popKULTURA

Powrót do Przyszłości. Rzeczy, których nie wiedziałeś.

20/10/2015

“Powrót do przy­szło­ści” obcho­dzi dziś “małą” rocz­nicę, w związku z czym prze­wi­duję zalew inter­netu naj­róż­niej­szymi smacz­kami doty­czą­cymi tej fran­czyzy. Jako wielki fan serii, nie mogę być gor­szy i też dorzu­cam swoje trzy gro­sze. Przed wami lista 50 fak­tów, mitów, plo­tek i aneg­do­tek powią­za­nych z try­lo­gią. Poza kon­kur­sem dodam, że za dzie­ciaka tak bar­dzo jara­łem się “Powro­tem” (ten stan trwa nadal), że nawet zda­rzyło mi się obej­rzeć wszyst­kie czę­ści na nie­miec­kim kanale Pro 7. Cóż, czasy były cięż­kie, brak neta i tor­ren­tów, a w naszej tele­wi­zji sama padaka, więc nie wybrzy­dza­łem. Nie­miecki dub­bing zde­cy­do­wa­nie nie jest rze­czą, którą pole­cam, ale nawet on nie był w sta­nie popsuć zabawy. Z dia­lo­gów za wiele nie zro­zu­mia­łem, ale do dziś pamię­tam, że tytuł w ger­mań­skim tłu­ma­cze­niu brzmiał “Zuruck in die Zun­kuft”. Ten epi­zod chyba wystar­cza, żebym mógł się uwa­żać za naj­więk­szego fana.

 
1. Dziś jest dokład­nie ten dzień, w któ­rym wylą­do­wał Marty McFly przy skoku w przy­szłość. Wszy­scy fani filmu prze­ży­wają wła­śnie nerd­gasm.

 
2. Impuls do stwo­rze­nia filmu dał sce­na­rzy­sta i pro­du­cent Bob Gale, który przy­pad­kiem zna­lazł album ze szkol­nymi zdję­ciami swo­jego ojca. Uznał go za “nerda” i zaczął zasta­na­wiać, czy zosta­liby przy­ja­ciółmi, gdyby cho­dzili do szkoły w tym samym cza­sie? Opo­wie­dział o tym reży­se­rowi Rober­towi Zemec­ki­sowi, a ten pod­chwy­cił temat.

 
3. Wytwór­nia Colum­bia Pic­tu­res odrzu­ciła sce­na­riusz, uzna­jąc, że jest zbyt grzeczny i cukier­kowy. W tam­tym cza­sie naj­więk­szym powo­dze­niem cie­szyły się kome­die prze­peł­nione pod­tek­stami sek­su­al­nymi. Na ich tle “Powrót do przy­szło­ści” wyglą­dał jak film dla dzieci, stąd suge­stia, aby z pro­jek­tem zwró­cić się do stu­dia Disney’a. Ten z kolei odmó­wił pro­duk­cji ze względu na nie­po­ko­jący wątek miło­sny mię­dzy matką i synem. Uznali, że kazi­rodz­two nie­zbyt dobrze kom­po­nuje się z wize­run­kiem Myszki Miki.

 
4. Sytu­acja malo­wała się bez­na­dziej­nie. Sce­na­riusz odrzu­cały kolejne wytwór­nie, a fakt, że dwa poprzed­nie filmy Roberta Zemec­kisa zali­czyły finan­sową klapę, nie poma­gał w nego­cja­cjach. Kiedy już wyda­wało się, że “Powrót do Przy­szło­ści” nigdy nie powsta­nie, w pro­jekt zaan­ga­żo­wał się Ste­ven Spiel­berg i prze­ko­nał do udziału stu­dio Uni­ver­sal Pic­tu­res. Zanim jed­nak wytwór­nia dała zie­lone świa­tło do roz­po­czę­cia zdjęć, odrzu­ciła 40 wer­sji sce­na­riu­sza, wyma­ga­jąc wpro­wa­dza­nia kolej­nych poprawek.

