Włóczykijing

Apki podróżnicze, bez których nie wychodzę z domu, a tym bardziej nie wyjeżdżam z kraju

05/04/2019

Jak dobrze wie­cie, bo przy­po­mi­nam wam o tym 14 razy dzien­nie, ostat­nio byłem z Madzią i Bren­don­kiem na waka­cjach na dru­gim koń­cu świa­ta #Bali. Cho­ciaż w sumie z tymi waka­cja­mi to za dużo powie­dzia­ne. Bren­do­nek tak moc­no absor­bo­wał, że bar­dziej przy­po­mi­na­ło to dro­gę krzy­żo­wą. Mniej­sza z tym, osta­tecz­nie nie przy­sze­dłem tu narze­kać. Clue jest takie, że rela­cję z tego wyjaz­du pro­wa­dzi­li­śmy na Insta­gra­mie i przy oka­zji dosta­wa­li­śmy od was róż­ne pyta­nia, np. o hote­le, poru­sza­nie się na miej­scu, czy nazwę apki, któ­rej uży­wa­my do prze­li­cza­nia walut (serio). Nie, żeby nie chcia­ło mi się odpo­wia­dać każ­de­mu z osob­na, ale uzna­łem, że sko­ro pyta­nia są powta­rzal­ne, to może­my zała­twić to hur­tem. Hote­le mamy już za sobą, więc teraz będzie o apkach. Oto zesta­wie­nie apli­ka­cji, bez któ­rych nie zapusz­czam się dalej niż do Bie­dry.

O to, aby żad­na apka nie wywi­nę­ła orła w klu­czo­wym momen­cie, zadba­ła mar­ka TP-Link Nef­fos, któ­ra spe­cjal­nie na tę oka­zję, wypo­sa­ży­ła mnie w swój fla­go­wy smart­fon.

Noclegi

Nie­ste­ty jestem już zbyt sta­ry i zmę­czo­ny, żeby jechać gdzieś w ciem­no i dopie­ro na miej­scu roz­glą­dać się za noc­le­giem. Jak dla mnie za dużo trze­ba się przy tym nacho­dzić, a efekt i tak może być roz­cza­ro­wu­ją­cy, bo nigdy nie wia­do­mo, czy nie wylą­du­je się w squ­acie z kro­kroł­cza­mi. Zde­cy­do­wa­nie wolę mieć wszyst­ko klep­nię­te wcze­śniej, dla­te­go korzy­stam z Booking.com i Airbnb. W tej pierw­szej wyszu­ku­ję hote­li, w dru­giej miesz­kań do wyna­ję­cia bez­po­śred­nio od wła­ści­cie­la… ale o tym aku­rat wie­cie, bo te apki to abso­lut­ne pod­sta­wy.

Jeśli ktoś pre­fe­ru­je podró­żo­wa­nie na krzy­wy ryj, powi­nien zacią­gnąć sobie jesz­cze Couch­sur­fing, czy­li apkę któ­ra wynaj­du­je ludzi z dobrym ser­dusz­kiem, pozwa­la­ją­cych prze­ki­mać się za dar­mosz­kę w swo­im salo­nie na sofie. Oso­bi­ście jestem zbyt nie­uf­ny na takie akcje, ale kole­ga spo­ro korzy­stał i chwa­lił, że sami przy­jaź­ni ludzie i faj­ny kli­mat. Mimo wszyst­ko podzię­ku­ję. Z moim szczę­ściem zapew­ne tra­fił­bym na psy­cho­la, któ­ry usta­wił­by sobie krze­sło obok moje­go wyra i patrzył, jak śpię #cre­epy

Szamka i zwiedzanko

W kwe­stii zwie­dza­nia już od lat nie korzy­stam z papie­ro­wych prze­wod­ni­ków. Bo niby po co? W XXI wie­ku robi się to ina­czej -> za pomo­cą apek.

Tro­verapka przy­po­mi­na­ją­ca Insta­gram, ale bar­dziej nasta­wio­na na podróż­ni­ków. Wpi­su­jesz nazwę miej­sców­ki, do któ­rej się uda­jesz i po chwi­li wyska­ku­ją ci fotecz­ki z naj­lep­szy­mi widocz­ka­mi w danym rejo­nie. Kli­kasz na wybra­ne zdję­cia, spi­su­jesz adres, po czym jedziesz zoba­czyć to na wła­sne oczy. Pro­ste? Pro­ste.

