Włóczykijing

Czym mnie zaskoczyła Islandia?

14/12/2018

Kil­ka dni temu wró­ci­łem z Islan­dii, czy­li z kra­ju, któ­ry od daw­na cho­dził mi po gło­wie, ale tro­chę sła­bo spi­nał się z budże­tem. “Taaa, sła­bo się spi­nał, a jed­nak pole­cia­łeś” — powie­cie. I to aku­rat jest cał­kiem nie­zła histo­ria. Wie­cie, jak to jest, kie­dy czło­wie­ka ponie­sie w roz­mo­wie i kom­pul­syw­nie rzu­ci na odchod­ne tekst w sty­lu: “Musi­my koniecz­nie się spo­tkać”, albo “Wpa­daj do mnie na Islan­dię”? Wła­śnie tego typu dia­log odby­łem rok albo i nawet dwa lata temu, z jed­nym czy­tel­ni­ków blo­ga­ska. Nie, żebym o tym zapo­mniał, po pro­stu nie trak­to­wa­łem tego serio. Ot uprzej­mość. Tym­cza­sem mija wspo­mnia­ny rok, odpa­lam pocz­tę, a tam wia­do­mość: “To, co wpa­dasz?”. Tak w skró­cie — było milion zna­ków zapy­ta­nia i wąt­pli­wo­ści co do tej pro­po­zy­cji, ale z dru­giej stro­ny naszła mnie myśl: “A co jeśli, to jest ten moment, kie­dy życie daje mi cytry­ny? No prze­cież ich nie wyrzu­cę. Roz­sąd­niej będzie je wyci­snąć, dolać alko i voila, cytry­nów­ka”. I tym spo­so­bem, dwa tygo­dnie póź­niej zna­la­złem się na Islan­dii. Total­ny czad. Korzy­sta­jąc z oka­zji, że będę przez kil­ka dni prze­by­wał w nie­ty­po­wych oko­licz­no­ściach przy­ro­dy i warun­kach pogo­do­wych, fir­ma TP Link, zapro­po­no­wa­ła mi prze­te­sto­wa­ne swo­je­go naj­now­sze­go smart­fo­na Nef­fos X9, któ­ry ceno­wo jest śred­nią pół­ką, ale ma aspi­ra­cje, żeby zawal­czyć z wyż­szym seg­men­tem. I ja mia­łem spraw­dzić, czy to fak­tycz­nie może się udać. Nara­zie powiem tyl­ko, że zdję­cia naziem­ne z tego wpi­su były robio­ne wła­śnie Nef­fo­sem, a pod­su­mo­wa­nie odczuć z użyt­ko­wa­nia, zostaw­my sobie na koniec. Teraz wróć­my do wra­żeń z Islan­dii.

Seba, czy­li czy­tel­nik, któ­ry mnie ścią­gnął na wyspę, oka­zał się super ziom­kiem. Nie tyl­ko mnie nie zaciu­kał we śnie, ale przy­jął jak swo­ja­ka, dokar­miał, obwo­ził, opo­wia­dał i pole­wał welco­me drin­ki. Baa raz nawet dał mi furę, żebym poje­chał na solo­wą wyciecz­kę. Zło­ty czło­wiek. Pozdro Seba dla Cie­bie i rodzin­ki. Lecąc na Islan­dię, wie­dzia­łem tyl­ko tyle, że jest ona dość dale­ko od mojej cha­ty, ma ład­ne widocz­ki, wię­cej wodo­spa­dów niż pro­fe­sjo­nal­nych pił­ka­rzy, liczy mniej wię­cej tylu miesz­kań­ców, co Byd­goszcz, oraz, że Island­czy­cy to psy­cho­fa­ni nasze­go Prin­ce Polo, cho­ciaż nie do koń­ca ogar­nia­ją, że ich ulu­bio­ne wafel­ki są z Pol­ski.

Islandia czego nie wiesz

A co mnie zasko­czy­ło już na miej­scu?