 
5. Jedną z wielu rze­czy, o które toczyły się spory był tytuł. Szef Uni­ver­sal Pic­tu­res, Sid She­in­berg, nale­gał, aby został zmie­niony na “Kosmita z Plu­tona” (“Spa­ce­man from Pluto”). Uwa­żał, że “Back to The Future” to oksy­mo­ron, który się nie sprzeda. Nie wie­rzył, że kto­kol­wiek o zdro­wych zmy­słach, pój­dzie na film ze sło­wem “Future” w tytule. Ste­ven Spiel­berg kul­tu­ral­nie kazał spa­dać mu na drzewo, wysy­ła­jąc kar­teczkę z tek­stem “wyborny żart Sid”, na co She­in­ber­gowi głu­pio było się przy­znać, że pro­po­zy­cja jest śmier­tel­nie poważna i uciął temat.

 
6. Jed­nak Sid miał też kilka dobrych pomy­słów. To on wymu­sił, aby pro­fe­sor Brown w osta­tecz­nej wer­sji został dok­to­rem, „bo pro­fe­sor nie mógł mieć za kum­pla nasto­latka”. Trzeba przy­znać, że “Doc” jest o wiele bar­dziej nośne niż “Prof”. To Sid zablo­ko­wał pomysł, według któ­rego zwie­rząt­kiem dok­tora Browna miał być szym­pans, „bo filmy z mał­pami się nie sprze­dają”. Skoń­czyło się na psie Ein­ste­inie. To Sid zmie­nił imię matki Marty’ego z Meg na Lor­ra­ine, “bo tak ma na imię moja żona”. Ta ostat­nia poprawka jak dla mnie za wiele nie wnio­sła, ale kro­ni­kar­ska dokład­ność obli­guje mnie do podzie­le­nia się tym faktem.

 



 

 
7. W pierw­szej wer­sji sce­na­riu­sza za wehi­kuł czasu miała robić … zamra­żarka. Osta­tecz­nie pomysł padł i wcale nie dla­tego, że wyglą­da­łoby to idio­tycz­nie. Robert Zemec­kis i Ste­ven Spiel­berg oba­wiali się, że po fil­mie dzie­ciaki zaczną masowo zamy­kać się w lodów­kach i co słab­sze ogniwa zro­bią sobie kuku.

 
8. Wybór DeLo­re­ana do roli wehi­kułu czasu nie był przy­pad­kowy. Zade­cy­do­wały drzwi, a raczej spo­sób w jaki się otwie­rają (do góry). Twórcy uznali, że ludzie z 1955 roku (czas, do któ­rego cofa się Marty McFly w I czę­ści), wzię­liby takie auto za sta­tek kosmiczny.

 
9. John DeLo­rean, czyli twórca samo­chodu był wiel­kim fanem “Powrotu do przy­szło­ści”. Napi­sał nawet list do pro­du­cen­tów z podzię­ko­wa­niami za “unie­śmier­tel­nie­nie jego dzieła”. Warto wspo­mnieć, że krótko przed powsta­niem filmu, John był wie­lo­krot­nie zatrzy­my­wany przez poli­cje za posia­da­nie koka­iny, co nega­tyw­nie odbiło się na marce jego samo­cho­dów. Każdy wła­ści­ciel DeLo­re­ana z auto­matu był brany za prze­stępce. “Powrót do przy­szło­ści” nie tylko ocie­plił wize­ru­nek, ale uczy­nił markę kul­tową. Ręka do góry, kto nigdy nie pomy­ślał jak zaje­bi­ście byłoby mieć DMC-12 na wła­sność? John naprawdę miał za co dzię­ko­wać. Nie­wiele bra­ko­wało, żeby za wehi­kuł robił Ford Mustang. Twórcy otrzy­mali od Forda pro­po­zy­cję powięk­sze­nia budżetu o dodat­kowe 75 tysięcy dola­rów, jeśli DeLo­rean zosta­nie zastą­piony przez Mustanga. Oka­zuje się, że w tam­tych cza­sach nie wszystko było na sprze­daż i Bob Gale odpo­wie­dział tek­stem, który prze­szedł do histo­rii: “Doc Brown doesn’t drive a fuc­king Mustang!” #zaorane