Google Trips — apka, któ­ra pod­po­wie, co war­to zoba­czyć w bli­skiej oko­li­cy, wska­że miej­sców­ki, któ­re są tro­chę dalej, ale ponoć war­to do nich zaje­chać, pole­ci loka­le z dobrą szam­ką, poin­for­mu­je, czy dana atrak­cja będzie okej, jeśli podró­żu­je­my z dziec­kiem oraz ile kosz­tu­je wstęp i do któ­rej jest czyn­na. Napraw­dę dobra rzecz, war­to mieć w tele­fo­nie.

Orientacja w terenie

Naj­waż­niej­sza w życiu jest masa, wia­do­mix. Z kolei w podró­żo­wa­niu naj­waż­niej­sze są mapy, zwłasz­cza te dzia­ła­ją­ce offli­ne, bo róż­nie bywa z inter­ne­tem pod­czas zagra­nicz­nych woja­ży. Po tym, jak kole­ga wró­cił z Medio­la­nu z rachun­kiem na 2 tysie za neta, bo zachcia­ło mu się spraw­dzić, co tam nowe­go na Pudel­ku się poka­za­ło, to ja na wszel­ki wypa­dek prze­cho­dzę w offli­ne jesz­cze na lot­ni­sku w Pol­sce.

Google Maps — abso­lut­ny kla­syk, któ­ry ma bar­dzo faj­ną funk­cję zapi­sy­wa­nia map do offli­ne. Dzia­ła to super i dzię­ki takiej zagryw­ce obje­cha­li­śmy całą Sło­we­nię bez zawa­ra­ca­nia sobie gło­wy roamin­giem. Nie­ste­ty sła­bo­ścią map od Googla jest moż­li­wość zapi­sy­wa­nia tyl­ko ogra­ni­czo­ne­go obsza­ru. Aku­rat na Sło­we­nię wystar­czy­ło, ale na grub­sze podró­że, war­to mieć alter­na­ty­wę.

Sygic — i to jest wła­śnie spo­ko alter­na­ty­wa. Tutaj może­my pobrać do offli­ne nie­ogra­ni­czo­ną ilość map. Po pro­stu wybie­ra­my na liście kra­je, któ­re nas inte­re­su­ją i kli­ka­my zapisz. Z Sygi­cem jeź­dzi­łem już do Szwaj­ca­rii, Holan­dii i po Islan­dii, więc mogę pole­cić z czy­stym sumie­niem, daje radę. Ot raz tyl­ko chciał, żebym na Islan­dii zje­chał z tra­sy i wje­chał do jezio­ra polo­dow­co­we­go #Ojta­mOj­tam

Rome2Rio — bar­dzo przy­dat­na, kie­dy nie mamy autka do dys­po­zy­cji i jeste­śmy ska­za­ni na zbior­ko­my. Zazna­czasz skąd ruszasz i dokąd zmie­rzasz, a apka wyty­czy ci naj­bar­dziej opty­mal­ne połą­cze­nie, bio­rąc pod uwa­gę auto­bu­sy, tram­wa­je, tak­sów­ki, samo­lo­ty, pro­my, rik­sze i nasze wła­sne nogi. Spraw­dza­łem w kil­ku kra­jach i o dzi­wo wszę­dzie dzia­ła, co ozna­cza, że twór­cy nie­źle musie­li się nakli­kać, żeby pod­łą­czyć do bazy te wszyst­kie roz­kła­dy jaz­dy.

Tra­seota apka wcho­dzi do gry, kie­dy zapusz­cza­my się w teren. Zawie­ra oko­ło 100 tysię­cy szla­ków z całe­go świa­ta (Pol­ska też jest), wraz ze zdję­cia­mi i opi­nia­mi użyt­kow­ni­ków, infor­ma­cja­mi o stop­niu trud­no­ści oraz wyma­ga­nym cza­sie na ich poko­na­nie. Sku­ba­na nawet prze­wyż­sze­nia wska­zu­je. Must have dla każ­de­go włó­czy­ki­ja i rowe­rzy­sty. No i jeśli podob­nie, jak Kul­czyk, sfin­go­wa­łeś wła­sny zgon i ukry­wasz się w jakiejś dzi­czy przed skar­bów­ką. Wte­dy też może się przy­dać.

