popKULTURA

Filmowy rozkład jazdy na 2016

20/10/2015

Zaczę­li­śmy nowy rok, a wraz z nim nowy roz­dział w popkul­tu­rze. Spe­cjal­nie dla was oddzie­li­łem ziar­no od plew i spo­rzą­dzi­łem listę naj­le­piej zapo­wia­da­ją­cych się tytu­łów na sezon 2016. Waszym zada­niem jest tyl­ko zazna­czyć odpo­wied­nie daty w kalen­da­rzu.

 
Big Short

Histo­ria (podob­no) na fak­cie. Grup­ka cwa­niacz­ków w sty­lu Mar­ci­na Plich­ty, poprzez “krę­ce­nie lodów” na gra­ni­cy pra­wa, licz­ne spe­ku­la­cje, jesz­cze licz­niej­sze mal­wer­sa­cje i biz­ne­sy a’la Mirek han­dlarz, dopro­wa­dza do gigan­tycz­nej zapa­ści gospo­dar­czo-eko­no­micz­nej, któ­rej kon­se­kwen­cje odczuł cały świat. W obsa­dzie Chri­stian Bale, Ste­ve Carell, Ryan Gosling i Brad Pitt.

 
Joy

Waha­łem się czy w ogó­le wspo­mi­nać o tym fil­mie, bo tak się skła­da, że mam aler­gię na duet Jen­ni­fer Law­ren­ce + Bra­dley Cooper #nudy, ale niech już będzie. Joy to histo­ria samot­nej mat­ki, któ­ra całe życie ma pod gór­kę, jed­nak kar­ta się odwra­ca, kie­dy wynaj­du­je mopa, jup takie­go do pod­łóg, i z dnia na dzień sta­je się milio­ner­ką. Poza wspo­mnia­nym duetem, na ekra­nie zoba­czy­my zoba­czy­cie jesz­cze Rober­ta DeNi­ro. W kinach od 8 stycz­nia.

 
Point Bre­ak

Jeśli dobrze kom­bi­nu­je, jest to rema­ke fil­mu o tym samym tytu­le z 1991 z Keanu Reeves’em i Patrick’em Sway­ze, co już spra­wia, że jestem na NIE! Agent FBI prze­ni­ka do gru­py prze­stęp­czej, któ­ra mię­dzy kolej­ny­mi napa­da­mi bawi się w spor­ty eks­tre­mal­ne. Aktor­sko jest to zde­cy­do­wa­nie kla­sa B, same ano­ni­mo­we nazwi­ska, ale wizu­al­nie wyglą­da napraw­dę dobrze. Widać, że twór­cy mają aspi­ra­cje, aby film powtó­rzył suk­ces i prze­jął widow­nie “Szyb­kich i Wście­kłych”. Jeśli publi­ka to kupi, może­my spo­dzie­wać się kolej­nych czę­ści, co sezon lub dwa. W kinach od 8 stycz­nia.

 
Cre­ed: Naro­dzi­ny legen­dy

Saga Roc­ky­’e­go zato­czy­ła koło i zaczy­na się od nowa. Tym razem Sylw­ka zoba­czy­my w roli men­to­ra, a na ring wej­dzie syn Apol­lo Cre­ed’a. Z góry wia­do­mo jak skoń­czy się ta histo­ria, ale i tak cze­kam. Uwiel­biam serię za soczy­ste mor­do­bi­cie bez klin­czy i gar­dy, “dru­gi oddech”, kie­dy Roc­ky już daw­no powi­nien poskła­dać się jak scy­zo­ryk i cze­kać na nosze tudzież koro­ne­ra, i oczy­wi­ście za epic­ko zmon­to­wa­ne sce­ny tre­nin­gów, wie­cie o czym mówię, praw­da? Te poran­ne jog­ging w sza­rej blu­zie z kap­tu­rem, bok­so­wa­nie mar­twej kro­wy zawie­szo­nej na haku u zaprzy­jaź­nio­ne­go rzeź­ni­ka, pomp­ki na jed­nej ręce, “bicie gru­chy” i tri­ki ze ska­kan­ką. Aż same­mu chce się ruszyć dupę z kana­py i wbiec na jakieś scho­dy w ryt­mie Final Count­down. Tego same­go ocze­ku­ję po Cre­edzie. Tyl­ko tyle.