 
10. Miło­ści do DeLorean’a nie podzie­lał Michael J. Fox. Po latach, w jed­nym z wywia­dów przy­znał nawet, że „kurew­sko go nie­na­wi­dził” i dosko­nale rozu­miał dla­czego autko nie odnio­sło suk­cesu na rynku moto­ry­za­cyj­nym. Twier­dził, że DeLo­rean był cia­sny, nie­prak­tyczny (nie dało się otwo­rzyć drzwi jeśli obok par­ko­wał inny samo­chód), cały czas się psuł, a przez wysta­jące wypo­sa­że­nie wewnątrz kok­pitu, uszko­dził sobie dłoń. Aby pod­kre­ślić jak wielką jest kupą złomu, Fox za każ­dym razem pod­czas wysia­da­nia mar­ko­wał ude­rze­nie głową w drzwi. Była to impro­wi­za­cja nie­prze­wi­dziana w scenariuszu.

 
11. Twórcy rów­nież musieli tro­chę się nagim­na­sty­ko­wać, żeby furak zaczął współ­pra­co­wać. Za pod­no­sze­nie drzwi DeLo­re­ana odpo­wia­dały auto­ma­tyczne sprę­żarki. Pod­czas zdjęć było bar­dzo zimno, dla­tego gaz w sprę­żar­kach się skra­plał, co powo­do­wało cią­głe opa­da­nie drzwi. Żeby temu zapo­biec, na pla­nie poja­wiły się spe­cjalne suszarki, które utrzy­my­wały odpo­wied­nią tem­pe­ra­turę gazu.

 
12. DeLo­rean w rze­czy­wi­sto­ści nie był tak szybki, jak można mnie­mać po fil­mie. Pod maską sie­dział czte­ro­cy­lin­drowy sil­nik Volvo, który potrze­bo­wał znacz­nie wię­cej czasu do osią­gnię­cia ekra­no­wej pręd­ko­ści 88 mil/h (140 km/h).

 


 

 

 

 
13. W pierw­szej czę­ści Delo­rean był zasi­lany plu­to­nem, który to dok­tor Brown poży­czył sobie od libij­skich uchodź­ców ter­ro­ry­stów. W dwójce autko zostało lekko zmo­dy­fi­ko­wane i uzy­skuje ener­gię poprzez urzą­dze­nie do recy­klingu śmieci. W rze­czy­wi­sto­ści jest to elek­tryczny mły­nek do kawy. We wcze­śniej­szych wer­sjach sce­na­riu­sza, Delo­rean miał być zasi­lany Coca Colą. Osta­tecz­nie Pepsi wyło­żyło wię­cej kasy na stół i to ich logo prze­wija się w fil­mie, jed­nak ze wzglę­dów wize­run­ko­wych, nie wyra­zili zgody, aby napój robił za paliwo.

