popKULTURA

Filmowy rozkład jazdy na 2016

20/10/2015

Zaczę­li­śmy nowy rok, a wraz z nim nowy roz­dział w popkul­tu­rze. Spe­cjal­nie dla was oddzie­li­łem ziarno od plew i spo­rzą­dzi­łem listę naj­le­piej zapo­wia­da­ją­cych się tytu­łów na sezon 2016. Waszym zada­niem jest tylko zazna­czyć odpo­wied­nie daty w kalen­da­rzu.

 
Big Short

Histo­ria (podobno) na fak­cie. Grupka cwa­niacz­ków w stylu Mar­cina Plichty, poprzez “krę­ce­nie lodów” na gra­nicy prawa, liczne spe­ku­la­cje, jesz­cze licz­niej­sze mal­wer­sa­cje i biz­nesy a’la Mirek han­dlarz, dopro­wa­dza do gigan­tycz­nej zapa­ści gospodarczo-ekonomicznej, któ­rej kon­se­kwen­cje odczuł cały świat. W obsa­dzie Chri­stian Bale, Steve Carell, Ryan Gosling i Brad Pitt.

 
Joy

Waha­łem się czy w ogóle wspo­mi­nać o tym fil­mie, bo tak się składa, że mam aler­gię na duet Jen­ni­fer Law­rence + Bra­dley Cooper #nudy, ale niech już będzie. Joy to histo­ria samot­nej matki, która całe życie ma pod górkę, jed­nak karta się odwraca, kiedy wynaj­duje mopa, jup takiego do pod­łóg, i z dnia na dzień staje się milio­nerką. Poza wspo­mnia­nym duetem, na ekra­nie zoba­czymy zoba­czy­cie jesz­cze Roberta DeNiro. W kinach od 8 stycz­nia.

 
Point Break

Jeśli dobrze kom­bi­nuje, jest to remake filmu o tym samym tytule z 1991 z Keanu Reeves’em i Patrick’em Swayze, co już spra­wia, że jestem na NIE! Agent FBI prze­nika do grupy prze­stęp­czej, która mię­dzy kolej­nymi napa­dami bawi się w sporty eks­tre­malne. Aktor­sko jest to zde­cy­do­wa­nie klasa B, same ano­ni­mowe nazwi­ska, ale wizu­al­nie wygląda naprawdę dobrze. Widać, że twórcy mają aspi­ra­cje, aby film powtó­rzył suk­ces i prze­jął widow­nie “Szyb­kich i Wście­kłych”. Jeśli publika to kupi, możemy spo­dzie­wać się kolej­nych czę­ści, co sezon lub dwa. W kinach od 8 stycz­nia.

 
Creed: Naro­dziny legendy

Saga Rocky’ego zato­czyła koło i zaczyna się od nowa. Tym razem Sylwka zoba­czymy w roli men­tora, a na ring wej­dzie syn Apollo Creed’a. Z góry wia­domo jak skoń­czy się ta histo­ria, ale i tak cze­kam. Uwiel­biam serię za soczy­ste mor­do­bi­cie bez klin­czy i gardy, “drugi oddech”, kiedy Rocky już dawno powi­nien poskła­dać się jak scy­zo­ryk i cze­kać na nosze tudzież koro­nera, i oczy­wi­ście za epicko zmon­to­wane sceny tre­nin­gów, wie­cie o czym mówię, prawda? Te poranne jog­ging w sza­rej blu­zie z kap­tu­rem, bok­so­wa­nie mar­twej krowy zawie­szo­nej na haku u zaprzy­jaź­nio­nego rzeź­nika, pompki na jed­nej ręce, “bicie gru­chy” i triki ze ska­kanką. Aż samemu chce się ruszyć dupę z kanapy i wbiec na jakieś schody w ryt­mie Final Count­down. Tego samego ocze­kuję po Cre­edzie. Tylko tyle.

 
Nie­na­wistna ósemka

Tu nawet nie trzeba zaja­wiać fabuły, wystar­czy powie­dzieć, że film wyre­ży­se­ro­wał Quen­tin Taran­tino i wię­cej reko­men­da­cji nie potrzeba. W rolach głów­nych: Kurt Rus­sell, Samuel L. Jack­son, Tim Roth, Michael Mad­sen i Czaj­nik Tatum.

