SQN" />
popKULTURA

Nowości wydawnicze od SQN

09/04/2022

Dzi­siej­szy PigO­uto­wy Kącik Czy­tel­ni­czy miał być poświę­co­ny książ­ce o F1, ale że Wydaw­nic­two SQN posta­no­wi­ło zro­bić mi nie­spo­dzian­kę i doło­żył do paczu­chy jesz­cze dwa tytu­ły extra, osta­tecz­nie będzie o trzech książkach.

Na pierw­szy ogień „Szyb­ko, szyb­ciej, naj­szyb­ciej”, czy­li 600-stro­ni­co­wa kni­ga o F1, autor­stwa komen­ta­tor­skiej legen­dy oraz ulu­bień­ca memia­rzy z Wyko­pu, czy­li Miko­ła­ja Soko­ła.

Tak się skła­da, że jestem total­nym fre­akiem F1, a przez ostat­ni roku to uczu­cie eska­lo­wa­ło do tego stop­nia, że w tym momen­cie nie­dzie­le z Grand Prix krę­cą mnie zde­cy­do­wa­nie bar­dziej niż śro­dy z Ligą Mistrzów, co z kolei powin­no uza­sad­nić, dla­cze­go na książ­kę Soko­ła cze­ka­łem, niczym pre­zy­dent na otwar­cie sezo­nu narciarskiego.

Ale do brze­gu. Po prze­czy­ta­niu poło­wy i prze­kart­ko­wa­niu całej resz­ty, mogę powie­dzieć, że jest to książ­ka abso­lut­nie fan­ta­stycz­na i każ­dy, kto tro­chę inte­re­su­je się tym spor­tem, będzie na maxa ukon­ten­to­wa­ny. Why? Ponie­waż jest to ide­al­nie odmie­rzo­ny kok­tajl -> dosta­je­my gene­zę F1 oraz wyda­rze­nia, któ­re oka­za­ły się kamie­nia­mi milo­wy­mi. Legen­dar­ne wyści­gi, poje­dyn­ki wiel­kich mistrzów i kon­struk­to­rów, kosy, dra­my, gigan­tycz­ne krak­sy, tech­ni­ka­lia, bek­stej­dżo­wą poli­ty­kę, nie­wy­obra­żal­ne pie­nią­dze oraz Rober­ta Kubi­cę. A to wszyst­ko opo­wie­dzia­ne z zajaw­ką, jaką Miko­łaj Sokół raczy nas na Ele­ven Sport. Oczy­wi­ście są też fotecz­ki oraz tabel­ki ze sta­ty­sty­ka­mi i rekor­da­mi. O kozac­kim wyda­niu nawet nie mówię. Ktoś ma fetysz półecz­ki (ja), ten zro­zu­mie. Pod­su­mo­wu­jąc: Kocham tę książ­kę i pole­cam wszyst­kim koń­czy­na­mi każ­de­mu, kto czu­je ten sport i w nie­dzie­le budzi się z myślą -> cie­ka­we na ile pit sto­pów poje­dzie dziś Red Bull. To jest coś, co wycho­dzi poza papie­ro­wą publi­ka­cję, to kibi­cow­ski arte­fakt. I nie trze­ba się z nią spie­szyć. Nope, ona jest do sma­ko­wa­nia -> czy­tasz roz­dział, po czym odpa­lasz jutu­ba, żeby sobie zwi­zu­ali­zo­wać, to co przeczytałeś/aś, a dzię­ki kon­tek­sto­wi, któ­ry zarzu­ca nam Miko­łaj Sokół zwra­ca się uwa­gę na deta­le, któ­re nor­mal­nie #niko­go.

Moja oce­na -> Miłość.

Dru­gą książ­ką jest „Poko­le­nie Przy­ja­ciół. Zaku­li­so­wy obraz kul­to­we­go serialu”.