 
14. Rola Marty’ego McFly’a od początku była pisana pod Micha­ela J. Foxa. Nie­stety ze względu na inne zobo­wią­za­nia aktora, brał w tym cza­sie udział w pro­duk­cji serialu „Więzy rodzinne”, twórcy byli zmu­szeni do poszu­ki­wań innego kan­dy­data. W pierw­szej kolej­no­ści zgło­sili się do Ral­pha Mac­chio, jed­nak gwiazda “Karate Kid” odrzu­ciła rolę twier­dząc, że film o “dzie­ciaku, samo­cho­dzie i pastyl­kach plu­tonu” nie ma szans na suk­ces. Kolej­nymi kan­dy­da­tami byli C. Tho­mas Howell, który już tro­chę gry­wał u Spiel­berga i Eric Stoltz. Osta­tecz­nie wybór padł na tego dru­giego. Po 5 tygo­dniach zdjęć, Robert Zemec­kis nagle stwier­dził, że nie ma feelingu ze Stol­cem Stolt­zem i po pro­stu go zwol­nił. W wyniku tej decy­zji 1/3 goto­wego filmu i 3 miliony dola­ców pole­ciały do kosza. Twórcy zro­bili jesz­cze jedno podej­ście po Micha­ela J. Foxa i tym razem się udało. Pro­du­cenci “Wię­zów rodzin­nych” zgo­dzili się na angaż pod warun­kiem, że nie zakłóci on pracy na pla­nie ich serialu. Następne 3 i pół mie­siąca oka­zało się naj­bar­dziej pra­co­wite w karie­rze Foxa. Każ­dego dnia o godzi­nie 9.30 kie­rowca zawo­ził Micha­ela do stu­dia “Para­mo­unt”, gdzie do 17:00 pra­co­wał nad seria­lem. Następ­nie przy­jeż­dżał drugi kie­rowca, tym razem z “Uni­ver­sal Pic­tu­res”, który zawo­ził go na plan “Powrotu do przy­szło­ści”. Zdję­cia trwały do świtu. O 6 rano wra­cał do domu, kładł się spać na 3 godziny, po czym znowu zja­wiał się kie­rowca nr 1 i cały cykl zaczy­nał się od początku. Wyją­tek sta­no­wiły week­endy. Nie nagry­wano wtedy serialu, więc Fox mógł brać udział w zdję­ciach dzien­nych do “Back to the Future” na pełen etat.

 
15. Na potrzeby filmu, Michael J. Fox brał lek­cje gry na gita­rze i jazdy na deskorolce.

 


 

 

 

 
16. Sędzia w prze­słu­cha­niach zespo­łów, który mówi Marty’emu, że jest “zbyt cho­ler­nie gło­śno” to Huey Lewis, bar­dzo popu­lar­nym w tam­tym cza­sie muzyk. Huey nagrał też dwie pio­senki na ścieżkę dźwiękową.

 
17. John Lith­gow i Jeff Gold­blum byli poważ­nie roz­wa­żani do roli Dok­tora Browna

 
18. Osta­tecz­nie rolę dok­tora Browna dostał Chri­sto­pher Lloyd, który musiał grać lekko przy­gar­biony, aby choć tro­chę zni­we­lo­wać 20 cen­ty­me­trową prze­wagę wzro­stu nad Michael’em J. Fox’em.

 
19. Rolę Biff’a Tan­nena zagrał Tom Wil­son, choć pierw­szym wybo­rem był Tim Rob­bins. Obec­nie Tom naj­wię­cej czasu poświęca karie­rze stand-up’era i nawet daje radę, sprawdź­cie na youtube. O jego poczu­ciu humoru niech świad­czy fakt, że zmę­czony cią­głym odpo­wia­da­niem na te same pyta­nia, przy­go­to­wał spe­cjalną wizy­tówkę z odpo­wie­dziami, którą wrę­cza fanom, kiedy nie jest w nastroju do rozmowy.

 
20. Biff Tan­nen otrzy­mał swoje nazwi­sko od Ned’a Tanen’a, gru­bej ryby ze stu­dia “Uni­ver­sal”, która oka­zała się szcze­gól­nie nie­uprzejma dla Zemeckis’a i Gale’a pod­czas spo­tka­nia w spra­wie sce­na­riu­sza do filmu “I Wanna Hold Your Hand”.

 
21. Eli­za­beth Sue była trze­cią odtwór­czy­nią roli Jen­ni­fer, czyli dziew­czyny Marty’ego McFly’a. Pierw­sza w tej roli wystą­piła Melora Har­din, ale stra­ciła angaż w momen­cie, kiedy z obsady wyle­ciał Eric Stoltz. Zastą­piła ją Clau­dia Wells, jed­nak ze względu na cho­robę matki musiała zre­zy­gno­wać z udziału w II i III czę­ści. W jej miej­sce poja­wiła się wła­snie Elizabeth.