Cie­pło
Spo­dzie­wa­łem się kon­kret­nych ark­tycz­nych mro­zów, więc zapo­bie­gaw­czo kupi­łem oddy­cha­ją­ce kale­so­ny i ster­tę odzie­ży soft­sze­lo­wej, a tu sur­praj­sik, bo na miej­scu było znacz­nie cie­plej niż w Pol­sce. Pierw­sze­go dnia zgod­nie z wytycz­ny­mi z prze­wod­ni­ka, ubra­łem się w sie­dem warstw, po czym zoba­czy­łem Sebę w dre­sach i niu­ba­lan­si­kach. Pomy­śla­łem wte­dy, że to jed­nak nie­po­waż­ny czło­wiek. Dopie­ro póź­niej, kie­dy zaczą­łem inten­syw­nie pusz­czać soki, zro­zu­mia­łem, że to ja prze­szar­żo­wa­łem. #Sprze­dam­Ka­le­so­ny

Islandia czego nie wieszIslandia czego nie wiesz
Dro­ży­zna
Wie­dzia­łem, że Islan­dia jest dro­ga, ale żeby aż tak? Ceny nacho­sów w Mul­ti­ki­nie, to przy tym tanio­cha. Moż­na powie­dzieć, że jak na moje stan­dar­dy podró­żo­wa­nia, wyda­łem górę szma­lu, a prze­cież nie pła­ci­łem ani za noc­le­gi, ani za wyna­jem fury. No, ale jak tu ciąć kosz­ty, sko­ro bur­ge­ry to wyda­tek od 80 zł w górę i jest to jed­na z tań­szych sza­mek, jakie moż­na tra­fić, prze­mie­rza­jąc wyspę samo­cho­dem? Cze­ko­la­da to koszt mniej wię­cej 15 zł, cola 17, hot dog na sta­cji 20, magnes na lodów­kę 40. O whi­sky nawet nie pytaj­cie. Ile razy prze­li­cza­łem na zło­tów­ki, tyle razy musia­łem uda­wać przed Sebą, że coś mi wpa­dło do oka, bo łzy lecia­ły ciur­kiem.
 

Wiatr
Na Islan­dii oka­za­ło się, że to, co do tej pory uwa­ża­łem za wiatr, to tak napraw­dę tyl­ko laj­to­wy zefi­rek. Jed­ne­go dnia poje­cha­li­śmy nad połu­dnio­wy brzeg oce­anu, aby obej­rzeć wrak ame­ry­kań­skie­go samo­lo­tu (ponoć roz­bił się z bra­ku wachy, ale ja twier­dzę, że go zwia­ło). Dopie­ro tam prze­ko­na­łem się, czym jest praw­dzi­wy wiatr. Dmu­cha­wa taka, że gło­wy ury­wa­ło. Mało tego, trze­ba było cho­dzić tyłem, bo co jakiś czas sypa­ło kamul­ca­mi, a osta­tecz­nie lepiej dostać kamie­niem w pośla­dek niż w twarz. Ja ze swo­ją sta­ran­nie wypra­co­wa­ną masą, jesz­cze jako tako dawa­łem radę prze­ciw­sta­wić się żywio­ło­wi. Gorzej mia­ły drob­ne Azjat­ki, któ­re, aby nie odle­cieć, musia­ły być pro­wa­dzo­ne pod ramio­na przez dwóch słusz­nej postu­ry chło­pów. I w sumie dopie­ro przy takim wie­trze poczu­łem to zim­no, przed któ­rym ostrze­ga­ły prze­wod­ni­ki. Nie­ste­ty na tym eta­pie, soft­szel wró­cił już do waliz­ki. Naj­gor­sze jed­nak w tych wichu­rach było to, że unie­moż­li­wia­ły lata­nie dro­nem. Damn it, a takie mia­łem pla­ny. W sumie tyl­ko dwie miej­sców­ki oble­cia­łem.