 
Nie­na­wist­na ósem­ka

Tu nawet nie trze­ba zaja­wiać fabu­ły, wystar­czy powie­dzieć, że film wyre­ży­se­ro­wał Quen­tin Taran­ti­no i wię­cej reko­men­da­cji nie potrze­ba. W rolach głów­nych: Kurt Rus­sell, Samu­el L. Jack­son, Tim Roth, Micha­el Mad­sen i Czaj­nik Tatum.

 
Pit­bull. Nowe porząd­ki

Patryk Vega to taki Dr Jekyll i Mr Hyde wśród reży­se­rów, któ­ry z jed­nej stro­ny zasłu­żył na lincz za znisz­cze­nie życia milio­nom Pola­ków. Kto nadział się na jakąś z jego min: “Cia­cho”, “Hans Kloss. Staw­ka więk­sza niż śmierć” lub “Last Minu­te”, ten wie o czym mówię. Z dru­giej stro­ny stwo­rzył jed­ną z naj­lep­szych pol­skich histo­rii kry­mi­nal­nych, czy­li “Pit­bul­la”, za co bez dwóch zdań nale­ży mu się owa­cja na sto­ją­co. Vega wra­ca na srebr­ny ekran, ale na nasze szczę­ście wybrał tę lep­szą wer­sję sie­bie, przy­wra­ca­jąc do życia wła­śnie “Pit­bul­la”. Zajaw­ka wyglą­da sma­ko­wi­cie, a do tego zapo­wia­da się na wiel­ki powrót Bogu­sła­wa Lin­dy z aktor­skich zaświa­tów. Jaram się opo­ro­wo, bo nasz pol­ski Bru­ce Wil­lis jest wręcz stwo­rzo­ny do kała­cha i rzu­ca­nia kur­wa­mi (nikt tak pięk­nie tego nie robi), a był moment, kie­dy upadł tak nisko, że grał wystę­po­wał w jakimś nie­śmiesz­nym pol­sa­tow­skim sit­co­mie, jako gospo­sia Mał­go­rza­ty Forem­niak. Dzi­zas jakie to było złe. Jest jed­nak jeden pro­blem. Pit­bull jest zaje­bi­sty, ale jako serial. Film to zle­pek przy­pad­ko­wych scen wycię­tych z seria­lu, któ­re bez szer­sze­go kon­tek­stu total­nie nie mają mocy. Kino­we Służ­by spe­cjal­ne też na to cier­pia­ły. Cze­ka­my, więc na serial. Strze­lam w ciem­no, że wystar­tu­je pół roku po pre­mie­rze fil­mu.

 
Zja­wa

Kolej­ne podej­ście Leonar­do DiCa­prio do Osca­ra. Plot­ka gło­si, że jeśli nie teraz to już nigdy, bo jak prze­bić zgwał­ce­nie przez niedź­wie­dzia? Ponoć wła­śnie taką sce­nę uświad­czy­my w “Zja­wie”. Jeśli to praw­da, to dyman­ko pod namio­tem w “Bro­ke­back Moun­ta­in” wymię­ka. Na ekra­nie zoba­czy­my rów­nież posia­da­cza naj­za­je­bist­szej bar­wy gło­su, czy­li Toma Har­dy­’e­go. Can’t wait.

 
The Finest Hours

“The Finest Hours” to Disney­’ow­ska odpo­wiedź na “Tita­ni­ca”.
Histo­ria na fak­cie? ☑
Kata­stro­fa na morzu? ☑
Trud­na miłość? ☑
Poświe­ce­nie? ☑
Pła­czą­ce dziew­czyn­ki? Dowie­my się 29 stycz­nia.
W rolach głów­nych Chris Pine i Casey Affleck.

 
Dead­po­ol

Mój fawo­ryt na 2016 rok. Nie­któ­rzy mogą krę­cić nosem, że zno­wu film na kan­wie marve­low­skich komik­sów, ale to tyl­ko udo­wad­nia, jak wiel­ki­mi są igno­ran­ta­mi. Dead­po­ol to naj­lep­sza postać ever. Połą­cze­nie zręcz­no­ści Spi­der­ma­na z sar­ka­zmem Dr House­’a, zle­wac­twem Ala Bun­dy­’e­go i nie­od­po­wie­dzial­no­ścią Home­ra Simp­so­na, a do tego kate­go­ria R, co roku­je, że nie zabrak­nie krwi i wul­ga­rów. Can’t wait. Pre­mie­ra 14 lute­go, więc walen­tyn­ki macie już zapla­no­wa­ne. W tytu­ło­wej roli Ryan Rey­nolds.

