popKULTURA

Świnia ryje w sieci- recenzje czytelników

29/12/2013

Kolej­ny raz potwier­dzi­ło się, że naj­lep­szą pro­mo­cją popkul­tu­ry jest nie­spo­dzie­wa­ny zgon. Prze­ra­bia­li­śmy to z Micha­elem Jack­so­nem, Prin­cem, Geo­r­gem Micha­elem, Heathem Led­ge­rem, itd. Aktu­al­nie trwa “boom” na Che­ste­ra Ben­ning­to­na. Media dono­szą, że po wypły­nię­ciu info o jego prze­no­si­nach do Kra­iny Wiecz­nych Łowów, sprze­daż płyt Lin­kin Park sko­czy­ła w USA o ponad 5000 pro­cent. Nie­źle, cho­ciaż jak dla mnie prom­ka tro­chę zbyt agre­syw­na… zwłasz­cza, że mam jesz­cze do wsza­ma­nia kil­ka bur­ge­rów i parę spraw do ogar­nię­cia na ziem­skim pado­le. Jeśli jed­nak ktoś chciał­by pójść pod prąd i się­gnąć po moje wie­ko­pom­ne dzie­ło, póki jesz­cze dycham i wypróż­niam się o wła­snych siłach, spie­szę z dono­sem, że “Świ­nia” jest już dostęp­na w ebo­oku i to za mniej niż zestaw w Macz­ku, co jak­by nie patrzeć jest dla mnie deli­kat­nym policz­kiem, ale co zro­bisz? Nic nie zro­bisz! Zosta­wiam link poni­żej, a gdy­by ktoś już przy­pad­kiem prze­czy­tał, to może mi nawrzu­cać w kom­ciu lub recen­zji. Naj­cie­kaw­sze, dotych­cza­so­we recen­zje znaj­dzie­cie poni­żej 🙂

Wersja papierowa Świni dostępna jest TU a e‑book TU. Enjoy!

Fakt

Zbiór komen­ta­rzy PigO­uta, ogar­nię­ty rol­ni­czym tytu­łem “Świ­nia ryje w sie­ci”, jest jed­nak odlo­to­wą zaba­wą na waka­cyj­ny week­end. Jego dłuż­sze i krót­sze wpi­sy z inter­ne­tu spraw­dza­ją się tak­że jako felie­to­ny i komen­ta­rze w for­mie dru­ko­wa­nej. Mach­ną­łem „Świ­nię…” w kil­ka godzin let­niej sobo­ty, co tyl­ko dobrze świad­czy o auto­rze. Potra­fi przy­kuć uwa­gę.(…)

Nie wiem, czy rację ma wydaw­ca, zazna­cza­jąc na okład­ce: „nie chciej, żeby on napi­sał coś o Tobie!…”. Zało­żę się, że nie­je­den cele­bry­ta, czy inny gostek, chciał­by, aby PigO­ut poświe­cił mu kil­ka lini­jek – w myśl zasa­dy, niech piszą dobrze czy źle, byle by nazwi­ska nie prze­krę­ci­li. Ale tak to już jest w pod­po­rząd­ko­wa­nej inter­ne­to­wi epo­ce, że ludzie chcą ist­nieć w sie­ci i realu, a nawet w sie­ci bar­dziej. Peł­na recen­zja do prze­czy­ta­nia TU

 