Islandia czego nie wieszrsz_neffos4_3-2
Krót­ki dzień
Latem na Islan­dii panu­je zja­wi­sko bia­łych nocy, czy­li słoń­ce niby zacho­dzi, a mimo to dalej jest jasno. Jed­nak rów­no­wa­ga w natu­rze musi być zacho­wa­na, więc aby się wyrów­na­ło, zimą słoń­ce świe­ci tyl­ko przez 6 godzin. Mniej wię­cej od 10 do 16. Strasz­nie to fru­stru­ją­ce, kie­dy jedziesz przez wyspę i co chwi­lę mijasz coś super epic­kie­go. Chciał­byś się zatrzy­mać i pocy­kać fot­ki, ale nie możesz, bo masz już na dzi­siaj zapla­no­wa­ną kon­kret­ną atrak­cję, odda­lo­ną o 200 kilo­me­trów i wiesz, że jeśli zatrzy­masz się o jeden raz za dużo, to do miej­sca doce­lo­we­go dotrzesz już po zmro­ku. A jak na Islan­dii robi się ciem­no, to jest już po zaba­wie. Wzdłuż dróg nie ma latar­ni, więc jedziesz w takiej czer­ni, że nawet nie wiesz, czy prze­jeż­dżasz wła­śnie nad urwi­skiem, czy wzdłuż rze­ki, a kto wie, być może mijasz aku­rat naj­ślicz­niej­szy wodo­spad ever. Nie­ste­ty przy tak krót­kim dniu trze­ba cha­dzać na kom­pro­mi­sy.

Islandia czego nie wieszIslandia czego nie wieszIslandia czego nie wiesz
Pogo­do­wy misz­masz
Islandz­ka pogo­da zmien­na jest niczym kobie­ta, co spra­wia, że jed­ne­go dnia moż­na zali­czyć wszyst­kie pory roku. Był to aku­rat dzień, kie­dy wybra­łem się na samot­ny trip na pół­noc wysyp, żeby zoba­czyć nie­ty­po­wą skał­kę, wysta­ją­cą z wody. W miej­scu, z któ­re­go rusza­łem, mia­łem ele­ganc­kie słoń­ce i bez­chmur­ne nie­bo.  Nor­mal­nie lato w peł­ni… gdy­by nie fakt, że tem­pe­ra­tu­ra led­wo na plu­sie. Kil­ka­na­ście kilo­me­trów dalej zaczę­ły się mgły i ule­wy, czy­li jesień. Do miej­sca doce­lo­we­go dojeż­dża­łem już w peł­nej zimie. Śnieg tak dawał w szy­bę, że czu­łem się, jak­bym sie­dział w kok­pi­cie Soko­ła Mil­le­nium. Z kolei w dro­dze powrot­nej zno­wu słoń­ce, dooko­ła zie­leń i ćwier­ka­ją­ce ptasz­ki. Ot typo­wa wio­sna. To było napraw­dę dziw­ne.

Islandia czego nie wieszIslandia czego nie wiesz

Islandia czego nie wiesz


Inna pla­ne­ta (tyle, że jest na niej woda)
Już mnie nie dzi­wi, że hol­ly­wo­odz­cy reży­se­rzy, obra­li sobie Islan­dię, jako plan zdję­cio­wy do fil­mów sci-fi. Tam­tej­szy suro­wy kra­jo­braz napraw­dę wyglą­da jak z innej pla­ne­ty. Olbrzy­mie, prak­tycz­nie pozba­wio­ne drzew pust­ko­wia, do tego góry, ale nie takie sza­re, jak w Tatrach, czy Alpach, tyl­ko czar­ne, albo czer­wo­ne, albo w jakichś ruda­wych odcie­niach. Serio, nie był­bym ani tro­chę zasko­czo­ny, gdy­bym za jed­nym z zakrę­tów ujrzał zbie­ra­ją­ce­go ziem­nia­ki Mat­ta Damo­na w mar­sjań­skim kom­bi­ne­zo­nie. Pod­świa­do­mie cały czas go wycze­ki­wa­łem. Odczu­cia potę­gu­je brak jakiej­kol­wiek infra­struk­tu­ry na wie­lo­ki­lo­me­tro­wych odcin­kach. Pust­ki jak po ato­mów­ce.