 

Pozostałe

Aro­und­Me - apka, któ­ra wizu­al­nie zde­cy­do­wa­nie nie ury­wa odwło­ka, bo wyglą­da, jak­by­śmy cof­nę­li się do 1998 roku, ale robi robo­tę. Kon­kret­nie usta­la two­ją bie­żą­ca loka­li­za­cję i wska­zu­ję, gdzie jest naj­bliż­szy ban­ko­mat, szpi­tal, hotel, restau­ra­cja, sta­cja ben­zy­no­wa i mono­po­lo­wy, czy­li infor­ma­cje na wagę zło­ta. Jechać gdzie­kol­wiek bez niej, to głu­po­ta.

Pack­Po­intapka, któ­ra pod­po­wia­da co spa­ko­wać na wyjazd, żeby na miej­scu nie obu­dzić się z ręką w d…nocniku.  Bazu­je na wska­za­nej przez nas desty­na­cji, więc suge­stie będą się róż­ni­ły zależ­nie od tego, czy ude­rza­my do Rio, czy do Rado­mia. Tak, tak, wiem co myśli­cie — “Jakim trze­ba być nie­oga­rem, żeby potrze­bo­wać pomo­cy w pako­wa­niu?”. Też tak kie­dyś mówi­łem, a póź­niej pole­cia­łem w azja­tyc­ką dzicz bez euro­pej­skiej przej­ściów­ki do gniazd­ka i był dra­mat. Od tam­te­go cza­su bar­dzo polu­bi­łem się z Pack­Po­in­tem, acz­kol­wiek nadal uwa­żam, że naj­bar­dziej nie­za­wod­na jest Madzia.

iPo­lakapka, któ­ra może się przy­dać, kie­dy roz­krę­ci­cie po pija­ku jakąś zady­mę za gra­ni­cą i tra­fi­cie na dołek, albo zosta­nie­cie skro­je­ni z doku­men­tów na bar­ce­loń­skiej La Ram­bli. Zawie­ra adre­sy pol­skich amba­sad i nume­ry kon­tak­to­we do ludzi, któ­rzy w razie kry­zy­su, mogą pomóc wycią­gnąć was z paki. Ponad­to posia­da funk­cjo­nal­ność wysy­ła­nia komu­ni­ka­tów, że wszyst­ko z nami w porząd­ku. Korzy­sta się z tego, kie­dy jeste­śmy w miej­scu, gdzie doszło do jakieś kata­stro­fy — tsu­na­mi, powódź, trzę­sie­nie zie­mi, wyprze­daż w Lidlu, etc. Na szczę­ście nie musia­łem jesz­cze testo­wać jej dzia­ła­nia, ale lepiej mieć niż nie mieć.

MyCur­ren­cy — apka, w któ­rej prze­li­czam lokal­ne walu­ty na zło­tów­ki i po sekun­dzie wiem, czy cena za pusz­kę coli jest legit­na, czy jed­nak sprze­daw­ca pró­bu­je mnie oskal­po­wać. Na Bali oka­za­ła się bez­cen­na. Indo­ne­zyj­skie rupie liczy się w milio­nach i cięż­ko to sobie tak na szyb­ko prze­rzu­cić w gło­wie na peele­ny, a tu cyk i po chwi­li wszyst­ko wia­do­mo.

Flightradar24 — dzię­ki tej apce spraw­dzisz, czy twój lot nie ma żad­ne­go opóź­nie­nia. Cał­kiem spo­ko nada­je się rów­nież do śle­dze­nia samo­lo­tów, któ­ry­mi aku­rat lecą zna­jo­mi albo rodzi­na. Póki samo­lot jest na rada­rze, póty wia­do­mo, że wszyst­ko idzie zgod­nie z pla­nem #uff. Poza tym z jej pomo­cą możesz sobie wyli­czyć, o któ­rej trze­ba wyjść z domu, żeby ode­brać kogoś z lot­ni­ska. Możesz też ot tak po pro­stu śle­dzić tra­sy prze­lo­to­we ran­do­mo­wych samo­lo­tów. A co, róż­ne ludzie mają fety­sze.