Pikkuvampyyrin

Jakiś czas temu zasta­na­wia­łam się, co zro­bię, kie­dy prze­czy­tam już wszyst­kie książ­ki moje­go uko­cha­ne­go Bukow­skie­go. Odpo­wiedź na to pyta­nie nasu­nę­ła się sama, kie­dy jesz­cze przed pre­mie­rą w moich rękach zna­la­zła się książ­ka “Świ­nia ryje w sie­ci, czy­li z pamięt­ni­ka hej­te­ra”. Teraz już wiem — po lek­tu­rze twór­czo­ści Buka prze­rzu­cę się na blo­ga PigO­uta. (…)
Wyda­je Wam się, że nasza codzien­ność nie jest god­na opi­sy­wa­nia? No może… Ale PigO­ut robi w taki spo­sób, że czy­ta­nie jego szy­derstw dopro­wa­dza do łez. O ile na na widok ogrom­nych kole­jek trzy dni przez tra­fie­niem jakie­goś pro­duk­tu do sprze­da­ży oraz koczo­wa­nie przez skle­pem popu­ka­ła­bym się w czo­ło i tyle, tak autor ubie­ra to zja­wi­sko w zabaw­ne sło­wa, doda­jąc barw­ne opi­sy dan­tej­skich scen. (…)
Nie pozo­sta­je mi nic inne­go, jak gorą­co pole­cić tę książ­kę. Jak­by to powie­dział pan popeł­nia­ją­cy tę wydaw­ni­czą zbrod­nię — książ­ce mówi­my zde­cy­do­wa­ne “chy­ba tak”, bo “cyc­ki opa­da­ją”. Peł­na recen­zja do prze­czy­ta­nia TU

 

Niekulturalnie.pl

Świ­nia ryje w sie­ci, czy­li z pamięt­ni­ka hej­te­ra” jest na pierw­szy rzut oka sza­ro­bu­rą pozy­cją wydaw­nic­twa Edi­pres­se, jed­nak po otwo­rze­niu książ­ki, czło­wiek ma do dys­po­zy­cji wszyst­kie kolo­ry janu­szo­wej i gra­ży­no­wej Pol­ski. Do tego dorzu­co­no nam w gra­ti­sie stę­ka­nie o kor­po­ter­ra­rium i jesz­cze kil­ka roz­dzia­łów, któ­re mówią nam o tym, jak nie wyjść na cebu­lo­wych przed­sta­wi­cie­li i debi­li ogól­nie. W róż­nych sytu­acjach. Inny­mi sło­wy to rze­czy­wi­ście zgrab­nie, jak na blo­ge­ra, wyło­żo­ne praw­dy o dzi­siej­szym świe­cie, z któ­ry­mi prak­tycz­nie się utoż­sa­miam, bo sama w głę­bi duszy jestem i pozo­sta­nę typo­wym hej­te­rem spo­łecz­no­ści pol­skiej. (…)

Język jest typo­wo blo­go­wy, ale jest też płyn­ny, okra­szo­ny humo­rem, któ­ry wca­le nie jest taki moc­ny, jak zapo­wia­dał blurb. PigO­ut jest auto­rem, któ­ry nie poka­zu­je swo­im języ­kiem nie wia­do­mo jak wiel­kie­go hej­tu. Zazwy­czaj jest to moc­na iro­nia, ciche wyśmie­wa­nie się, ale wszyst­ko w gra­ni­cach doj­rza­łej for­my. I to jest wła­śnie faj­nie, bo… nie jest to hej­tem? Tu każ­de sło­wo ma zna­cze­nie i ma przede wszyst­kim war­tość, któ­rej bra­ku­je innym auto­rom blo­gów, aspi­ru­ją­cych do mia­na poczyt­nych blo­ge­rów. Peł­na recen­zja dostęp­na TU

Tilliantraveller

Tra­fi­łem na same­go blo­ga i książ­kę total­nie przy­pad­kiem, znu­dzo­ny do cna błą­ka­niem się po cze­lu­ściach inter­ne­tu. Powia­dam Wam, takie szu­ka­nie na waria­ta daje cza­sem zaska­ku­ją­co faj­ne rezul­ta­ty, albo­wiem lepiej wyda­nych dień­gów nie było chy­ba w moim życiu. Nawet pacz­ka durek­sów przed pierw­szym sek­sem nie ma star­tu.(…)