W zasa­dzie mamy tu podob­ną sytu­acja, jak z książ­ką o F1. Ona swo­ją tema­ty­ką rów­nież tra­fia w sfe­rę moich zaja­wek (Frinds 4life) i ją też chcia­łem mieć już na eta­pie zapo­wie­dzi. Jak łatwo się domy­ślić, jest to publi­ka­cja, w któ­rej autor, Saul Auster­litz, sta­ra się odpo­wie­dzieć na pyta­nie – jak to się sta­ło, że Przy­ja­cie­le odnie­śli taaaaaak gigan­tycz­ny suk­ces i jak to moż­li­we, że lata lecą, a serial nadal żyje i zdo­by­wa nową publi­kę? Oczy­wi­ście, żeby to ogar­nąć, nale­ży roz­ło­żyć tytuł na czę­ści i każ­dy ele­ment dokład­nie obej­rzeć pod mikro­sko­pem. I tak to mniej wię­cej wyglą­da -> autor przy­bli­ża nam gene­zę powsta­nia, opi­su­je, jak to było z castin­giem, jak powsta­wa­ły odcin­ki, jak rosła popu­lar­ność, cytu­je akto­rów i twór­ców, opo­wia­da o momen­tach kry­zy­so­wych, o kry­ty­ce róż­nych śro­do­wisk, etc. Cało­ścio­wo wypa­da to ultra cie­ka­wie i spra­wia, że po raz set­ny chce się zbin­go­wać serial od począt­ku. Oso­bi­ście po lek­tu­rze mam taka pobocz­ną reflek­sję -> „Dzi­zas, jak wie­le w życiu zale­ży od tego, żeby być w odpo­wied­nim cza­sie w odpo­wied­nim miejscu”.

Na ten przy­kład już na star­cie był pro­ble­my z castin­giem, bo twór­cy pisząc sce­na­riusz mie­li w gło­wie Davi­da Schwim­me­ra i jego udział miał być fun­da­men­tem pro­jek­tu, tym­cza­sem David w tam­tym momen­cie gar­dził main­stre­amem i zapie­rał się ręka­mi i noga­mi, bo chciał grać w teatrze. Osta­tecz­nie uda­ło się go prze­ko­nać, wtem kolej­ny pro­blem z Jen­ni­fer Ani­ston, któ­ra w owym cza­sie mia­ła opi­nię czar­nej owcy, bo co dosta­wa­ła angaż w seria­lu, to ten serial tonął już po pilo­to­wym, odcin­ku. Mimo wszyst­ko twór­cy „Przy­ja­ciół” upar­li się, że chcą wła­śnie ją i basta, ale peszek, bo Jen­ni­fer chwi­lę wcze­śniej zwią­za­ła się z innym tytu­łem i ten jak na złość zasko­czył… a jed­nak mia­ła czu­ja, że Friend­si są bar­dziej w jej kli­ma­tach i wypro­si­ła, żeby pro­du­cen­ci pozwo­li­li jej odejść. Do tego w książ­ce jest masa bek­stej­dżo­wych smacz­ków, z któ­rych wyni­ka, że wie­le scen z łat­ką „kul­to­wych” to efekt impro­wi­za­cji. Nie ma przy­pad­ków, są znaki.

Moja oce­na -> Dla fanów „Przy­ja­ciół” ta książ­ką jest niczym por­cja świe­że­go błot­ka dla dorod­ne­go świ­nia­ka. Gwa­ran­tu­je satys­fak­cjo­nu­ją­ce tapla­nie w cie­ka­wost­kach i nostal­gicz­nych wspomnieniach.

I na koniec – Brit­ney Bicz!, wróć „Być Brit­ney”, Jen­ni­fer Otter Bickerdike.