 
22. Cri­spin Glo­ver, czyli ojciec Marty’ego z pierw­szej czę­ści, odrzu­cił pro­po­zy­cję gry w kolej­nych epi­zo­dach. Powo­dem była żenu­jąco niska gaża. Przy­naj­mniej tak powie­dział. Mimo to, w dwójce ponow­nie możemy zoba­czyć go na ekra­nie. Udało się to dzięki wyko­rzy­sta­niu mate­ria­łów archi­wal­nych oraz spryt­nej cha­rak­te­ry­za­cji nowego aktora, Jeffrey’a Weissman’a. Cri­spi­nowi bar­dzo nie spodo­bała się taka zagrywka i w ramach rewanżu, wyto­czył pro­du­cen­tom pozew za bez­prawne wyko­rzy­sta­nie wize­runku. Sprawa zakoń­czyła się ugodą i wypła­ce­niem 700 tys. dolców zadość­uczy­nie­nia dla Cri­spina. Not bad.

 
23. Tak sobie myślę, że Cri­spin naprawdę był wrzo­dem na dupie. Oka­zuje się, że pod­czas zdjęć stra­cił głos i przed kamerą wyko­ny­wał tylko nieme ruchy ustami. Dźwięk został dograny w postprodukcji.

 


 

 

 

 
24. Skoro już jeste­śmy przy rodzi­cach Marty’ego, warto zauwa­żyć, że Michael J. Fox jest tylko 10 dni młod­szy od Lei Thomp­son, gra­ją­cej jego matkę i pra­wie 3 lata star­szy od fil­mo­wego ojca, Cri­spina Glovera.

 
25. Marty i Dr Brown pierw­szy eks­pe­ry­ment z wehi­ku­łem prze­pro­wa­dzają na par­kingu pod super­mar­ke­tem “Twin Pines Mall” (Bliź­nia­cze Sosny). Nazywa wzięła się od dwóch sosen rosną­cych na wspo­mnia­nym tere­nie. Pod­czas skoku w cza­sie do lat 50., Marty przy lądo­wa­niu tra­tuje jedną z nich. Po powro­cie do lat 80., super­mar­ket nazywa się “Lone Pine Mall” (Samotna Sosna). #efektmotyla

 
26. Pier­wotny plan zakła­dał, że w fina­ło­wej sce­nie, Delo­rean zosta­nie napę­dzony ener­gią pocho­dzącą z wybu­chu bomby ato­mo­wej. Tak, bomby ato­mo­wej! Miała ona zostać zde­to­no­wana na tere­nie poli­gonu woj­sko­wego, a Marty miał wje­chać na jego teren dokład­nie w momen­cie wybu­chu. Jeśli myśli­cie, że to głupi pomysł, powin­ni­ście wie­dzieć, że przez chwilę było jesz­cze gorzej. W sce­na­riu­szu, który prze­wi­dy­wał zamra­żarkę w roli wehi­kułu, plan zakła­dał, że bomba spad­nie wprost na nią. Bogu dzięki, że w budże­cie zabra­kło kasy na tak ambitne pomy­sły i osta­tecz­nie zde­cy­do­wano się na ener­gię pio­runa ude­rza­ją­cego w wieżę zega­rową. Jed­nak w inter­ne­cie ist­nieje robo­czy draft sceny z bombą. Rzuć­cie okiem i sami oceńcie.

 
27. Jeśli cho­dzi o scenę z pio­ru­nem i wieżą zega­rową, została ona nakrę­cona na minia­tu­ro­wej makie­cie. Każdy szcze­gół ulicy został skru­pu­lat­nie odwzo­ro­wany, a wehi­kuł był zabawką.