 
Tri­ple 9

Zwia­stun “Tri­ple 9” zapo­wia­da, że może­my mieć do czy­nie­nia z naj­lep­szym gang­ster­sko-poli­cyj­nym poje­dyn­kiem od cza­sów “Gorącz­ki”. Groź­ni prze­stęp­cy pla­nu­ją prze­pro­wa­dzić skom­pli­ko­wa­ny skok i dla odwró­ce­nia uwa­gi zabi­ja­ją poli­cjan­ta. W rolach głów­nych Woody Har­rel­son, Kate Win­slet, Nor­man Reedus, Aaron Paul, Casey Affleck i Chi­we­tel Ejio­for. W kinach od 18 lute­go.

 
Histo­ria Roja

“Histo­ria Roja” to pierw­szy film o Żoł­nier­zach Wyklę­tych, o któ­rych Zbi­gniew Her­bert napi­sał tak: “Ponie­waż żyli pra­wem wil­ka, histo­ria o nich głu­cho mil­czy”. Pro­duk­cja przed­sta­wi losy 20-let­nie­go Mie­czy­sła­wa Dzie­miesz­kie­wi­cza, pseu­do­nim “Rój”, żoł­nie­rza Naro­do­we­go Zjed­no­cze­nia Woj­sko­we­go, któ­ry jako dowód­ca oddzia­łu par­ty­zanc­kie­go przez 6 lat toczył wal­kę o wol­ną Pol­skę z sowiec­kim oku­pan­tem, sta­jąc się postra­chem wśród funk­cjo­na­riu­szy UB i kola­bo­ran­tów.
War­to zwró­cić uwa­gę na oko­licz­no­ści powsta­nia tej pro­duk­cji, bo powie­dzieć, że rodzi­ła się w praw­dzi­wych bólach, to powie­dzieć nic. Pierw­szy klaps padł w grud­niu 2009 roku, jed­nak jakiś czas póź­niej, w wyni­ku zmian per­so­nal­nych w zarzą­dzie Tele­wi­zji Pol­skiej, TVP wstrzy­ma­ło finan­so­wa­nie pro­jek­tu. Był to począ­tek efek­tu domi­na, któ­ry osta­tecz­nie dopro­wa­dził do wyco­fa­nia się rów­nież pry­wat­nych spon­so­rów. Wyda­wa­ło się, że film już nigdy nie zosta­nie ukoń­czo­ny, ale dzię­ki deter­mi­na­cji twór­ców i spo­łecz­no­ści inter­ne­to­wej, uda­ło się zebrać bra­ku­ją­ce środ­ki. Efekt zoba­czy­my 4 mar­ca, czy­li ponad 6 lat od roz­po­czę­cia zdjęć.

 
Zoo­lan­der 2

Po 15 latach na wiel­ki ekran wra­ca para kul­to­wych super­mo­de­li: Derek Zoo­lan­der i Han­sel. Pierw­sza część była bar­dzo uda­ną paro­dią świa­ta mody, jeśli kon­ty­nu­acja utrzy­ma poziom abs­trak­cyj­ne­go humo­ru, jeste­śmy w domu. Bena Stil­le­ra i Owe­na Wil­so­na na ekra­nie wesprą: Will Fer­rell, Penélo­pe Cruz i Bene­dict Cum­ber­BITCH.

 


Duma i uprze­dze­nie, i zom­bie

Duma i uprze­dze­nie, i zom­bie! I ZOMBIE! Czu­je­cie to? To będzie hit! Żart, to będzie paź­dzierz, ale nie znam lep­sze­go spo­so­bu, żeby kole­sie tacy jak jak w ogó­le zain­te­re­so­wa­li się “Dumą i uprze­dze­niem”.

