popKULTURA

Graham Moore “Niewinny”

16/09/2021
Niewinny

Dziś na warsz­ta­cie recen­zenc­kim mam thril­le­ro-dra­ma­to-kri­mi­nial­nia­ka, czy­li książ­kę “Nie­win­ny” autor­stwa Gra­ha­ma Moora, któ­re­go nazwi­sko może­cie koja­rzyć, bo tak się skła­da, że typo w 2015 roku dostał Osca­ra za sce­na­riusz do fil­mu “Gra tajem­nic” z Bene­dyk­tem “Dok­to­rem Stran­gem” Cumbercośtamcośtam.

I aka­cja jest tego typu, że wokół książ­ki zro­bił się spo­ry hajp, więc posta­no­wi­łem przy­spie­szyć jej czy­ta­nie, aby spraw­dzić, czy zasłu­żo­ny. Plot leci mniej wię­cej tak:

Czar­no­skó­ry nauczy­ciel Bob­by Nock, zosta­je oskar­żo­ny o zamor­do­wa­nie swo­jej 15-let­niej uczen­ni­cy, któ­ra cał­kiem przy­pad­ko­wo jest cór­ką naj­grub­szej ryby Los Ange­les (mul­ti­mi­lio­ne­ra). Co praw­da nigdy nie zna­le­zio­no cia­ła, ale cały zebra­ny mate­riał dowo­do­wy ewi­dent­nie wska­zu­je, że tak wła­śnie było. O jego winie ma zde­cy­do­wać ława przy­się­głych zło­żo­na z dwa­na­ścior­ga na pierw­szy rzut oka prze­cięt­nych oby­wa­te­li, jed­nak im głę­biej wcho­dzi­my w lek­tu­rę, tym bar­dziej odkry­wa­my, że każ­dy z nich ukry­wa spo­ro bru­du pod paznok­cia­mi (prze­no­śnia taka -> każ­dy ma coś na sumieniu).

W każ­dym razie, kie­dy nastę­pu­je moment pod­ję­cia decy­zji, oka­zu­je się, że ław­ni­cy nie są jed­no­myśl­ni. Nope, po pierw­szym gło­so­wa­niu wyni­ki roz­kła­da­ją się 11–1. Nastę­pu­je kil­ku­dnio­wy mara­ton prze­rzu­ca­nia się argu­men­ta­mi, któ­ry w koń­cu przy­no­si wspól­ne sta­no­wi­sko, acz­kol­wiek kie­dy ław­ni­cy zosta­ją zwol­nie­ni do domów, odkry­wa­ją, że resz­ta Ame­ry­ki mia­ła w tema­cie wer­dyk­tu zupeł­nie inne zda­nie (a spra­wa tak medial­na jak u nas “Mat­ka małej Madzi”), przez co w oczach opi­nii publicz­nej ucho­dzą za dwa­na­ścio­ro dzba­nów i reper­ku­sje swo­jej decy­zji będą odczu­wac przez kolej­ne lata.

I tu prze­ska­ku­je­my do roku 2019, kie­dy ław­ni­cy ponow­nie się spo­ty­ka­ją, gdyż wła­śnie mija deka­da od roz­pra­wy i jakaś sta­cja tele­wi­zyj­na pla­nu­je nagrać pro­gram rocz­ni­co­wy, przy­po­mi­na­ją­cy tam­te wyda­rze­nia. Baaa jed­nen z ław­ni­ków ogła­sza, że od zakoń­cze­nia roz­pra­wy badał spra­wę Bob­by­’e­go Noc­ka na wła­sną rękę i dotrał do zupeł­nie nowych dowód, któ­re osta­tecz­nie roz­strzy­gną o winie lub nie­win­no­ści, ale poka­że je świa­tu dopie­ro w trak­cie pro­gra­mu. A póż­niej… (tajem­ni­ca)… ław­nicz­ka, któ­ra nie chcia­ła, aby pew­ne tajem­ni­ce ujrza­ły świa­tło dzien­ne. O jakie dowo­dy cho­dzi? Czy ma to zwią­zek ze spra­wą Booby­’e­go Noc­ka? I kto tak napraw­dę za tym wszyst­kim stoi?

Na pierw­szy rzut oka jebla idzie dostać od ilo­ści zaga­dek, ale zapew­niam was, że w rze­czy­wi­sto­ści jest to bar­dzo dobrze wywa­żo­ne. “Nie­win­ny” to książ­ka, któ­ra pry­wat­nie kla­sy­fi­ku­je, jako gatu­nek “very keczi”, czy­li jak dzi­siaj zaczniesz, to skoń­czysz jutro o 5 rano i do robo­ty pój­dziesz w try­bie zom­bie, bo czło­wiek nie zazna spo­ko­ju, dopó­ki nie pozna wszyst­kich odpowiedzi.

Fabu­lar­nie widzę go jako mix Chył­ki, “12 gniew­nych ludzi” oraz Aga­thy Christie.

Chył­ka, bo mamy postać wyszcze­ka­nej praw­nicz­ki, któ­ra potra­fi wycią­gnąć swo­ich klien­tów nawet z naj­więk­sze­go guana i zawsze ma jakie­goś asa w rękawie.

12 gniew­nych ludzi”, bo książ­ka w retro­spek­cjach z pro­ce­su Booby­’e­go Noc­ka poka­zu­je nam, jak funk­cjo­nu­je insty­tu­cja ławy przy­się­głych, któ­ra z nasze­go punk­tu widze­nia jest jakimś egzo­tycz­nym wyna­laz­kiem, a tak­że podob­nie jak w fil­mie, sta­wia nas w sytu­acji, kie­dy gło­sy roz­kła­da­ją się 11–1. Oczy­wi­ście “Nie­win­ny” jest powie­ścią popo­wą, więc nie będzie to ten sam cię­żar i dra­ma­tyzm, co w “12 gniew­nych”. Nope, próg wej­ścia jest znacz­nie niż­szy, ale smacz­ków nie brakuje.

No i na koniec Aga­tha Chri­stie, bo w pew­nym momen­cie o doko­na­nie mor­der­stwa podej­rza­ni są wszy­scy w pomiesz­cze­niu i trze­ba kolej­no ich wykluczać.

Jest anga­żu­ją­co i dyna­micz­nie, a Gra­ham Moor co jakiś czas pod­rzu­ci nowy trop, któ­ry zmie­nia per­p­sek­ty­wę, więc efekt jest taki, że w trak­cie czy­ta­nia budu­je­my sobie kil­ka teo­rii, ale żad­na nie jest na tyle pew­na, żeby posta­wić na nią pie­nią­dze. Oczy­wi­ście jak w każ­dej książ­ce roz­ryw­ko­wo­wej, znaj­dzie­my tu tro­chę uprosz­czeń utrak­cyj­nia­ją­cych fabu­łę + kil­ka idio­tycz­nych decy­zji w wyko­na­niu boha­te­rów, od któ­rych czło­wiek ma ocho­te strze­lić face­pal­ma, ale koniec koń­ców to się bro­ni i wcią­ga jak cho­dze­nie po rucho­mych pia­skach. Ode mnie 7,5÷10 i opi­nia, że jest to ide­al­ny tytuł na roz­po­cze­cie sezo­nu “Jesie­nia­ra 2021”.

Książ­ka wyszła nakła­dem Wydaw­nic­two W.A.B., a jak cuś to wła­sny egzem­plarz moż­na nabyć dro­gą kup­na tu -> https://tiny.pl/97tn6

A to widziałeś?

Brak komentarzy

Leave a Reply