 


 

 

 

 
28. W pierw­szej czę­ści “Powrotu do Przy­szło­ści” łącz­nie użyto tylko 32 efekty spe­cjalne, co jak na film sci-fi jest śmiesz­nie małą liczbą. Trzeba jed­nak zauwa­żyć, że twórcy odwa­lili mul­tum robó­tek ręcz­nych — makiety, cha­rak­te­ry­za­cje, itd. #staraszkoła

 


 

 

 

 
29. Wróćmy jesz­cze na chwilę do wieży zega­ro­wej, która jest zna­kiem roz­po­znaw­czym fil­mów z wytwórni “Uni­ver­sal”. Wystą­piła ona w cał­kiem pokaź­nej licz­bie pro­duk­cji, m.in. w “Ucieczce z Los Ange­les”, “Bruce Wszech­mo­gący”,“Grem­li­nach”, tele­dy­sku The Offspring “Why Don’t You Got a Job” i wielu, wielu innych.

 
30. Nawią­zu­jąc jesz­cze do nie­do­szłej sceny z wybu­chem bomby ato­mo­wej, wycho­dzi na to, że Zemec­kis i Spiel­berg mają jakiś fetysz na tym punk­cie. W sce­nie kiedy Dr Brown “poży­cza” plu­ton od ter­ro­ry­stów, na zde­rzaku jego cię­ża­rówki można doj­rzeć naklejkę z napi­sem “One nuc­lear bomb can ruin your whole day“. Z kolei w III czę­ści, kiedy Marty cofa się do roku 1885, ubrany jest w strój czirlidersko-cowboyski z sym­bo­lem atomu na ramionach.

 
31. Innym fety­szem jest liczba 1,21, która kil­ku­krot­nie prze­wija się przez film. Kiedy dok­tor Brown wysyła psa Ein­ste­ina na minutę w przy­szłość, na ekra­nie mija dokład­nie 1 minuta i 21 sekund. Ein­stein wraca z przy­szło­ści dokład­nie o godzi­nie 1:21, a moc potrzebna do uru­cho­mie­nia wehi­kułu czasu to 1,21 giga­wata. Przypadek?

 


 

 

 

 
32. Kiedy Marty cofa się do 1955 roku, jego matka nie ogar­nia, czym są “bok­serki od pro­jek­tanta” i uznaje, że po pro­stu ma sper­so­na­li­zo­wane gacie. Od tego momentu nazywa go Calvi­nem Kle­inem. We fran­cu­skiej wer­sji jest to Pierre Car­din, a w hisz­pań­skiej Levi Strauss. Idąc tym tokiem myśle­nia, w pol­skiej wer­sji powi­nien mieć ksywkę Atlan­tic.

 


 

 

 

 
33. Za nagra­nie sound­tracku odpo­wia­dał Alan Silve­stri, który zebrał rekor­dową, jak na tamte czasy, 98-osobową orkiestrę.

 
34. Pierw­sza cześć “Powrotu do przy­szło­ści” zgod­nie z pla­nem miała zade­biu­to­wać w kinach w paź­dzier­niku 1985 (dobry rocz­nik!). Sprawy nabrały tempa, kiedy Sid She­in­berg obej­rzał wstępny mate­riał. Wyczuł, że film zapo­wiada się na mega hiciora, więc uznał, że dobrze byłoby wstrze­lić się jesz­cze w sezon letni i mak­sy­mal­nie wyło­mo­tać ludzi z kasy. Ekipa zaczęła zapie­przać jak bul­do­żery na budo­wie, a Zemec­kis zde­cy­do­wał się nawet na zatrud­nie­nie dodat­ko­wego mon­ta­ży­sty. Film tra­fił do kin 3 lipca, czyli dzień przed “świę­tem nie­pod­le­gło­ści” i zale­d­wie po 9 tygo­dniach od ukoń­cze­nia zdjęć. Nie­źle, mi dłu­żej scho­dzi na mon­taż fil­mów z waka­cji. Wła­śnie mija 8 mie­siąc, od kiedy skła­dam mate­riał z Filipin.

