popKULTURA

Adrian McKinty “Wyspa”

31/07/2022
wyspa mckinty

Albo taka sytu­acja -> masz 20 parę lat i możesz wszyst­ko, ale zamiast tego haj­tasz się z nie­mal dwa razy star­szym wdow­cem z dwój­ką “śred­nich” dzie­ci, któ­re to dzie­ci całym ser­dusz­kiem cię nie­na­wi­dzą. Pró­bo­wa­łaś już wszyst­kie­go, ale nie zadzia­ła­ło, wtem Twój “sta­ra­wy” mąż dosta­je zapro­sze­nie do Austra­lii na pre­sti­żo­wą kon­fe­ren­cję medycz­ną, więc wpa­dasz na pomysł, żeby pole­cieć całą pacz­ką, z nadzie­ją, że zmia­na Seat­tle na Syd­ney pomo­że w integracji.

No i jeste­ście w tej Austra­lii, ale zamiast lepiej robi się jesz­cze gorzej, bo bom­bel­ki nadal cię hej­tu­ją, a do tego narze­ka­ją, że mia­ły być koale i kan­gu­ry, tym­cza­sem nie ma i w ogó­le nudy na maxa. Te lamen­ty przy­pad­ko­wo pod­słu­chu­je dwóch lokal­sów, któ­rzy zapo­da­ją -> “Hej chce­cie zoba­czyć koale i inne cool austra­lij­skie zwie­rzę­ta? Tak sie skla­da, ze miesz­ka­my na sąsied­niej wyspie i mamy ich w pyt­kę. Jeśli posma­ru­je­cie tro­chę dolców, może­my was tam zabrać”.

W następ­nej sce­nie pod­eks­cy­to­wa­ni pły­nię­cie roz­pa­da­ja­cym sie pro­mem na zare­kla­mo­wa­ną wyspę, ALE kie­dy jeste­ście już dale­ko od brze­gu, oka­zu­je się, że ci kole­sie to jed­nak jacyś lewi są i wyjeż­dża­ją z gad­ką niczym kie­row­ca tak­sów­ki, kie­dy macie ocho­tę pomil­czeć, a on wyska­ku­je z jaki­miś rasi­stow­sko-homo­fo­bicz­no-mizo­giń­ski­mi tek­sta­mi, z tą róż­ni­cą, że ci dwaj opo­wia­da­ją, jak to miesz­ka­ją całą fami­lią na wyspie, odcię­ci od swia­ta, poli­cji, skar­bów­ki, prą­du, bie­żą­cej wody i innych zbęd­nych rze­czy oraz jak wystrze­la­li hehe abo­ry­ge­nów, któ­rzy rości­li sobie pra­wa do “ich zie­mi”. Robi się nie­zręcz­nie i zaczy­na­cie bar­dzo żało­wać tej wyciecz­ki, na szcze­scie w koń­cu dopły­wa­cie i rusza­cie wyna­ję­ta furą na zwie­dza­nie wyspy, z ulgą zosta­wia­jąc typów spod ciem­nej gwiaz­dy za sobą.

A chwi­le póź­niej docho­dzi do bar­dzo bar­dzo nie­szczę­śli­we­go wypad­ku, któ­ry rodzi dwie moż­li­we dal­sze dro­gi -> albo loka­le­si zro­bią wam coś bar­dzo bar­dzo złe­go w rewan­żu, wszak z ich gad­ki dało się wyczuć, że są do tego zdol­ni… albo pój­dzie­cie sie­dzieć, acz­kol­wiek loka­le­si jesz­cze chwi­lę temu wypo­wia­da­li się nie­zbyt pochleb­nie o psiar­skich, dając do zro­zu­mie­nia, że nie są ich fana­mi, czy­li bar­dziej real­ny jest jed­nak punkt pierw­szy. A gdy­by nic niko­mu nie mówić i cicha­czem dać nogę? Teo­re­tycz­nie jest to moż­li­we, ale….

I mniej wię­cej tak zaczy­na się nowy thril­ler Adria­na McKin­ty­’e­go, pt. “Wyspa”. Powie­dzieć, że od począt­ku ser­wu­je duże napię­cie, to nie powie­dzieć nic. Oglą­da­li­ście kie­dyś film “Eden Lake”? U mnie 810 i ser­dusz­ko na film­we­bie, a przy­wo­łu­ję ten tytuł, bo był tam podob­ny plot fabu­lar­ny -> Micha­el Fass­ben­der z dziu­nią jada spę­dzić week­end na łonie natu­ry, nie­ste­ty docho­dzi do “nie­for­tun­ne­go incy­den­tu”, któ­ry spra­wia, że łapią kosę z lokal­ną mło­dzie­żą, któ­ra ponad poko­jo­we media­cje, sta­wia kodeks Ham­mu­ra­bie­go, czy­li oko za oko. Kli­mat taki, że moż­na sie­kie­rą ciąć. I to samo jest w książ­ko­wej “Wyspie”, per­ma­nent­ny stan zagro­że­nia, psy­cho­za i woj­na na wyniszczenie.

Jest to moja dru­ga książ­ka Adria­na McKinty’ego (wcze­śniej mia­łem na warsz­ta­cie “Łań­cuch” i siadł mi pięk­nie) i muszę przy­znać, że lubię typa. Gość wymy­śla faj­ne dra­ma­tycz­no-anga­żu­ją­ce punk­ty wyj­ścia, a póź­niej z powo­dze­niem utrzy­mu­je to napię­cie. Baa potra­fi dodat­ko­wo je pod­bić kolej­ny­mi gru­by­mi twi­sta­mi. Co praw­da ma ten­den­cję do prze­do­brze­nia, doda­jąc sytu­acje, któ­re pod wzglę­dem logi­ki cza­sa­mi nie doma­ga­ją, ale z dru­giej stro­ny ma nie­sa­mo­wi­ty talent do utrzy­my­wa­nia czy­tel­ni­ka w cie­ka­wo­sci, co spra­wia, że zale­ty oraz walo­ry roz­ryw­ko­we zde­cy­do­wa­nie przy­kry­wa­ją ewen­tu­al­ne nie­do­cią­gnię­cia i far­ma­zo­ny. Oso­bi­ście nazy­wam to kej­sem Gerar­da Butle­ra, któ­ry gra w block­bu­ste­rach, gdzie czło­wiek nie raz zapo­da sobie face­pal­ma, ale oglą­da się to świet­nie. Fakt, nie opi­nia, I tak samo jest z książ­ka­mi McKinty’ego -> roz­ryw­ko­we pew­niacz­ki. Zacznie­cie i już nie odło­ży­cie. Prop­su­je typa.

Kla­sycz­ny link do papie­ru -> https://tiny.pl/wqd1m

Jak cuś, jest też audio­bo­ok na Empik Go. Wiem, bo słu­cha­li­śmy objeż­dza­jąc Szko­cję, nie­mniej wer­sję papie­ro­wą też mam, bo mi Wydaw­nic­two AGORA pode­sła­ło. THNX

A to widziałeś?

Brak komentarzy

Leave a Reply