popKULTURA

Michael Honig “Ostatnie dni Władimira P”.

25/07/2022
Władimir P

Ostat­nie dni Wła­di­mi­ra P.” #rec­ka

Przez ostat­nie trzy mie­siąc prze­czy­ta­łem kil­ka ksią­żek z moty­wem rosyj­skim. Były to repor­ta­że, śledz­twa dzien­ni­kar­skie, gru­ba, że ja nawet nie, bio­gra­fia Puti­na oraz bele­try­sty­ka popeł­nio­na przed laty, ale nie­któ­re wyda­rze­nia oka­za­ły się kopiuj wklej do roku 2022. Oczy­wi­ście wzią­łem to wszyst­ko na warsz­tat z nasta­wie­niem, żeby lepiej zro­zu­mieć co się teraz wła­ści­wie dzie­je, skąd to się wzię­ło i dokąd zmie­rza. Spo­iler -> nie­ste­ty żad­na z tych lek­tur nie dała mi opty­mi­stycz­ne­go kopa, tyl­ko jesz­cze bar­dziej przygniotła.

Nie­mniej się­gną­łem po jesz­cze jed­ną książ­kę, któ­rą moż­na pod­cze­pić pod hasz­tag #Rosja, ale tym razem jest to saty­ra. Nosi tytuł „Ostat­nie dni Wła­di­mi­ra P.” i zosta­ła napi­sa­na przez Miche­ala Honi­ga, któ­ry kie­dyś był chi­rur­giem, a teraz żyje z pisa­nia szy­der i na kon­cie ma już wykpie­nie śro­do­wi­ska lekar­skie­go („Gold­blat­t’s Descent”) oraz nie­daw­nych lock­dow­nów, z tym że widzia­nych z per­spek­ty­wy dzie­się­cio­lat­ka, któ­ry prze­cho­dzi na naucza­nie zdal­ne („Home Scho­ol Rules”).

Ostat­nie Dni Wła­di­mi­ra P. to pierw­sza książ­ka Honi­ga prze­tłu­ma­czo­na na język pol­ski by Wydaw­nic­two Otwar­te i z jed­nej stro­ny byłem cie­ka­wy tych roł­stów, wszak jest to coś, czym ponie­kąd sam się zaj­mu­je. Z dru­giej mia­łem oba­wy, że to bar­dzo zły timing na takie dzie­ło. Przed prze­czy­ta­niem zri­ser­czo­wa­łem sobie co i jak, i odkry­łem, że książ­ka jest z 2018 roku, czy­li wyda­na przed „poko­jo­wą misją na Ukra­inie”, więc odru­cho­wo zbu­do­wa­łem sobie w gło­wie tezę, że w tam­tym cza­sie fak­tycz­nie moż­na było hehesz­ko­wać z P. i to mia­ło zupeł­nie inny odbiór niż dzi­siaj, gdzie już abso­lut­nie nie ma z cze­go się śmiać Osta­tecz­nie stwier­dzi­łem, że prze­czy­tam i jak będzie jakiś zgrzyt, to naj­wy­żej będę miał czym palić w kominku.

Na szczę­ście oka­za­ło się, że to nie są hehesz­ki a’la Mazur­ska Noc Kaba­re­to­wa, a powieść, któ­ra owszem ma momen­ty tak absur­dal­ne, że nie spo­sób się nie zaśmiać, ale rów­no­cze­śnie na czło­wie­ka spły­wa, że to nie jest wzię­te z pal­ca. Nope, to jest rosyj­ska men­tal­ność i tak to u nich wyglą­da, czy­li wcho­dzi zasa­da „it’s fun­ny becau­se it’s true”. Za to puen­ta z tej książ­ki jest już gorz­ka jak grejp­frut i w skró­cie wyni­ka z niej, że nawet, jeśli chciał­byś być uczci­wym czło­wie­kiem, to sor­ka zio­mek, ale pomy­li­łeś kraje.

