popKULTURA

Opowieści z meekhańskiego pogranicza

24/04/2019

Ostat­ni­mi cza­sy na PigO­ucie kró­lo­wa­ły recen­zje samych ultra paź­dzie­rzo­wych ksią­żek, z coachin­go­wym porad­ni­kiem Jaku­ba Cza­ro­dzie­ja oraz dru­gim tomem por­no dla gra­ży­nek (“Ten dzień”) od Blan­ki Lipiń­skiej, na cze­le. Nega­tyw­ne rec­ki zawsze na prop­sie, wia­do­mo, jed­nak nie ma co prze­sa­dzać. Dla odmia­ny oraz w tro­sce o zdro­wie psy­chicz­ne (moje i wasze), raz na jakiś czas wypa­da wziąć na warsz­tat coś dobre­go. Ide­al­nie się skła­da, bo dziś wycią­gam z ręka­wa praw­dzi­wą audio­bo­oko­wą pereł­kę, w dodat­ku z gatun­ku, jakie­go jesz­cze tutaj nie gości­łem, czy­li fan­ta­sy. Naj­wyż­szy czas nad­ro­bić to nie­do­pa­trze­nie.

W ogó­le oka­zu­je się, że w zakład­ce “fan­ta­sty­ka” na Sto­ry­tel moż­na zna­leźć kil­ka kul­to­wych tytu­łów, m.in. opo­wia­da­nia o Wiedź­mi­nie, “Kłam­cę” Jaku­ba Ćwie­ka, popu­lar­ną serię “Expan­se”, autor­stwa Jame­sa S.A. Coreya (to będzie następ­ne za co się zabie­ram. Ponoć serial wymia­ta), spa­ce ope­rę “Hype­rion” Dana Sim­mon­sa (szto­sik), czy choć­by naj­więk­sze hicio­ry Neila Gaima­na. Spo­ro kla­sy­ki, ja jed­nak posta­wi­łem na rodzi­me “Opo­wie­ści z meekhań­skie­go pogra­ni­cza” Rober­ta M. Wagne­ra #Teraz­Pol­ska

Kil­ka osób od daw­na pole­ca­ło mi ten tytuł, twier­dząc, że to naj­lep­sza rzecz, jaka powsta­ła nad Wisłą od cza­su „Wiedź­mi­na” (<3) i „Pana Lodo­we­go Ogro­du” (<3), czy­li bar­dzo moc­na reko­men­da­cja. Nie, żebym im nie wie­rzył, ale mimo wszyst­ko dość dłu­go zwle­ka­łem z odsłu­chem, bo jed­nak 17 godzin nagrań to nie w kij dmu­chał spra­wa. Tro­chę się bałem, że na takim dystan­sie nie będę umiał utrzy­mać sku­pie­nia i stra­cę wątek. Cał­ko­wi­cie nie­po­trzeb­nie. Oka­za­ło się, że nie tyl­ko swo­bod­nie nadą­ża­łem za akcją, ale dosta­łem powieść w tak rześ­kiej inter­pre­ta­cji, że wkrę­ci­łem się jak nogaw­ka w łań­cuch rowe­ro­wy i po zapar­ko­wa­niu fury pod domem, potra­fi­łem sie­dzieć w aucie jesz­cze przez dwa­dzie­ścia minut, żeby tyl­ko wysłu­chać roz­dzia­łu do koń­ca. Duży sza­cun dla lek­to­ra, Fili­pa Kosio­ra, któ­ry zmie­nia­jąc gło­sy przy każ­dej posta­ci i into­nu­jąc kwe­stie zgod­nie z ryt­mem narzu­co­nym przez auto­ra, bar­dzo się posta­rał, aby oddać kli­mat książ­ki. Wyszło mu na tyle dobrze, że był moment, kie­dy zwąt­pi­łem, czy audio­bo­ok, aby na pew­no jest czy­ta­ny tyl­ko przez jed­ne­go kole­sia, czy raczej przez pię­ciu? Wujek googiel potwier­dził, że Kosior jechał solo. Lep­sze­go dowo­du, że zro­bił to dobrze, nie znaj­dę.

Z kolei o jako­ści pió­ra Rober­ta M. Wegne­ra niech świad­czy fakt, że jest on pię­cio­krot­nym lau­re­atem nagro­dy im. Janu­sza A. Zaj­dla. Jeśli komuś nic to nie mówi, to dodam tyl­ko, że to mak­sy­mal­ny pre­stiż, jaki moż­na zdo­być na pol­skim podwór­ku. Waż­niej­szej nagro­dy po pro­stu nie ma.