 
Pit­bull. Nowe porządki

Patryk Vega to taki Dr Jekyll i Mr Hyde wśród reży­se­rów, który z jed­nej strony zasłu­żył na lincz za znisz­cze­nie życia milio­nom Pola­ków. Kto nadział się na jakąś z jego min: “Cia­cho”, “Hans Kloss. Stawka więk­sza niż śmierć” lub “Last Minute”, ten wie o czym mówię. Z dru­giej strony stwo­rzył jedną z naj­lep­szych pol­skich histo­rii kry­mi­nal­nych, czyli “Pit­bulla”, za co bez dwóch zdań należy mu się owa­cja na sto­jąco. Vega wraca na srebrny ekran, ale na nasze szczę­ście wybrał tę lep­szą wer­sję sie­bie, przy­wra­ca­jąc do życia wła­śnie “Pit­bulla”. Zajawka wygląda sma­ko­wi­cie, a do tego zapo­wiada się na wielki powrót Bogu­sława Lindy z aktor­skich zaświa­tów. Jaram się opo­rowo, bo nasz pol­ski Bruce Wil­lis jest wręcz stwo­rzony do kała­cha i rzu­ca­nia kur­wami (nikt tak pięk­nie tego nie robi), a był moment, kiedy upadł tak nisko, że grał wystę­po­wał w jakimś nie­śmiesz­nym pol­sa­tow­skim sit­co­mie, jako gospo­sia Mał­go­rzaty Forem­niak. Dzi­zas jakie to było złe. Jest jed­nak jeden pro­blem. Pit­bull jest zaje­bi­sty, ale jako serial. Film to zle­pek przy­pad­ko­wych scen wycię­tych z serialu, które bez szer­szego kon­tek­stu total­nie nie mają mocy. Kinowe Służby spe­cjalne też na to cier­piały. Cze­kamy, więc na serial. Strze­lam w ciemno, że wystar­tuje pół roku po pre­mie­rze filmu.

 
Zjawa

Kolejne podej­ście Leonardo DiCa­prio do Oscara. Plotka głosi, że jeśli nie teraz to już nigdy, bo jak prze­bić zgwał­ce­nie przez niedź­wie­dzia? Ponoć wła­śnie taką scenę uświad­czymy w “Zja­wie”. Jeśli to prawda, to dymanko pod namio­tem w “Bro­ke­back Moun­tain” wymięka. Na ekra­nie zoba­czymy rów­nież posia­da­cza naj­za­je­bist­szej barwy głosu, czyli Toma Hardy’ego. Can’t wait.

 
The Finest Hours

“The Finest Hours” to Disney’owska odpo­wiedź na “Tita­nica”.
Histo­ria na fak­cie? ☑
Kata­strofa na morzu? ☑
Trudna miłość? ☑
Poświe­ce­nie? ☑
Pła­czące dziew­czynki? Dowiemy się 29 stycz­nia.
W rolach głów­nych Chris Pine i Casey Affleck.

 
Dead­pool

Mój fawo­ryt na 2016 rok. Nie­któ­rzy mogą krę­cić nosem, że znowu film na kan­wie marve­low­skich komik­sów, ale to tylko udo­wad­nia, jak wiel­kimi są igno­ran­tami. Dead­pool to naj­lep­sza postać ever. Połą­cze­nie zręcz­no­ści Spi­der­mana z sar­ka­zmem Dr House’a, zle­wac­twem Ala Bundy’ego i nie­od­po­wie­dzial­no­ścią Homera Simp­sona, a do tego kate­go­ria R, co rokuje, że nie zabrak­nie krwi i wul­ga­rów. Can’t wait. Pre­miera 14 lutego, więc walen­tynki macie już zapla­no­wane. W tytu­ło­wej roli Ryan Rey­nolds.

 
Tri­ple 9

Zwia­stun “Tri­ple 9″ zapo­wiada, że możemy mieć do czy­nie­nia z naj­lep­szym gangstersko-policyjnym poje­dyn­kiem od cza­sów “Gorączki”. Groźni prze­stępcy pla­nują prze­pro­wa­dzić skom­pli­ko­wany skok i dla odwró­ce­nia uwagi zabi­jają poli­cjanta. W rolach głów­nych Woody Har­rel­son, Kate Win­slet, Nor­man Reedus, Aaron Paul, Casey Affleck i Chi­we­tel Ejio­for. W kinach od 18 lutego.