Powiem od razu — jeśli ocze­ku­je­cie tu zna­le­zie­nia odpo­wie­dzi na jakieś mega istot­ne pyta­nia tyczą­ce się świa­ta, porad die­to­wych, tipów na to jak ulep­szyć swo­je życie łatwo i bez bólu albo zdo­być for­tu­nę to zły adres. Ale jeśli lubi­cie dużej ilo­ści daw­ki sar­ka­stycz­ne­go humo­ru i języ­ko­wej wol­ty­żer­ki na wyso­kim pozio­mie to jest to już coś bar­dziej pod Was. (…)

Śmia­łem się przy lek­tu­rze jak skoń­czo­ny kre­tyn co pięć sekund a nie zda­rzy­ło mi się to bodaj­że od cza­su pierw­sze­go czy­ta­nia “Bel­le­wa Zawie­ru­chy” jakieś lat temu pięt­na­ście (sesja w gwin­ta z sagi wiedź­miń­skiej się nie liczy, bo potem było już tyl­ko smut­niej). A czy­ta­łem toto w nocy na lot­ni­sku w Bri­sto­lu cze­ka­jąc na poran­ny lot do Pol­ski, nie byłem więc sam. Miny postron­nych bez­cen­ne. Nie mam poję­cia czy autor pisał swo­je dzie­ło na trzeź­wo, czy jed­nak jakieś wspo­ma­ga­cze w uży­ciu były, ale ewi­dent­nie widać, że ma do tego dryg i smy­kał­kę. Żon­glo­wa­nie sło­wem idzie mu tak natu­ral­nie jak sik na sto­ją­co i podob­ną ulgę przy­no­si czy­ta­ją­ce­mu, zwłasz­cza jeśli jest kłęb­kiem ner­wów i stoi na gra­ni­cy zała­ma­nia ner­wo­we­go, jak ja. Peł­na recen­zja dostęp­na TU

Medytacje nad książką

Trze­ba uczci­wie powie­dzieć, że PigO­ut ma dość spe­cy­ficz­ny styl pisa­nia. Na pew­no nie każ­de­mu przy­pad­nie do gustu. Mnó­stwo tam dzi­wacz­nych porów­nań, hiper­bo­li, zwro­tów z angiel­skie­go, czy nowo­mo­wy. Przy tym zaska­ku­ją­co pisze dobrze po pol­sku. Nie­ste­ty w dobie powszech­ne­go inter­ne­tu widać bra­ki spo­łe­czeń­stwa w umie­jęt­no­ściach języ­ko­wych, u PigO­uta nastę­pu­je coś inne­go – on bawi się języ­kiem, nagi­na­jąc go do wła­snych potrzeb, czy to dla wzmoc­nie­nia efek­tu, pod­kre­śle­nia wypo­wie­dzi, czy to dla zwy­czaj­ne­go śmie­chu.(…)

To była pierw­sza rzecz, za jaką poko­cha­łam tek­sty auto­ra, dru­gą są: sar­kazm, iro­nia, jakaś takie zło­śli­we cze­pial­stwo i goto­wość do wyśmie­wa­nia wszyst­kie­go, co jest aku­rat na języ­kach. Przy czym on nie wyśmie­wa kon­kret­nych ludzi, ale zja­wi­ska. To dla mnie tak­że waż­ne. Nie prze­pa­dam za wyśmie­wa­niem się z kon­kret­nych osób, chy­ba że z samej sie­bie. Bo naj­bar­dziej autor „ciśnie” po sobie: swo­im wyglą­dzie, wiecz­nej die­cie, sto­sun­kach z kobie­ta­mi (a kon­kret­nie jed­ną), ze swo­jej małost­ko­wo­ści i tym, co w inter­ne­cie nazy­wa­my „cebu­lac­twem”, co nie­ste­ty z ludzi cza­sem wyła­zi i nie moż­na tego zatrzy­mać. Peł­na recen­zja do prze­czy­ta­nia TU