No dobra Pig, bo gadasz i gadasz, a ja nadal nie wiem, o czym są te „Opo­wie­ści” i dla­cze­go war­to po nie się­gnąć?

Opo­wie­ści z meekhań­skie­go pogra­ni­cza” to cykl, skła­da­ją­cy się z pię­ciu tomów. Pre­mie­ro­wy ma pod­ty­tuł „Pół­noc-Połu­dnie” i zgod­nie z nim, książ­ka dzie­li się na dwie czę­ści. Pierw­sza to czte­ry opo­wia­da­nia, w któ­rych śle­dzi­my losy Szó­stej Kom­pa­nii Szó­ste­go Puł­ku Gór­skiej Stra­ży, sta­cjo­nu­ją­cej w pół­noc­nej czę­ści Meekha­nu (fej­ko­wa kra­ina wymy­ślo­na przez auto­ra). Na jej cze­le stoi porucz­nik Ken­neth, któ­ry jest rudy niczym Ed She­eran, ale przy oka­zji zadzior­ny jak Jose Murin­ho, a i w ryj też dać, może dać.

Głów­nym zada­niem Stra­ży Gór­skiej jest utrzy­my­wa­nie porząd­ku na obsza­rze meekhań­skie­go impe­rium, czy­li niby nic spe­cjal­ne­go, ale w rze­czy­wi­sto­ści, aby tego doko­nać, Szó­sta Kom­pa­nia nie­jed­no­krot­nie musi prze­dzie­rać się przez sku­te lodem góry i zasy­pa­ne śnie­giem doli­ny, sta­wać do nie­rów­nych wal­ki ze zbó­jec­ki­mi armia­mi, któ­re w swo­ich sze­re­gach mają magów, potra­fią­cych robić różdż­ka­mi lep­sze cza­ry-mary niż Har­ry Pot­ter, a jak­by tego było mało, to jesz­cze są uza­leż­nie­ni od idio­tycz­nych decy­zji, wyda­wa­nych przez sko­rum­po­wa­nych poli­ty­ków (tysiąc­le­cia mija­ją, a nie­któ­re rze­czy pozo­sta­ją bez zmian). No lek­ko zde­cy­do­wa­nie nie mają, na szczę­ście są twar­dzi jak chleb z Bie­dron­ki i wszyst­kie nie­do­god­no­ści bio­rą na kla­tę.

Z tą czę­ścią jest jak z fil­ma­mi Quen­ti­na Taran­ti­no, czy­li naj­więk­szą robo­tę robią wyśmie­ni­te, łapią­ce za mord­kę dia­lo­gi, do któ­rych docho­dzą jesz­cze rewe­la­cyj­ne sce­ny bitew­ne. Nie bra­ku­je też potwo­rów, spi­sków, zdrad oraz zemsty poda­nej na zim­no, czy­li wszyst­ko to, co tygry­sy lubią naj­bar­dziej. Oso­bi­ście dostrze­gam tutaj mix Stra­ży Noc­nej z „Gry o Tron” (nie­wdzięcz­na robo­ta, któ­rej nikt inny nie chce się pod­jąć), „300” (star­cia ze znacz­nie licz­niej­szym wro­giem) oraz „Wład­cy Pier­ście­ni” (cza­ro­dzie­je i epic­kie bitwy). Nie jest to jed­nak jakaś cham­ska zrzyn­ka. Nope, ma to swój styl i urok. Daję okej­kę.

Dru­ga część książ­ki rów­nież skła­da się z czte­rech opo­wia­dań, ale tym raz prze­no­si­my się w gorą­ce, pustyn­ne kli­ma­ty na połu­dniu impe­rium, a boha­ter jest tyl­ko jeden — Yatech. Yatech pocho­dzi z ple­mie­nia Issa­ram, czy­li ludu, któ­ry żyje zgod­nie z rygo­ry­stycz­nym kodek­sem hono­ro­wym, jest na mak­sa zdy­scy­pli­no­wa­ny i zawsze wszyst­ko robi na 100%, a nie, że dzi­siaj ponie­dzia­łek, to wykła­dam lachę i do połu­dnia scrol­lu­ję tyl­ko fej­sa. Ponad­to kole­sie z Issra­mu zawsze cho­dzą z zasło­nię­tą twa­rzą, a jeśli ktoś będzie miał pecha i tra­fi na nich w momen­cie, kie­dy aku­rat zdję­li chu­s­tę, powi­nien szyb­ko spi­sać testa­ment, bo może być pewien, że żywy z tego nie wyj­dzie. Podob­na sytu­acja, jak z dziew­czy­na­mi przy­cię­ty­mi bez maki­ja­żu #Shi­tHap­pens