 
Histo­ria Roja

“Histo­ria Roja” to pierw­szy film o Żoł­nier­zach Wyklę­tych, o któ­rych Zbi­gniew Her­bert napi­sał tak: “Ponie­waż żyli pra­wem wilka, histo­ria o nich głu­cho mil­czy”. Pro­duk­cja przed­stawi losy 20-letniego Mie­czy­sława Dzie­miesz­kie­wi­cza, pseu­do­nim “Rój”, żoł­nie­rza Naro­do­wego Zjed­no­cze­nia Woj­sko­wego, który jako dowódca oddziału par­ty­zanc­kiego przez 6 lat toczył walkę o wolną Pol­skę z sowiec­kim oku­pan­tem, sta­jąc się postra­chem wśród funk­cjo­na­riu­szy UB i kola­bo­ran­tów.
Warto zwró­cić uwagę na oko­licz­no­ści powsta­nia tej pro­duk­cji, bo powie­dzieć, że rodziła się w praw­dzi­wych bólach, to powie­dzieć nic. Pierw­szy klaps padł w grud­niu 2009 roku, jed­nak jakiś czas póź­niej, w wyniku zmian per­so­nal­nych w zarzą­dzie Tele­wi­zji Pol­skiej, TVP wstrzy­mało finan­so­wa­nie pro­jektu. Był to począ­tek efektu domina, który osta­tecz­nie dopro­wa­dził do wyco­fa­nia się rów­nież pry­wat­nych spon­so­rów. Wyda­wało się, że film już nigdy nie zosta­nie ukoń­czony, ale dzięki deter­mi­na­cji twór­ców i spo­łecz­no­ści inter­ne­to­wej, udało się zebrać bra­ku­jące środki. Efekt zoba­czymy 4 marca, czyli ponad 6 lat od roz­po­czę­cia zdjęć.

 
Zoo­lan­der 2

Po 15 latach na wielki ekran wraca para kul­to­wych super­mo­deli: Derek Zoo­lan­der i Han­sel. Pierw­sza część była bar­dzo udaną paro­dią świata mody, jeśli kon­ty­nu­acja utrzyma poziom abs­trak­cyj­nego humoru, jeste­śmy w domu. Bena Stil­lera i Owena Wil­sona na ekra­nie wesprą: Will Fer­rell, Penélope Cruz i Bene­dict Cum­ber­BITCH.

 


Duma i uprze­dze­nie, i zom­bie

Duma i uprze­dze­nie, i zom­bie! I ZOMBIE! Czu­je­cie to? To będzie hit! Żart, to będzie paź­dzierz, ale nie znam lep­szego spo­sobu, żeby kole­sie tacy jak jak w ogóle zain­te­re­so­wali się “Dumą i uprze­dze­niem”.

 
Wstrząs

Zacy­tuje opis dys­try­bu­tora, bo jak dla mnie za dużo w tym trud­nych słów: “Histo­ria dr Ben­netta Omalu, który połą­czył urazy, na jakie nara­żeni są spor­towcy, z “prze­wle­kłą trau­ma­tyczną ence­fa­lo­pa­tią”, któ­rej objawy czę­sto dopro­wa­dzają do depre­sji i śmierci samo­bój­czej”. Tłu­ma­cząc na nasze, będzie to opo­wieść o gościu, który zauwa­żył, że kon­tu­zje potra­fią dopro­wa­dzić spor­tow­ców do samo­bój­stwa. Cie­kawa teo­ria, a sze­rzej obja­śni ją nam Will Smith już 11 marca.

 
Lon­dyn w ogniu

Jed­nym z naj­gor­szych fil­mów 2013 był “Olimp w Ogniu”, gdzie ter­ro­ry­ści zaata­ko­wali biały dom i nie­chyb­nie zro­bi­liby kuku pre­zy­den­towi USA, gdyby do akcji nie wkro­czył Gerard Butler. Ktoś sza­lony stwier­dził, że film zasłu­guje na kolejną część i tym spo­so­bem, w marcu do kin wej­dzie “Lon­dyn w Ogniu”. Już po zajawce widać, że kon­ty­nu­acja może oka­zać się jesz­cze więk­szym kasz­ta­nem niż jedynka, ale mimo to cze­kam. To jest ten rodzaj filmu, gdzie poziom żenady prze­kra­cza dozwo­loną normę i zaczyna być zabaw­nie. Rzuć­cie okiem na zwia­stun. Te żało­sne efekty w CGI i te poważne miny Gerarda Butlera, ja już się uśmia­łem.