 
35. “Powrót do przy­szło­ści” był naj­bar­dziej kaso­wym fil­mem w 1985 roku. Przez 11 tygo­dni zaj­mo­wał pierw­sze miej­sce w ame­ry­kań­skim box office, notu­jąc $210 milio­nów dola­rów przy­chodu i zosta­wia­jąc w tyle m.in. “Rambo”, “Rocky’ego IV i “The Goonies”. Cała try­lo­gia zaro­biła około miliarda dola­rów. Film jest ponad­cza­sowy, więc licz­nik bije dalej.

BTW: W 1985 roku bar­dzo dobrze radził sobie Chevy Chase z 3 fil­mami w TOP15, no i Sly oku­pu­jący pozy­cję 2 i 3.

 
36. Na eta­pie nagry­wa­nia pierw­szej czę­ści, Zemec­kis i Gale “ponoć” total­nie nie brali pod uwagę krę­ce­nia kon­ty­nu­acji. Otwarte zakoń­cze­nie, w któ­rym dok­tor Brown przy­bywa z przy­szło­ści zmo­dy­fi­ko­wa­nym DeLo­re­anem “ponoć” miało być żar­tem, takim pusz­cze­niem oka do widowni. Dopiero po suk­ce­sie kino­wym, zaczęły się roz­mowy pt. “a może by tak jesz­cze raz, albo i nawet dwa razy ludzi wyło­mo­tać z kasy?”.

 
37. Na potwier­dze­nie tej wer­sji, Zemec­kis stwier­dził, że gdyby fak­tycz­nie od początku myślał o kolej­nych czę­ściach, nie wsa­dzałby do samo­chodu dziew­czyny Marty’ego. To bar­dzo zawę­ziło pole manewru. Żeby nie prze­szka­dzać w roz­woju wyda­rzeń, na początku sequ­ela Jen­ni­fer traci przy­tom­ność. #seksizm

 

38. Druga i trze­cia część były krę­cone prak­tycz­nie rów­no­cze­śnie (3 tygo­dniowy odstęp na zbu­do­wa­nie kolej­nego planu), 5 lat po pre­mie­rze pierw­szego „Powrotu do przy­szło­ści”. Póź­niej ten sam manewr powtó­rzyli twórcy “Matrixa”. Cie­ka­wostką jest fakt, że Michael J. Fox w ciągu 5 lat total­nie zatra­cił umie­jęt­ność jazdy na desko­rolce. Czyli to nie jest tak jak z jazdą na rowerze.

 
39. Jesz­cze sma­czek doty­czący wieku. Michael J. w każ­dej czę­ści grał 17-latka, w rze­czy­wi­sto­ści mając 23 lata w jedynce i 28 w dwóch kolej­nych epi­zo­dach. Wnio­ski? Po pierw­sze do pew­nego momentu czas obcho­dził się z nim bar­dzo łaska­wie i fak­tycz­nie wyglą­dał jak gim­bus. Dwa, 28 lat było spoko na potrzeby kon­ty­nu­acji “Powrotu do przy­szło­ści”, ale wciąż za mało, żeby ubie­gać się o rolę nasto­latka w “Beverly Hills 90210″.

 


 

 

 

 
40. Druga cześć była debiu­tem aktor­skim Frodo Bag­ginsa Eli­jah Wood’a. Miał wtedy 8 lat i poja­wia się w sce­nie przy auto­ma­tach do gier z lat 80-tych.

 
41. Kilka mie­sięcy temu inter­net zalała fala obraz­ków z dru­giej czę­ści “Powrotu”, na któ­rych widać szyld kina z zapo­wie­dzią VII epi­zodu “Gwiezd­nych wojen”. Ludzie zaja­rali się fak­tem, że film tak traf­nie prze­wi­dział przy­szłość i “sze­ro­wali” dalej jak sza­leni. Nawet Disney się zga­dzał. Oczy­wi­ście zdję­cie był fej­kiem. Praw­dziwa scena zawie­rała szyld z fil­mem “Szczęki 19″ w reży­se­rii Maxa Spiel­berga, czyli syna Stevena.