 
Wstrząs

Zacy­tu­je opis dys­try­bu­to­ra, bo jak dla mnie za dużo w tym trud­nych słów: “Histo­ria dr Ben­net­ta Oma­lu, któ­ry połą­czył ura­zy, na jakie nara­że­ni są spor­tow­cy, z “prze­wle­kłą trau­ma­tycz­ną ence­fa­lo­pa­tią”, któ­rej obja­wy czę­sto dopro­wa­dza­ją do depre­sji i śmier­ci samo­bój­czej”. Tłu­ma­cząc na nasze, będzie to opo­wieść o gościu, któ­ry zauwa­żył, że kon­tu­zje potra­fią dopro­wa­dzić spor­tow­ców do samo­bój­stwa. Cie­ka­wa teo­ria, a sze­rzej obja­śni ją nam Will Smith już 11 mar­ca.

 
Lon­dyn w ogniu

Jed­nym z naj­gor­szych fil­mów 2013 był “Olimp w Ogniu”, gdzie ter­ro­ry­ści zaata­ko­wa­li bia­ły dom i nie­chyb­nie zro­bi­li­by kuku pre­zy­den­to­wi USA, gdy­by do akcji nie wkro­czył Gerard Butler. Ktoś sza­lo­ny stwier­dził, że film zasłu­gu­je na kolej­ną część i tym spo­so­bem, w mar­cu do kin wej­dzie “Lon­dyn w Ogniu”. Już po zajaw­ce widać, że kon­ty­nu­acja może oka­zać się jesz­cze więk­szym kasz­ta­nem niż jedyn­ka, ale mimo to cze­kam. To jest ten rodzaj fil­mu, gdzie poziom żena­dy prze­kra­cza dozwo­lo­ną nor­mę i zaczy­na być zabaw­nie. Rzuć­cie okiem na zwia­stun. Te żało­sne efek­ty w CGI i te poważ­ne miny Gerar­da Butle­ra, ja już się uśmia­łem.

 
Bat­man v Super­man: Świt spra­wie­dli­wo­ści

Tak, ja też nale­żę do tych osób, któ­re narze­ka­ły, że Ben Affleck w roli Bat­ma­na to naj­głup­szy pomysł ever, i że Bat­man bez Nola­na to już nie będzie to samo. Jed­nak kolej­ne zwia­stu­ny robi­ły coraz lep­sze wra­że­nie i na chwi­lę obec­ną prze­bie­ram nóż­ka­mi z nie­cier­pli­wo­ści. Super­man jest nud­ny, ale Bat­man to Bat­man. Nawet jeśli ma śmiesz­ne uszy.

 
Kapi­tan Ame­ry­ka: Civil War

I zno­wu komiks, tyle, że tym razem ze staj­ni Marve­la. 6 maja, do kin wej­dzie naj­now­sza część przy­gód Kapi­ta­na Ame­ry­ki. Nor­mal­nie bym to prze­mil­czał, bo kto o zdro­wych zmy­słach jara się kapi­ta­nem “męczy­bu­łą” odpi­co­wa­nym w kostium pede­ra­sty? Jed­nak tym razem to inna para kalo­szy. Naj­nud­niej­szy z Aven­ger­sów wpad­nie w zatarg z Iron­Ma­nem i sytu­acja na tyle się zaogni, że doj­dzie do bra­to­bój­czej bija­ty­ki. Ponoć poszło o poli­ty­kę #naj­gor­szy­sor­ta­ven­gers. Może być cie­ka­wie, byle nie pogo­dzi­li się za szyb­ko.

 
X‑Men: Apo­ca­lyp­se

To może dla odmia­ny coś z komik­sów? Przed wami kolej­na część X‑men, czy­li mar­ka, któ­ra nigdy nie scho­dzi poni­żej akcep­to­wal­ne­go pozio­mu. Miej­my nadzie­ję, że tym razem będzie podob­nie, cho­ciaż nie­któ­rzy mar­twią się, że bez Wolve­ri­na może nie być już tak kolo­ro­wo. Tak, w Apo­ka­lip­sie nie zoba­czy­my Hugh Jack­ma­na #smu­te­czek. Zoba­czy­my za to jeden z lepiej roku­ją­cych czar­nych cha­rak­te­rów, czy­li tytu­ło­we­go Apo­ca­lyp­se­’a. W kinach od 20 maja.