Ta część jest zde­cy­do­wa­nie bar­dziej tajem­ni­cza i ale­go­rycz­na #Pau­lo­Co­le­ho­Lu­bi­To, zaha­cza­ją­ca o tra­dy­cje i kul­tu­rę ple­mion żyją­cych tysią­ce lat temu. Yate­cha pozna­je­my w momen­cie, kie­dy wynaj­mu­je swo­je mie­cze boga­te­mu kup­co­wi i jest gotów dla nie­go mor­do­wać. Na począt­ku wie­my tyl­ko, że jest dosko­na­łym wojow­ni­kiem, któ­ry potra­fi wpaść w zabój­czy trans (coś jak z dziew­czy­na­mi i PMSem) i dopie­ro w mia­rę roz­wo­ju opo­wia­dań, dowia­du­je­my się o jego trau­ma­tycz­nej histo­rii i moty­wa­cjach. Te opo­wie­ści to też pisar­ski high level, ale jeśli miał­bym wybie­rać pomię­dzy pół­no­cą a połu­dniem, to bez zasta­na­wia­nia się wybie­ram #Team­Straż­Gór­ska. Mrocz­ne kli­ma­ty są spo­ko, jed­nak nie ma jak to knu­cie intryg i kla­sycz­na młóc­ka na mie­cze w samo połu­dnie.

Nagro­dy oraz opi­nie, że Robert M. Wegner jest zbaw­cą pol­skie­go fan­ta­sy, nie wzię­ły się z kape­lu­sza. Uda­ło mu się wykre­ować cie­ka­we uni­wer­sum, ory­gi­nal­ną histo­rię oraz boha­te­rów, któ­rych los obcho­dzi. Przy­naj­mniej mnie. Potra­fi rów­nież wpro­wa­dzać w opo­wia­da­nia nie­złe zakrę­ty fabu­lar­ne. Słu­chasz i myślisz sobie, acha w ten spo­sób, to już chy­ba wiem, dokąd ta opo­wieść zmie­rza, wtem wpa­da autor… cały na bia­ło i na peł­nej petar­dzie zapo­da­je kopa w sza­chow­ni­cę, na co pion­ki się wywra­ca­ją i zno­wu nie wia­do­mo, co z tego wyj­dzie. Dla mnie 810 i zde­cy­do­wa­nie brnę w kolej­ne tomy.

A dla­cze­go bar­dziej pole­cam audio­bo­oka niż wer­sję papie­ro­wą? Po pierw­sze ze wzglę­du na lek­to­ra, któ­ry robi nie­sa­mo­wi­ty kli­mat, o czym zresz­tą pisa­łem już wcze­śniej. Po dru­gie, bo w takiej wer­sji opo­wia­da­nia są znacz­nie przy­stęp­niej­sze. Autor wymy­ślił dużo skom­pli­ko­wa­nych imion i nazw geo­gra­ficz­nych, na któ­rych moż­na sobie poła­mać język, tym­cza­sem Filip Kosior czy­ta je bez zająk­nię­cia (ponoć oso­bi­ście kon­sul­to­wał popraw­ność wymo­wy z Wegne­rem). Po trze­cie, bo dosta­je­cie ode mnie kod na 30-dar­mo­wy dostęp do biblio­te­ki Sto­ry­tel, więc „Opo­wie­ści” wysłu­cha­cie za dar­mosz­ke, a papie­ru za fri­ko nikt wam nie da (cza­sy takie, że teraz to nawet w ryj nie chcą dawać za dar­mo). Pod­su­mo­wu­jąc, audio­bo­ok 3:0 kla­sycz­na książ­ka. Kwe­stia cza­su, kie­dy ktoś zro­bi z tego serial.

Aby słu­chać audio­bo­oków na Storytel.pl przez 30 dni za darmo klik­nij w link www.storytel.pl/pigout lub klik­nij na poniż­szy obra­zek

A to widziałeś?