popKULTURA

W deszczu, czyli co się dzieje kiedy pada

01/06/2022
W deszczu

Nawią­zu­jąc jesz­cze do Dnia Dziec­ka. Kie­dyś wam mówi­łem, że jeste­śmy zazio­mo­wa­ni z Wydaw­nic­two Nasza Księ­gar­nia, dla któ­re­go Bren­do­nek robi, jako beta-tester nowych tomów Pucio.

I sytu­acja jest taka, że kil­ka dni temu wydaw­nic­two pode­sła­ło Bren­don­ko­wi nową książ­kę. Raz, bo Dzień Dziec­ka, a dwa, bo mate­riał pre­mie­ro­wy, czy­li #beta­te­sty. Grzecz­nie podzię­ko­wa­łem i chcia­łem o niej powie­dzieć coś na Insta­gra­mie, wszak tutaj gada­my o książ­kach dla doro­słych, ALE! Ale sytu­acja cał­ko­wi­cie się zmie­ni­ła, kie­dy ją z Bren­do­nem prze­czy­ta­li­śmy i oka­za­ło się, że to jest TOP GUN: MAVERICK wśród ksią­żek dla dzieci.

Serio, ta książ­ka jest taaaak super, że powiem wam o niej tutaj. Nosi tytuł „W desz­czu’, ma wiel­ko­for­ma­to­we wyda­nie w twar­dej opra­wie, a w środ­ku jest mnó­stwo fan­ta­zyj­nych, kolo­ro­wych ilu­stra­cji Mał­go­rza­ty Piąt­kow­skiej, któ­re zde­cy­do­wa­nie przy­ku­wa­ją wzrok, ALE! Ale to nie wszystko.

Naj­więk­szym gejm­czen­dże­rem jest treść, któ­ra jest zbio­rem nie­sa­mo­wi­cie anga­żu­ją­cych cie­ka­wo­stek i mówię to z wła­snej per­spek­ty­wy. Ja tę książ­kę prze­czy­ta­łem jesz­cze raz, kie­dy Bren­do­nek już spał. Dla sie­bie, total­nie hobbistycznie.

Zaczy­na się niby prze­wi­dy­wal­nie, bo od tłu­ma­cze­nia czym w zasa­dzie jest deszcz i jak powsta­je, po czym boom -> leci sma­czek pt. skąd się bie­rze spe­cy­ficz­ny zapach po deszczu/burzy, a zaraz za nim kolej­ny o zna­nych mar­kach typu Mark Jacobs i Her­mes, któ­re pró­bu­ją uchwy­cić ten zapach w per­fu­mach. Następ­nie prze­ska­ku­je­my na kolej­ną stro­nę, a tam boom -> gene­za powsta­nia kalo­szy, któ­ra zaczy­na się od pro­za­icz­nej potrze­by zacho­wa­nia sucho­ści sto­py, po czym ewo­lu­uje w tren­dy modo­we, aż w koń­cu do gry włą­cza się Goody­ear i robi ide­al­ną mie­szan­kę gumy, któ­ra nie kru­szy się na mro­zie i nie przy­kle­ja do nogi w upa­le. Póź­niej jest niby zwy­czaj­na poga­dan­kach o ule­wach, tym­cza­sem szy­bo prze­no­si­my się w kosmos i dowia­du­je­my, co pada na poszcze­gól­nych pla­ne­tach, a tam sma­czek, że pla­ne­cie HD 189733b tem­pe­ra­tu­ra przekracza1000 stop­ni Cel­sju­sza i „z nie­ba” pada cie­kłe szkło, a w zasa­dzie nie pada tyl­ko zaci­na, jak­by jutra mia­ło nie być, bo pręd­kość docho­dzi do 7000 kilo­me­trów na godzi­nę. A na innej pla­ne­cie pada­ją dia­men­ty, co tłu­ma­czy, dla­cze­go Elon wyrwał z tym Spacexem.

I to jest zale­d­wie pro­mil smacz­ków, bo dalej była jesz­cze m.in. kon­kret­na wie­dza, jak wła­sno­ręcz­nie zało­żyć ogród desz­czo­wy i być bar­dziej pro-nej­czer niż Leoś DiCa­prio, histo­ria, jak to wyna­laz­czy­ni wycie­ra­czek usły­sza­ła od face­tów trzy­ma­ją­cych kasę opi­nię, że wycie­racz­ki to naj­głup­szy pomysł ever, bo będą roz­pra­szać i gene­ro­wać wypad­ki, a chwi­lę póź­niej na ten sam patent wpadł pewien pia­ni­sta z Pol­ski i z suk­ce­sem sprze­dał go For­do­wi. Babecz­ka nie zoba­czy­ła zła­ma­ne­go gro­sza. Albo jak to w Anglii doroż­ka­rze robi­li inbę o para­so­le, bo nagle zapo­trze­bo­wa­nie na ich usłu­gi pole­cia­ły na łeb na szy­ję, gdyż ponie­waż ludzie mogli już na luza­ku cho­dzić w desz­czu. Oesu, ci to mają całe życie pod gór­kę, jak nie para­so­le to Uber.

I takich cukier­ków jest tu o wie­le wię­cej. Ta książ­ka jest total­nie fan­ta­stycz­na i jak ją skoń­czy­łem, to mia­łem nawet myśl -> „Hmmm cie­ka­we skąd taki pomysł i jaki był klucz dobo­ru tych wszyst­kich cie­ka­wo­stek, bo to żre aż miło”, wtem patrzę na tyl­ną okład­kę, a tam sło­wo od autor­ki, Moni­ki Utnik: „Kie­dy moja córecz­ka była mała, bar­dzo bała się burzy. Posta­no­wi­łam więc, że kie­dyś jej wyja­śnię, dla­cze­go pada deszcz, jak powsta­ją pio­ru­ny i czy moż­na się przed nimi uchro­nić oraz skąd się bie­rze tęcza”.

Pani Moni­ko, jeśli Pani to czy­ta, chcia­łem powie­dzieć, że dosko­na­ła robo­ta i poza cór­ką, dokształ­ci­ła Pani jesz­cze chło­pa przed 40-stką. Kła­niam się niziutko.

Bar­dzo bar­dzo pole­cam tę pozy­cję. Bren­don zresz­tą też, ale tutaj muszę dać szer­szy kon­tekst. Mia­no­wi­cie Bren­do­nek prze­ży­wa nie­sa­mo­wi­tą fascy­na­cję kata­stro­fa­mi przy­rod­ni­czy­mi i każe sobie czy­tać o powo­dziach, taj­fu­nach i wybu­chach wul­ka­nów. Pró­bu­ję mu tłu­ma­czyć, że to nie są faj­ne rze­czy, ale on swoje:

- Tata, a gdzie było to Tsu­na­mi, o któ­rym ostat­nio czytaliśmy?

- W Japonii

- Poje­dzie­my tam na wakacje?

- Yyyy, zobaczymy

A książ­ka do wzię­cia tu -> https://tiny.pl/96qpk

A to widziałeś?

Brak komentarzy

Leave a Reply