 


 

 

 

 
42. W dru­giej czę­ści Doc Brown ma na sobie “futu­ry­styczną” koszulę, która przed­sta­wia jedną ze scen z trze­ciego epizodu.

 
43. Pomysł na osa­dze­nie akcji trze­ciej czę­ści na dzi­kim zacho­dzie, powstał pod­czas roz­mowy Zemec­kisa z Foxem. Roz­wa­żali moż­liwe opcje i Micheal J. rzu­cił, że zawsze marzyło mu się zagrać w westernie.

 


 

 

 

 
44. Kiedy był już znany czas i miej­sce akcji dla trze­ciej czę­ści, twórcy zaczęli zasta­na­wiać się na plo­tem. Stwier­dzili, że z rodziną McFly zro­bili już wszystko i w każ­dej pozy­cji, więc przy­da­łaby się jakaś odmiana. Na tapetę wzięli Dr Browna i wplą­tali go w wątek miło­sny. To był moment prze­ło­mowy w karie­rze Chri­sto­phera Lloyda. Mając 48 lat na karku, po 15 latach w branży i 46 rolach na kon­cie, po raz pierw­szy zagrał w sce­nie poca­łunku. Szczę­ściara, którą kop­nął taki zaszczyt była Clara Clayton.

 


 

 

 

 
45. Kapela gra­jąca coun­try na potań­cówce w trze­ciej czę­ści to ZZ TOP. Legenda głosi, że pano­wie po pro­stu tego dnia krę­cili się po tere­nie stu­dia “Uni­ver­sal” i zostali zacze­pieni nastę­pu­ją­cym pyta­niem: “Ej nie zagra­li­by­ście jed­nego kawałka w fil­mie?”. Według kolej­nej legendy pod­czas uję­cia popsuła się kamera, co wymu­siło prze­rwę w zdję­ciach. W tym cza­sie Michael J. Fox pod­bił do zespołu z pyta­niem: “Zna­cie kawa­łek Hey Good Lookin’?” Znali i zagrali, po czym zaczęły spły­wać prośby o kolejne utwory i tym spo­so­bem roz­krę­ciła się nie­zła imprezka. W mię­dzy­cza­sie kamera została napra­wiona, ale Zemec­kis nie chcąc psuć zabawy, jesz­cze przez jakiś czas nie dzie­lił się tą wia­do­mo­ścią. Info pocho­dzi z książki Billa Gibbons’a “Rock and Roll Gear­head”.

 
46. Kiedy byłem, kiedy byłem małym chłop­cem hej, zawsze nur­to­wało mnie pyta­nie jakim cudem na końcu I i II czę­ści wyska­kuje napis “To be con­ti­nued”, a zaraz po nim zajawki kolej­nych epi­zo­dów?. Toż to impos­si­ble! Z dwójką już się wyja­śniło, bo wiemy, że była krę­cona rów­no­cze­śnie z trójką. Nato­miast do jedynki tra­iler zaczęto doda­wać dopiero na VHS-ach wyda­nych po 1990 roku. Naj­więk­sza zagadka dzie­ciń­stwa rozwiązana.

 
47. Był taki etap w karie­rze Roberta Zemec­kisa, kiedy wyglą­dał jak pie­przony klon Woj­cie­cha Malajkata.

 
48. Jeśli nigdy nie widzie­li­ście “Powrotu do przy­szło­ści” koniecz­nie musi­cie nad­ro­bić, a teraz rzuć­cie okiem na 60 sekun­dowe streszczenie.

 
49. Pole­cam rów­nież “Szcze­re­ce­zję” od Czło­wieka z Dupy i Gru­bego z Radia Zet.

 
50. A żeby dobić do okrą­głej 50-ątki, pod­rzucę jesz­cze “Wreck To The Future” według Cyber Mariana.

 

 

A to widziałeś?