rowe­rze. Nie­ste­ty nie wypa­li­ło. Dłu­gi­mi urlo­pa­mi nie śmier­dzę, a o ile zro­bie­nie 160 kilo­me­trów w week­end jest jak naj­bar­dziej wyko­nal­ne, to na dłuż­sze pochil­lo­wa­nie przy każ­dej miej­sców­ce cza­su już by nie star­czy­ło, a prze­cież nie o to cho­dzi, żeby zaje­chać się fizycz­nie, tyl­ko zna­leźć ten ide­al­ny balans mię­dzy rekre­acją i zwie­dza­niem. Tym spo­so­bem rower został zastą­pio­ny samo­cho­dem.

Jura Kra­kow­sko- Czę­sto­chow­ska. Gdzie prze­ki­mać?
Oso­bi­ście na bazę noc­le­go­wą wybra­li­śmy Ogro­dzie­niec, a w zasa­dzie to Ogro­dzie­niec wybrał nas. W tym miej­scu muszę się pochwa­lić, że odczu­wam “tyci” satys­fak­cję, bo moje ponad 2‑letnie pisa­nie w inter­ne­cie w koń­cu przy­nio­sło coś pozy­tyw­ne­go, a nie tyl­ko rachun­ki za hosting i falę pre­ten­sji. Otóż jakiś czas temu popeł­ni­łem na fejs­bu­ku wpis, w któ­rym napi­sa­łem, że chciał­bym pojeź­dzić tro­chę po Pol­sce i pozwie­dzać nie­oczy­wi­ste miej­sca, m.in. Orle Gniaz­da (bo dla nie­któ­rych to jest nie­oczy­wi­ste miej­sce) i jak­by ktoś o tako­wych sły­szał, to niech wali z lin­kiem jak w dym. Post miał nie­sa­mo­wi­ty odzew, dosta­łem mnó­stwo wia­do­mo­ści z namia­ra­mi na super epic­kie miej­sców­ki, a tak­że oka­za­ło się, że jed­na z czy­tel­ni­czek pra­cu­je w hote­lu w Ogro­dzień­cu, czy­li w samiuś­kim środ­ku szla­ku Orlich Gniazd, do któ­re­go nas zapro­si­ła na week­end. Jeśli to nie jest prze­zna­cze­nie, to nie wiem jak to nazwać? W myśl zasa­dy, kie­dy życie daje Ci cytry­ny, dodaj do nich wód­kę i przy­go­tuj sobie cytry­nów­kę, z zapro­sze­nia posta­no­wi­li­śmy sko­rzy­stać. I wła­śnie takim zrzą­dze­niem losu wylą­do­wa­li­śmy w hote­lu Cen­tu­ria Wel­l­ness & Spa.

Jura Krakowsko- CzęstochowskaJura Krakowsko- CzęstochowskaJura Krakowsko- Częstochowska

Na wypa­dek, gdy­by komuś nasu­nę­ły się teraz róż­ne pyta­nia, spie­szę z odpo­wie­dzią. Deal nie obej­mo­wał pozy­tyw­nej rec­ki w zamian za noc­le­gi. Nic z tych rze­czy. Czy­sta spra­wa, przy­jeż­dżam na week­end, a póź­niej bez pre­sji piszę o moich wra­że­niach. Na szczę­ście wra­że­nia są bar­dzo pozy­tyw­ne i szcze­rze mówiąc, nie mam do cze­go się przy­cze­pić. Hotel z każ­dej stro­ny oto­czo­ny jest lasem, więc jeśli ktoś lubi takie kli­ma­ty, będzie zachwy­co­ny. Ja lubię. Pokój dosta­li­śmy taki, że szcze­na opa­da. Na wej­ście salon z dwie­ma sofa­mi, biur­kiem, bar­kiem i tele­wi­zo­rem. Dalej sypial­nia z wyrem wiel­ko­ści San Mari­no i jako cre­me de la cre­me łazien­ka z gigan­tycz­ną wan­ną. Iden­tycz­na jak ta, w któ­rej Dan Bil­ze­rian obra­ca model­ki na Insta­gra­mie. Był nawet bidet, któ­ry chy­ba już zawsze będzie mi się koja­rzył z pol­sa­tow­ski­mi “Pamięt­ni­ka­mi z waka­cji”. W jed­nym odcin­ku pol­ska rodzi­na poje­cha­ła na urlop do Hisz­pa­nii, zatrzy­ma­li się w hote­lu, któ­re­go łazien­ki były wypo­sa­żo­ne w bidet i uzna­li, że to dru­ga musz­la, co by mąż i żona mogli rów­no­cze­śnie “dwój­ko­wać” trzy­ma­jąc się za ręce. So fuc­king roman­tic. Wiem, że serial nie jest na fak­cie, ale czu­ję w kościach, że ta histo­ria mogła wyda­rzyć się napraw­dę. Wra­ca­jąc do tema­tu, jak dla mnie pokój na wypa­sie i nie miał­bym nic prze­ciw­ko, gdy­by przy­szło mi czę­ściej sypiać w takich warun­kach, acz­kol­wiek musi­cie wziąć pod uwa­gę, że mogę się nie znać. Ktoś mi nawet napi­sał na fejs­bu­ku, że jeśli uwa­żam to za luk­sus, to w dupie byłem, bo sufi­ty są zbyt nisko. Cóż, bez komen­ta­rza.