 
Nice Guys. Rów­ni goście

Kolej­na pro­po­zy­cja to kome­dia kum­pel­ska z nie­co­dzien­nym duetem aktor­skim w rolach głów­nych — Rus­sell Cro­we i Ryan Gosling. Pano­wie nigdy nie sły­nę­li z kome­dii, roman­tycz­nych nie liczy­my (ma być zabaw­nie, a nie łza­wo), ale sądząc po zajaw­ce, ten eks­pe­ry­ment może się udać. Wyj­dzie z tego nowa “Zabój­cza broń”? Prze­ko­na­my się 20 maja.

 
Angry Birds

Pta­szo­ry z naj­po­pu­lar­niej­szych gier na komór­ki, docze­ka­ły się debiu­tu na wiel­kim ekra­nie. Mam mie­sza­ne uczu­cia, co do tej pro­duk­cji i bar­dziej skła­niam się do zda­nia, że wyj­dzie suchar, ale za wcze­śnie na wyda­wa­nie sądów. Poży­je­my, zoba­czy­my. Zwia­stun w sumie nie wyglą­da tak naj­go­rzej. W kinach od 27 maja.

 
War­craft: Począ­tek

“War­craft” to ekra­ni­za­cja ulu­bio­nej gry wszyst­kich ner­dów, gim­bów, infor­ma­ty­ków, pra­wicz­ków i nolaj­fów. Fil­mem war­to się zain­te­re­so­wać, nawet jeśli nigdy w War­cra­fta nie gra­łeś. Zajaw­ka pre­zen­tu­je się wręcz epic­ko, a do tego Ragnar Loth­brok w głów­nej roli. Cze­kam. W kinach od 10 czerw­ca.

 
Ilu­zja 2

Kon­ty­nu­acja wiel­kie­go hicio­ra z 2013 roku. Oso­bi­ście pla­nu­je obej­rzeć, cho­ciaż według mnie pierw­sza cześć była z dupy. Z dupy pod tym wzglę­dem, że film od począt­ku oszu­ki­wał nas, że Mark Ruf­fa­lo total­nie nie wie, co się dzie­je i fak­tycz­nie zale­ży mu na dorwa­niu “ilu­zjo­ni­stów”, po czym w fina­le oka­zu­je się, że to on stał za wszyst­kim. To się kupy nie trzy­ma. Z taką puen­tą, wszel­kie sce­ny, w któ­rych Mark Ruf­fa­lo dra­pie się po gło­wie ze zdzi­wie­nia, wyda­ją się bez­sen­sow­ne. Ale przy­zna­ję, że pomysł fak­tycz­nie cie­ka­wy i reali­za­cja cał­kiem, cał­kiem. W dru­giej czę­ści do obsa­dy dołą­czył Har­ry Pot­ter. Co jak co, ale papie­ry na cza­ro­wa­nie to on ma.

 
Gdzie jest Dory?

Pamię­ta­cie jesz­cze ryb­kę z “Gdzie jest Nemo?”, któ­rej co 3 sekun­dy ury­wał się film? To wła­śnie była Dory i teraz to ona będzie poszu­ki­wa­na. Kupu­je w ciem­no wszyst­ko pod czym pod­pi­sał się Pixar. Muro­wa­ny hit.

 
Dzień Nie­pod­le­gło­ści: Odro­dze­nie

Sko­ro Michał Pol (dzien­ni­karz spor­to­wy) może być rów­no­cze­śnie łysy i kudła­ty, to dla­cze­go zajaw­ka fil­mo­wa nie mia­ła­by być rów­no­cze­śnie zaje­bi­sta i gów­nia­na? Przed pań­stwem “Dzień Nie­pod­le­gło­ści 2”, czy­li film, któ­ry będzie miał mnó­stwo scen “pal­ce lizać”, ale infan­tyl­no­ścią, pate­tycz­ny­mi prze­mo­wa­mi i fla­ga­mi powie­wa­ją­cy­mi w sloł­moł­szyn wyj­dzie poza dopusz­czal­ną ska­lę. Coś jak połą­cze­nie “Trans­for­mer­sów” z “Arma­ged­do­nem” pomno­żo­ne razy 3. No i nie­ste­ty zabrak­nie Wil­la Smi­tha, któ­ry w pierw­szej czę­ści zapew­niał balans mię­dzy dar­ciem łacha a sce­na­mi na poważ­nie. Poży­je­my zoba­czy­my, ale prze­wi­du­ję powtór­kę z “Bat­tle­ship: Bitwa o Zie­mię”, czy­li ury­wa­ją­ce dupę uję­cia w HD i sce­na­riusz wywo­łu­ją­cy uśmiech poli­to­wa­nia. W kinach od 24 czerw­ca.