Auro­ra —  jeśli prze­by­wa­cie aku­rat w kra­ju, w któ­rym moż­na zoba­czyć zorzę polar­ną, to ta apka pod­po­wie wam, kie­dy będą na to naj­więk­sze szan­se. Prze­sie­dzia­łem nad nią wie­le nocy będąc na Islan­dii, nie­ste­ty cały czas mia­łem zachmu­rzo­ne nie­bo, więc zorzy, mimo iż była nade mną, osta­tecz­nie nie zoba­czy­łem. Nadal nad tym roz­pa­czam. Może wy będzie­cie mie­li więk­sze­go far­ta.

Yahoo Pogo­da — apek pogo­do­wych jest mul­tum, ale oso­bi­ście naj­bar­dziej lubię tę od Yahoo, bo ma faj­ne zdję­cia i gra­fi­ki na oka­zję desz­czu oraz burzy. Praw­do­po­dob­nie znaj­dzie się kil­ka, któ­re sku­tecz­niej pro­gno­zu­ją, ale żad­na nie jest tak ład­na, jak ta. Dizajn > Ryzy­ko zmok­nię­cia.

Snap­se­ed - wido­mo, że naj­waż­niej­szym ele­men­tem każ­dej podró­ży jest zro­bie­nie zdjęć, na widok któ­rych zna­jo­mym pęk­nie jakaś stra­te­gicz­na żył­ka z zazdro­ści. Jeśli macie zero­wy skill foto­gra­ficz­ny, tak jak ja, to z pomo­cą przy­cho­dzi Snap­se­ed, czy­li apka, któ­ra poma­ga zmie­nić prze­cięt­ne foty w cał­kiem przy­zwo­ite kadry. Obsłu­ga jest śmiesz­nie łatwa. Ot zamy­kasz oczy i na czu­ja mani­pu­lu­jesz suwacz­ka­mi, aż fota zacznie wyglą­dać wyj­ścio­wo. Oczy­wi­ście łatwo prze­do­brzyć z HDRem i fil­trem dra­ma, ale to już nie wina apki. Obo­wiąz­kow dla każ­de­go, komu marzy się fejm na insta.

No i to by było na tyle, pozo­sta­je tyl­ko spa­ko­wać się z pomo­cą Pocket Poin­ta i ruszać w dro­gę. Oczy­wi­ście, aby mieć pew­ność, że apki będą hula­ły bez żad­nej ścin­ki, war­to zadbać o dobry tele­fon. Jeśli cho­dzi o mnie, to już dru­gi raz wybra­łem się w podróż z Nef­fo­sem X9 i bar­dzo sobie chwa­lę. Poprzed­nio musiał zno­sić eks­tre­mal­ne islandz­kie warun­ki, z kolei tym razem przy­szło mu się zmie­rzyć z 30-stop­nio­wy­mi azja­tyc­ki­mi upa­ła­mi oraz 13-mie­sięcz­nym dzie­cia­kiem, któ­re śred­nio co 5 minut, doma­ga­ło się włą­cze­nia dre­nu­ją­cej mózg pio­sen­ki -> “Idzie­my do Zoo”, śli­niąc przy tym ekran, jak­by jutra mia­ło nie być. Wziął to na mięt­ko. Zno­wu wszyst­ko dzia­ła­ło super płyn­nie, bate­ria bez pro­ble­mu wytrzy­my­wa­ła cały dzień, a do tego uda­ło się zro­bić (z nie­wiel­ką pomo­cą Snap­se­eda) cał­kiem nie­brzyd­kie fotecz­ki. Cena ryn­ko­wa to tyl­ko 599 zł, przez co zaczy­nam się poważ­nie zasta­na­wiać, czy jest sens wyda­wać wię­cej na tele­fon, sko­ro tu wszyst­ko dzia­ła, jak nale­ży? LTE jest, slot na dwie kar­ty sim jest, odblo­ko­wy­wa­nie ekra­nu twa­rzą i na odcisk pal­ca jest, nawet funk­cja roz­ma­zy­wa­nia tła w zdję­ciach por­tre­to­wych jest. Serio nie mam pomy­słu, co mogli­by jesz­cze dorzu­cić.

A to widziałeś?