Hotel daje też radę pod wzglę­dem szam­ki, co nie było wca­le takie pew­ne. Przy­zna­ję bez bicia, że mam bar­dzo czu­ły radar na hip­ster­ski bul­l­shit, a tak się skła­da, że w menu Cen­tu­rii nie bra­ku­je takich wyna­laz­ków, jak kaszot­to bura­cza­ne, pur­re z czer­wo­nej kapu­sty, czy rusty­kal­ne pesto. Z miej­sca wyobra­zi­łem sobie, że zaraz dosta­nę danie wiel­ko­ści naparst­ka, sma­gnię­te ślacz­kiem sosu i skoń­czy się na tym, że będę musiał dymać do naj­bliż­sze­go McDo­nal­da na dobi­cie podwój­nym McRoy­alem. Na szczę­ście lęki moje­go wewnętrz­ne­go wie­śnia­ka oka­za­ły się bez­pod­staw­ne. Dosta­łem satys­fak­cjo­nu­ją­cy kawa­łek śred­nio wysma­żo­nej polę­dwi­cy woło­wej i to pur­re z czer­wo­nej kapu­chy też weszło bez­bo­le­śnie. Następ­ne­go dnia testo­wa­łem jesz­cze pierś kaki (też na prop­sie), z kolei Madzia poszła w maka­ro­ny i zupy. Twier­dzi, że krem papry­ko­wo-pomi­do­ro­wy z jaj­kiem w koszul­ce i bazy­lią to praw­dzi­wy sztos. Ogól­nie w cią­gu 3 dni prze­ro­bi­li­śmy poło­wę kar­ty i zgrzy­tów nie odno­to­wa­no, ale gdy­by­ście mie­li oka­zję zjeść tam tyl­ko raz, sta­wiał­bym wszyst­kie żeto­ny na polę­dwi­cę. Jest super.