Fabu­lar­nie dosta­je­my wizję przy­szło­ści, w któ­rej Wła­di­mir P. jest eme­ry­tem cier­pią­cym na demen­cję. Nie ogar­nia co się dzie­je i żyje fla­sh­bac­ka­mi, w któ­rych nadal jest naj­waż­niej­szą i naj­bar­dziej decy­zyj­ną oso­bą w kra­ju. Oczy­wi­ście nikt już nie daje faka na jego zda­nie i daw­no został odsta­wio­ny na eks­klu­zyw­ną daczę, gdzie oto­czo­ny przez służ­bę oraz pie­lę­gnia­rza Sze­re­mie­tie­wa, ma docze­kać swo­je­go koń­ca. Nie­mniej nadal war­to poka­zy­wać się z nim na zdję­ciach, jeśli komuś zale­ży na pod­bi­ciu słup­ków son­da­żo­wych oraz nar­ra­cji, że został oso­bi­ście nazna­czo­ny, więc od cza­su do cza­su ktoś waż­ny poja­wia się na daczy, co gene­ru­je róż­ne nie­zręcz­ne sytu­acje. ALE. Ale głów­nym boha­te­rem książ­ki wca­le nie jest Wła­di­mir P., a wła­śnie pie­lę­gniarz Sze­re­mie­tiew, któ­ry co i rusz musi gasić „poża­ry” wywo­ła­ne przez swo­je­go pod­opiecz­ne­go oraz zma­gać ze służ­bą roz­kra­da­ją­cą z daczy wszyst­ko, jak leci.

I teraz, żeby wam lepiej zobra­zo­wać na czym pole­ga myk w tej książ­ce, cof­nę się do inne­go dzie­ła, któ­re kie­dyś w moich oczach też mia­ło łat­kę „to nie wypa­da” (zanim prze­czy­ta­łem). Kon­kret­nie była to książ­ka „On wró­cił” Timu­ra Ver­me­sa, któ­ra dzie­je się współ­cze­śnie i ma taki plot, że pew­ne­go dnia na ław­ce w par­ku budzi się Adolf H. (tak, ten Adolf H), któ­ry zaczy­na zacho­wy­wać się i mówić, dokład­nie tak samo, jak „wte­dy”. Wszy­scy myślą, że to rodzaj per­for­man­cu w wyko­na­niu jakie­goś nie­zna­ne­go akto­ra i uzna­ją to za dobry dow­cip. Na tyle dobry, że zaczy­na­ją poka­zy­wać go w TV, co daje mu kra­jo­wy roz­głos oraz rze­sze fanów, któ­rzy z cza­sem stwier­dza­ją, że to co typ mówi to nie tyl­ko żart, a w sumie cał­kiem nie­głu­pie pomy­sły i cyk, zaczy­na się karie­ra niczym u Niko­sia Dyz­my, a saty­ra pole­ga na tym, że nie­miec­ki naród nie ogar­nia i dru­gi raz łapie się na to samo.

I tak samo jest z „Ostat­ni­mi dnia­mi Wła­di­mi­ra P”. Niby jest to histo­ria o kar­mie, któ­ra wra­ca, bo oto mamy ex pre­zy­den­ta, któ­ry kie­dyś trząsł całym kra­jem, wie­lu dopro­wa­dził do skraj­nej bie­dy i tra­ge­dii, a teraz sam jest bez­rad­ny, wyzy­ski­wa­ny i pozba­wio­ny respek­tu, tym­cza­sem w rze­czy­wi­sto­ści dosta­je­my opo­wieść o rosyj­skiej men­tal­no­ści i moral­no­ści, któ­rą P. sam wyho­do­wał, nato­miast to, co się dzie­je na daczy, czy­li kra­dzie­że na potę­gę, pod­kła­da­nie świń i inby o wpły­wy, to tak napraw­dę opis funk­cjo­no­wa­nia Rosji.

Dobra książ­ka, dają­ca do myśle­nia, lek­ko napi­sa­na, ale z dru­gim dnem, nie­mniej moim zda­niem nie­wła­ści­wie rekla­mo­wa­na, gdyż ponie­waż nar­ra­cja mar­ke­tin­go­wa oraz zajaw­ka na okład­ce suge­ru­ją, że cze­ka nas becz­ka śmie­chu, a pri­mo to nie jest humor spod zna­ku hehe­he i dru­gie pri­mo, taka nar­ra­cja zamiast zachę­cić, może odstra­szyć, bo ktoś podob­nie jak ja, gotów pomy­śleć, że to nie jest dobry czas na taką lek­tu­rę. Mówiąc pro­ściej -> jak cuś, to opi­sem z okład­ki się nie suge­ruj­cie, bo sprze­da­je błęd­ne wyobrażenie.

Kla­sycz­nie link do papie­ru-> https://bit.ly/3yu67mF

Ebo­oka z kolei widzia­łem na Woblink

A to widziałeś?

Brak komentarzy

Leave a Reply