Islandia czego nie wieszIslandia czego nie wiesz
Pra­wie pro­hi­bi­cja
Zakup alko­ho­lu na Islan­dii nale­ży pla­no­wać z wyprze­dze­niem, bo to wca­le nie jest taka pro­sta misja. W spo­żyw­cza­ku ani w mar­ke­cie nie kupisz. Na sta­cji owszem, ale tyl­ko piwo i to w wer­sji light, z alko na pozio­mie 2,5%, czy­li tro­chę bez sen­su. Trun­ki wysko­ko­we kupu­je się w Vin­bu­di­nach (coś jak nasze mono­po­lo­we). Pro­blem jed­nak jest taki, że są one otwar­te tyl­ko do 18, a w nie­dzie­le w ogó­le zamknię­te na czte­ry spu­sty. Jeśli czło­wiek się nie wyro­bi, pozo­sta­ją mu tyl­ko dwie opcje — zostać na jeden dzień mni­chem (no chy­ba, że to sobo­ta, to na dwa), lub wejść na forum inter­ne­to­we i kupić coś z czar­ne­go ryn­ku, oczy­wi­ście z doli­czo­ną pro­wi­zją. Im więk­sza despe­ra­cja nabyw­cy, tym wyż­szy haracz sprze­daw­cy. Niby z góry wia­do­mo co i jak, więc łatwo się dosto­so­wać, a jed­nak dwa razy jecha­li­śmy na sygna­le i Seba wyska­ki­wał z jesz­cze toczą­ce­go się auta, bo na zega­rze wybi­ja­ła już 17:55. Facet trzy lata miesz­ka na Islan­dii i nadal się nie nauczył. Rada jest taka — dla pew­no­ści kup wię­cej niż pier­wot­nie pla­no­wa­łeś.

No i w sumie to tyle. Ot mogę jesz­cze dodać, że przy gej­ze­rach nie­sa­mo­wi­cie cuch­nie zjeł­cza­łym jajem, oraz że Islan­dia jest jedy­nym zna­mym mi kra­jem, gdzie McDo­nal­d’s posta­no­wił zwi­nąć inte­res i wyco­fać się z ryn­ku. Nato­miast z rze­czy pod­sły­sza­nych, że w islandz­kich kinach, w poło­wie sean­su nastę­pu­je 15 minu­to­wa prze­rwa na siku i papie­ro­sa, że jak islan­dzy­ko­wi spodo­ba się jakaś dziu­nia, to naj­pierw spraw­dza w spe­cjal­nej apce, czy przy­pad­kiem nie jest to jego sior­ka, albo kuzyn­ka (wie­cie, her­me­tycz­na, 300-tysięcz­na spo­łecz­ność, kiszą­ca się we wła­snym sosie), oraz że dzie­ci w tam­tej­szych szko­łach mają obo­wiąz­ko­we zaję­cia z szy­cia i goto­wa­nia. To chy­ba na wypa­dek, gdy­by apka cały czas wska­zy­wa­ła, że kolej­ne kan­dy­dat­ki na żonę, są jed­nak spo­krew­nio­ne i osta­tecz­nie kolo będzie zmu­szo­ny do samo­dziel­ne­go parze­nia sobie her­ba­ty i cero­wa­nia bok­se­rek.
Czy Islan­dia zro­bi­ła na mnie wra­że­nie? Sku­ba­na tak mnie zacza­ro­wa­ła, że nadal mam zakwa­sy od robie­nia “wow”. Na pew­no jesz­cze na nią wró­cę, tym bar­dziej że mamy rachun­ki do wyrów­na­nia — nie uda­ło mi się zoba­czyć zorzy, masko­nu­rów, ani wie­lo­ry­bów, plus zabra­kło cza­su, żeby wyplu­skać się w gorą­cym źró­dle. Niech tyl­ko świn­ka skar­bon­ka odpo­wied­nio spuch­nie.