Jura Krakowsko- Częstochowska

Poza szam­ką i kim­ką, hotel zapro­po­no­wał nam jesz­cze całą masę dodat­ko­wych atrak­cji, ale gdy­by­śmy chcie­li ze wszyst­kie­go sko­rzy­stać, potrze­bo­wa­li­by­śmy co naj­mniej tygo­dnia. Musie­li­śmy odpu­ścić rowe­ry, bilard i stre­fę Play­Sta­tion (to aku­rat mam w domu), ale zdą­ży­li­śmy zali­czyć basen i stre­fę SPA. Pier­wot­nie mia­łem zapla­no­wa­ny masaż, z tym że w ostat­niej chwi­li wymię­kłem. Nie zdą­ży­łem w tym roku z wycin­ką (podob­nie jak każ­de­go poprzed­nie­go), więc tro­chę się krę­po­wa­łem zade­mon­stro­wać swój budyń na brzu­siu, na któ­ry pra­co­wa­łem całą zimę, a kie­dy oka­za­ło się, że do masa­żu zakła­da się spe­cjal­ne strin­gi, tyl­ko się w tej decy­zji utwier­dzi­łem. Nie po to budu­ję wize­ru­nek hej­te­ra, żeby w chwi­li sła­bo­ści ktoś mi cyk­nął fot­kę, na któ­rej wyglą­dam jak ludzik Miche­lin odzia­ny w ską­pe gacie, co nie? To by mogło pogrze­bać moją karie­rę. Madzia za to poszła i z jej opo­wia­dań wyni­ka, że pani masa­żyst­ka zde­cy­do­wa­nie zna się na swo­jej robo­cie. Ponoć żaden facet nie pozo­stał­by obo­jęt­ny na jej dotyk, przez co tro­chę teraz żału­ję, że odpu­ści­łem, z dru­giej stro­ny od ludzi­ka Miche­lin w strin­gach, bar­dziej żenu­ją­cy jest tyl­ko ludzik Miche­lin w strin­gach i ze wzwo­dem. Osta­tecz­nie w zastęp­stwie masa­żu posze­dłem pole­żeć na pod­świe­tlo­nym leda­mi fote­lu den­ty­stycz­nym… wróć … na Mul­ti­sen­so­rycz­nej Koły­sce Alpha Sha. Akcja jest tego typu, że wcho­dzi się do przy­ciem­nio­ne­go poko­ju, kła­dzie na pod­świe­tlo­ną leżan­kę i ta leżan­ka zaczy­na wibro­wać, bujać i wyda­wać róż­ne dźwię­ki w sty­lu pio­sen­ki “Ame­no”, następ­nie przez chwi­lę brzmi jak kopu­lu­ją­ce dzi­ki, a na koń­cu zapo­da­je szum morza. Zali­czy­łem dwie 25-minu­to­we sesje na tej kosmicz­nej koły­sce i muszę przy­znać, że ustroj­stwo fak­tycz­nie dzia­ła relak­su­ją­co. Nie pamię­tam, kie­dy ostat­nio byłem tak roz­luź­nio­ny pod­czas kmi­nie­nia wpi­sów na fejs­bucz­ka. Napraw­dę cza­do­wa rzecz. Jak kie­dyś będę miał więk­szy kwa­drat, na pew­no sobie kupię.

Jura Krakowsko- Częstochowska

A tak wygląda ta multisensoryczna kołyska. Zdjęcie kradzione z neta, moje nie wyszło.

A tak wyglą­da ta mul­ti­sen­so­rycz­na koły­ska. Zdję­cie kra­dzio­ne z neta, moje nie wyszło.

Pod­su­mo­wu­jąc, hotel daje radę w każ­dym aspek­cie i mogę śmia­ło pole­cić wszyst­ki­mi racicz­ka­mi. Wygod­ne poko­je, dobre jedze­nie, faj­ny basen, ład­na oko­li­ca, do tego altan­ka do kon­sump­cji pod chmur­ką (swo­ją dro­gą wybór alko­ho­li też sze­ro­ki), plac zabaw dla dzie­cia­ków i stre­fa SPA nie tyl­ko dla kobiet #strin­gi. Dla każ­de­go coś miłe­go. Jak cuś, to widzia­łem, że na Travelist.pl mają cał­kiem faj­ne pro­mo­cje na pakie­ty: pobyt +szam­ka + zabie­gi, więc war­to obser­wo­wać. Ok, żeby nie było, że taką laur­kę popeł­niam, napi­szę jesz­cze, że pro­blem jest z par­kin­giem, cho­ciaż to bar­dziej wina gości, któ­rzy par­ku­ją jak cipy i nie potra­fią zmie­ścić się w liniach, tyl­ko zaj­mu­ją po dwa miej­sca. Wię­cej grze­chów nie pamię­tam. No dobra był jesz­cze epi­zod, że przy­je­cha­ła win­da, wysiadł z niej koleś, my wsie­dli­śmy po nim i kie­dy drzwi się zamknę­ły, z miej­sca zaczę­ły łza­wić nam oczy. Oka­za­ło się, że poprzed­ni pasa­żer zasta­wił na nas pułap­kę, ale nie ma sen­su o tym pisać, bo ani to wina hote­lu, ani przed­ni żart. Raczej “Trud­ne spra­wy”.

Jura Kra­kow­sko- Czę­sto­chow­ska. Co zoba­czyć?