a tak wyglą­da Michał Pol:

 
Gho­st­bu­sters III

Kul­to­wa mar­ka lat 80′ powra­ca, ale nie­ste­ty zapo­wia­da się tanio, gów­nia­nie i nie­śmiesz­nie. Tym razem z ducha­mi zmie­rzą się kobie­ty, któ­re w ide­al­nym świe­cie sie­dzia­ły­by w kuch­ni i patrzy­ły, jak robi to Bill Muray. Jestem na NIE! i moje­go nasta­wie­nia nie jest w sta­nie zmie­nić nawet fakt, że w roli głów­nej zoba­czy­my Melis­se McCar­thy, któ­ra cza­sa­mi mie­wa “zabaw­ne” momen­ty.

 
Star Trek Bey­ond

Od kie­dy pie­czę nad Star Tre­kiem prze­jął J.J. Abrams, mar­ka nabra­ła nowe­go bla­sku. Nie jestem prze­sad­nym fanem Kapi­ta­na Kir­ka, ale dwie poprzed­nie czę­ści lubię i nie mam nic prze­ciw­ko, żeby seria dalej się roz­wi­ja­ła. Nie­ste­ty przy­szłość jest wiel­ką nie­wia­do­mą, bo jak wszy­scy wie­dzą, Abrams prze­rzu­cił się na “Gwiezd­ne Woj­ny”, a do Star Tre­ka przy­dzie­lo­no Justi­na Lin’a, czy­li kole­sia, któ­ry w CV ma 4 czę­ści “Szyb­kich i wście­kłych”. Pyta­nie brzmi czy będzie potra­fił zacho­wać wyty­czo­ny kurs? Po zajaw­ce śmiem wąt­pić. Nie­ste­ty, ale wyglą­da tanio i tan­det­nie. Z resz­tą prze­ko­na­my się 6 lip­ca.

 
Jason Bour­ne 5

Co tu dużo gadać? Wszyst­kie “Dżej­so­ny” z Mat­tem Damo­nem były solid­nym kinem akcji i tego same­go ocze­ku­ję od naj­now­szej czę­ści. Cie­ka­wost­ką jest, że “Jaso­na”, podob­nie jak nowy Star Trek, wyre­ży­se­ro­wał Justin Lin. Jed­nak w tym przy­pad­ku, aż tak bar­dzo mnie to nie mar­twi. Kolo ma zde­cy­do­wa­nie więk­sze doświad­cze­nie w kinie akcji niż w sci-fi.

 


Suici­de Squ­ad

Zno­wu komi­so­wo. Sko­ro mamy Aven­ger­sów i Justi­ce League, dla­cze­go by dla odmia­ny nie zmon­to­wać dru­ży­ny zło­żo­nej z zaka­pio­rów i prze­stęp­ców? I wła­śnie na takim pomy­śle bazu­je Suici­de Squ­ad. Taj­na agen­cja rzą­do­wa rekru­tu­je czar­ne cha­rak­te­ry zna­ne z komik­sów DC i skła­da im ofer­tę nie do odrzu­ce­nia, uła­ska­wie­nie w zamian za wyko­na­nie kil­ku nie­bez­piecz­nych misji. Zapo­wia­da się epic­ko. Raz, bo zoba­czy­my kolej­ne wcie­le­nie Joke­ra (oby nie odsta­wa­ło za bar­dzo pozio­mem od poprzed­nich) i dwa, bo ma być dużo czar­ne­go humo­ru i zaba­wy kon­wen­cją w wyko­na­niu cie­ka­wej obsa­dy: Jared Leto, Will Smith, Mar­got Rob­bie, Joel Kin­na­man. Oby tyl­ko drew­niak, Jai Court­ney, nie zawa­lił wszyst­kie­go. W kinach od 12 sierp­nia.