 
Bat­man v Super­man: Świt spra­wie­dli­wo­ści

Tak, ja też należę do tych osób, które narze­kały, że Ben Affleck w roli Bat­mana to naj­głup­szy pomysł ever, i że Bat­man bez Nolana to już nie będzie to samo. Jed­nak kolejne zwia­stuny robiły coraz lep­sze wra­że­nie i na chwilę obecną prze­bie­ram nóż­kami z nie­cier­pli­wo­ści. Super­man jest nudny, ale Bat­man to Bat­man. Nawet jeśli ma śmieszne uszy.

 
Kapi­tan Ame­ryka: Civil War

I znowu komiks, tyle, że tym razem ze stajni Marvela. 6 maja, do kin wej­dzie naj­now­sza część przy­gód Kapi­tana Ame­ryki. Nor­mal­nie bym to prze­mil­czał, bo kto o zdro­wych zmy­słach jara się kapi­ta­nem “męczy­bułą” odpi­co­wa­nym w kostium pede­ra­sty? Jed­nak tym razem to inna para kalo­szy. Naj­nud­niej­szy z Aven­ger­sów wpad­nie w zatarg z Iron­Ma­nem i sytu­acja na tyle się zaogni, że doj­dzie do bra­to­bój­czej bija­tyki. Ponoć poszło o poli­tykę #naj­gor­szy­sor­ta­ven­gers. Może być cie­ka­wie, byle nie pogo­dzili się za szybko.

 
X-Men: Apo­ca­lypse

To może dla odmiany coś z komik­sów? Przed wami kolejna część X-men, czyli marka, która nigdy nie scho­dzi poni­żej akcep­to­wal­nego poziomu. Miejmy nadzieję, że tym razem będzie podob­nie, cho­ciaż nie­któ­rzy mar­twią się, że bez Wolve­rina może nie być już tak kolo­rowo. Tak, w Apo­ka­lip­sie nie zoba­czymy Hugh Jack­mana #smu­te­czek. Zoba­czymy za to jeden z lepiej roku­ją­cych czar­nych cha­rak­te­rów, czyli tytu­ło­wego Apocalypse’a. W kinach od 20 maja.

 
Nice Guys. Równi goście

Kolejna pro­po­zy­cja to kome­dia kum­pel­ska z nie­co­dzien­nym duetem aktor­skim w rolach głów­nych — Rus­sell Crowe i Ryan Gosling. Pano­wie nigdy nie sły­nęli z kome­dii, roman­tycz­nych nie liczymy (ma być zabaw­nie, a nie łzawo), ale sądząc po zajawce, ten eks­pe­ry­ment może się udać. Wyj­dzie z tego nowa “Zabój­cza broń”? Prze­ko­namy się 20 maja.

 
Angry Birds

Pta­szory z naj­po­pu­lar­niej­szych gier na komórki, docze­kały się debiutu na wiel­kim ekra­nie. Mam mie­szane uczu­cia, co do tej pro­duk­cji i bar­dziej skła­niam się do zda­nia, że wyj­dzie suchar, ale za wcze­śnie na wyda­wa­nie sądów. Poży­jemy, zoba­czymy. Zwia­stun w sumie nie wygląda tak naj­go­rzej. W kinach od 27 maja.

 
War­craft: Począ­tek

“War­craft” to ekra­ni­za­cja ulu­bio­nej gry wszyst­kich ner­dów, gim­bów, infor­ma­ty­ków, pra­wicz­ków i nolaj­fów. Fil­mem warto się zain­te­re­so­wać, nawet jeśli nigdy w War­cra­fta nie gra­łeś. Zajawka pre­zen­tuje się wręcz epicko, a do tego Ragnar Loth­brok w głów­nej roli. Cze­kam. W kinach od 10 czerwca.

 
Ilu­zja 2

Kon­ty­nu­acja wiel­kiego hiciora z 2013 roku. Oso­bi­ście pla­nuje obej­rzeć, cho­ciaż według mnie pierw­sza cześć była z dupy. Z dupy pod tym wzglę­dem, że film od początku oszu­ki­wał nas, że Mark Ruf­falo total­nie nie wie, co się dzieje i fak­tycz­nie zależy mu na dorwa­niu “ilu­zjo­ni­stów”, po czym w finale oka­zuje się, że to on stał za wszyst­kim. To się kupy nie trzyma. Z taką puentą, wszel­kie sceny, w któ­rych Mark Ruf­falo dra­pie się po gło­wie ze zdzi­wie­nia, wydają się bez­sen­sowne. Ale przy­znaję, że pomysł fak­tycz­nie cie­kawy i reali­za­cja cał­kiem, cał­kiem. W dru­giej czę­ści do obsady dołą­czył Harry Pot­ter. Co jak co, ale papiery na cza­ro­wa­nie to on ma.