Tak, jak pisa­łem wyżej, Szlak Orlich Gniazd to ponad 160-kilo­me­tro­wa tra­sa, na któ­rej znaj­du­je się mnó­stwo zam­ków, jaskiń i rezer­wa­tów, więc do zoba­cze­nia jest cała masa rze­czy. My ze wzglę­du na krót­ki pobyt zmu­sze­ni byli­śmy ostro ciąć plan. Wyje­cha­li­śmy z War­sza­wy w pią­tek po pra­cy, więc na miej­sce dotar­li­śmy dopie­ro wie­czo­rem, któ­ry posta­no­wi­li­śmy poświę­cić na akli­ma­ty­za­cję i dri­necz­ki. Zwie­dza­nie przy­pa­dło dopie­ro na sobo­tę. Do odwie­dze­nia wyty­po­wa­li­śmy trzy zam­ki: w Ogro­dzień­cu, Bobo­li­cach i Miro­wie. W każ­dym miej­scu pola­ta­li­śmy tro­chę dro­nem, obe­szli­śmy oko­li­cę, po czym nie wia­do­mo kie­dy zro­bił się już wie­czór, więc trze­ba było wra­cać na masa­że, koły­ski sen­so­rycz­ne i ciąg dal­szy dri­necz­ków. W nie­dzie­le pla­no­wa­li­śmy sko­czyć jesz­cze przed wyjaz­dem na punkt wido­ko­wy Pusty­ni Błę­dow­skiej i zro­bić kil­ka ujęć z lotu pta­ka, nie­ste­ty rano pod­czas obla­ty­wa­nia hote­lu roz­bi­łem dro­na. Po zale­d­wie tygo­dniu od kup­na, bra­wo ja. Sku­ba­ny zaha­czył o gałąz­kę, ta się wkrę­ci­ła w śmi­gło, sil­ni­ki sta­nę­ły, przez co pie­prz­nął z wyso­ko­ści dwóch metrów na gle­bę. Tra­ge­dii nie ma, ale jed­no skrzy­dło się odła­ma­ło, w związ­ku z czym musia­łem oddać go do ser­wi­su. Nadal nie wiem, ile będzie mnie to kosz­to­wa­ło #chlip #chlip. Mimo wszyst­ko na pusty­nię poje­cha­li­śmy, ale mate­ria­łu dowo­do­we­go brak. Ot jed­no zdję­cie z GoPro, ale za dużo na nim nie widać.

Jura Kra­kow­sko- Czę­sto­chow­ska. Ogro­dzie­niec

Jura Krakowsko- CzęstochowskaJura Krakowsko- CzęstochowskaJura Krakowsko- CzęstochowskaJura Krakowsko- CzęstochowskaJura Krakowsko- Częstochowska

Namio­ty, któ­re widać na zdję­ciach nie są stan­dar­do­wą atrak­cją. Mie­li­śmy fart i tra­fi­li­śmy aku­rat na week­end “Najaz­du Bar­ba­rzyń­ców”. Ktoś napi­sał, że całość wyglą­da jak­by odby­wa­ły się tam Mistrzo­sw­ta Świa­ta w Quid­dit­chu (Har­ry Pot­ter). Porów­na­nie cał­kiem nie­złe, acz­kol­wiek na moje wyglą­da to na goto­wy plan zdję­cio­wy do net­fli­xo­we­go “Wiedź­mi­na”.

Jura Kra­kow­sko- Czę­sto­chow­ska. Bobo­li­ce

Jura Krakowsko- CzęstochowskaJura Krakowsko- CzęstochowskaJura Krakowsko- Częstochowska.Jura Krakowsko- Częstochowska.Jura Krakowsko- Częstochowska.

Jura Kra­kow­sko- Czę­sto­chow­ska. Mirów

Bobo­li­ce i Mirów odda­lo­ne są od sie­bie o oko­ło kilo­metr, więc spo­koj­nie moż­na poru­szać się pomię­dzy nimi pie­szo. Od Ogro­dzień­ca dzie­li je oko­ło 30 km.

Jura Krakowsko- Częstochowska.Jura Krakowsko- Częstochowska.Jura Krakowsko- Częstochowska.

Tu powin­na być Pusty­nia Błę­dow­ska z lotu pta­ka, ale jak już mówi­łem, roz­bi­łem dro­na, więc jest tyl­ko to:

Jura Krakowsko- Częstochowska.

Jura Krakowsko- Częstochowska.

Na Jurę na pew­no wkrót­ce wró­ci­my, żeby zali­czyć pozo­sta­łe zam­ki. Niech tyl­ko odzy­skam dro­na. Wam też pole­cam.

A to widziałeś?