 

Dziew­czy­na z pocią­gu

Ekra­ni­za­cja naj­więk­sze­go książ­ko­we­go best­sel­le­ra z 2015 roku. 40-let­nia bez­ro­bot­na roz­wod­nicz­ka, z nad­wa­gą i pro­ble­mem alko­ho­lo­wym, uda­je przed sobą i całym świa­tem, że wciąż ma kon­tro­lę nad wła­snym życiem i dla pod­trzy­ma­nia pozo­rów, prze­mie­rza każ­de­go dnia pocią­giem tra­sę pomię­dzy jakąś pipi­dów­ką i Lon­dy­nem. Taka szop­ka dla rodzi­ny i zna­jo­mych, że niby do pra­cy jeź­dzi. Jej ulu­bio­ną roz­ryw­ką w trak­cie tych wypraw jest obser­wo­wa­nie mija­nych domów. Szcze­gól­nie upodo­ba­ła sobie jeden, zamiesz­ka­ły przez mło­de mał­żeń­stwo. Nasza boha­te­ra odpły­wa w swo­im sza­leń­stwie tak bar­dzo, że pod­glą­da­nej parze nada­je fej­ko­we imio­na i wyobra­ża sobie róż­ne sce­na­riu­sze z ich udzia­łem. Jak­by nie patrzeć ma zaawan­so­wa­ne­go pier­dol­ca, a kie­dy pew­ne­go dnia bez śla­du zni­ka miesz­kan­ka z jej ulu­bio­ne­go domu, dodat­ko­wo mie­sza się w poli­cyj­ne śledz­two i ostro mąci. Książ­ka była taka sobie, miej­my nadzie­ję, że w fil­mie zro­bią to lepiej. W roli głów­nej Emi­ly Blunt, któ­rej zde­cy­do­wa­nie dale­ko do “śred­nio atrak­cyj­nej czter­dzie­chy z nad­wa­gą”.

 

 
Sekret­ne życie zwie­rza­ków domo­wych

Nowa ani­ma­cja od twór­ców “Minion­ków”, któ­ra samym zwia­stu­nem zdą­ży­ła już pod­bić milio­ny serc. Film odpo­wie na pyta­nie, któ­re codzien­nie nur­tu­je tysią­ce osób — co robią nasze zwie­rza­ki, kie­dy wycho­dzi­my do pra­cy? W kinach od 23 wrze­śnia.

 
The Acco­un­tant

O “The Acco­un­tant” wia­do­mo na razie tyle, że będzie to histo­ria o nud­nym księ­go­wym, któ­ry po godzi­nach dora­bia jako płat­ny zabój­ca. Jak dla mnie tyle wystar­cza, żebym się zain­te­re­so­wał. W obsa­dzie Ben Affleck, Anna Ken­drick i J.K. Sim­mons.

 
Infer­no

Tom Hanks powra­ca w roli Rober­ta Lang­do­na, histo­ry­ka i mistrza deduk­cji zna­ne­go z best­sel­le­ro­wych powie­ści Dana Brow­na. Tym razem akcja będzie roz­gry­wać się w Wene­cji, gdzie wybu­dzo­ny ze śpiącz­ki Lang­don zno­wu będzie musiał roz­wią­zy­wać zagma­twa­ne zagad­ki i kle­ić fak­ty z pre­cy­zją Sher­loc­ka Hol­me­sa. Zna­jąc Dana Brow­na, cze­ka nas powódź absur­dów i “szcze­śli­wych” zbie­gów oko­licz­no­ści, a w fina­le i tak oka­że się, że za wszyst­kim sto­ją maso­ni i ilu­mi­na­cji. “Infer­no” było naj­le­piej sprze­da­ją­cą się książ­ką w 2013 roku.

 
Doctor Stran­ge

I zno­wu Marvel. Tym razem cze­ka nas opo­wieść o genial­nym neu­ro­chi­rur­gu, któ­ry w wyni­ku wypad­ku czę­ścio­wo tra­ci wła­dzę w rękach, co unie­moż­li­wia mu dal­szą karie­rę lekar­ską. Chcąc wró­cić do zdro­wia, Stran­ge szu­ka róż­nych moż­li­wo­ści i jakoś tak wycho­dzi, że sta­je się naj­po­tęż­niej­szym czar­no­księż­ni­kiem ever. Har­ry Pot­ter może mu co naj­wy­żej pole­ro­wać różdż­kę. W roli głów­nej Bene­dict Cum­ber­BITCH w asy­ście Rachel McA­dams.