 
Gdzie jest Dory?

Pamię­ta­cie jesz­cze rybkę z “Gdzie jest Nemo?”, któ­rej co 3 sekundy ury­wał się film? To wła­śnie była Dory i teraz to ona będzie poszu­ki­wana. Kupuje w ciemno wszystko pod czym pod­pi­sał się Pixar. Muro­wany hit.

 
Dzień Nie­pod­le­gło­ści: Odro­dze­nie

Skoro Michał Pol (dzien­ni­karz spor­towy) może być rów­no­cze­śnie łysy i kudłaty, to dla­czego zajawka fil­mowa nie mia­łaby być rów­no­cze­śnie zaje­bi­sta i gów­niana? Przed pań­stwem “Dzień Nie­pod­le­gło­ści 2″, czyli film, który będzie miał mnó­stwo scen “palce lizać”, ale infan­tyl­no­ścią, pate­tycz­nymi prze­mo­wami i fla­gami powie­wa­ją­cymi w sloł­moł­szyn wyj­dzie poza dopusz­czalną skalę. Coś jak połą­cze­nie “Trans­for­mer­sów” z “Arma­ged­do­nem” pomno­żone razy 3. No i nie­stety zabrak­nie Willa Smi­tha, który w pierw­szej czę­ści zapew­niał balans mię­dzy dar­ciem łacha a sce­nami na poważ­nie. Poży­jemy zoba­czymy, ale prze­wi­duję powtórkę z “Bat­tle­ship: Bitwa o Zie­mię”, czyli ury­wa­jące dupę uję­cia w HD i sce­na­riusz wywo­łu­jący uśmiech poli­to­wa­nia. W kinach od 24 czerwca.

a tak wygląda Michał Pol:

 
Gho­st­bu­sters III

Kul­towa marka lat 80′ powraca, ale nie­stety zapo­wiada się tanio, gów­nia­nie i nie­śmiesz­nie. Tym razem z duchami zmie­rzą się kobiety, które w ide­al­nym świe­cie sie­dzia­łyby w kuchni i patrzyły, jak robi to Bill Muray. Jestem na NIE! i mojego nasta­wie­nia nie jest w sta­nie zmie­nić nawet fakt, że w roli głów­nej zoba­czymy Melisse McCar­thy, która cza­sami miewa “zabawne” momenty.

 
Star Trek Bey­ond

Od kiedy pie­czę nad Star Tre­kiem prze­jął J.J. Abrams, marka nabrała nowego bla­sku. Nie jestem prze­sad­nym fanem Kapi­tana Kirka, ale dwie poprzed­nie czę­ści lubię i nie mam nic prze­ciwko, żeby seria dalej się roz­wi­jała. Nie­stety przy­szłość jest wielką nie­wia­domą, bo jak wszy­scy wie­dzą, Abrams prze­rzu­cił się na “Gwiezdne Wojny”, a do Star Treka przy­dzie­lono Justina Lin’a, czyli kole­sia, który w CV ma 4 czę­ści “Szyb­kich i wście­kłych”. Pyta­nie brzmi czy będzie potra­fił zacho­wać wyty­czony kurs? Po zajawce śmiem wąt­pić. Nie­stety, ale wygląda tanio i tan­det­nie. Z resztą prze­ko­namy się 6 lipca.

 
Jason Bourne 5

Co tu dużo gadać? Wszyst­kie “Dżej­sony” z Mat­tem Damo­nem były solid­nym kinem akcji i tego samego ocze­kuję od naj­now­szej czę­ści. Cie­ka­wostką jest, że “Jasona”, podob­nie jak nowy Star Trek, wyre­ży­se­ro­wał Justin Lin. Jed­nak w tym przy­padku, aż tak bar­dzo mnie to nie mar­twi. Kolo ma zde­cy­do­wa­nie więk­sze doświad­cze­nie w kinie akcji niż w sci-fi.