Islandia czego nie wiesz

A jak wypadł Nef­fos X9? Mój pomysł na test był pro­sty — nie zawra­cam sobie gło­wy ilo­ścią giga­her­ców, pik­se­li i rodza­jem pro­ce­so­ra. Po pro­stu spraw­dzam go w akcji i daję feed­back, czy sobie pora­dził. Zada­nie cał­kiem wyma­ga­ją­ce, bo w moim przy­pad­ku, tele­fon robi nie tyl­ko za odtwa­rzacz fil­mów, audio­bo­oków, ksią­żek, blo­gów, insta­gra­mów i fejs­bu­ków, ale też za GPS, pilo­ta do dro­na, co już jest dość moc­no dre­nu­ją­ce, oraz za głów­ny apa­rat, bo jakoś nigdy nie mia­łem feelin­gu z lustrzan­ka­mi. Test wyda­wał się bez­piecz­ny, bo w razie wto­py, w obwo­dzie mia­łem swój pry­wat­ny tele­fon. I wte­dy zda­rzy­ła się rzecz, któ­rej w życiu bym nie prze­wi­dział. W moim cywil­nym tele­fo­nie uszko­dzi­ło się gniaz­do łado­wa­nia #Pra­wo­Mur­phy­ego. Dra­mat strasz­ny, bo smart­fon nie miał ani slo­tu kart SD, ani łado­wa­nia induk­cyj­ne­go, a to ozna­cza­ło, że wraz z roz­ła­do­wa­niem bate­rii, stra­cę wszyst­kie waż­ne rze­czy. Tak więc wyłą­czy­łem go, aby w Pol­sce, prze­rzu­cić co się da na chmu­rę, zanim zga­śnie na wie­ki. Tym­cza­sem Nef­fos stał się moją jedy­ną opcją. Stre­sik lek­ki był, nie powiem. Na szczę­ście pora­dził sobie bar­dzo dobrze. Dzię­ki slo­to­wi na dwie kar­ty sim mogłem swo­bod­nie śmi­gać na islan­dzi­kim intern­cie mobil­nym (w LTE), nie odno­to­wa­łem żad­nych lagów ani kom­pli­ka­cji, kie­dy uży­wa­łem go, jako pilot do dro­na, no i w kwe­stii zdjęć też dał radę w mojej opi­nii. Cho­ciaż to już wy musi­cie oce­nić na pod­sta­wie powyż­szych fotek, pamię­ta­jąc przy oka­zji, że żaden ze mnie foto­graf. Co mi się podo­ba­ło? Oso­bi­ście naj­bar­dziej sza­nu­ję opcję roz­ma­zy­wa­nia tła na zdję­ciach. Facho­wo nazy­wa się to bokeh i Istan­gram to kocha (naj­le­piej się spraw­dza w por­tre­tach i przy fotach jedze­nia), a Madzia do dziś nie może się pogo­dzić, że jej tele­fo­na z jabł­kiem i numer­kiem 8, tak nie potra­fi (dopie­ro 8S umie #ból). Ponad­to urzekł mnie czyt­nik linii papi­lar­nych osa­dzo­ny na plec­kach. Bar­dzo szyb­ki i intu­icyj­ny do zna­le­zie­nia. U sie­bie, czyt­nik mam na fron­cie i to tro­chę sła­biej się spraw­dza. Jeśli cho­dzi o wady, to na pew­no kiep­ska jakość zdjęć przy sła­bym oświe­tle­niu, ale z tym aku­rat nie radzi sobie też mój fon, któ­ry był ponad dwa razy droż­szy. Za to u mnie jest lep­sza roz­dziel­czość ekra­nu. Nie, żebym to szcze­gól­nie odczuł pod­czas oglą­da­nia seria­li, ale ikon­ki na pul­pi­cie mam mniej­sze i tutaj nie mogłem się przy­zwy­cza­ić, że są takie duże. Poza tym cięż­ko mi się do cze­goś przy­cze­pić, bo ani się nie wie­szał, ani nie odstra­szał wyglą­dem, bate­ria bez pro­ble­mu wytrzy­my­wa­ła cały dzień, a i 6‑calowy ekran robił robo­tę. W sumie mam go od mie­sią­ca i przy­zwy­cza­iłem się na tyle, że naj­chęt­niej już bym go nie zwra­cał. Zwłasz­cza teraz, kie­dy cze­kam, aż mój wró­ci z ser­wi­su. Jeśli szu­ka­cie tele­fo­nu, któ­ry dużo potra­fi, a nie­wie­le kosz­tu­je, macie moje bło­go­sła­wień­stwo na Nef­fo­sa. Prze­trwał Islan­dię to w Pol­sce też da radę. 

Islandia czego nie wiesz
Islandia czego nie wiesz

A to widziałeś?