 
Pas­sen­gers

Chris Pratt zosta­je wysła­ny w mają­cą trwać 120 lat podróż, któ­rej celem jest sko­lo­ni­zo­wa­nie innej pla­ne­ty. Pech chciał, że Chris wybu­dza się z hiber­na­cji 100 lat przed cza­sem. Szyb­ko nudzi go towa­rzy­stwo robo­tów, więc w myśl zasa­dy “jak ja nie śpię, to nikt nie śpi”, posta­na­wia wybu­dzić też kole­żan­kę z zało­gi, gra­ną przez Jen­ni­fer Law­ren­ce. Cóż wię­cej mogę powie­dzieć? Film praw­do­po­dob­nie będzie dwu­go­dzin­ną opo­wie­ścią o tym jak Chris i Jen­ni­fer lecą pro­mem kosmicz­nym 😀 Fascy­nu­ją­ce, co nie? BTW: Ponoć Jen­ni­fer poka­że cyc­ki, cho­ciaż pew­nie i tak już wszy­scy widzie­li.

 
Rogue One: A Star Wars Sto­ry

Kie­dyś pła­ka­li­śmy, że Geo­r­ge Lucas strasz­nie się opier­da­la z krę­ce­niem kolej­nych Gwiezd­nych Wojen, a teraz będzie­my pła­kać, że Disney roz­drab­nia mar­kę na drob­ne. W grud­niu do kin wej­dzie pierw­sza część z try­lo­gii, któ­ra będzie pobocz­na wzglę­dem try­lo­gii roz­po­czę­tej w 2015 #incep­cja. “Rogue One” opo­wie o gru­pie rebe­lian­tów zjed­no­czo­nych w śmia­łej misji pole­ga­ją­cej na kra­dzie­ży pla­nów impe­rial­nej Gwiaz­dy Śmier­ci. Sko­ro Gwiaz­da Śmier­ci wybu­cha­ła już trzy razy, to chy­ba może­my zało­żyć, że misja się powie­dzie, co nie? Mimo to oglą­da­my, wia­dom­ka.

 
Sul­ly

My mamy kapi­ta­na Wro­nę, a ame­ry­ka­nie kapi­ta­na Sul­len­ber­ge­ra, któ­ry zyskał sła­wę dzię­ki uda­ne­mu awa­ryj­ne­mu lądo­wa­niu na rze­ce Hud­son w Nowym Yor­ku. Jego samo­lot uległ awa­rii zaraz po star­cie, kie­dy to po zde­rze­niu ze sta­dem gęsi prze­sta­ły pra­co­wać dwa sil­ni­ki. Histo­rię kapi­ta­na Che­sley­’a Sul­len­ber­ge­ra wziął na warsz­tat sam Clint Eastwo­od #miszcz, a głów­nej roli pod­jął się Tom Hanks, czy­li zapo­wia­da się kon­kret­nie. Data pre­mie­ry jesz­cze nie zosta­ła usta­lo­na, ale raczej będzie to 2016.

 
Yip Man 3

Trze­cia część histo­rii Yip Mana, czy­li nauczy­cie­la Bru­ce­’a Lee. Film praw­do­po­dob­nie w ogó­le nie wej­dzie do pol­skich kin, a szko­da. Dwa poprzed­nie epi­zo­dy są abso­lut­nie genial­ne i zde­cy­do­wa­nie pole­cam każ­de­mu, kto jesz­cze nie widział. Fabu­ła i sce­ny walk wymia­ta­ją. W trój­ce, Ip Man zmie­rzy się z ban­dą gang­ste­rów, na cze­le któ­rych sta­nie chci­wy biz­nes­men gra­ny przez Mike­’a Tyso­n’a. Poja­wi się tez postać Bru­ce­’a Lee. Zde­cy­do­wa­nie chcę to zoba­czyć.

 
I to by było na tyle. Zapew­ne coś pomi­ną­łem, zapew­ne coś “extra” wypły­nie w kolej­nych mie­sią­cach i na pew­no 34 z poda­nych tytu­łów oka­że się mega gnio­ta­mi, ale co zro­bić? Tak wła­śnie malu­je się fil­mo­wy rok 2016. Zawsze mogło być gorzej.

A to widziałeś?