 


Suicide Squad

Znowu komi­sowo. Skoro mamy Aven­ger­sów i Justice League, dla­czego by dla odmiany nie zmon­to­wać dru­żyny zło­żo­nej z zaka­pio­rów i prze­stęp­ców? I wła­śnie na takim pomy­śle bazuje Suicide Squad. Tajna agen­cja rzą­dowa rekru­tuje czarne cha­rak­tery znane z komik­sów DC i składa im ofertę nie do odrzu­ce­nia, uła­ska­wie­nie w zamian za wyko­na­nie kilku nie­bez­piecz­nych misji. Zapo­wiada się epicko. Raz, bo zoba­czymy kolejne wcie­le­nie Jokera (oby nie odsta­wało za bar­dzo pozio­mem od poprzed­nich) i dwa, bo ma być dużo czar­nego humoru i zabawy kon­wen­cją w wyko­na­niu cie­ka­wej obsady: Jared Leto, Will Smith, Mar­got Rob­bie, Joel Kin­na­man. Oby tylko drew­niak, Jai Court­ney, nie zawa­lił wszyst­kiego. W kinach od 12 sierp­nia.

 

Dziew­czyna z pociągu

Ekra­ni­za­cja naj­więk­szego książ­ko­wego best­sel­lera z 2015 roku. 40-letnia bez­ro­botna roz­wod­niczka, z nad­wagą i pro­ble­mem alko­ho­lo­wym, udaje przed sobą i całym świa­tem, że wciąż ma kon­trolę nad wła­snym życiem i dla pod­trzy­ma­nia pozo­rów, prze­mie­rza każ­dego dnia pocią­giem trasę pomię­dzy jakąś pipi­dówką i Lon­dy­nem. Taka szopka dla rodziny i zna­jo­mych, że niby do pracy jeź­dzi. Jej ulu­bioną roz­rywką w trak­cie tych wypraw jest obser­wo­wa­nie mija­nych domów. Szcze­gól­nie upodo­bała sobie jeden, zamiesz­kały przez młode mał­żeń­stwo. Nasza boha­tera odpływa w swoim sza­leń­stwie tak bar­dzo, że pod­glą­da­nej parze nadaje fej­kowe imiona i wyobraża sobie różne sce­na­riu­sze z ich udzia­łem. Jakby nie patrzeć ma zaawan­so­wa­nego pier­dolca, a kiedy pew­nego dnia bez śladu znika miesz­kanka z jej ulu­bio­nego domu, dodat­kowo mie­sza się w poli­cyjne śledz­two i ostro mąci. Książka była taka sobie, miejmy nadzieję, że w fil­mie zro­bią to lepiej. W roli głów­nej Emily Blunt, któ­rej zde­cy­do­wa­nie daleko do “śred­nio atrak­cyj­nej czter­dzie­chy z nad­wagą”.

 

 
Sekretne życie zwie­rza­ków domo­wych

Nowa ani­ma­cja od twór­ców “Minion­ków”, która samym zwia­stu­nem zdą­żyła już pod­bić miliony serc. Film odpo­wie na pyta­nie, które codzien­nie nur­tuje tysiące osób — co robią nasze zwie­rzaki, kiedy wycho­dzimy do pracy? W kinach od 23 wrze­śnia.

 
The Acco­un­tant

O “The Acco­un­tant” wia­domo na razie tyle, że będzie to histo­ria o nud­nym księ­go­wym, który po godzi­nach dora­bia jako płatny zabójca. Jak dla mnie tyle wystar­cza, żebym się zain­te­re­so­wał. W obsa­dzie Ben Affleck, Anna Ken­drick i J.K. Sim­mons.

 
Inferno

Tom Hanks powraca w roli Roberta Lang­dona, histo­ryka i mistrza deduk­cji zna­nego z best­sel­le­ro­wych powie­ści Dana Browna. Tym razem akcja będzie roz­gry­wać się w Wene­cji, gdzie wybu­dzony ze śpiączki Lang­don znowu będzie musiał roz­wią­zy­wać zagma­twane zagadki i kleić fakty z pre­cy­zją Sher­locka Hol­mesa. Zna­jąc Dana Browna, czeka nas powódź absur­dów i “szcze­śli­wych” zbie­gów oko­licz­no­ści, a w finale i tak okaże się, że za wszyst­kim stoją masoni i ilu­mi­na­cji. “Inferno” było naj­le­piej sprze­da­jącą się książką w 2013 roku.