Antypatycznie.pl

Recen­zja obiek­tyw­na nie będzie, bo gościa lubię za dystans, brak kija w tył­ku i nie­chęć do rze­czy­wi­sto­ści. Książ­ka jak i stro­na nie wpad­nie w oko oso­bom, któ­re wła­da­ją praw­ni­czym żar­go­nem, w aucie słu­cha­ją Moz­zar­ta, a w kibel­ku czy­ta­ją Psy­cho­ana­li­zę Freu­da. Pole­cam raczej tym, któ­rzy lubią pol­skie fil­my za prze­kleń­stwa, prze­pa­da­ją za języ­kiem inter­ne­tów, pro­mo­cja­mi w Lidlu, mari­chu­na­ną, mor­do­rem i Panem Kanap­ką. A resz­cie pole­cam wyjąć kij z tył­ka i zagrać nim w bil­lard. (…)

Pigout’a czy­ta­łam aku­rat w podró­żach z i do sto­li­cy oraz w miej­skiej komu­ni­ka­cji. Aku­rat pech chciał, że czy­ta­łam wte­dy o pol­skich pro­mo­cjach, prze­trwa­niu syl­we­stra, życiu blo­ge­ra i kil­ku innych nie­spo­dziaj­ko­wych histo­riach. Bywa­ły momen­ty kie­dy wstrzą­snę­ły mną dziw­ne drgaw­ki, któ­re dają mi tyl­ko pol­skie, sta­re kome­die. Rzad­ko mnie coś śmie­szy, włą­cza­jąc w to kaba­re­ty, któ­rych nie oglą­dam, bo są żenu­ją­ce, więc książ­ka musi być dobra.(…)

Całość do prze­czy­ta­nia TU

Projekt #6na1

Recen­zje przy­go­to­wa­ne przez blo­ge­rów w ramach pro­jek­tu #6na1 do prze­czy­ta­nia TU

Nieidealna Anna

Świ­nia ryje w sie­ci, czy­li z pamięt­ni­ka hej­te­ra”, to naj­le­piej spę­dzo­ne 254 stro­ny książ­ki, jaką mia­łam dotych­czas w rękach (…).

PigO­ut jest bystrzej­szy niż Kuba Woje­wódz­ki, zabaw­niej­szy niż Mar­cin Pro­kop, bar­dziej wylu­zo­wa­ny niż całe gro­no nie­śmiesz­nych stan­du­pów i do tego wszyst­kie­go deli­kat­ny jak gine­ko­log, któ­ry pierw­szy raz bada dzie­wi­cę. Skąd te porów­na­nie? Otóż jego hej­to­wa­nie jest niczym 5 sym­fo­nia Beetho­ve­na, poezja dla uszu jak wier­sze mło­de­go Jul­ka Sło­wac­kie­go, grat­ka dla oka niczym zdję­cia z Vogue’a Mar­ci­na Tysz­ki. Hejt w wyko­na­niu PigO­uta to bal­sam dla uszu każ­dej porzu­co­nej dziew­czy­ny, któ­ra naiw­nie wie­rzy­ła w pod­sta­wów­ce, że to co ją uwie­ra­ło na szkol­nej dys­ko­te­ce w udo to Nokia 3310, a nie erek­cja mło­de­go szcza­wi­ka. Jego gru­bość jest prze­sa­dzo­na, podob­nie jak skrom­ność Zla­ta­na Ibra­hi­mo­vi­ca. Gru­by to co naj­wy­żej jest jego dow­cip, ten porów­na­ła­bym do Ryszar­da Kali­sza. Jest Doro­tą Wel­l­man pol­skiej blo­gos­fe­ry, z jed­nej stro­ny trud­no go nie kochać za wale­nie praw­dy mię­dzy oczy, ale za to, że otwar­cie przy­zna­je się do die­ty wyso­ko­keb­so­wej, nara­ża się wszyst­kim fana­tycz­kom Ewy Cho­da­kow­skiej. Podob­nie jak Doro­ta w dupie ma die­ty i otwar­cie o tym mówi, że na siłow­ni czę­ściej świ­ru­je, niż robi ple­cy.

Cała recen­zja dostęp­na jest TU

A to widziałeś?