Na tę książ­kę nie cze­ka­łem i nawet kie­dy mia­łem ją już w rękach, nie przy­pusz­cza­łem, że to będzie coś dla mnie, bo aku­rat Brit­ney nigdy nie była w moim tar­ge­cie (a raczej ja w jej). Ot wzią­łem ją sobie na chwi­le, żeby prze­czy­tać jak to było z tą kura­te­lą i co się dzie­je teraz… a skoń­czy­ło się tak, że prze­czy­ta­łem od dechy do dechy. Kur­ła jej życie jest tak pokrę­co­ne, że w książ­ce twist gonił twist, a do tego doszła masa smacz­ków, któ­ra rzu­ca nowe świa­tło na popkul­tu­rę, bran­żę muzycz­ną, cele­bryc­ki świa­tek oraz na to, jak Ame­ry­ka hodu­je gwiaz­dy. Bo to nie jest tak, że kobi­ta wzię­ła się z nikąd i ot tak zasko­czy­ło. Nope, od dziec­ka była wożo­na po całym kra­ju i pcha­na na wszyst­kie moż­li­we kon­kur­sy i castin­gi, a fakt, że już w bom­bel­ko­wych cza­sach prze­ci­na­ła się na sce­nie Justi­nem Tim­ber­lej­kiem, Ryanem Goslin­giem, Chri­sti­ną Agu­ile­rą, Bey­on­ce, Ushe­rem, Man­dy Moore, etc., dowo­dzi, że nie to nie był poje­dyn­czy przy­pa­dek. Nope, to jest fabryka.

W książ­ce znaj­dzie­cie gene­zę, któ­ra się­ga jesz­cze dalej niż klub Mysz­ki Miki, wiel­ki boom karie­ry, lovki i kosę z Justi­nem Tim­ber­lej­kiem, kosę z Chri­sti­ną Agu­il­le­rą, BFF z Madon­ną, ślu­by, roz­wo­dy, uciecz­ki kami­ka­dze uli­ca­mi Los Ange­les przed papa­raz­zi, zarzu­ca­nie sideł na księ­cia Wil­lia­ma, nagro­dy, rekor­dy, wto­pę w ame­ry­kań­skim „Ido­lu”, rezy­do­wa­nie w Las Vegas, histo­rie, jak to jej wiel­kie hity były odrzu­ca­ne przez kolej­ne pio­sen­kar­ki, bo ponoć nie mia­ły poten­cja­łu, aż w koń­cu tra­fia­ły do Brit­ney i boom, nr 1 na Bil­l­bo­ar­dzie. Oczy­wi­ście nie zabra­kło kura­te­li i ruchu #fre­eBrit­ney. Poda­je tutaj hasła klu­cze, ale w rze­czy­wi­sto­ści są to bar­dziej zło­żo­ne tre­ści i np. przy oka­zji opi­su inb z papa­raz­zi, w tle malu­je się obraz dzien­ni­kar­stwa z lat 90–2010 i to co się tam wte­dy wypra­wia­ło, dzi­siaj jest nie do pomy­śle­nia. Rów­nie moc­no zaan­ga­żo­wał mnie wątek z wyli­cze­niem, jak okra­da­no Brit­ney pod­czas kura­te­li i w ogó­le jakie to absur­dal­ne, że masz na kon­cie 150 baniek, ale bez pozwo­le­nia nie możesz sobie z nich uczk­nąć 10 dolców na chip­sy octo­we z Dealz. Baaa bez pozwo­le­nia nie możesz nawet poje­chać do Dealz.

Moja oce­na: Są bio­gra­fie wydmusz­ki, pisa­ne na szyb­ko i na pałę, byle zdą­żyć zała­pać się na fale popu­lar­no­ści jakiejś per­so­ny. Są też bio­gra­fie wypeł­nio­ne mię­chem, popeł­nio­ne w momen­cie, kie­dy karie­ra trwa już na tyle dłu­go, że fak­tycz­nie jest o czym pisać. Ta zali­cza się do kate­go­rii „mię­cho” i wykra­cza ponad samą per­so­nę Brit­ney (Bijacz). Lek­tu­ra tej książ­ki, podob­nie jak przy F1, skoń­czy­ła się dłuż­szą posia­dó­wą na YT i oglą­da­niem archi­wal­nych mate­ria­łów. Tym razem z innym kon­tek­stem niż kiedyś.

A to widziałeś?

Brak komentarzy

Leave a Reply