 
Doctor Strange

I znowu Marvel. Tym razem czeka nas opo­wieść o genial­nym neu­ro­chi­rurgu, który w wyniku wypadku czę­ściowo traci wła­dzę w rękach, co unie­moż­li­wia mu dal­szą karierę lekar­ską. Chcąc wró­cić do zdro­wia, Strange szuka róż­nych moż­li­wo­ści i jakoś tak wycho­dzi, że staje się naj­po­tęż­niej­szym czar­no­księż­ni­kiem ever. Harry Pot­ter może mu co naj­wy­żej pole­ro­wać różdżkę. W roli głów­nej Bene­dict Cum­ber­BITCH w asy­ście Rachel McA­dams.

 
Pas­sen­gers

Chris Pratt zostaje wysłany w mającą trwać 120 lat podróż, któ­rej celem jest sko­lo­ni­zo­wa­nie innej pla­nety. Pech chciał, że Chris wybu­dza się z hiber­na­cji 100 lat przed cza­sem. Szybko nudzi go towa­rzy­stwo robo­tów, więc w myśl zasady “jak ja nie śpię, to nikt nie śpi”, posta­na­wia wybu­dzić też kole­żankę z załogi, graną przez Jen­ni­fer Law­rence. Cóż wię­cej mogę powie­dzieć? Film praw­do­po­dob­nie będzie dwu­go­dzinną opo­wie­ścią o tym jak Chris i Jen­ni­fer lecą pro­mem kosmicz­nym 😀 Fascy­nu­jące, co nie? BTW: Ponoć Jen­ni­fer pokaże cycki, cho­ciaż pew­nie i tak już wszy­scy widzieli.

 
Rogue One: A Star Wars Story

Kie­dyś pła­ka­li­śmy, że Geo­rge Lucas strasz­nie się opier­dala z krę­ce­niem kolej­nych Gwiezd­nych Wojen, a teraz będziemy pła­kać, że Disney roz­drab­nia markę na drobne. W grud­niu do kin wej­dzie pierw­sza część z try­lo­gii, która będzie poboczna wzglę­dem try­lo­gii roz­po­czę­tej w 2015 #incep­cja. “Rogue One” opo­wie o gru­pie rebe­lian­tów zjed­no­czo­nych w śmia­łej misji pole­ga­ją­cej na kra­dzieży pla­nów impe­rial­nej Gwiazdy Śmierci. Skoro Gwiazda Śmierci wybu­chała już trzy razy, to chyba możemy zało­żyć, że misja się powie­dzie, co nie? Mimo to oglą­damy, wia­domka.

 
Sully

My mamy kapi­tana Wronę, a ame­ry­ka­nie kapi­tana Sul­len­ber­gera, który zyskał sławę dzięki uda­nemu awa­ryj­nemu lądo­wa­niu na rzece Hud­son w Nowym Yorku. Jego samo­lot uległ awa­rii zaraz po star­cie, kiedy to po zde­rze­niu ze sta­dem gęsi prze­stały pra­co­wać dwa sil­niki. Histo­rię kapi­tana Chesley’a Sul­len­ber­gera wziął na warsz­tat sam Clint Eastwood #miszcz, a głów­nej roli pod­jął się Tom Hanks, czyli zapo­wiada się kon­kret­nie. Data pre­miery jesz­cze nie została usta­lona, ale raczej będzie to 2016.

 
Yip Man 3

Trze­cia część histo­rii Yip Mana, czyli nauczy­ciela Bruce’a Lee. Film praw­do­po­dob­nie w ogóle nie wej­dzie do pol­skich kin, a szkoda. Dwa poprzed­nie epi­zody są abso­lut­nie genialne i zde­cy­do­wa­nie pole­cam każ­demu, kto jesz­cze nie widział. Fabuła i sceny walk wymia­tają. W trójce, Ip Man zmie­rzy się z bandą gang­ste­rów, na czele któ­rych sta­nie chciwy biz­nes­men grany przez Mike’a Tyson’a. Pojawi się tez postać Bruce’a Lee. Zde­cy­do­wa­nie chcę to zoba­czyć.

 
I to by było na tyle. Zapewne coś pomi­ną­łem, zapewne coś “extra” wypły­nie w kolej­nych mie­sią­cach i na pewno 3/4 z poda­nych tytu­łów okaże się mega gnio­tami, ale co zro­bić? Tak wła­śnie maluje się fil­mowy rok 2016. Zawsze mogło być gorzej.

A to widziałeś?